poniedziałek, listopada 11, 2013

Na św. Marcina kasztany zamiast gęsi


This is a chestnut "festa" - São Martinho day in Portugal

11 listopada to w Portugalii również ważna data, choć wymowę ma nieco bardziej przyziemną niż w Polsce. To celebrowany tu hucznie dzień św. Marcina (São Martinho).

W Polsce mamy babie lato, Amerykanie mówią o Indian summer, a tu w Portugalii jest verão do São Martinho, czyli lato św. Marcina. To iberyjskie lato jest chyba kalendarzowo najpóźniejsze z trzech wymienionych, ale rzeczywiście tydzień, w którym przypada 11 listopada bywa tu zwykle słoneczny i przyjemny. Św. Marcin był rzymskim legionistą, który podzielił się swoją peleryną z półnagim, marznącym na deszczu żebrakiem. Gdy przeciął mieczem na pół swój żołnierski płaszcz i podał go biedakowi, natychmiast przestało padać i wyszło słońce (stąd właśnie lato św. Marcina). Nie wiem co prawda co São Martinho ma do kasztanów, ale to je właśnie tradycyjnie się jada w dzień jego święta.

Portugalczycy kochają kasztany i jesienią można na każdym kroku spotkać w portugalskich miastach sprzedawców z węglowymi piecykami sprzedających kasztany w papierowych tutkach. Kiedyś tutki były z gazet , teraz UE zabroniła (może i słusznie) i są z papieru mogącego mieć kontakt z żywnością. Takie uliczne kasztany są najpyszniejsze. Parzą ręce, gdy usiłujemy je pozbawić łupinki i dobrać się do smakowitego wnętrza. Łupinki te są aż białe od popiołu.

This is a chestnut "festa" - São Martinho day in Portugal

Bardzo smaczne są też kasztany przygotowane w domu. Może nie mają tego samego czaru, co te kupione na ulicy, ale smak jest również bardzo dobry. Castanhas tutaj kochają wszyscy. Gdy nadchodzi ich czas w sklepach pojawiają się przeróżne gadżety do ich przygotowywania - specjalne przyrządy do nacinania skórki, perforowane patelnie, albo gliniane wysokie garnki z dziurkami, które wstawiać można nawet do domowego kominka i tam kasztany upiec. Ja piekę je zwyczajnie w piekarniku.

Nie może zabraknąć też specjalnych tradycyjnych napitków towarzyszących kasztanowej uczcie. Jak mówi przysłowie "No dia de São Martinho, come se castanhas e bebe se vinho" (Na św. Marcina je się kasztany i pije się wino). Co się pije do kasztanów? Tradycyjnie słodkie wino jeropiga. Do tegorocznego moszczu dodaje się winnej brandy (aguardente) dla zatrzymania fermentacji. Stąd jeropiga ma więcej cukru, który nie do końca sfermentował, niż zwykłe wino. Ja za nią specjalnie nie przepadam. To coś jak niezwykle ubogi krewny wina porto, pijane w zasadzie tylko do pieczonych kasztanów.

This is a chestnut "festa" - São Martinho day in Portugal

Na jesiennych kasztanowych świętach (festas de castanha) urządzanych jak Portugalia długa i szeroka (w pobliżu Porto najsłynniejsza ma miejsce w miasteczku Penafiel) często popija się do pieczonych kasztanów również vinho novo, młode tegoroczne wino dopiero co po fermentacji (mój mąż się śmieje, że to takie portugalskie beaujolais). Czasem jest to nawet wręcz vinho doce. W tej akurat sytuacji nie chodzi o zwyczajne słodkie wino, jakby tłumaczenie nazwy wskazywało, ale o sfermentowany moszcz. Nie raz mnie tym raczono, oczekując na jakieś niezwykłe sensacje ze strony  przewodu pokarmowego, ponoć gwarantowane po tym napoju. Okazywało się jednak zawsze, że mój polski organizm znosił wszystko bez szwanku. Na nic się więc nie zdały podstępne żarty z obcokrajowca nieobeznanego z portugalskimi regionalnymi niebezpieczeństwami.

Innym kultowym, najczęściej domowego wyrobu trunkiem jest água-pé (niezbyt mocne bagaço - alkohol z winogron typu aguardente, powstający z wytłoczyn winogron użytych do produkcji wina). Ten ostatni alkohol nosi też miano champanhe do póvo (szampana dla ludu).

Ludowe święta, nazywane magustos, gdzie piecze się kasztany i ze smakiem je zajada, którym towarzyszy również wspólne śpiewanie, zabawy i palenie ognisk, najpopularniejsze są chyba na północy i w środkowej Portugalii, ale także w hiszpańskiej Galicji i Asturii. Podobno święto wywodzi się z pogańskiej tradycji i dawniej stół zastawiony kasztanami zostawiano dla zmarłych przodków w noc zaduszną.

