środa, czerwca 04, 2014

Panini z Campo de' Fiori


Panini bread

Podróże do Włoch oprócz fresków Michelangela, karraryjskich marmurów i wyłaniających się z mroku postaci na obrazach Caravaggia niosą ze sobą niemal zawsze również wspomnienia kulinarne. Mi tak utkwiły w pamięci przepyszne kanapki jedzone w jednym z licznych maleńkich sklepików położonych między Piazza Farnese a Campo de' Fiori. Jak widać moje reminiscencje z tego miejsca są nieco bardziej przyziemne niż pewnego poety. Równie jednak żywe i obrazowe.

Współczesny widok rynku na Campo de' Fiori jest ciągle zgodny z wizją ze znanego wiersza. Od czasów Giordana Bruna zmieniają się tylko przechodnie i sprzedawcy - kamienie Wiecznego Miasta, uliczny zgiełk i oferowane dary natury pozostają wciąż te same.

Rzym. Campo de Fiori, Church of San Luigi del Francesi, Caravaggio,  Piazza Farnese
Na Campo de' Fiori od wieków zmieniają się tylko przechodnie. Piazza Farnese. "Powołanie św. Mateusza" Caravaggia w kościele San Luigi dei Francesi.

Wróćmy do naszych panini (wł. kanapki). Najsmakowitsze były te robione z focacci lub płaskich chlebków, specjalnie do tego typu sandwiczy przeznaczonych. Te z pszennego foremkowego chleba, pokrojonego w cienkie kromki noszą w Italii inną nazwę - tramezzini. Panini Włosi lubią podawać na ciepło, krótko zapiekając w dwustronnych grillach, które ładnie te kanapki spłaszczają i rumienią. 

Panini bread sandwich

Najsmakowitszy zestaw dodatków do panini z Campo de' Fiori to moim zdaniem: grillowane w oliwie karczochy, tuńczyk i kapary. To wszystko z dodatkiem majonezu wymieszanego ze szczodrą dawką pesto. Najlepsze byłoby domowe, z tego na przykład przepisu. Można oczywiście puścić wodze fantazji i dodawać pomidory, rukolę, pieczarki czy też pieczonego indyka. Co nam tylko wyobraźnia i nasze kulinarne gusta podpowiedzą.

Panini bread

Dla nas tego typu dania są ostatnio zbawieniem, bo walczymy kolejny tydzień z długo odkładanym remontem kuchni, którego końca ciągle nie widać. Muszę przyznać, że drugą młodość przeżywają teraz u nas w domu przeróżne przenośne urządzenia elektryczne, jak np. wspomniany włoski grill do kanapek. Ze wstydem przyznam, że niektóre z tych maszynerii dotąd  głównie kurzyły się w czeluściach spiżarni (jak kupiona z jakichś niewiadomych powodów maszyna do gotowania ryżu, czy gigantyczne urządzenie do smażenia naleśników bezpośrednio na stole). Teraz jednak okazują się dla nas zbawieniem. ;) Ciekawa jestem czy też macie w kuchniach jakieś dawno zapomniane sprzęty?

Panini bread

Panini jak z Campo de' Fiori

10 sztuk

Bułeczki na panini:
400 g mąki wysokoglutenowej
150 g drobnej mąki pszennej razowej
1 i 1/2 łyżeczki soli
1 i 2/3 łyżeczki suszonych drożdży
50 g pszennego zakwasu
50 g żytniego zakwasu
1 łyżeczka słodu jęczmiennego w proszku
350 ml wody

czarnuszka do posypania wierzchu

Wrzucamy składniki ciasta do maszyny do chleba (w kolejności zgodnej z instrukcją) lub do miksera z hakiem do ciasta drożdżowego (najpierw mokre składniki, potem suche) i wyrabiamy aż ciasto będzie elastyczne. Zostawiamy w cieple do podwojenia objętości na ok. 1 godz. Lekko spłaszczamy ciasto, dzielimy na 10 części i formujemy chlebki. Pozostawiamy przykryte ściereczką do drugiego rośnięcia na ok. 30 min. Spryskujemy je wodą w sprayu i posypujemy wierzchy czarnuszką. Pieczemy przez ok. 15-20 min w temperaturze 220ºC.

