czwartek, października 23, 2014

Miascia czyli ciasto z Bellagio





To wręcz nieprawdopodobne, że z biednego czerstwego chleba można wyczarować takie pyszne ciasto. Wilgotne, pełne bakalii i kawałków jesiennych owoców. Takie rzeczy potrafią tylko Włosi. To stary przepis z okolic ekskluzywnego Lago di Como, okrzykniętego w zeszłym roku przez Huffington Post za najpiękniejsze jezioro świata.  O samym jeziorze i jego atrakcjach trochę więcej piszę w październikowym numerze "Mojego Gotowania". Deser nazywa się miascia i podobno pochodzi z kosmopolitycznego już od XIX wieku miasteczka Bellagio. Aż dziw bierze, że w takiej ekskluzywnej okolicy - pełnej od dziesiątków lat arystokracji, artystów i celebrytów, słynących zazwyczaj z wybrednych podniebień - przechował się taki rustykalny, wiejski przepis prosto z cucina povera. A jednak. Wypróbujcie, bo naprawdę warto.



Bellagio, Lago di Como, Lombardia.

Dobór bakalii i owoców w/g gustu. Ja dodałam wszystkie, które widywałam w lokalnych przepisach cucina comasca, ale można pozostać np. tylko przy gruszkach i rodzynkach. Ciekawa jest obecność rozmarynu. To świeże ziółko tradycyjnie występujące niemal we wszystkich recepturach, nadaje ciastu balsamicznej nuty. Jak na kochającą polentę Lombardię przystało miascia ma też dodatek kukurydzianego grysiku.




Miascia

tortownica o średnicy 19-20 cm

    260 g czerstwego białego pszennego chleba, bez skórki, pokrojonego w kostkę
 
450 ml mleka
3 jajka
 75 g cukru
1 op. cukru waniliowego    
3 łyżki mąki pszennej
    2 łyżki polenty (grysiku kukurydzianego)


skórka starta z 1/2 cytryny
40 g stopionego masła  
 
    25 g rodzynek, uprzednio namoczonych w rumie
    50 g suszonych fig, pokrojonych w kostkę i namoczonych w rumie

1 jabłko, obrane i pokrojone w kostkę
   2 gruszki, obrane i pokrojone w kostkę
    

150 g różowych niedużych winogron, przekrojonych na pół, wypestkowanych
  
    1 łyżeczka posiekanych igiełek rozmarynu i kilka całych kępek do ozdoby wierzchu
    1-2 łyżki grubego brązowego cukru
   

Do podania:
kilka łyżek mascarpone i gęstej kwaśnej śmietany ubitych z odrobiną cukru waniliowego i
2 łyżkami wina marsala lub jeszcze lepiej słodkiego czerwonego Valcalepio Moscato passito z okolic Bergamo

   Chleb zalewamy mlekiem i zostawiamy na ok. 1 godz. Po tym czasie miksujemy na w miarę gładką masę ręcznym blenderem. Nagrzewamy piekarnik do 180ºC. Dodajemy do masy chlebowej jajka, cukier oraz cukier waniliowy i dobrze ubijamy drewnianą łyżką lub trzepaczką.  Wsypujemy mąkę, kaszkę kukurydzianą, skórkę cytrynową i wlewamy masło. Ponownie dobrze mieszamy masę. Odsączamy rodzynki oraz figi i dodajemy je razem z resztą owoców (jabłek, gruszek i winogron) i z posiekanym rozmarynem do ciasta. Mieszamy i wykładamy masę do natłuszczonej i wysypanej bułką tartą szczelnej tortownicy. Pieczemy przez ok. 1 godz do 1 godz i 15 min, aż wierzch zacznie się rumienić. Wyjmujemy z formy. Ozdabiamy kępkami rozmarynu i po wystudzeniu podajemy z mascarpone i śmietaną. 

niedziela, października 19, 2014

Antipasto di coniglio czyli przekąska z królika z Lombardii





Dziś jako dodatek do październikowego numeru "Mojego Gotowania", w którym ze smakiem podróżujemy do prześlicznego Bergamo i nad pobliskie eleganckie jezioro Como, pyszna i łatwa do zrobienia przystawka. 

