sobota, sierpnia 10, 2013

W sercu Maghrebu czyli wspominki z Marrakeszu


Scenes from Morocco
Sprzedawca wody na Placu Jemaa el-Fna. Ogrody Majorelle, założone przez francuskiego malarza, a odnowione przez Yves Saint Laurenta. Sterta szaszłyków gotowych do pieczenia. Jedna z bram Marrakeszu nazywanego Czerwonym Miastem. Ulica w medinie. Zachęta do kupna miski ślimaków. Mury miasta.

Zapraszam do sierpniowego numeru "Mojego Gotowania". Tym razem zachęcam do odwiedzenia nie tak dalekiego, a za to bardzo egzotycznego Marrakeszu. Po Arabskiej Wiośnie i wobec trwających ciągle niepokojów na Bliskim Wschodzie i w Egipcie Maroko jawi się jako jeden ze stosunkowo spokojnych arabskich krajów.

Marrakesz - miasto-symbol Maroka wywołuje skrajne emocje. Jedni się w nim zakochują, inni go nie znoszą. Przyznam, że u mnie również nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Dopiero przy kolejnych wizytach w tym półpustynnym berberyjskim mieście nauczyłam się doceniać jego koloryt i pulsującą energię. Pierwsze uderzenie może być nieco oszałamiające. Trzeba się nastawić na to, że co drugi przechodzień zechce nam coś sprzedać lub oprowadzić nas po mieście. :)

Scenes from Morocco
Sprzedawcy słodyczy nocą na Placu Jemaa el-Fna. Przyprawy, korzenie i inne niezidentyfikowane ingrediencje na bazarze w Marrakeszu.

 Ta w pewnym sensie napastliwość (przynajmniej my Europejczycy tak to widzimy, w Maroku jest to bowiem integralna część tutejszych obyczajów) została mocno utemperowana królewskimi zarządzeniami. Mohammed VI dba o turystów przynoszących w końcu krajowi pokaźny dochód. Dodam jeszcze, że Marrakesz jest rajem dla zakupoholików. Ilość wszelkiego rzemiosła, pod postacią dywanów, wełny, kilimów, bamboszy, wyrobów skórzanych, ceramiki, mosiężnych lamp i ozdób przekracza wszelkie wyobrażenie. Pozostaje jedynie się trochę potargować. ;)

 Scenes from Morocco
Ślimaki gotowe do spożycia. Fontanna w Majorelle. Oliwki we wszystkich kolorach tęczy. Plac Jemaa el-Fna noca zamienia się w jedną wielką restauracje pod gołym niebem. Podano couscous - sztandarowe danie tutejszej kuchni. Zdobione kafelkami zelidż kolumny w Medresie Ben-Juzuf. Grobowce Saddytów i muzeum. Suk z wełną.

Te kulturowe ciekawostki zrekompensuje nam feeria kolorów, zapachów i dźwięków. Tak żywiołowego miasta próżno szukać w Europie. Niebagatelną atrakcją jest jedzenie. Tadżiny wszelkiej maści, góry złotego, sypkiego jak saharyjski piasek couscousu, bisteeye z cienkiego jak bibułka ciasta warka, kopce (w dosłownym sensie) egzotycznych przypraw i bakalii, zdumiewające świeżością i delikatnością w tym półpustynnym kraju warzywa - to wszystko składa się na kuchnię jak z baśni 1001 nocy. Już niedługo na blogu parę moich ulubionych, pysznych marokańskich potraw.

6 komentarzy:

  1. Byłam w tym roku na wakacjach w Maroku i też miałam okazję odwiedzić Marakesz, bardzo klimatyczne miasto, upał był nieziemski, żałuję że nie zostaliśmy na nocny market :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne zdjęcia jak zwykle zresztą. Mam już w domu ten numer Mojego Gotowania ! Zdrowie Agnieszko! Justyna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały blog,będę jego obserwatorką!pozdrawiam z dalekich,zimnych Suwałk.

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam w Maroku na wakacjach ,trzy lata temu,zakochałam się w tym kraju,jego mieszkańcach,kuchni,przyrodzie,to bardzo różny i kolorowy kraj,polecam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda różnorodność i egzotyka w Maroku zachwyca. Pozdrawiam.

      Usuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.