niedziela, kwietnia 05, 2020

Orzechowo-karmelowe ciasteczka z płatkami zbóż


CIST


W ramach zużywania znalezisk - w obecnych realiach zresztą bardzo cennych - z mojej spiżarni. Dzisiaj wariacja na temat amerykańskich ciasteczek oatmeal scotchies. Przepis na bazie tego, który znalazłam na opakowaniu butterscotch morsels firmy Nestlé, zakupionych w amerykańskim sklepie na Azorach.

Mała dygresja - na wyspach mnóstwo jest amerykańskich "akcentów". Chyba z 1/3 populacji mieszkała w ciągu swojego życia przez jakiś czas w Ameryce Północnej, a chyba już w ogóle każdy ma tam jakąś rodzinę (tak w Stanach jak i w Kanadzie, głównie w okolicach Bostonu i Toronto). Te amerykańskie związki wzmocniły się po wybuchu wulkanu Capelinhos, gdy Kennedy ułatwił mieszkańcom Azorów emigrację do USA. Niebagatelne znaczenie miało też istnienie na wyspie Terçeira amerykańskiej bazy wojskowej. 

Tu anegdota z ... Gdańska. Moja prowadząca angielski lektorat siostra miała niedawno nową grupę z Erasmusa. Jeden z Portugalczyków mówił tak znakomicie po angielsku, że była przekonana, że mieszkał długo w Stanach. Okazało się, że jedynie od dziecka chodził do szkółki językowej, założonej przez nudzące się żony amerykańskich żołnierzy na wyspie Terçeira, a potem jako nastolatek pracował dorywczo w bazie wojskowej i "tak się jakoś od nich nauczyłem" - oświadczył. Na to złośliwi koledzy z kontynentalnej Portugalii oznajmili "Tak, tak, po angielsku to on mówi, tylko po portugalsku nie za bardzo". 

To już uszczypliwość związana z przedziwnym akcentem jaki mają mieszkańcy Azorów, natychmiast rozpoznawalnym i z mnóstwem amerykanizmów i zapożyczeń z francuskiego (to ostatnie głównie ma miejsce na wyspie São Miguel), którymi okraszają swoje wypowiedzi. Mojego pracującego tam obecnie syna, gdy przyjechał na Azory po raz pierwszy jako chyba 10. latek, musiałam co chwilę sztorcować, bo gdy tylko słyszał azorskie "narzecze" zaśmiewał się do rozpuku. Przyznaje mi się bez bicia, że po 3 miesiącach pracy nadal się trochę z nich po cichu chichra, tak jak zresztą i cała reszta Portugalii. Gdy zdziwiłam się, że jego koleżanka z pracy, z którą występowali w telewizji ucząc naród jak kichać, kaszleć, myć ręce itp., ma tylko bardzo dyskretny akcent - on mi odpowiedział "Ona gdy trzeba go włącza". 😀

azores-islands
Stare zdjęcia z chwilowo niemal odciętych od świata Azorów. Lewe górne i prawe dolne zdjęcie to księżycowy krajobraz przy kraterze wulkanu Capelinhos na wyspie Faial. Hortensje obrastają wszystkie wyspy i często służą jako żywopłoty oddzielające łąki. Dolne lewe zdjęcie to widok na szachownicę soczyście zielonych łąk na wyspie Terçeira. 

Wróćmy do ciasteczek. Cóż to takiego te butterscotch morsels? To coś w rodzaju chocolate chips tylko w smaku maślano-karmelowym, a nie czekoladowym. Jeśli wasza spiżarnia obfituje w inne znaleziska niż moja, jak np. w białą, mleczną lub nawet gorzką czekoladę do ciasta to jak najbardziej można tych skarbów użyć zamiast moich butterscotch morsels. Ciasteczka będą trochę inne w smaku, ale na pewno równie dobre. W Portugalii bywa w sklepach karmelowa czekolada kulinarna firmy Nestlé (z której tubylcy robią głównie musy), ona też będzie znakomitym zamiennikiem.

Jakich dokonałam zmian: mniej cukru, trochę mniej masła, połowa sody, płatki nie tylko owsiane, ale przeróżne zbożowe, dodatkowo tylko połowa ilości morsels, a reszta orzechów brazylijskich (kolejne znalezisko) i włoskich. Oczywiście orzechy mogą być dowolne. Ostatecznie od oryginału odeszłam dość mocno, co jest zresztą dla mnie typowe. 😁 Tu przepis wyjściowy. A tak wyglądają butterscotch morsels.

Ja te ciasteczka piekę krótko, bo lubimy mięciutkie, jeśli ktoś woli bardziej chrupiące wydłuża czas pobytu w piekarniku. Z tej porcji wychodzi około 30 sztuk . Od razu piekę tylko część, a resztę ciasta formuję w kule i surowe ciasteczka zamrażam. Można je potem wrzucić do piekarnika całkowicie zamrożone, trzeba wtedy jedynie odrobinę wydłużyć czas pieczenia. Nigdy nie sądziłam, że chwile pobytu w domu i codzienna krzątanina mogą być aż tak cenne i przyjemne ... 

20200405_131536A

Orzechowo-karmelowe ciasteczka z płatkami zbóż

200 g mąki
1 łyżeczka mielonego cynamonu
1/2 łyżeczki sody do pieczenia
1/2 łyżeczki soli

210 g masła, w temperaturze pokojowej
175 g jasnego brązowego cukru
100 g białego cukru
2 jajka
2 łyżeczki ekstraktu z  wanilii lub 1/2 łyżeczki maślanego aromatu do ciast

300 g (ok.3 szkl) mieszanych niezbyt drobnych płatków zbóż (owsianych, pszennych, orkiszowych, jaglanych)
150 g (ok. 1 szkl) butterscotch morsels lub czekolady do pieczenia posiekanej na nieduże kawałki (może być biała, mleczna, karmelowa lub gorzka)
1 szkl posiekanych mieszanych orzechów (np. włoskich i brazylijskich), lekko uprażonych na suchej patelni

Mieszamy trzepaczką do piany mąkę z cynamonem, sodą i solą. W malakserze ubijamy masło z cukrami przez ok. 2-3 min, dodając pojedynczo jajka i ekstrakt. Wsypujemy płatki, morsels i orzechy mieszając drewnianą łyżką (ciasto będzie bardzo gęste). Wstawiamy do lodówki do ochłodzenia na minimum 30 min. 

Nagrzewamy piekarnik do 190ºC. Blaszki wykładamy papierem do pieczenia lub matą silikonową typu Silpat. Nakładamy kulki ciasta nabierając moczoną w wodzie gałkownicą do lodów o średnicy 5 cm (lub zwykłą łyżką), ok. 12 na jedną blaszkę i pieczemy przez 12-15 min.

Wyjmujemy z piekarnika i zostawiamy na blaszce do wystudzenia. Pałaszujemy z kawą, herbatą lub zimnym mlekiem. Jeśli coś cudem zostanie przechowujemy w puszce. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.