poniedziałek, lipca 14, 2014

Lody morelowe we włoskim stylu czyli gelato all'albicocca


 apricot ice creams

Lody we włoskim stylu. Owoce grają tu pierwsze skrzypce. Włosi lubią robić owocowe sorbety, albo
lody bez jajek z bardzo mocnym owocowym akcentem. Ja zawsze stojąc przed włoską gelateria jestem zrozpaczona, bo nie wiem na jakie smaki się zdecydować. Wszystko jest z pewnością pyszne, a wybór jest przerażająco szeroki.

Sansepolcro Ghignoni voted the best ice cream in Italy

Największy problem miałam chyba w Gelateria Ghignoni w Sansepolcro, do której udaliśmy się specjalnie wiedząc, że zdobywała kilkakrotnie tytuł najlepszej lodziarni we Włoszech. Oczywiście tutejsza lodowa gama nas nie rozczarowała. Równie kuszące były inne desery i ciasta. Ja sama do lodowego mistrzostwa nie aspiruję, ale lubię czasem w domu ukręcić lody o jakimś mniej oczywistym smaku.

 Portuguese apricots

Moje dzisiejsze lody są intensywnie owocowe, a jednocześnie kremowe. Gładkie dzięki śmietance kremówce i bardzo morelowe, bo owoców jest tu aż pół kilograma. Do tego odrobina soku cytrynowego dla świeżości i kapka morelowego brandy. Lubię dodawać alkoholu do lodów - oprócz podkreślenia smaku, zapobiega wytrącaniu się lodowych kryształków i powoduje, że deser nabiera jedwabistej konsystencji. Nie można tylko przesadzić z ilością, bo mogą być kłopoty z zamrożeniem lodów.

Te lody są najpyszniejsze wiosną lub wczesnym latem, gdy stragany uginają się od pachnących, dojrzałych moreli. W Portugalii sezon na nie już się kończy, więc jeszcze wykorzystałam ostatki do tego pysznego deseru.

apricot ice creams

Lody morelowe czyli gelato all'albicocca

500 g dojrzałych moreli
200 g cukru
1 łyżka soku z cytryny
2 łyżki morelowego brandy
200 ml śmietanki kremówki
200 ml mleka 3,5%
100 ml mleka skondensowanego niesłodzonego

Miksujemy blenderem morele z cukrem, aż utworzą gładkie purée. Dodajemy sok z cytryny i alkohol, ponownie miksujemy. Teraz dolewamy śmietanę i oba rodzaje mleka. Ponownie miksujemy. Wstawiamy do lodówki lub zamrażarki, żeby masa się bardzo dobrze oziębiła.

Wlewamy do maszyny do lodów i mrozimy lody w/g instrukcji maszyny.

piątek, lipca 04, 2014

Kioto - Japonia jak z pocztówki


Scenes from the streets of Kyoto

W numerze lipcowym "Mojego Gotowania" ukazał się mój artykuł na temat dawnej stolicy Japonii, nazywanej też miastem 10.000 świątyń. W odróżnieniu od hiper-nowoczesnego Tokio - Kioto jest enklawą japońskiej tradycji.

Udało nam się tam dotrzeć na początku kwietnia w porze kwitnienia wiśni. Dzięki temu na każdym kroku mogliśmy oddawać się hanami czyli podziwianiu bladoróżowego kwiecia sakury. Miasto pełne jest turystów, mimo to ma mnóstwo zaułków, gdzie można uciec od tłumów.

Nam największą radość sprawiło spotkanie na ulicach miasta gejsz, co wcale we współczesnej Japonii nie jest takie łatwe, nawet w dzielnicy Gion, która jest ich mekką. Na pierwszym zdjęciu są trzy maiko czyli młodziutkie dziewczyny dopiero uczące się "gejszowskiego" kunsztu. Uczesania ich są zawsze z naturalnych włosów, nie noszą peruk tak jak geiko, za to ozdabiają kruczoczarne włosy ozdobami kanzashi, z motywami sezonowych kwiatów, wykonanymi z jedwabiu.

