wtorek, czerwca 11, 2019

Hummus z dynią prosto z Libanu

HUMMUS1

Hummus króluje na Bliskim Wschodzie. Nazwa po arabsku oznacza ciecierzycę i to ona jest jego głównym składnikiem. Pełna nazwa to w zasadzie ḥummuṣ bi ṭaḥīna. Pozostałe ingrediencje obecne w tradycyjnej recepturze to właśnie tahini/tahina - pasta z sezamu, sok cytrynowy, czosnek i oliwa. 

Są dyskusje gdzie jest lepszy: w Libanie, Jordanii, Izraelu (to tutaj nieoficjalnie narodowe danie, 
jadany tak przez Żydów jak i Palestyńczyków), Egipcie czy Syrii. Jadłam go w tym czterech pierwszych krajach i prawdę mówiąc nie wiem komu przyznać palmę pierwszeństwa. 

Choć najbardziej skłaniałabym się do któregoś z dwóch miejsc w Starej Jerozolimie. To Lina Hummus i Abu Shukri. Konkurują ze sobą od lat (niemal na noże, jedno miejsce leży w dzielnicy chrześcijańskiej, drugie w arabskiej) i nawet Druga Intifada (2000-2005 r.) nie zmniejszyła tłumu wiernych klientów. W obu hummus jest bardzo klasyczny - tylko z genialnej jakości podstawowymi składnikami i cudowną puszystą konsystencją. 

MEZZE1
Mały zestaw mezze w jednej z bejruckich restauracji. Króluje kibbeh, fatteh, shanshlik, labneh z rukolą i nadziewane liście winogron.

Libańczycy z kolei są chyba najbardziej eksperymentatorscy. Ten kraj w zadziwiająco swobodny i płynny sposób łączy tradycje całego Bliskiego Wschodu, ale i Europy (zwłaszcza Francji). Mieszkańcy Libanu nie boją dodać się do hummusu buraków, bobu, orzechów piniowych czy dyni. Ja dzisiaj proponuję przepis z dodatkiem właśnie tej ostatniej. Dyniowy hummus nabiera ładniejszego koloru i robi się nieco lżejszy niż z użyciem samej ciecierzycy. Takiego przysmaku próbowaliśmy niedawno w Bejrucie. Często posiłki libańskie składają się wyłącznie z wielu malutkich meze (jak na zdjęciu powyżej). Hummus jest bardzo popularnym składnikiem na takim przystawkowym stole. 

Beirut, Lebanon
Place de la Etoile. Wymuskana centralna dzielnica Bejrutu z eleganckimi kawiarniami i sklepami. Po lewej budynek parlamentu. Wieża Rolexa. Na lotnisku była wystawa zdjęć porównujących te okolice dziś i w czasie wojny domowej. 

Miasto umęczone wieloletnimi wojnami dzisiaj powoli się odradza i jeszcze nie zalali go turyści. Klimat ma nieprawdopodobny, ludzi cudownych i bardzo światowych. Że nie wspomnę już o bajecznym jedzeniu na każdym rogu ulicy, nawet w czasie ramadanu (trochę nieświadomie wybraliśmy się tam w tym właśnie miesiącu). Nie ma się co zresztą dziwić, gdyż ok. 40% mieszkańców Libanu jest chrześcijanami (jeśli wierzyć szacunkom, bo spis ludności to bardzo w tym wieloetnicznym i wieloreligijnym kraju drażliwa sprawa i ostatni przeprowadzono w latach 30. ubiegłego wieku). Warto z ciekawości obejrzeć nieprawdopodobną mozaikę jaką jest mapa pokazującą rozkład terytorialny przeróżnych religii w tym kraju. 

HUMMUS2

Hummus z dynią

400g odsączonej ciecierzycy z puszki
4 łyżki tahini
sok świeżo wyciśnięty z 2 cytryn
4 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
150 g puree z dyni (lub 200g dyni, ugotowanej na parze lub upieczonej)
sól do smaku

Na wierzch:
oliwa extra virgin
zaatar
papryka w proszku
orzeszki piniowe uprażone
pietruszka

Ciecierzycę miksujemy malakserem (ja najczęściej używam ręcznego) z tahini, sokiem cytrynowym, czosnkiem, puree z dyni i solą. 

Podajemy polany szczodrze oliwą, posypany orzeszkami piniowymi zaatarem, pietruszką i papryką. 

2 komentarze:

  1. Nie ma oliwy w skladzie? Do miksowania, nie tylko na wierzch? Zawsze mi sie wydawalo ze jest. Bez niej skladniki wydaja sie zbyt suche zeby uzyskac kremowa konsystencje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż przejrzałam wszystkie moje książki o kuchni libańskiej. Wszędzie oliwa tylko do polania wierzchu. Kremową konsystencję osiąga się dzięki tahini (w niej oleju nie brakuje,tyle że sezamowego). Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.