sobota, kwietnia 18, 2015

Tokijskie migawki


Sensō-ji temple, Tokyo

Ukazał się właśnie w kolejnym kwietniowym numerze "Mojego Gotowania" mój artykuł o pulsującej życiem i kulinarną werwą stolicy Japonii pt. "Kwitnące wiśnie i hi-tech". Chciałam się więc przy okazji podzielić również na blogu paroma tokijskimi reminiscencjami z naszej podróży do Kraju Wschodzącego Słońca.

Na zdjęciu powyżej: część kompleksu świątynnego Sensō-ji w centrum Tokio. Jak widać hipernowoczesność stoi w stolicy ramię w ramię z tradycją. Praktyczni Japończycy postawili tu koło siebie świątynie buddyjskie i shinto. Każda z tych religii ma im coś do zaoferowania. Shinto pomaga w problemach życia codziennego, buddyzm radzi sobie z przełomowymi momentami ludzkiej egzystencji.

Tokyo

Górne lewe zdjęcie: Mieliśmy okazję odwiedzić Tokio wiosną, w czasie, gdy kwitną sakura - bladoróżowe wiśnie. Cały kraj z zapartym tchem śledzi falę kwitnienia idącą z południa japońskiego archipelagu, aż na północne krańce wyspy Hokkaido. Telewizja zapowiada kiedy i gdzie drzewa są w pełnej krasie i nawet jaki procent jest pokryty kwieciem. Chyba każdy Japończyk chociaż raz o tej porze roku wybiera się na hanami - rytuał podziwiania wiśniowych drzew. Prawie obowiązkowo łączy się to z piknikiem na łonie natury.

Górne prawe zdjęcie: Rzadko w Tokio można spotkać kobiety w tradycyjnych strojach (co innego w Kioto - tam jest ich zatrzęsienie, pisałam o tym tutaj ). Jeśli już to spotkamy je tak ubrane, idące na przedstawienie klasycznego teatru kabuki mieszczącego się w dzielnicy Ginza, dosłownie naprzeciwko wielopiętrowej siedziby Sony, pełnej nowinek hi-tech.

Oba dolne zdjęcia: Takie lolitki (lokalny ideał urody) spotkamy w dzielnicach Harajuku i Akihabara - królestwie alternatywnej młodzieżowej mody i mekce japońskiej muzyki. Na każdym kroku zobaczymy tu reklamy girls-bandów i billboardy zapraszające na koncerty wirtualnej holograficznej  piosenkarki Hatsune Miku.

Tokyo street life

Górne lewe zdjęcie: Nie mogliśmy sobie odmówić wizyty na najsłynniejszym rybnym targu świata. Żeby oglądać licytacje tuńczyków za astronomiczne sumy trzeba się tu wybrać koło 4.00 nad ranem. Śpiochom pozostaje uraczenie się najświeższym sushi i sashimi świata w maleńkich barach tuż przy rynku, pełnych już od świtu (jedliśmy te delikatesy o 7.00 i jest to dość dziwne doświadczenie dla człowieka przyzwyczajonego rano południowoeuropejskim zwyczajem pić jedynie kawę z mlekiem).

Górne prawe zdjęcie: Kultową potrawą tokijczyków nie jest jednak sushi, a ramen. Miski gorącego pysznego bulionu z makaronem, plastrami mięsa i jajkiem pochłaniane są na każdym rogu ulicy i o każdej porze dnia i nocy. I my staliśmy się dozgonnymi fanami tej potrawy, mającej zresztą wiele wersji.

Dolne lewe zdjęcie: Pan na zdjęciu ma na głowie zawiązaną hachimaki - opaskę będącą symbolem odwagi i wytrwałości w dążeniu do celu. Często hachimaki mają narysowany symbol wschodzącego słońca lub jakiś budujący slogan. 

Dolne prawe zdjęcie: W Tokio króluje transport publiczny - większość ludzi jeździ metrem i pociągami (w tym superszybkim shinkansenem). Samochód to luksus, który w dodatku niezwykle ciężko w tej wielomilionowej metropolii zaparkować. Z nocnych eksapad można za to wrócić rikszą ciagniętą przez lekko mikrusowatego młodzieńca. 

To tyle na dzisiaj króciutkich tokijskich migawek. W następnym wpisie zapraszam na przepis na najpyszniejsze japońskie pierożki.

2 komentarze:

  1. Piękne zdjęcia - marzy mi się taka podróż. Zazdroszczę tak, że aż robię się zielona :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie marzyłam o takiej podróży, ale zrobiłam się głodna.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.