Scenes from the streets of Kyoto

Na zdjęciu powyżej dowody na to, że Kioto zasłużyło na miano miasta 10.000 świątyń. Od maleńkich ołtarzyków Shinto (tradycyjnej japońskiej religii), poprzez rzeźby lisa, będącego posłańcem bogini Inari, aż po czerwone tunele z setek bram tori, będących symbolem granicy między profanum i sacrum.

Na zdjęciach w górnym rzędzie poniżej możecie podziwiać słynny Złoty Pawilon otoczony ogrodami w tradycyjnym stylu Muromachi, który kładł nacisk na idealne wkomponowanie elementów architektonicznych w otaczająca naturę. Obok w tym samym górnym rzędzie japońscy narzeczeni fotografujący się na tle kwiatów wiśni.

Scenes from the streets of Kyoto

Środkowy rząd zdjęć to zakonnicy Shinto w świątyni poświęconej Inari, bardzo ważnemu bóstwu Kraju Wschodzącego Słońca. Modlą się do niego m.in. biznesmeni pragnący powodzenia w interesach. ;) Środkowy rząd po prawej stronie to mieszkańcy Kioto chodzący w tradycyjnych japońskich ubiorach po ulicach dzielnicy Arashiyama, pełnej restauracji, ulicznych straganów z jedzeniem i oczywiście obowiązkowych świątyń. Miasto każdemu kto ubierze kimono oferuje darmowe przejazdy komunikacją miejską.

Dolny rząd powyższych zdjęć to ponownie trzy maiko, w całym tradycyjnym ekwipunku. Z długim i szerokim pasem obi (ma ok. 6 metrów), ozdobionym na dole insygniami kamon, oznaczającymi okiya (dom czy szkołę), z której maiko pochodzi. Na nogach mają niebotycznie  wysokie drewniane chodaki okobo. Zdjęcie w prawym dolnym rogu powyżej to grupa młodych Japonek nad rzeką Ōi.

Scenes from the streets of Kyoto

Jednym z ulubionych ulicznych przysmaków są korokke. To przeróżne smażone krokiety, które wzorowane są na portugalskich croquetes. To portugalscy żeglarze, jako pierwsi Europejczycy dotarli do Kraju Kwitnącej Wiśni i udało im się nieco wpłynąć nawet na tutejszą kuchnię. 

Jednym z wiodących smaków japońskich słodyczy jest smak zielonej ceremonialnej herbaty matcha. Na jednym ze zdjęć widać lody matcha. Smakowały nam też takie kit-katy.

Scenes from the streets of Kyoto

Nie mogliśmy sobie odmówić wizyty na rynku Nishiki. Można tam znaleźć wszystko czego potrzebuje japoński kucharz. Od noży, będących niemal dziełami sztuki, poprzez wszelkie możliwe kolorowe kiszonki, algi, ryby i owoce morza (gigantyczne małże i śmiercionośne w nieumiejętnych rękach ryby fugu), tradycyjne słodycze wagashi, z sezonowymi ciasteczkami mochi na czele (ze słodkiego kleistego ryżu i o smaku kwiatów wiśni), genialnych kulek dango, służących jako przekąska, o przedziwnym słodko-słonym smaku.

Aby dopełnić kulinarnych wrażeń wybraliśmy się do Ponto-chō, gdzie jedna z ulic to jeden wielki ciąg restauracji. Trudno tu źle zjeść. My zdecydowaliśmy się na sukiyaki - gorący garnek z wołowiną z Kobe, warzywami, tofu i drobnym makaronem. Ingrediencje wyjmuje się pałeczkami z podawanego na stół na podgrzewaczu kamionkowego garnka nabe  i moczy w ubitym surowym jajku. Oprócz tego próbowaliśmy znakomitego grillowanego węgorza unagi w pysznym sosie.

Scenes from the streets of Kyoto

Na koniec jeszcze jedna śliczna maiko, z anielską cierpliwością i wyrozumiałym uśmiechem pozująca nam do zdjęć.