niedziela, kwietnia 26, 2020

Podsumowanie kulinarno-podróżnicze 2017 roku (część II kulinaria)




Szperam trochę w przygotowanych dawno temu i z jakiegoś niewiadomego powodu nieopublikowanych postach. Nie można teraz podróżować, można za to powspominać minione podróże. Wracam więc pamięcią do 2017 r. i naszych kulinarnych odkryć z kilku odwiedzonych przez nas w owym roku krajów. Niektore zjawiska (jak np. obłędne tłumy w hiszpańskich barach) wydadzą nam się w 2020 jakąś prehistorią. Martwię się tylko, żeby te wszystkie cudowne miejsca, o których wspominam przetrwały ten okropny czas. Poniżej moja i mojego męża Macieja lista kulinarnych przebojów i ... anty-przebojów (ta ostatnia dużo krótsza na szczęście) z roku 2017.

Tutaj link do pierwszej czesci podsumowania, czysto turystycznej (link).

A tutaj reminiscencje z roku 2016, czesc I i czesc II. 

Odwiedzone miejsca:

Izrael: Jerozolima

Włochy:
Rzym,
Cinque Terre,
Alpy Włoskie

Nowa Zelandia

Hiszpania:
Rueda,
Walencja,
San Sebastian,
Aragon, Nawarra,
Galicja,
Madryt,
Ibiza

Chiny: 
Szanghaj,
Pekin,
Guillin

Portugalia:
Lizbona,
Algarve,
Azory,
Alentejo

Korea Południowa

Japonia: Osaka

Bułgaria: Sofia

Malta i Gozo



1. Najciekawsze zjawisko kulinarne:

Agnieszka:
San Sebastian: barowy rajd pintxos  (baskijskich tapas) w  San Sebastian. Setki barów zapełniających się zawsze o tych samych godzinach rozkrzyczanym tłumem. Wybór pintxos przyprawia o zawrót głowy - klasyczne i nowoczesne, jedzone od zawsze i wymysły kuchni molekularnej. Dla każdego jest coś miłego jeśli tylko umie nawigować z kieliszkiem Txakoli w jednej ręce i talerzykiem w drugiej przez kłębiące się baskijskie szaleństwo. Świetny jest bar (La Mejillonera) gdzie podają tylko i wyłącznie dania z mejillones (muli).


Paellowe miasteczka na mokradłach pod Walencją.  Wszystkie restauracje serwują tu ryżowe dania, oczywiście z paella na czele.



Korea: wielodaniowy posiłek hanjeongsik. To jest jakaś niewyobrażalna dla Europejczyka wykwintna uczta z dziesiątkami małych i dużych danek. Na prowincji w dodatku nie rujnująca kieszeni (nas zaznajomił z tą ideą przemiły koreanski kolega po fachu, w którego tradycyjnym domu nazywanym hanok nocowaliśmy w koreańskim interiorze).


Maciek:
Madryd: kocham bary z tapas, ale w tym roku zrobiliśmy coś naprawdę fajnego. W ciągu jednego dnia pokonaliśmy w stolicy Hiszpanii pieszo 20 kilometrów, jedząc po jednym typowym daniu w najsłynniejszych barach w mieście. A więe po kolei: podobno najlepsze/najbardziej typowe hiszpańskie śniadanie, najlepsza pitna czekolada,  najlepsze smażone panierowane kalmary, najlepsze ślimaki, najlepsza tortilla i najlepsze czosnkowe krewetki gambas al ajillo.



Panierowane smażone kalmary serwowane w bagietce w madryckim barze.


Hiszpania Bodegas Irache: kraniki z wodą i darmowym czerwonym winem dla pielgrzymów idących do Santiago.


2. Największe odkrycia kulinarne: 

Agnieszka:
Korea: ciągle odkrywam kuchnię koreańską, z jej nieprawdopodobną świeżością i różnorodnością składników. Coraz bardziej też uzależniam się od kimchi (plując sobie w brodę, że nie odkryłam go wcześniej, bo ponoć to dzięki niemu Koreanki mają taką piękną cerę; co tam tony kosmetyków i operacje plastyczne - kimchi rulez!!!)