Zachęcam bardzo serdecznie do urządzenia sobie w domu małej castanhada, czyli portugalskiej kasztanowej uczty. Może mniej wykwintnej niż nasze polskie pieczone gęsi i marcińskie rogale, ale na pewno równie tutaj tradycyjnej.

This is a chestnut "festa" - São Martinho day in Portugal

Pieczone kasztany

1 kg kasztanów
1-2 garście grubej morskiej soli
woda w spryskiwaczu

Kasztany myjemy. Nagrzewamy piekarnik do 210ºC. Małym ostrym spiczastym nożem robimy nacięcia w kasztanowej skórce, próbując za każdym razem oderwać jej mały podłużny fragment. Można też je zwyczajnie naciąć, ale moim zdaniem to odrywanie ułatwia później znacznie obieranie kasztanów po upieczeniu. 

Układamy kasztany na blaszce (ja używam takiej perforowanej jak do frytek, ale może być zwykła duża płaska blacha, wyłożona folią aluminiową), spryskujemy je wodą i szczodrze posypujemy solą. Sól będzie spadać, ale część przylepi się do kasztanów. Pieczemy do miękkości, zwykle trwa to ok. 25-35 min. Najlepiej wyjąć jednego kasztana na próbę i sprawdzić czy jest wystarczająco miękki.

19 komentarzy:

  1. u mnie też kasztany dziś, a to dlatego , że poszłam do sklepu a tam gęś 50 funtów! oszaleli:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakaś iście królewska gęś chyba, że w takiej cenie. Pozdrawiam.

      Usuń
  2. kasztany w moich rejonach to jedzenie biedaków, o tej porze roku najadali się do syta ;) czasem piekę w kominku (a raczej kominie, te bretońskie są jak hala sportowa ), żeby domowej tradycji stało się zadość ale nie jestem fanką. te do pieczeni bozonarodzeniowej kupuje, już obrane ;P
    rogale i gęś to żadna tradycja Agnieszko (oprócz Poznania oczywiście) wszystko to nowomoda. polską tradycją zdaje się będzie huczne obchodzenie 11 listopada, wstyd i żenada nawet 2000 km od miejsca akcji :/

    pozdrawiam z śliskiej, ciamkającej, szarej i mokrej Bretanii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepsza nowa świecka tradycja niż żadna IMHO. ;) Mam na myśli gęś i rogale oczywiście. :) Pozdrawiam z uparcie słonecznego Porto (nie żebym miała mu to za złe).

      Usuń
    2. nie wiem, dla mnie tradycja wynika z czegoś (jak rogale w Poznaniu), takiej narzuconej przez komercję nie uznaję :}
      i u nas słońce :) tyle, ze temperatury zjechały w okolice zera. pozdrawiam

      Usuń
    3. Przez komercję to są moim zdaniem narzucone w Polsce (w PT zresztą też) Walentynki i Halloween. Z tymi obyczajami nigdy kulturowo nie mieliśmy nic wspólnego. Jednak gdy tradycja kulinarna jednego regionu staje się popularna w reszcie kraju to nie uważam tego za szczególnie naganne ani sztuczne. A że przy okazji zyskują na tym polscy cukiernicy i polscy (miejmy nadzieję) producenci gęsiny ... ;) Główny problem to chyba fakt, że w PL chyba często brakuje nam ciągłości tradycji, z wiadomych powodów. Może więc powinniśmy brać przykład z takich mieszkańców Sabaudii, którzy wskrzesili w latach 80-tych XX wieku zapomniane danie tartiflette, uważane teraz za emblemat kuchni regionu. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  3. no proszę, a w Poznaniu w sklepie właśnie widziałam kasztany! I chyba na jarmarku świętomarcińskim były.. nigdy nie jadłam, ciekawa jestem ich smaku, może to Twoim wpisie się skuszę :-)
    przychylam się do Leloop - w Poznaniu rogale z białym makiem to stara tradycja :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sosa, napisz proszę co jest jeszcze ciekawego na tym jarmarku oprócz kasztanów?

      Usuń
  4. Blog piękny, kasztany urocze. Pozdrawiam Cię Agnieszko ! Bogna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Z kasztanami to u nas (Warszawa) nie jest taka prosta sprawa, niestety nie łatwo je dostać. Zreszta podobnie jak dobrą gęsinę. Zazdroszczę Ci dostępności do kasztanów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kasztany kojarzą mi się raczej z amunicją do procy, niż z jedzeniem. Spróbuję pewnie kiedy odwiedzę ten kraj, a chciałbym w 2015 roku. Tyle, że będzie to raczej Lizbona niż Porto - mam nadzieję, że niczego nie tracę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasztany na pewno nie będą stracone, jeśli tylko podróż będzie jesienno-zimowa. W całej Portugalii jest ich wtedy w bród. Natomiast kierowana lokalnym patriotyzmem jednak polecałabym zajrzeć również do Porto oprócz tutejszej "stolycy". Może ten post zachęci:
      http://www.kuchnianadatlantykiem.com/2012/06/idealny-dzien-w-porto.html

