niedziela, marca 10, 2013

Irlandia skąpana w morzu i chowder


Ireland
Fiordowe niemal zatoki w Connemara.

Zapraszam do nowego marcowego numeru "Mojego Gotowania", gdzie tym razem - w związku ze zbliżającym się Dniem Św. Patryka - piszę trochę o Irlandii i jej kuchni. 

Ta ostatnia nie jest na świecie szczególnie znana. Fakt, że kuchnia Szmaragdowej Wyspy nie jest zbyt wykwintna świetnie tłumaczy jeden z irlandzkich komików.  Według niego Celtowie nie znajdowali czasu na wyszukane jedzenie, bo bez przerwy grali na harfach swoje lamenty. Natomiast, gdy wprowadzono na wyspę ziemniaka, to z kolei mieli Irlandczycy nadmiar energii, z którą nie wiadomo było co zrobić. I dlatego jako naród tyle tańczyli i walczyli. ;)

Ireland
Dublin Spire, nazywana przez mieszkających w stolicy Irlandii Polaków - Szpilą. Irlandzkie wybrzeża. Celtyckie krzyże w muzeum w Clonmacnoise i Ross Castle .

Jeszcze parę impresji i zdjęć z naszych wizyt w Irlandii, które nie zmieściły się w tekście, związanych tym razem z morzem. Niezwykłe jest urozmaicenie linii brzegowej Szmaragdowej Wyspy. Zachwycamy się długimi zatokami, które przypominają niemalże norweskie fiordy (zwłaszcza w Connemara Conaught jest taka zatoka). Zaskakuje pewne lekceważenie przez Irlandczyków ryb i owoców morza przy takiej ich obfitości i jakości. Żyją jakby odwróceni plecami od darów morza. Jak im się to udaje nie wiem - co tym bardziej jest dziwne, że królestwo Neptuna mają gdzie się tylko nie obrócą. Istnieje teoria, że miała na to poważny wpływ .... religia katolicka. Częste posty, gdy zobowiązani byli do wstrzemięźliwości od mięsa i jedli ryby, jakoś skutecznie odebrały im na te ostatnie chęć. Jest co prawda takie danie jak Dublin lawyer (na bazie homara), słyną z jakości Dublin bay prawns (to w zasadzie langustynki, znane też jako scampi), ale Irlandczycy i tak wolą mięso, a zwłaszcza swoją baraninę i wołowinę.

W największym poważaniu jest chyba łosoś, zwłaszcza wędzony. W Polsce pewnie na nikim nie zrobi to wielkiego wrażenia, ale dla nas pozbawionych prawie tu w Portugalii wędzonych ryb (no walają się w supermarketach jakieś gumowate wędzone ochłapy), taki hot smoked salmon, jeszcze w fajnych przyprawach to była prawdziwa uczta. Ja się nawet na drogę powrotną do domu zaopatrzyłam w pokaźną jego ilość  i jak i świetnych wędzonych makreli w ziarnach pieprzu.

Ireland
Lewa strona: pub i nabrzeże w Dublinie. Po prawej: typowy irlandzki pejzaż i przytulna restauracyjka w Cashel.

W sumie jedynym w miarę często spotykanym daniem z ryb i owoców morza jest seafood chowder. Tu kuchnia irlandzka naprawdę wznosi się na wyżyny. Większość pubów ma tę gęstą zupę w swoim menu. Ja po raz pierwszy rozsmakowałam się w irlandzkim chowderze w Killarney. Potem ponownie jedliśmy go w pubie w Ballynahinch Castle. Za każdym razem był inny. Ten pierwszy z absolutną przewagą ryb, drugi natomiast z pięknymi sercówkami i omułkami w skorupach. Oba były cudownie gęste i kremowe, dzięki irlandzkiej śmietance. Wersji chowdera jest niezmiernie dużo, ale ja spróbuję Wam tu podać przepis na coś podobnego, do tych, które jadłam. Kierowałam się własnym podniebiem i inspirowałam chyba z setką internetowyh i książkowych przepisów. Sami ocenicie, czy udało mi się dojść do czegoś ciekawego. W domu wszystkim smakowało, nawet mojemu mężowi, który dopiero od niedawna przekonał się małży.

Ireland

Irlandzki seafood chowder

Wywar:
2 l wody
2 liście laurowe
3 ziarenka ziela angielskiego
10 ziarenek pieprzu
1 por
2 marchewki
mały kawałek selera
1 pasternak lub pietruszka korzeniowa
1 kg różnych morskich ryb (białych, ale może być też trochę łososia)

2-3 łyżki masła
2 cebule, pokrojone w kostkę
2 pory, pokrojone w półplasterki
1/2 czerwonej i 1/2 zielonej papryki, pokrojonych w kostkę
4 marchewki, obrane i pokrojone w kostkę
2-3 gałązki selera naciowego pokrojone w plasterki
500 g ziemniaków, obranych i pokrojonych w kostkę

100 ml śmietanki 30%
sól i świeżo zmielony pieprz do smaku
15-20 świeżych oczyszczonych małży w muszlach (omułków i sercówek)

Z wody, przypraw i warzyw gotujemy wywar. Do wrzącego dodajemy ryby i gotujemy na maleńkim ogniu, aż będą miękkie i nieprzezroczyste (to trwa zwykle tylko 5-10 min, w zależności od wielkości kawałków ryb). Ryby wyjmujemy, pozbawiamy, skóry i ości i zachowujemy odfiletowane kawałki. Wywar odcedzamy.