Walencja: sepie smażone z atramentem. Generalnie atrament mątwy mogłabym pić litrami. To jest dla mnie jakieś nieprawdopodobne morskie umami, jeśli w ogóle taki termin ma jakąś logikę.


Maciek:
Bułgaria: czerwone i białe wina z „górnej półki" w Sofii w winiarni Tempus Vini Wine Point.




Niekończące się nowości w hiszpańskich winach, głównie za sprawą sklepu wysyłkowego "Bodeboca". Najlepsze wino wypite w tym roku to czerwone Expresion Resalte 2011 z regionu Ribera del Duero. 




Japonia: popularne jesienia fioletowe w kolorze owoce akebi (zwane tez akebia lub chocolate vine) na jedzone rynku Kuromon Ichiba w Osace.




Japonia: niesamowity smak i konsystencja podobno najlepszej na świecie (a na pewno najdroższej) wołowiny z Kobe. 



Japońska wołowina grillowana przez kilka sekund.

Hiszpania: Winiarnie w hiszpańskim regionie Rueda i ich cudowne białe wina pasujące do iberyjskiego klimatu. Tutaj link do ocen naszych win z Rueda (link).



Wina w barze w regionie Rueda.

Włochy – świeżość białych win z mikroregionu Cinque Terre Włochy. Tutaj link do ocen naszych win z Cinque Terre  (link).



Wina z Cinque Terre

3. Największe rozczarowanie winiarskie:

Agnieszka i Maciek:
Coraz słabsza jakość portugalskich win z średniej i niższej półki. Z kolei ceny tych dobrych i bardzo dobrych portugalskich win bardzo wzrosły.

Wina maltańskie - ciekawiły nas autochtoniczne szczepy, ale większość maltańskich win jest bardzo słaba. Lepiej już sobie radzą z "międzynarodowymi" odmianami winorośli. 


4.  Najciekawsza restauracja w Portugalii:

Agnieszka:
Santola ao natural (czyli gotowany i nadziewany krab), a potem arroz de lavagante (ryż z homarem) w restauracji Arquinho do Castelo w Leça de Palmeira. Ryż był tak dobry, że wyskrobywaliśmy łyżkami dno garnka, w którym danie sie gotowało i w którym podawane jest na stół.  Smakowały mi też petiscos u José Avilleza w Lizbonie. Choć on ostatnio nie ma tu dobrej prasy.


Maciek:
Rodzinnie prowadzona Marisqueria Una w sercu lizbońskiego Chiado z najlepszym arroz de marisco czyli ryżem z owocami morza jaki jadłem w życiu. W pysznym ryżu między innymi pysznościami siedzą ukryte wielkie krewetki i szczypce krabów. Klienci to Portugalczycy i turyści (głównie tych nacji, które znają się na daniach na ryżu i owoców morza – Azja, Włosi i Hiszpanie). Zawsze kolejka przed drzwiami.



Marisqueria Una

4.  Najciekawsza restauracja zagraniczna:

Agnieszka:

Jerozolima - syryjsko-kurdyjska restauracja Ishtabach i gruziński bar z chaczapuri




Przygotowanie kurdyjskich pierożkow szamburak



Chaczapuri amaruli i gruziński właściciel jerozolimskiej restauracji

Ibiza - Sa Caleta


Serwowanie paelli w Sa Caleta.

Wprost fenomenalny arròs a banda, restauracja położona jest na samej plaży w małej uroczej ibizyjskiej zatoczce. Bylismy tu w środku zimy, oprócz nas sami Hiszpanie. Arròs a banda to tutaj dwa dania w jednym: najpierw gotowane ryby z pysznym sosem, a potem gotowany w wywarze z tych ryb ryż ledwie przykrywając spód gigantycznej patelni od paelli.

Osaka: mała restauracja z genialnym ramenem tuż koło naszego hotelu. 