Dodatki:
majonez wymieszany z pesto
świeże liście bazylii i oregano
karczochy z oliwy
pieczarki z oliwy
pomidory w plastrach
tuńczyk lub pieczona pierś z indyka
suszone pomidory
kapary
rukola

Nakładamy nasze ulubione dodatki na przekrojony chlebek i zapiekamy w dwustronnym kanapkowym grillu.

12 komentarzy:

  1. właśnie od przyszłego tygodnia zaczynamy remon kuchni, i tez wyciągnę z czeluści składziku,moje maszyny - ja mam dodatkową maszynęelektryczną, której nigdy jeszcze nie użyłam, a ma kilka lat, maszynkę do gotowania jajek i gril elektryczny. Twoje przepisy kanapkowe, idealnie przydadzą się więc u nas na kilka dni :)
    Co do włoskiej kuchni, to też uwielbiam nawet najwyklejsze i naprostsze dania - to dzięki niweiarygodnie świeżości i jakości produktów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, pokonałaś mnie! Nie mam maszynki do jajek i powiem, że przydałaby mi się w tym remoncie. Strasznie mnie wścieka, że czegoś tak prostego jak jajko na twardo nie mogę przygotować, mając dostęp tylko do mikrofalówki. Elektryczny grill używamy za to bez przerwy - robimy na nim quesadille, smażymy steki i warzywa. Mój ma patelki do raclette, więc było w remoncie i to danie (ziemniaki "piekłam" w mundurkach w mikrofalówce). Aaaa, właśnie przypomniałam sobie, że mam elektryczne founde, będzie jak znalazł na jutrzejszą kolację. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Świetny pomysł na letnie posiłki :) bardzo zdrowe, świeże składniki, piękne kolorystycznie i szybkie do zrobienia :) a bułeczki na pewno sobie upiekę tym bardziej, że od dawna nie kupuję pieczywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasinko, trzymam kciuki za panini w Twoim wydaniu i pozdrawiam.

      Usuń
  3. Garnek do gotowania ryżu to jeden z najważniejszych sprzętów w mojej kuchni (zaraz po dzbanku na wodę na herbatę). W nim da sie zrobić wszystko :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bee, na taki komentarz czekałam. :) A podpowiedz co robisz w ryżowym garnku oprócz oczywistego ryżu, kasz i owsianki? Gdzieś widziałam japońskie przepisy na ciasta pieczone w tym garnku.. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  4. Ja mam wielofunkcyjny robot kuchenny, który zazwyczaj stoi w szafie, a ja robię wszystko ręcznie:)
    Uwielbiam Twoje wspomnienia z różnych krajów i zdjęcia. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja znam jeden cudowny robot za który dałabym się pokroić, niestety póki co czas od czasu gościnnie występuje w mojej kuchni, a własny pozostaje w sferze marzeń.
      Uwielbiam kanapki, nic poza nimi nie musiałoby istnieć. Muszę wypróbować Twój pomysł:)

      Usuń
  5. Agnieszko, znając bolączki remontu kuchennego, bardzo polecam elektryczną maszynkę do kawy, spieniacz do mleka (elektryczny lub ręczny) dwupalnikową maszynkę elektryczną, elektryczny garnek do ryżu (w którym można gotować kasze oraz różne ziarna), też korzystaliśmy z maszynki do robienia panini, trochę naczyń z papieru (bo mycie naczyń w wannie jest trochę żmudne). Nasz remont trwał 9 tygodni, trzymaliśmy fason przez cały czas korzystając z normalnych sztućców (które trzeba jednak było myć w łazience), trochę restauracji, ale najlepsza sprawa to był wolnowar - genialna sprawa. Zatrzymaliśmy starą lodówkę do samego końca, to była chyba ostatnia rzecz, jaka została usunięta. Lodówka była trzymana na zewnątrz domu. Życzymy Wam sukcesów z tym remontem, a potem wspaniałego korzystania z nowej kuchni. Pozdrowienia - Dorota (Berkeley)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doroto, nie wiem czy się cieszyć czy wpaść w depresję z powodu Waszych 9 tygodni remontu... Czy Wasi fachowcy nie byli przypadkiem Latynosami? U nas dzisiaj mija miesiąc.... Przyznam, że my dosyć podobnie do Was egzystujemy. Najważniejsze, że jest ekspres do kawy. Zastawę mamy głównie papierowo-palastikową (my trzymamy fason używając porządnych kieliszków do wina). ;) Do największego szaleństwa doprowadza mnie właśnie brak zlewozmywaka. Nasze mycie naczyń odbywa się w kabinie prysznicowej i w ogródku. Gdy jesteśmy zdesperowani zamawiamy pizzę lub chińszczyznę, albo ruszamy w miasto. Lodówka stoi na honorowym miejscu w salonie, ale - uwaga - to już nowa jest w użyciu. Myślałam, że mam już niemal wszystkie zwariowane sprzęty AGD, ale widzę, że się myliłam. Brakuje mi wolnowaru (to to samo co slow cooker, prawda?), elektrycznej maszynki do gotowania i aparaciku do gotowania jajek. Czyli - wbrew temu co uważa mój mąż - spore braki. ;) Serdeczne pozdrowienia dla Was z remontowego frontu walki.

