niedziela, czerwca 07, 2020

Spring rolls z Hong Kongu



Nazwa może mylić i pewnie prędzej kojarzy się z daniem wietnamskim, ale to Chińczycy jako pierwsi i od zarania dziejów robili takie zawijane maleństwa, nazywając je właśnie w dosłownym tłumaczeniu wiosennymi rolkami (春卷春捲chūn juǎnchēun gyún). W południowo-wschodniej Azji i na Tajwanie funkcjonuje też często nazwa lumpia lub popiah.  Bywa to też tłumaczone na angielski jako egg rolls. Tak że nazw mamy do wyboru i koloru i sposobów przygotowania również. 

W wersji chińskiej ciasto to niemal przezroczyste "makaronowe" kwadraty lub koła, które zwija się w zgrabne pakieciki. Początkowo w Chinach był to przysmak jadany wiosną (stąd nazwa) pod postacią naleśnika ze świeżymi sezonowymi warzywami, mógł być smażony po nadzianiu lub nie. Ja proponuję dziś wersję z kuchni kantońskiej, jadaną powszechnie w Hong Kongu (i Makau). Próbowaliśmy ich tam kilkakrotnie i bardzo przypadły nam do gustu. 

W Hong Kongu najczęściej zaserwują nam spring rolls w herbaciarniach podających dim sum. Gdy mieszkańcy południowych Chin (a szczególnie Kantonu i Hong Kongu) mówią, że będą yum cha (czyli w dosłownym znaczeniu - pić herbatę, mają na myśli zazwyczaj cały posiłek z dziesiątkami maleńkich danek nazywanych dim sum. Tej uczcie towarzyszy rzecz jasna obowiązkowo herbata. Koniecznie chińska, nigdy nie czarna, podawana jest w pękatym dzbanku i nalewana do kubeczków wielkości naparstka. 

Zgodnie z ruchem wskazówek zegara od górnego lewego rogu: 1.Wśród wieżowców gdzieniegdzie zapodzieje się świątynia. 2.W Lin Heung Tea House panie z wózkiem pojawiają się znienacka, trzeba się na nie zaczaić i szybko za nimi biec, bo leżące na wózku dim sum znikają jak sen złoty. 3.Bywają i takie dim sum - te są z kultowego Yum Cha. Wnętrze super nowoczesne i trendy, a parowane bułki z różnymi nadzieniami (to na pierwszym planie jest z wieprzowiną, na drugim z waniliowym kremem) tak urocze, że aż żal je jeść. 4.Cudowne pierożki z wielkimi krewetkami w Sun Hing. Tu karteczki z zamówieniami są tylko w krzaczkach. Na szczęście pomogła nam przemiła tajwańska para, która bardzo się ucieszyła, że odwiedziliśmy się i zachwyciliśmy ich maleńką wyspą. 

Po kilku wizytach w mieście mamy już swoje ulubione "dim sumowe" lokale. Oto nasza bardzo krótka i bardzo subiektywna lista najlepszych miejsc w Hong Kongu na dim sum:

1. Lin Heung Tea House na Wellington Street - zlokalizowany bardzo centralnie, w sercu Hong Kongu, kochany przez miejscowych i turystów. Totalny klasyczny autentyk, gdzie żeby zdobyć cos do przekąszenia trzeba być czujnym i obserwować pojawiające się znienacka jak zjawy panie popychające wózki z różnymi dim sum. Oblegane są natychmiast przez chmary klientów i zawartość wózka znika w mgnieniu oka. Cudowne!! Słyszałam i czytałam narzekania zachodnich turystów na ten sposób podawania dim sum - a to że nie można sobie spokojnie siedzieć, zamówić i jeść, a to, że to bieganie za paniami jest stresujące i można nie zdobyć ulubionego kąska. Jak dla mnie ta metoda serwowania jedzenia tylko dodaje miejscu lokalnego kolorytu. Widać trzeba się urodzić w komunizmie i przestać dzieciństwo w kolejkach po śmietanę, kakao i pomarańcze, żeby rozumieć, że jedzenie zdobyte z poświęceniem smakuje lepiej. ;) Wystrój jest tu właściwie nieistniejący, za to atmosfera boska. Pyszne są tu chéungfán (ang. rice noodle rolls) - coś w rodzaju naleśników z ciasta jak na makaron ryżowy z nadzieniem z krewetek lub wołowiny.  

