piątek, listopada 08, 2013

Hiszpańska Galicja w "Moim Gotowaniu"


 Galiza, Spain
Ugotowana ośmiornica, zaraz powstanie z niej najsłynniejsze galicyjskie danie pulpo a feira.

Bardzo spóźnione zaproszenie (bo numer ukazał się w połowie zeszłego miesiąca) do październikowego "Mojego Gotowania". Tam parę słów o pięknej hiszpańskiej Galicji, za którą przepadamy, a że jest tuż za miedzą bardzo często do niej jeździmy. To tak zwana zielona, atlantycka Hiszpania, mocno się różniąca od iberyjskich stereotypów - za grosz tu corridy, czerwonej ziemi interioru, flameco i falbaniastych sukni w kropki. Są za to celtyckie kobzy, fury najlepszy w Hiszpanii owoców morza, fantastyczne wina (np. albariño) i soczysta przez cały rok zieleń. To ostatnie nie dziwi, gdyż region ma największą ilość opadów w całej Hiszpanii.

Galiza, Spain
Okolice kurortu San Xenxo, widok na rias, a oddali hodowle małży. Dzieci na święcie pimientos de Padron. Wnętrze katedry w Santiago. Szyld z vieira (przegrzebkiem, zwanym też muszlą św. Jakuba, który jest symbolem pielgrzymkowych szlaków).

Wszystkie drogi prowadzą tu do Santiago de Compostella - od wieków jednego z najważniejszych celów pielgrzymek chrześcijańskiej Europy. Od lat 80. XX wieku caminos de Santiago przeżywają renesans i znów pełne są piechurów i rowerzystów. Warto zwiedzić też przepiękne wybrzeża z rias, przypominającymi norweskie fiordy i widowiskowe przałomy rzeki Sil.

Galiza, Spain
Katedra w Santiago o świcie, dotarli już pierwsi pielgrzymi. Świeże ostrygi na Festa da ostra (święcie ostryg, jednej z wielu sierpniowych fiest w Galicji). Białe albariño i ribeiro w jednym z barów w Santiago. Ludowe tańce o celtyckich korzeniach na święcie wina albariño w nadmorskim Cambados.

Wszystkie fantastyczne knajpki i bary z tapas, które polecam w artykule, rekomendowała nam od 5. lat mieszkająca w Santiago Ana Rita, córka mojej koleżanki z pracy, studiująca medycynę w tamtejszym uniwersytecie. Trzeba przyznać, że każde miejsce było naszym zdaniem trafione w dziesiątkę. Gdy człowiek widzi, aż kipiące od ludzi bary nawet w dzień powszedni, zastanawia się, gdzie jest niby ten kryzys. ;)

11 komentarzy:

  1. Witam.
    Od niedawna przeglądam ten piękny blog i jestem nim oczarowana. Upiekłam nawet ostatnio ciasto w cynamonowe es-flores, które wyszło mi za pierwszym razem chociaż z natury jestem "niepiekąca".
    A o zależności pomiędzy pełnymi ludzi knajpami a kryzysem: będąc parę lat temu w Portugalii słyszałam historię o drastycznej podwyżce cen kawy w knajpkach. Tak drastycznej, że groziło to ogólnonarodowymi zamieszkami. Kawa espresso zdrożała z 40-tu do 80 centów! Zgroza!
    Wróciłam do kraju i za espresso płacę min. 12 zł, szklaneczki wody do tej kawy prawie żaden lokal nie podaje, nie ma mowy o świeżym croissancie a i o dużej szklance (za 2 Euro) świeżego soku z supersmacznych pomarańczy na śniadanie mogę tylko pomarzyć....
    Pozdrawiam znad Zatoki Gdañskiej.
    Alicja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alicjo, bardzo dziękuję za miłe słowa o blogu i zapraszam do mojego netowego kącika jak najczęściej. Bardzo trafne "kryzysowe" uwagi. :) W Portugalii cena kawy to jak w PL cena chleba - tutejszy wyznacznik inflacji i kondycji ekonomicznej kraju. Faktycznie kawa tu przez lata należała chyba do najtańszych ( i najlepszych, że nieskromnie Portugalczyków pochwalę) w Europie. Ta niska cena wynikała zawsze z ogromnego popytu - kawę poza domem pije tu niemal każdy, na każdym kroku, wielokrotnie w ciągu dnia. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. My też nie znaleźliśmy nigdzie lepszej kawy/espresso niż w Portugalii i będąc w tym kraju "sprawdamy" parę razy na dzień, czy w kolejnej cukierence lub barku jest równie dobra. Agnieszko, jak zamawia się w Porto "2x espresso"? Chyba inaczej niż w Lizbonie...