Maciek:
Korea: restauracja Myeongdong Kyoja w Seulu mieszcząca się w dzielnicy Myeongdong (jak sama nazwa wskazuje). Parowane pierożki mandu z wieprzowiną i warzywami oraz zupa kalguksu z won ton i ręcznie krojonym makaronem oraz baaardzo ostre kimchi. Podczas tegorocznego pobytu w Seulu byłem tam 4 razy! (dopisek Agnieszki: w czasie każdego pobytu w Seulu, a było ich już 4, Maciek jest tam codziennie, to już taka świecka tradycja. ;)).



Maciej z michą swojego ukochanego kalguksu (z mieloną wieprzowiną, won ton, makaronem oraz odrobiną cebuli i cukinii) w Myeongdong Kyoja.

Walencja: klimat baru Tasca Angel i tamtejsze owoce morza i cudowne filety z sardynek w pietruszce, oliwie i czosnku śnią mi się po nocach.



Tasca Angel i ich mikroskopije małże.


4. Największe restauracyjne niespodziewane odkrycie:

Agnieszka:

Portugalia: O dziwo tegoroczne odkrycie znajduje się w turystycznym  Algarve. Okazuje się, że nawet w tym najbardziej kosmopolitycznym regionie portugalskim (gdzie czasem łatwiej zjeść fish and chips niż bacalhau) można coś ciekawego kulinarnie wyszperać. Tym razem jest to położone na wzgórzach miasto Silves, z jego restauracją Casa Velha ze znakomitymi mariscos (owocami morza).

Malta: Piekarnia Mekren's Bakery w miejscowości Nadur na wyspie Gozo z ftira, lokalną odmianą pizzy - ciasto jest bardziej kruche, a obłożenia przeróżne - dominują w nich pomidory, kapary, krążki cebuli, zioła. Dodawany bywa tuńczyk, mięsa, kiełbasy.

Maciek:

Jerozolima: Green Door Bakery prowadzona przez Palestyńczyka w bardzo podeszłym wieku. Do jego pieca okoliczni mieszkańcy przynoszą też swoje potrawy do upieczenia. Bardziej lokalnie i nie-turystycznie niż w ogóle można sobie wyobrazić. Miejsce w pewnym sensie ukryte, bez napisów na drzwiach, bez lokalizacji na mapach google. Oby takie przybytki nigdy nie zniknęły!



Stareki właściciel, bardzo powolutku się poruszając, przygotowuje drożdżowe placki z wysokim brzeżkiem, na wierzch nakłada mielone mięso jagnięce, sos pomidorowy, trochę przypraw i wybija surowe jajko. Potem wszystko to ląduje w gorącym piecu opalanym drewnem.

Azory: restauracja O Farol w Santa Clara na wyspie São Miguel. Tam wróciła moja wiara w dobre przygotowanie ryb na Azorach. 




5. Najlepsze street food:

Agnieszka:

Rzym : bar Forno Campo de´Fiori i tamtejsza bajecznie prosta i legendarnie smaczna pizza bianca i pizza rossa.



Seul: alejka ze stoiskami serwujacymi kalgusku (to zupa z ręcznie krojonym makaronem i warzywami, tu w wersji bezmiesnej, bajeczna...) na rynku Namdaemun i bindatteok - placki z fasolki mung na rynku Gwangjang.

Osaka - okonomiyaki (placki z kapusty ze wszelkimi różnościami) na ulicznym straganie i takoyaki  (kulki z ciasta z kawałkami ośmiornicy).

Maciek:

Rzym:  słynne kanapki z Mordi e Vai  na rynku Mercato Testaccio. Rzymska klasyka w bułce. Pycha!




Szanghaj: Chrupiące placki z mieloną wieprzowiną, sezamem i szczypiorkiem na stoisku przypominającym dziurę w murze, gdzie oprócz nas kłębiły się dziesiątki chińskich nastolatków w szkolnych mundurkach. Boże ty mój, jakież to było pyszne!!!




Korea Busan: genialne ssiat hotteok na rynku – słodkie smażone placuszki z dużą ilością ciepłego, nadzienia z orzechami, sezamem i słonecznikiem, z dodatkiem brązowego cukru i cynamonu. Można je jeść w nieskonczoność.




