niedziela, sierpnia 31, 2014

Zachodnie krańce Sahary


Morocco impressions
Karawana na Erg Chebbi, chciałoby się myśleć że idzie aż do mitycznego niemal Timbuktu.

Zapraszam do kolejnego, tym razem wrześniowego numeru "Mojego Gotowania". Tym razem znajdziecie tam wspominki z naszej zeszłorocznej wyprawy na Saharę. Wiele lat temu, jeszcze na studiach, mieliśmy okazję poznać jej wschodni, egipski skrawek. W zeszłym roku stanęliśmy u jej zachodnich wrót. Na granicy Maroka i Algierii, po przejechaniu wielu kilometrów suchych półpustynnych terenów, pojawiają się na horyzoncie zjawiskowe ergi prawdziwej Sahary. Kolor wydm jest nieprawdopodobny. Właściwie niemożliwy do opisania. Gdy przyjeżdżamy do Merzouga niedługo przed zachodem słońca zaczyna się prawdziwy spektakl światła i cienia. Najpierw złociste, a potem ceglasto-pomarańczowe piaski zaczynają różowieć, aby w końcu rozpłynąć się w czerwieniejącej ciemności.

Mamy okazję wyprawić się na pustynię jeepem o zachodzie i o wschodzie słońca. Wrażenia są niezapomniane. Wiezie nas Berber zawinięty w swój błękitny szesz i ubrany w klasyczną dżelabę. To nie pokaz dla turystów, to powszechny tutaj strój, sprawdzający się na pustyni o wiele lepiej niż nasze europejskie ubiory, o czym mamy się okazję sami przekonać drżąc na pustynnym wietrze z zimna w tumanach wciskającego się w każdy zakamarek ubrania piasku. Wśród Berberów wyróżniają się Tuaregowie, nazywani też błękitnymi ludźmi, ze względu na ulubione przez nich niebieskie stroje. Ponoć im intensywniejszy kolor ubioru tym wyższa pozycja społeczna właściciela, bo barwniki używane do farbowania tkanin są dość kosztowne.

Morocco impressions
Młody Tuareg przez ksarem. Uwaga na wielbłądy - popularny znak drogowy na Saharze. Pustynny lisek pokazywany nam przez berberskie dzieci wśród saharyjskich wydm.

Wszyscy są tu poliglotami. Oprócz arabskiego i kilku berberyjskich narzeczy, mówią po francusku, hiszpańsku i angielsku. Całkiem nieźle, choć w ograniczonym zakresie radzą sobie z wieloma innymi językami. Erg Chebbi to tylko niewielki skrawek Sahary, ale przeżywa ostatnio prawdziwy renesans turystyczny. Żądni pustynnych wrażeń przyjeżdżają do Maroka zamiast do innych krajów niespokojnej ostatnio Afryki Północnej.

Mieszkamy w położonej na wzgórzu tradycyjnej kazbie z niesamowitym widokiem na okolicę. Wieczorem mamy nawet mały koncert muzyki Berberów w wykonaniu obsługi hotelu. Jedzenie też jest bardzo lokalne. Nie wybiera się i nie grymasi tylko zajada zestaw dań przygotowanych dla wszystkich gości na kolację. Na główne danie - khelia, przysmak pustynnych ludów. Mięso suszone i konserwowane w maśle smen, charakterystycznym dla południowego Maroka. Zaskakuje ilość świeżych warzyw i owoców. Pyszne pomidory, soczyste i jędrne ogórki, pachnące papryki. Są nawet melony i delikatne w smaku truskawki. I oczywiście mnóstwo pomarańczy i daktyli. Nie ma się co dziwić - w końcu w pobliżu są oazy, które dostarczają całego tego warzywno-owocowego bogactwa. Wszystko rośnie tam piętrowo - w cieniu daktylowych palm, wspominanych już w Biblii i Koranie - świętych drzew życia dla wszystkich saharyjskich ludów.

Morocco impressions
Festiwal ukłonów. Występy Berberów w Merzouga. Khoubz - marokański chleb.

Jedna z oaz w Dolinie Draa kultywuje coś jeszcze bardziej eterycznego. W czasach kolonialnych Francuzi obsadzili ją plantacjami róż damasceńskich. W maju cała okolica nazywana Doliną Róż obsypana jest białym i różowym pachnącym kwieciem, a berberskie dzieci sprzedają przy drodze wianki i naszyjniki z płatków róż. Wszyscy zatrzymują się tu aby kupić wodę różaną i olejki oraz perfumy z różaną nutą zapachową. Innym bogactwem Maroka jest olej arganowy, używany tak w kuchni jak i w kosmetyce. Na ulicznych straganach można kupić placki z wytłoczyn arganowych - są ich dwa rodzaje, jedne służą jako pasza dla zwierząt, drugie marokańskie elegantki nakładają jako maseczkę na twarz. Ja po wtarciu tego cudu natychmiast dostałam zapalenia spojówek, bo tak intensywnie się "arganowałam", że nałożyłam sobie maseczkę aż do oczu. ;) Mam tylko nadzieję, że mi nie sprzedali tych placków dla zwierząt, bo między Bogiem a prawdą to bym ich nie odróżniła. ;)

Morocco impressions
Wianuszki w Dolinie Róż. Architektura w oazach. Arganowe wytłoczyny mieszane z olejem arganowym - marokańska maseczka piękności.

Droga z Marakeszu na pustynię wiedzie przez Wysoki Atlas. Co krok na naszej drodze natykamy się na ksary - ufortyfikowane wioski, zamieszkałe przez berberyjskie plemiona. Lepione z gliny mieszanej ze słomą, nie miały przetrwać wieków, często wraz z nadejściem pory deszczowej zamieniały się w ... kupę błota. Dziś są turystyczną atrakcją. Nasłynniejszy ksar to Aït Benhaddou, znany z licznych hollywoodzkich filmów. Widzimy go już po raz drugi. Gdy byliśmy w Maroku po raz pierwszy, w 2003 r. ukazała się naszym oczom scena zaiście biblijna - na tle ksaru suchym korytem rzeki mężczyzna w dżelabie prowadził osiołka niosącego na grzbiecie kobietę z niemowlęciem. Do dziś żałuję, że nie wyciągnęłam aparatu.

Morocco impressions
Imponująca kazba w Wysokim Atlasie. Pustynna moda damska. Hotel w Ouarzazate - miejscowości słynnej ze studiów filmowych, jednych z największych zaraz po Hollywood, kręcono tu nawet "Game of Thrones".

To by było dzisiaj na tyle. W następnym odcinku podzielę się przepisem na moją najulubieńszą marokańską sałatkę. :)

7 komentarzy:

  1. Świetny post! ;)

    Pozdrawiam
    ___________
    truskawkowa-fiesta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne miejsca, piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Niesamowite zdjęcia, szczególnie ta pustynia - aż dech zapiera! Jesteś odważna, że wybierasz się w taki pustynne okolice;) Zatem czekam na przepis na sałatkę:)

    OdpowiedzUsuń
  4. i to wszystko z samego rana, nie wychodząc z łóżka, to lubię ;) dziękuję za wycieczkę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowne zdjęcia! Jakiego aparatu używasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anno, dziękuję za miłe słowa. Fotografuję wszystkim co popadnie, od iphona poczynając na NikonieD700 kończąc. Te zdjęcia były robione Nikonem D80 i D700.

      Usuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.