      Usuń
  6. na Campo di Fiori jedna straganiarka chciała mnie adoptować, nie mogąc tego zrobić pozwoliła nam wziąć co dusza zapragnie ze swojego straganu i chyba nie skłamię jak powiem, ze jej stragan stal w głębi Twojego zdjęcia :D
    kocham Rzym, mogłabym bez końca włóczyć się uliczkami Starego Miasta pogryzając pizze z metra ;)
    a co do sprzętów kuchennych. mam znajoma, która przez długie lata gotowała na dwupalnikowej kuchence turystycznej a za piekarnik służył jej prodiż stojący na taborecie. jej przyjęcia przeszły do historii nie tylko ze względu na wysoka jakość dan ale i na ilość. inna znajoma z kolei miała wszystkie możliwe ulatwiacze życia kuchennego oraz książki kucharskie a wszystko co podawała na stół smakowało niczym. miałam moment zachwytu różnymi maszynami, na szczęście już się popsuły i wylądowały na déchetterie. teraz oprócz kuchenki i piekarnika mam najzwyklejszy mikser ręczny, nogę do miksowania i maszynę do chleba bo nie lubię wyrabiać ciasta ręcznie. jedyne odstępstwo to maszyna do raclette bo młodzież uwielbia. w momentach podbramkowych np. gdy kolejne tornado zerwie linie wysokiego napięcia wyciągam z garażu kuchenkę turystyczna na gaz. w ten sposób np. przygotowałam ostatnia Wigilie :) ryz gotuje w zwykłym garnku na kuchence i uważam, ze jest idealny.
    życzę szybkiego powrotu do normalności :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Agnieszko, nasi fachowcy nie byli Latynosami. Remont trwał dłużej, bo powiększyliśmy kuchnię przez przesunięcie ściany zewnetrznej nieco dalej. A poza tym remontowane było wszystko: od podłogi i sufitu, nowa elektryka, nowa hydraulika etc. Jak "zwykły" remont to powinno być krócej. Maszynki elektrycznej nie posiadamy, ale pożyczyli nam sąsiedzi i dzięki niej dało się gotować praktycznie wszystko. Lodówka musiała stać na zewnątrz domu (stara) do ostatniego nia. Najgorsze było jak wspomniałaś sama, zmywanie naczyń. Na początku (2 tygodnie) twierdziłam, że nie będziemy jadać na papierowych ani plastikowych talerzach, ale zmieniłam zdanie. Te naczynia w wannie doprowadzały mnie do szału. Ten wolnowar (slow-cooker) to naprawdę świetna sprawa. Nie wiem co prawda co to jest "aparacik do gotowania jajek", ale elektryczna maszynka pozwoliła nam jajka gotować. No i ten elektryczny garnek do ryżu pozwolił mi bezproblemowo gotować kasze (które bardzo lubimy). No a maszynka do kawy (używamy takiego ekspresu Bialetti, który jest elektryczny (a nie musi być), więc kawy nam nie brakowało. Restauracje zwiedzaliśmy regularnie, ale po 9 tygodniach mieliśmy dosyć i chcieliśmy własnego jedzenia. Pierwsza rzecz, jaką zrobiłam w nowej kuchni to był pieczony kurczak. Ale wtedy nam smakował! Źyczę cierpliwości i sukcesów!
    Dorota

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.