2. Yum Cha w dzielnicy Central w Nan Fung Tower - to totalne przeciwieństwo poprzedniego jeśli chodzi o atmosferę. Przypomina raczej modne "high-endowe" miejsce na brunch. Elegancki, nowoczesny wystrój,  bandy uwijających sie kelnerów. Przy stolikach  instagramowe pary (dominują dwudziestoletnie na oko dziewczyny) i elegancko ubrane rodziny chętnie przychodzące tu w weekendowe południe (dim sum jada się od wczesnego poranka aż do obiadu). Czyli mało tradycyjnie, ale tu przychodzi się z innych powodów.  Nie ma chyba wizualnie atrakcyjniejszych dim sum w Hong Kongu. W dodatku smakowo też są znakomite. Koniecznie trzeba spróbować parowanych bułek z nadzieniem z wieprzowiny w kształcie świnek z różowymi uszami oraz żółciótkich bułeczek wypełnionych pysznym ciepłym waniliowo-jajecznym kremem. No i należy nagrać wideo, jak ten krem wypływa z bułki. Wszyscy to robią. To obowiązkowy punkt wizyty w Yum Cha. 

3. Sun Hing Restaurant - poza centrum, nieco na uboczu, uczęszczana głównie przez mieszkańców Hong Kongu. Tu trzeba być odważnym - menu jest po chinsku (kantońsku? mandaryńsku? Bóg raczy wiedzieć...), nikt się tutaj z nami nie cacka. Albo idziemy na całość i  kulinarną beztroskę i stawiamy krzyżyki na podanych karteczkach do zamówienia przy czym popadnie. Albo jakoś zmuszamy obsługę, żeby pokazała nam zawartość garnków i bambusowych koszy (co nie jest łatwe). Albo mówimy po chińsku. Albo - tak jak my zrobiliśmy - liczymy na łut szczęścia. Pomogli sympatyczni tajwańscy klienci restauracji i udało nam sie dzięki nim zamówić same pyszności, a uniknąć pułapek (takich jak kurze nóżki w sosie sojowym, dla mnie brrrr...). 

4. Tim Ho Wan - udekorowana gwiazdkami Michelina. Po drugiej stronie wody, czyli już nie stricte na wyspie Hong Kong tylko w dzielnicy Kowloon. Zawsze z gigantyczną kolejką przez wejściem. To ostatnie okropnie nas zniechęcało (w kolejkach po jedzenie jak wspomniałam już się w życiu nastałam i teraz odmawiam tego - zazwyczaj - kategorycznie). Zwłaszcza, że niemal naprzeciwko jest bajeczna spelunka z gotowanymi pierożkami won ton w oleju z chrupiącymi płatkami chili (danie syczuańskie), po 10. minimum wizytach, właścicielka nas już zna i na nasz widok na stole bez pytania lądują nasze ukochane dumplings. Dopiero w czasie naszej ostatniej wizyty w Hong Kongu, pod koniec 2019 r. w szczycie zamieszek (tego samego dnia na wyspie Hong Kong była 1. milionowa manifestacja) zastaliśmy Tim Ho Wan bez kolejki i nawet pustawa w środku. Taka gratka nie zdarza się codziennie - natychmaist więc skorzystaliśmy z okazji. Zamawia się tu łatwo - karteczki ze spisem dań, które są jednocześnie naszym zamówieniem są też w wersji angielskiej. Obsługa sprawna i jak na chińskie warunki nawet niezbyt gburowata, a same dim sum genialnie smaczne. 

Zgodnie z ruchem wskazówek zegara od górnego lewego rogu: 1. Dżonki z czerwonymi żaglami - symbol Hong Kongu. 2. Słynne egg tarts wchodzące w skład współczesnych dim sum, pochodzące od portugalskich pasteis de nata (ale nie tak dobre i kremowe jak oryginał  raczej galaretowate z nieco za grubym kruchym ciastem). 3. Hong Kong widziany nocą ze Wzgórza Wiktorii - najwyższego wzniesienia na wyspie. 4. Pod wiaduktem w centrum hypernowoczesnego Hong Kongu rezydują lokalne wróżki, sprowadzające na klientów za drobną opłatą uśmiech losu i same błogosławieństwa, a na wybranego przez klienta osobistego wroga - najgorsze zło i przekleństwa (co widać po napisie "villain hitting").