      Ciągle myślimy o wakacjach na północy Portugalii, dostałaś mój mail?
      Pozdrowienia - Anka z B.

      Usuń
    3. Aniu, dostałam i odpowiedziałam na niego 3/11. Wysłać jeszcze raz? Z tym podwójnych espresso to mnie zaskoczyłaś. Jak żyję nie widziałam nikogo w Porto zamawiającego podwójne espresso, może z racji mocy pojedynczego..;) Chyba, że masz na myśli café cheio, czyli pojedyncze espresso z odrobinę większą ilością wody (taka dość pełna maleńka filiżanka) ... Takie podwójne mogłoby teoretycznie nazywać się café duplo, ale to już dla jakichś kofeinowych hardcorowców ;) ...

      Usuń
    4. Piękne dzięki, Agnieszko, przeczytałam. To "podwójne", to coś dla mojego męża, mi raczej chodziło o język portugalski i dwie filiżanki.
      Twoją stronę sledzę od ponad roku, i było mi miło poczytać m. in. o Porto w czerwcu 2012, paru osobom wysłałam link. Blog cieszy oczy i podniebienie...
      Na razie.
      Anka z B.

      Usuń
  2. Agnieszko ! Jak zwykle zdjęcia przepiękne ! Ania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta Pani która gotuje Ośmiornice to zapewne na festiwal (Fiesta del Pulpo) który obywa się jakoś raz w roku. Podawana jest ośmiornica na wiele sposobów. Kiedy jestem w Hiszpanii staram się sprubować Pulpo de Gallega jak dal mnie to coś boskiego. Do samej Galicji jeszcze nie dotarłem ale to mój kolejny kierunek na liście aby jeść najlepsze owoce morza i popijać je świetnym białym winem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, Endriu, pani jak najbardziej z festiwalu. :) Kiedyś sprawdzałam, że w Galicji w sierpniu jest chyba ponad 200 fiest. Jest więc w czym wybierać. I zgadzam się w całej rozciągłości, że pulpo po galicyjsku (to zresztą to samo danie co puplo a feira) jest niewyobrażalnie smaczne. Trzymam kciuki, żeby galicyjska wyprawa doszła do skutku, bo naprawdę warto. pozdrawiam.

      Usuń
    2. nie "de" tylko "a la:" Pulpo a la gallega, pulpo a feira ew. Polbo á feira

      najlepsza z buteleczką Ribeiro

      Usuń
  4. Ach pulpo, tęsknimy za nim:) Próbuję się zebrać do napisania o galicyjskich fiestach gastronomicznych ale jesień mnie sił jakoś pozbawiła. Piękna ta "Dama z ośmiornicą". Pozdrawiam serdecznie! Ania T.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, ja bardzo czekam na Twoje opowieści. Nie ma jak to oko historyka sztuki, nawet zaczęłam się doszukiwać podobieństw z tą leonardowską. Muszę powiedzieć, że dama bardzo mi ułatwiła zadanie. Gdy zobaczyła, że się kręcę z aparatem koło kotłów z ośmiornicami zaoferowała się od razu "Quieres que levanto?" (nie umiem robić tych waszym odwróconych pytajników na mojej klawiaturze ;)). Pozdrowienia dla Was.

      Usuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.