W Bergamo dzisiaj jada się dziś cały przekrój lombardzkiej kuchni - osso bucco, vitello tonnato, tiramisu, risotto. Żyjący w dostatku mieszkańcy mogą sobie pozwolić na wszelkie kulinarne ekscesy. Kiedyś było inaczej. Okolica zamieszkała głównie przez contadini (coś w rodzaju włoskiego odpowiednika naszych pańszczyźnianych chłopów) była raczej uboga. 



Basilica di Santa Maria Maggiore, Bergamo.

Przedgórze Alp z ostrym klimatem nie dawało takiej różnorodności darów ziemi jak np. okolica Kampanii. Każde gospodarstwo miało krowę i kozę, ale były one zbyt cenne aby jadać ich mięso. Dostarczały nieustannie i nieznużenie mleka, masła i sera, do dziś podstawowych produktów w tutejszej kuchni. Na talerzach lądowały nie wołowina czy wieprzowina, a raczej upolowane małe ptaszki czy króliki. Mięso tych ostatnich jest do dziś lubiane w Bergamo. 




Ja przygotowałam dziś z królika lekką przystawkę. Długo mrugające na niewielkim ogniu mięso po prostu rozpływa się w ustach. Zostawiamy je jeszcze w przyprawach i oliwie na jakiś czas w lodówce, żeby smaki przypraw i ziół przeniknęły do oliwy i delikatnego mięsa. Dodatek egzotycznego pieprzu pippali nie jest obowiązkowy. Włochom by chyba włosy na głowie stanęły dęba na taki składnik.;) To mój autorski pomysł. Ten pieprz jest jednak bardzo aromatyczny, więc jeśli macie go na podorędziu polecam z całym przekonaniem, bo bardzo wzbogaca smak wywaru, w którym perkocze królik.

Królik ten jako antipasto świetnie się czuje w towarzystwie suszonych pomidorów i ostrych papryczek. Do tego rustykalny chleb i już możemy się delektować pysznym i prostym daniem.




Antipasto di coniglio 

1 sprawiony królik o wadze ok. 1 kg
1 łyżka octu 

Składniki zalewy do gotowania:
2 marchewki
1 cebula
1 por
2 gałęzie selera naciowego 
5 ząbków czosnku
kilka gałązek pietruszki
6 listków laurowych
15 ziarenek czarnego pieprzu
1 strączek długiego pieprzu pippali (opcjonalnie)
8 ziarenek jałowca
2 gałązki świeżego rozmarynu
4 gałązki świeżego tymianku
8 listków świeżej szałwii
sól do smaku 

Składniki zalewy oliwnej:
6 dużych ząbków czosnku
4 listki laurowe
10 ziarenek pieprzu
6 ziarenek jałowca 
1 łyżeczka posiekanych świeżych listków rozmarynu
oliwa extra virgin do zalania mięsa (co najmniej 200 ml)

Królika zalewamy wodą z dodatkiem octu, tak żeby całkowicie przykryła mięso i zostawiamy w lodówce na 12 godz, jeśli trzeba obciążamy odwróconym talerzem. Po tym czasie odlewamy wodę. W dużym garnku układamy królika, obrane i pokrojone w większe kawałki warzywa, ząbki czosnku, pietruszkę, listki laurowe, lekko rozgniecione nożem ziarenka czarnego pieprzu, pieprzu pippali, jałowca oraz rozmaryn, tymianek i szałwię. Doprowadzamy do wrzenia i gotujemy na minimalnym ogniu (ma leciuteńko perkotać) aż mięso będzie całkowicie miękkie, przez ok. 1 i 1/2 godz. Pod sam koniec gotowania solimy do smaku. Zostawiamy królika w wywarze do ostygnięcia. 

Wyjmujemy mięso z wywaru i oddzielamy je od kości (wywar można wykorzystać np. jako bazę do zupy). W kamionkowym lub szklanym naczyniu układamy dość ściśle mięso królicze wymieszane z czosnkiem pokrojonym w cienkie plasterki, listkami laurowymi, rozgniecionym pieprzem i jałowcem oraz igiełkami rozmarynu. Zalewamy oliwą w ilości takiej, aby mięso było całkowicie w niej zanurzone, przykrywamy folią spożywczą i zostawiamy w lodówce na 1-2 dni do przegryzienia się smaków.