Malta - Valletta: Uzależniające ciastka imqaret z daktylowym nadzieniem (wizytówka Malty), jeszcze ciepłe prosto z kultowego kiosku na dworcu autobusowym w Valletta.





6. Najbardziej niesamowity lokalny rynek:

Korea: Rynek z rybami i owocami morza w Busanie i w Seulu (ilość stworów jak nie z tego świata przekracza ludzkie pojęcie, w dodatku są żywe, wystarczy wskazać na stwora do wyłowienia i zanieść go na piętro, gdzie w restauracjach go dla nas przyrządzą).

7. Odkrycia kulinarne - potrawy:

Agnieszka:

Korea:
Chimaek - czyli nowe słowo oznaczające chicken i maekju czyli kurczaka i piwo. To chyba ulubiony fast foodowy zestaw we współczesnej Korei. Popularność przyniosły mu K-dramas, a zwłaszcza "My love from the star" (ja też to danie tak odkryłam!), gdzie dla głównej bohaterki jest on prawdziwym "jedzeniem na pocieszenie". Przepisy na kurczaka sa przeróżne - zwykle jest w kawałkach i panierowany, często z pysznym słodko-pikantnym koreańskim sosem na bazie gochujang, czosnku i syropu ryżowego.

Bulgogi - grillowana, cieniutko krojona wołowina ze szlachetniejszych części krowy, wcześniej marynowana (cebula+czosnek+sos sojowy+azjatycka gruszka+olej sezamowy). Jak to na koreańki grill przystało je się ją z sosem ssamjamg zawijając w przeróżne liście (najczęściej różnych odmian sałat i liście perilli). Rzadko kiedy widziałam grill tak zbalansowany warzywami i najczęściej bez odrobiny węglowodanów (no chyba że uznamy za nie ryżową wódkę soju, która na każdym koreańskim stole obowiązkowo leje się strumieniami).

Chiny:
Yangshuo - pikantny celofanowy makaron z sercówkami przygotowywany w pakiecikach z folii aluminiowej.

Żeberka w restauracji syczuańskiej w Szanghaju - w przedziwnej suchej przyprawowej paście z niesamowitą ilością kuminu. Pasta była tak dobra, że jadlam ją łyżką. 

Maciek:

Ślimaki Ibiza i Chiny: na Ibizie były po prostu najlepsze jakie dotychczas w życiu jadłem, w cudownym sosie, natomiast te w Chinach były wielkie i nadziewane wieprzowiną z siekanym mięsem ślimaka (w przydrożnej restauracji w Yangshuo). Po prostu niezapomniane wrażenia kulinarne!!






7. Najlepsze lody:

Agnieszka i Maciek:

Rzym - cukiernie Venchi i Giolitti




Osaka, rynek Kuromon Ichiba:
Olbrzymi, największy jaki w życiu widziałam wybór smaków lodów.
Po raz pierwszy i mam nadzieje, że nie ostatni jadłam bajeczne lody z czarnego sezamu i czarne jak smoła lody waniliowe.



Lody z czarnego sezamu.

8. Kulinarne rozczarowania:

Agnieszka:
Restauracja Cem Maneiras w Lizbonie - obsługa z niewiadomego powodu nadęta i niedouczona - rzecz niezwykle rzadka w Portugalii i tym dziwniejsza w restauracji uważającej się za szykowną. 


Maciek:
Słynna w całej Portugalii restauracja "Cem Maneiras" w Lizbonie. Totalne rozczarowanie szczególnie w kwestii doboru win do posiłków i niejadalnego głównego dania. 



Dziwactwa i przerost formy nad treścią w Cem Maneiras. Wymyślanie bzdur zamiast skupienia na smaku.

W pewnym sensie kulinarnym rozczarowaniem była także skromność, niewielka ilość stoisk i mały  wybór ryb i owoców morza na rynku rybnym w Auckland. Spodziewałem się czegoś znacznie większego w kraju otoczonym ze wszystkich stron wodą.




PS. Nasze poprzednie podsumowania znajdziecie w tym linku (podsumowania).

SaveSave

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.