W nadzieniu spring rolls z Hong Kongu (podobnie zresztą jak w tych z Macau) znajdziemy najczęściej smażoną mieloną wieprzowinę, utartą marchew, kapustę, kiełki i inne warzywa. Sos do podania ma akcent brytyjski jak na Hong Kong - jeszcze do niedawna, bo aż do 1997r., kolonię brytyjskiej korony - przystało. Tym akcentem ze Starego Kontynentu jest dodatek sosu Worcestershire.
Moj przepis ma stosunkowo sporo mięsa w nadzieniu, tak najbardziej lubimy. Warzyw też mu zresztą nie brakuje. To znakomita przegryzka, u nas w domu często funkcjonująca jako lunch. Oczywiście obowiązkowo z dobrą zieloną chińską herbatą (przyznam się bez bicia, że czasem też z japońską..). 


Spring rolls z Hong Kongu

ok. 30 sztuk

30 świeżych lub mrożonych kwadratów ciasta do smażonych spring rolls o boku 20 cm (spring roll wrappers/pastry/shells)

Nadzienie:
2 łyżki oleju roślinnego (np. arachidowego) do smażenia nadzienia

500 g mielonego mięsa wieprzowego
1 łyżka wina Shaoxing lub sake
1 łyżeczka oleju sezamowego
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
1/2 łyżeczki mielonego białego pieprzu
1/4 łyżeczki soli

2 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
1 por, pokrojony w półplasterki
1/2 główki kapusty pekińskiej lub zwykłej zielonej albo białej, cienko poszatkowanej
5 sztuk grzybów shiitake, namoczonych w wodzie przez 30-60 min i drobno pokrojonych
1 papryka zielona, pokrojona w drobną kostkę
1 czerwona papryka chili o długości 10-15 cm, pokrojona w drobną kostkę
2 marchewki, pokrojone w julienne
1 puszka (400 g z płynem, 200 g po odsączeniu) kiełków fasoli mung
2 łyżki wina Shaoxing lub sake
1 łyżka oleju sezamowego
4 łyżki sosu sojowego grzybowego
1/4 łyżeczki cukru
sól i biały mielony pieprz do smaku

Do sklejania:
2 łyżki mąki ziemniaczanej
3-4 łyżki wody

olej roślinny do smażenia

Do podania:
sweet chili sauce
lub
2 łyżki sosu sojowego wymieszane z 1 łyżeczką sosu Worcestershire, 1 łyżeczką cukru, 1 łyżeczką octu ryżowego i 1 łyżką wody

Nadzienie:
Mięso doprawiamy winem, olejem sezamowym, mąką ziemniaczaną, solą i pieprzem. Dobrze mieszamy i odstawiamy na 30 min. 

Na rozgrzanych 2 łyżkach oleju smażymy w woku mięso aż przestanie być surowe. Dodajemy czosnek i por i smażymy 3 min. Dodajemy resztę warzyw oprócz kiełków i ponownie smażymy aż dobrze zmiękną. Dodajemy kiełki, wino, olej sezamowy, sos sojowy, cukier. Doprawiamy solą i pieprzem. Jeszcze trochę smażymy, aż większość płynu odparuje. Studzimy nadzienie. 

Wykonanie:
Nakładamy po kopiastej łyżce stołowej nadzienia na kwadrat ciasta i zwijamy w/g tej instrukcji, po zrolowaniu do połowy smarując brzegi wodą z mąką ziemniaczaną za pomocą palca lub pedzla. Przykrywamy zwinięte spring rolls wilgotną ściereczką. Rozgrzewamy sporą ilość oleju w woku (po wrzuceniu spring rolls powinny być w nim zanurzone) i smażymy partiami z obu stron, aż będą złoto-brązowe i chrupiące.

Podajemy z sosami. 

4 komentarze:

  1. Uwielbiam! Mnie robienia spring rolls nauczyla rodowita chinka, z ktora pracowalam w laboratorium. Przez wiele lat obowiazkowym punktem kazdej imprezy byly spring rolls, wszystkim bardzo zawsze smakowaly. Az wstyd sie przyznac, ale nie robilam ich z 10 lat... czas do nich wrocic.
    P.s. Ale ciapania tych wszystkich warzyw nie lubie, czasami uzywalam food processor.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolu, a wrappers mozolnie wlasnorecznie robione czy ze sklepu? Ciekawa jestem tego przepisu rodowitej Chinki. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Wrappers kupowalam w sklepie miedzynarodowym, ale potem nawet je znalazlam w lokalnych spozywczych sklepach, co prawda nie byly juz takie dobre. Mialam kolege ktory umial ich zjesc 10-12 sztuk! Zaraz poszukam przepisu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moj maz szybciochem i bez problemow wsunal 8 sztuk! A one wcale nie sa takie znowu malutkie. ;)

      Usuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.