      Usuń
  7. Zachęcany tak miło może odwiedzę - moi znajomi odwiedzili to miasto kilka lat temu i byli zadowoleni z wycieczki. Ja naturalnie nie będąc tam kieruję się raczej zdjęciami z internetu.
    Co do kasztanów - czy druga połowa września, to nie za wczesna pora na wyprawę degustacyjną?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepsza by była druga połowa października. Ale w końcu nie samymi kasztanami żyje człowiek. :) Dobre ryby, owoce morza i pasteis de nata są przez cały rok. ;)

      Usuń
  8. Nie raz pieklam kasztany w piekarniku, ale nigdy z sola. Smaku wlasciwie ona nie zmienia, dlaczego proponujesz ten dodatek?
    Mimo tego, ze tutaj kasztany mozna kupic bez problemow, zadne gadzety do ich przygotowywania nie wpadly mi do tej pory w oko. Znalazl sie powod, zeby odwiedzic Portugalie jesienia!
    Wczoraj jadlam zupe-krem z kasztanow w restauracji, dokladnie: „Esskastanien-Samtsuppe mit in Rosmarin gebratenem Hasenrückenfilet”. Okazalo sie, ze tu (w Nadrenii) urodzone kolezanki nigdy nie jadly kasztanow, a kolega – tylko surowe! Bardzo sie zdziwilam, bo nawet w naszym malym miasteczku mozna na jarmarku „Mikolajowym” kupic gorace kasztany, albo nawet dostac je od mieszkancow starowki w czasie adwentu. Mamy tu bardzo mily zwyczaj, zaledwie od paru lat, ale z szansa na przetrwanie, ze 24 rodziny lub instytucje (biblioteka, dom starcow, muzeum) zapraszaja przechodniow (=wieczorami otwieraja drzwi na pol godziny) od pierwszego do 24 grudnia na ciasteczka, grzane wino, kasztany lub np. jakas opowiesc. Wracajac do zupy – byla aksamitnie dobra, za to zajac, niestety, mocno przesolony. Znowu potwierdzila sie moja teza, ze w tych okolicach lepiej samemu gotowac. Dla sprawiedliwosci przyznam, ze ciepla przystawka z kozim serem, ktora jadlam na drugie danie byla smaczna. Za to kasztany pieczone na ulicy tak samo smakuja u nas jak na „Naschmarkt” w Wiedniu, ale to chyba zadna sztuka...

    Widze, ze tez myslisz juz o swietach, z pewnoscia bede sie inspirowac Twoimi przepisami.
    Na razie pozdrawiam
    Anka z B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, sól po pierwsze wysusza skórkę, dzięki temu ta ostatnia bardziej kruszeje i łatwiej się odrywa (to ważne przy piekarnikowych kasztanach, bo czasami trzeba trochę powalczyć z obieraniem), poza tym trochę takiej spieczonej soli utrzymuje się na naciętych kasztanach i to jest bardzo smakowite. Niektórzy polecają dać do piekących się kasztanów trochę masła, ale ja tradycyjnie pozostaję przy soli. Do gotowanych dają tu anyż i/lub liście laurowe.

      Kasztanowe zupy bardzo lubię, można w nich łatwo złamać słodycz kasztanów wytrawnymi dodatkami. Ta zupa, o której piszesz brzmi niezwykle kusząco. tradycja z zapraszaniem przechodniów fantastyczna! Po jarmarku w Strasbourgu, który nieco mnie rozczarował bardzo bym chciała wybrać się na jakiś w Niemczech. Wszyscy zachwycają się Christkindlesmarkt (a może Christkindlmarkt?) w Norymberdze.
      Co do Naschmarkt to zabawny zbieg okoliczności - właśnie skończyłam o nim pisać do "Mojego Gotowania". :)
      Dziękuję bardzo za miły i obszerny komentarz.

      Usuń
    2. Agnieszko, czy "Moje gotowanie" mozna gdzies zaprenumerowac? Szukalam w internecie i nie jestem pewna, czy to jest to.
      Moja corka twierdzi, ze na bozonarodzeniowy jarmark lepiej wybrac sie do Berlina niz do Monachium, Norymberga jest z pewnoscia pod tym wzgledem najslynniejsza. Moze ktos z internautow podzieli sie wrazeniami "na zywo"? My za bardzo nie lubimy zimowych podrozy w obce strony.
      Kasztany z anyzem? Chyba warte sprobowania!
      Anka z B.

      Usuń
    3. Aniu, podesłałam Ci maila z informacją na temat prenumeraty. No bardzo jestem ciekawa jakie niemieckie miasto wygrywa w kategorii najlepszego świątecznego jarmarku. Potrzebujemy kogoś kto był na kilku. ;)

      Usuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.