piątek, stycznia 09, 2015

Coca catalana de recapte czyli katalońska pizza


coca

Danie jest katalońskie, ale nazwa coca pochodzi podobno z języka holenderskiego. Musiał to chyba być jakiś "protoholenderki", gdy i tereny Niderlandów i dzisiejszej Katalonii wchodziły w skład Imperium Karolingów. Nazwa z tradycjami, ale sam wypiek przypomina do złudzenia pizzę.

 Spód to rzeczywiście chlebowe ciasto drożdżowe, ale kształt ma coca najczęściej prostokątny (choć nie jest to obowiązkowe), a w obłożeniu raczej się nie spotyka pomidorowego sosu ani sera. Dzięki temu ta katalońska pizza ma trochę inny profil smakowy i wydaje się być nieco lżejsza od włoskiej kuzynki. Są za to w dużej ilości warzywa każdej maści, czasem odrobina wędliny i bardzo często boquerones, czyli hiszpańskie anchois lub nawet nieduże sardynki. Ale generalnie dominują warzywa.

Andorra skiing
Śnieżne krajobrazy katalońskich Pirenejów.

Coca może być też słodka. Bardzo popularna jest coca de Sant Joan, z orzeszkami piniowymi i kandyzowanymi owocami przygotowywana na Noc Świętojańską, hucznie obchodzoną na całym Półwyspie Iberyjskim, również więc w Katalonii. Ja dzisiaj proponuję coca de recapte. To coca z tego co mamy akurat pod ręką. Możliwości obłożenia jest tyle co kucharzy.

2

Coca to przegryzka bardzo popularna również w Andorze. Jak wspominałam w poprzednim wpisie - w tym maleńkim górzystym księstwie silne są wpływy zarówno kuchni francuskiej jak i katalońskiej. Chyba jednak z przewagą tej ostatniej. Pireneje to najbliższy nam region narciarski z warunkami alpejskimi i zazwyczaj z pogodą lepszą niż w Alpach. Piszę - zazwyczaj, ponieważ raz w hiszpańskim ośrodku Astún dopadła nas śnieżyca i zimnica jakiej przenigdy nie doświadczyliśmy nawet w najwyższych Alpach. Atrakcją we wschodnich Pirenejach jest możliwość szusowania w 3 krajach - blisko siebie leżą ośrodki francuskie, hiszpańskie i wielki narciarski konglomerat należący do maleńkiej Andory. A po nartach - koniecznie coca. ;)

1

Coca catalana de recapte

4 sztuki o wielkości ok. 19 x 33 cm każda

Spód drożdżowy:
750g mąki
3 łyżeczki soli 
3 łyżeczki suszonych drożdży

450-500 ml wody
2 łyżki oliwy extra virgin

Obłożenie:

3 papryki różnokolorowe
2 białe cebule
2 czerwone cebule
2 bakłażany

150 g małych dymek, razem z zieloną częścią
250 g dyni, pokrojonej w plastry
3 cukinie
150 g boquerones (hiszpańskich anchois)
20-30 czarnych oliwek wypestkowanych
oliwa
pieprz i sól

Spód:
Z podanych składników wyrabiamy w mikserze z hakiem do ciasta drożdżowego lub w maszynie do chleba elastyczne ciasto (czas wyrabiania to zwykle ok. 10-15 min). Odstawiamy do wyrośnięcia i podwojenia objętości, przykryte folią lub wilgotną ściereczką, na ok. 1 godz.

Obłożenie:
2 bakłażany i 2 cukinie przekrawamy na pół i nacinamy na krzyż miejsce przecięcia. Trzecią cukinię kroimy w poprzek na plasterki. Dynię obieramy i kroimy w plasterki. Dymki myjemy i usuwamy korzonki.  Na blaszce wyłożonej folią aluminiową i lekko natłuszczonej oliwą wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200ºC wszystkie warzywa: całe papryki, bakłażany, dynie, cukinie i dymki. Pieczemy do 45 min, wyjmując w międzyczasie nieco wcześniej drobniej pokrojone cukinie, dynię i dymki. Papryki obracamy w czasie pieczenia, cukinii i bakłażanów nie trzeba obracać. 


W międzyczasie kroimy w plasterki cebule i na osobnych patelniach na oliwie szklimy białe i czerwone cebule. W czasie smażenia dodajemy sól i po pół łyżeczki cukru na każdą patelnię. Gdy zeszklą się i zaczną lekko karmelizować zdejmujemy je z ognia. 

Upieczone połówki bakłażanów i cukinii kroimy w cienkie i długie paski. Papryki wkładamy do foliowego worka. Gdy przestygną obieramy ze skóry i również kroimy w paski. Dynie kroimy w mniejsze kawałki, dymki pozostawiamy całe.  

Nagrzewamy piekarnik do temperatury 240-250ºC. Wyrośnięte ciasto spłaszczamy, dzielimy na 4 części. Każdą z nich wałkujemy na prostokąt 19 x 33 cm. Obkładamy warzywami (na samym spodzie w pierwszej warstwie warto rozłożyć najpierw cebulę) i boquerones we wzory jakie podpowie nam fantazja. Posypujemy całymi oliwkami. Lekko solimy i posypujemy pieprzem, skrapiamy oliwą. 

Pieczemy przez 10-15 min aż brzegi zaczną się złocić.

7 komentarzy:

  1. Wyglądaja obłędnie i zapewne tak też smakują!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo smaczne i takie kolorowe! Ja tez bardzo lubie Andorre, zwlaszcza Ordino.

    OdpowiedzUsuń
  3. O wow, jakie kolorowe, cudne są! Pozdrawiam serdecznie.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy myślisz o jakiejś konkretnej odmianie dyni?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, ja używałam akurat butternut, ale myślę, że nada się każda która zbyt szybko się nie rozpada przy pieczeniu.

      Usuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.