niedziela, lutego 07, 2016

Podróże ze smakiem


"Wiesz, że piszesz 44 artykuł do Mojego Gotowania" - powiedział mi niedawno Maciej. Ze zdumieniem skonstatowałam, że to prawda. Mickiewiczowska liczba i prawie 4 lata współpracy z tym miesięcznikiem kulinarnym. 

Było już 10 lat bloga, pociągniemy więc dziś rocznicowo. W 2012 roku zwróciła się do mnie redaktor naczelna Mojego Gotowania, żeby przygotować dla nich podróżniczy artykuł z akcentem kulinarnym. Napisałam o podmadryckiej Segowii. Przerodziło się to w stałą comiesięczną współpracę i mój kącik w tym magazynie pod tytułem "Podróże ze Smakiem".

Przyznam, że ogromnie sobie cenię swobodę na którą pozwala mi redakcja - w wyborze tematów, czy sposobie przedstawiania tematu. Cieszy mnie, że ingerencja w artykuły jest niewielka - czasem coś trzeba skrócić z braku miejsca lub dać mniejsze zdjęcia niż by się marzyło. Pamiętam świetnie czasy pisania artykułów naukowych w pewnej polskiej instytucji. Mój starszy współautor po nastym czytaniu tekstu poprawiał już tylko sam siebie (bo z moich sformułowań żadne się nie uchowało). Tym bardziej więc jestem zachwycona dobrą wolą i zaufaniem redakcji. Największy kłopot mam z wymyśleniem przyciągającego uwagę tytułu, zostawiam więc to zwykle do decyzji redaktor naczelnej.

Do każdego wyjazdu, który potem relacjonowany jest fragmentarycznie w gazecie, solennie się przygotowujemy - czytamy przewodniki, beletrystykę z miejscem akcji w danym regionie i książki kulinarne, oglądamy filmy i słuchamy lokalnej muzyki. Szperamy w necie w poszukiwaniu ciekawych źródeł, street food czy słynnych restauracji. Szukamy bazarów, lokalnych specjałów i producentów. Potem staramy się zrealizować zwykle dość bogaty i napięty program. Rzadko udaje się to w 100%, ale czasem za to znienacka pojawiają się nieoczekiwane perełki.

To wszystko jest dla nas wielką przyjemnością i owocuje wieloma wrażeniami w czasie podróży. W pewnym sensie w czasie tych dłuższych lub krótszych wyjazdów łączymy przyjemne z pożytecznym (choć samolubnie się przyznam, że przyjemne jest zawsze na pierwszym miejscu ;)).

Pisanie samych tekstów (zwykle spisuję pierwsze wrażenia już w czasie podróży) to możliwość ponownego przeżywania wyjazdów i poszerzanie wiedzy o odwiedzanych krajach. Czasem z żalem odkrywam miejsca, do którym nie dotarłam przy poprzednich wizytach i chciałabym pojechać ponownie. Często artykuły są owocem wielokrotnych wypraw do danego regionu czy miasta.

Miewamy w domu rozmowy w tym stylu "Trzeba jechać jeszcze raz do NYC i do Rzymu, bo mamy za mało kulinarnych zdjęć i nie można tego opublikować w Moim Gotowaniu". I rzeczywiście czasem planujemy wyjazdy "pod gazetę". Pytałam nawet redakcję jakie są ich turystyczne życzenia pod kątem "Smaków Podróży" i mam już listę.

Czekam zawsze z niecierpliwością na przesyłkę z nowym numerem "Mojego Gotowania". Przyznam, że ogromną przyjemność sprawia mi oglądanie w tradycyjnej "papierowej" formie gotowego już artykułu ze zdjęciami. To dla mnie jednak coś innego, bardziej namacalnego i rzeczywistego niż wirtualne publikacje.

Po ukazaniu się artykułu pojawia się zwykle parę przepisów na blogu i trochę niezamieszczonych w druku impresji o danym regionie.

Dziękuję redakcji, a w szczególności pani Renacie Chodorowskiej za tak przyjemną współpracę, a tym, którzy zaglądają czasem do "Smaków Podróży" w Moim Gotowaniu za zainteresowanie.
Poniżej zamieszczam skany pierwszych stron moich dotychczasowych publikacji.

MGAgnieszka


8 komentarzy:

  1. Brawo dla redakcji za to, że nie ingeruje w Twoje pomysły, w Twój sposób opisywania świata przez kuchnię, w Twoje zdjęcia! Mądrzy ludzie.
    A Tobie nieustanne dzięki za moc inspiracji, koloru i smaku! I za to, że mogę dzięki Tobie odbywać fascynujące podróże.
    Nie przestawaj, nie ustawaj :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Funito, dziękuję bardzo za takie ciepłe słowa. Miło mi bardzo, że mną kulinarnie podróżujesz. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Gratulacje. I życzę oby tak dalej. Już czekam na Wasze następne 44 kulinarne reportaże. To razem będzie 88. A jak 88 to koniecznie trzeba dociągnąć do stu. Dokąd zaplanujecie setną podróż?
    Pozdrawiam znad Zatoki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alicjo, bardzo dziękuję za takie optymistyczne życzenia. Oby tylko zdrowia, czasu i finansów nie zabrakło (no i zainteresowania ze strony Czytelników). A setna podróż? Pewnie trzeba będzie coś wziąć z tzw."czarnej listy" (tam są miejsca, w które na razie z różnych powodów nie zamierzamy się wybrać), bo na taką poważną liczbę to chyba nasza obecna lista marzeń jest za krótka.

      Usuń
  3. Gratuluję! Dobrze rozumiem przyjemność oglądania swojego tekstu wydrukowanego na papierze :) Cieszę się , że macie możliwość takiego podróżowania i talent do takiego opowiadania. Z rozkoszą czytam kolejne posty. Mam nadzieję, że wydrukowane już teksty z "Mojego Gotowania" złożą się na książkę. Wyglądam tekowej z utęsknieniem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klaro, dziękuję za dobre słowo. Prawda, że tekst drukowany jest jakoś bardziej satysfakcjonujący niż wirtualny? Może to, co mówię to przeżytek, ale takie są moje odczucia.

      Usuń
  4. Dzięki Pani artykułom, zdjęciom absolutnie perfekcyjnym, przepisom, których (przepraszam) nie mam odwagi zrobić, a robią wrażenie bardzo smakowitych, zaczynam czytać "Moje Gotowanie" A zebrane w formie książkowej artykuły byłyby wspaniałą lekturą. Serdeczne gratulacje. Pozdrawiam z Gdańska

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, aż się zarumieniłam od takiej masy komplementów. To ja dziękuję, że jest Pani moją czytelniczką i zapraszam do dalszej lektury. Naprawdę ogromnie się cieszę, że to wszystko jest zdatne do czytania i oglądania. Pozdrowienia dla mojego rodzinnego Gdańska z bardzo słonecznego dziś Porto.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.