Na maśle szklimy warzywa (wszystkie oprócz ziemniaków), dodajemy do gorącego wywaru razem z ziemniakami i gotujemy do miękkości. Dodajemy śmietankę, doprawiamy solą i pieprzem do smaku, wkładamy do zupy odfiletowane ryby. Wrzucamy małże i gotujemy do momentu aż otworzą im się muszle (3-5 min). Te które się nie otworzyły wyrzucamy.

13 komentarzy:

  1. Od kilku miesięcy mieszkamy właśnie w Irlanii. Mój Portugalczyk zachwyca się chowderem i chyba pewnego dnia spróbuję zrobić własny w domu, oże z Twojego przepisu. A Irlandię coraz to więcej turystów odwiedza i wszyscy się zachywcają, serdecznymi ludźmi, piękną naturą i tez jedzeniem, które mimo, że jest dość proste, to jednak smakuje bardzo :) Pozdrawiam z Galway

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, absolutnie się zgadzam z tym co piszesz. Nas dokładnie to samo w Irlandii zachwyciło. To zjawiskowy kraj, w dodatku z historią, która zawsze mi trochę naszą polską przypomina (też tam mieli swojego zaborcę, w dodatku dłużej niż my). Życzę, aby udało Wam się jak najwięcej wynieść z tej irlandzkiej życiowej przygody. A... i zazdroszczę polskich sklepów na każdym kroku. :) Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. ale narobiłaś mi smaka na wędzoną rybkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, a jak w Brukseli z dostępnością wędzonych rybek?

      Usuń
  3. Pani Agnieszko
    Piękne zdjęcia, ciekawe artykuły oraz smaczne jedzonko. Sama mieszkam od 6 miesięcy w Londynie i zaczynam poznawać angielską kuchnie niestety daleka jest od mojej rodzinnej polskiej a już na pewno zupełnie inna od ukochanej włoskiej. Dzięki Pani przepisom zabłysłam na angielskim wieczorku ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa. Myślę, że ten Londyn ma swoje zalety - nawet jak angielska kuchnia nie jest w czołówce świata (choć i tak się ostatnio bardzo poprawiła) to w stolicy UK jest cudowna możliwość spróbowania smakołyków z każdego zakątka globu. I dodatku da się kupić najbardziej egzotyczne produkty (przynajmniej ja żyję w takim przekonaniu), czego ogromnie zazdroszczę, bo ja tu za wszystkim co nie jest iberyjskie strasznie się muszę nabiegać. Bardzo jestem ciekawa, które z moich przepisów w Pani wykonaniu zasmakowały Wyspiarzom? Pozdrawiam bardzo serdecznie.

      Usuń
  4. Ja już od 8 lat na wyspach i muszę przyznać że bardzo mi posmakowała angielska kuchnia, mam tu na myśli starą angielską kuchnię, tradycyjne potrawy. Moja teściowa która jest angielką i choć od 20 lat mieszkającą w Hiszpanii nauczyła mnie wiele o brytyjskiej kuchni. Chowder jadłam przez nią zrobionego i bardzo mi smakował choć sama nigdy go nie odtworzyłam. Za to w Irlandii nigdy nie byłam i bardzo żałuję. Mój mąż powiedział kiedyś, że Polacy mają wiele z Irlandczyków, a może odwrotnie:-).
    Zdjęcia przepiękne a takiego zimnego guinnessa właśnie teraz bym wypiła:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olimpio, Twój mąż ma rację, coś w tych podobieństwach między Polakami i Irlandczykami jest na rzeczy. Jedni i drudzy katolicy, przez długi czas nie uginający karku pod zaborem potężniejszego sąsiada, otwarci na przybyszów, emigrujący masowo do Ameryki. Tylko my się zaborczym językom oparliśmy, a oni nie. No ale my nie mieliśmy niepodległości przez wiek z hakiem, a Irlandczycy przez 400 lat... może to miało wpływ. Zresztą chyba źle nie wyszli na tym mówieniu po angielsku. ;) Ciekawie napisałaś o angielskiej kuchni, to chyba najprzyjemniejszy sposób jej poznawania - przez związki rodzinne. :) Ja przyznam, że mi na Wyspach najbardziej smakują słodycze - te wszystkie Bakewell tarts, shortbreads, scones i flapjacks. Pozdrawiam bardzo serdecznie.

      Usuń
  5. Uwielbiam owoce morza,muszę koniecznie wypróbować ten przepis!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawy i inspirujący wpis, a zdjęcia bajkowe

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajny przepis, dzieki. Co do Guinnesa ... uwielbiam ale tylko lany z beczki. Polecam kazdemu kto odwiedzi kiedys Irlandie lub UK. Pozdrawiam z Londynu - zbyszek

    OdpowiedzUsuń
  8. Eh no i bylas Agnieszko tak blisko mnie a ja nie wiedzialam.. mieszkam w Killarney od 7 lat :) ciekawa jestem w jakiej restauracji jadlas taki pyszny chowder. Mój maz pracuje w lokalnej firmie specjalizujacej sie w owocach morze i ijestem bardziej niz pewna, ze to pewnie z ich firmy ten chowder pochodzil, gdyz zaopatruja niemazle wszystkie restauracje w miasteczku :)

    Pozdrawiam serdecznie
    Kinga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kingo, dziękuję za komentarz. Niestety nie bardzo pamiętam jak się nazywało miejsce gdzie jadłam chowder. Wiem tylko jedno - był znakomity. Na drugi raz jak będę gdzieś jechać to wcześniej na blogu zapytam, czy nie mieszkają w okolicy moi czytelnicy, bo nie ma to jak miejsca polecone przez mieszkańców danej okolicy. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.