sobota, sierpnia 25, 2012

Cáceres, torta del Casar i pogranicze

Torta del casar cheese
Torta del Casar.

Kolejny przystanek na naszym estremadurskim szlaku. Kolejne miasto pełne pamiątek po konkwistadorach. Bardziej monumentalne i bez magicznego uroku Trujillo.

Cáceres to dzisiaj spora metropolia. Upał nadal nas tu prześladuje. Każdy krok pod górę okupiony jest strumieniami potu. Plaza Mayor skwierczy w słońcu, ludzie kryją się w podcieniach. Mijamy surowe i trochę bez wdzięku kamienne pałace zdobywców drugiej półkuli. Jedyną ich ozdobą są herby w stylu plateresco. Swoją imponującą kopułą wyróżnia się tu trochę Palacio Toledo-Moctezuma. Wiąże się z nim historia - jeden z towarzyszy Hernána Cortésa przywiózł tu, jako swoją narzeczoną, córkę azteckiego króla Montezumy II (uwięzionego przez Cortésa i zabitego - nie do końca wiadomo czy przez swoich ziomków czy przez najeźdźców - w czasie podboju Meksyku ) i pojął ją tutaj za żonę.

Stare miasto jest niemal bezludne. Chyba nie tylko z powodu siesty. Błądzący tu turyści kryją się w każdym skrawku cienia przy murach. Nie ma tu sklepów, ani restauracji. Pewnie to jakiś pomysł - równie surowego jak tutejsze budowle - głównego konserwatora zabytków. Z drugiej strony sama nie wiem, czy to nie lepiej niż bandy sprzedawców podrabianych okularów przy stacjach drogi krzyżowej w Jerozolimie .... (takie obrazki były na porządku dziennym w 1989r).

Pewną odmianą jest Casa Árabe - z trochę kiczowatymi wnętrzami, mającymi dać wyobrażenie o egzystencji dawnych muzułmańskich mieszkańców Hiszpanii. Dodatkową atrakcją tego miejsca ma być zamieszkujący je i często dający tam o sobie znać .... duch. ;) Ja znikam w sklepach z regionalnymi przysmakami na tyłach Plaza Mayor. To jak zwykle królestwo wędlin, oliwy, pimentón de La Vera i serów.

Spanish Estremadura
Migawki z Cáceres. W dolnym rzędzie Casa Árabe i widok na kopułę Palacio de Toledo-Moctezuma.

W tej części Estremadury najbardziej popularne są sery owcze. Wśród nich króluje torta del Casar z miejscowości Casar de Cáceres. Ten miękki dojrzały ser przez wielu uznawany za najlepszy w Hiszpanii. Nam przypomina mocno portugalski queijo da serra (o którym parę słów tutaj). Nawet jako koagulant (zamiast zwierzęcej podpuszczki) służy obu serom wyciąg z purpurowych kwiatów tego samego, rosnącego po obu stronach granicy, dzikiego gatunku kardu. Niektórzy twierdzą, że to właśnie cardo silvestre daje tym serom lekką, przyjemną nutę goryczki.

W Estremadurze serowarnie to zwykle rodzinny interes. Jest ich stosunkowo niewiele. Torta del Casar konsumowany jest głównie na miejscu w Hiszpanii, eksport to jedynie 10% produkcji. Ser zyskał na sławie od 1999 r, gry przyznano mu Denominación de Origen, tym samym sposób jego wytwarzania zaczął być prawnie chroniony. Używa się tylko surowego mleka owiec ras Merino i Entrefina. Te zwierzęta dają tylko ok. 75 l mleka rocznie. Aby wyprodukować kilogram sera potrzeba 20 owiec, stąd należy on do najdroższych w Hiszpanii. Gomółki torta del Casar dojrzewają przez minimum 2 miesiące.

 Spanish Estremadura cheese
Owcze sery z Estremadury.

Sprzedawca ze znawstwem pokazuje nam różnice w dojrzałości poszczególnych egzemplarzy - najlepszy i nadający się natychmiast do spożycia jest taki, któremu wyraźnie ugina się skórka. Serowi torta del Casar przed konsumpcją odkrawa się wieczko i ze środka wyjada miękkie wnętrze. Wychodzimy oczywiście z pokaźnym kołem tego sera i dodatkowo jeszcze z queso de la Serena, innym estremadurskim przysmakiem, również owczym. 

Do tego kupujemy, żeby było regionalnie, wino pitarra (nazwa pochodzi od glinianego dzbanka, w którym się je przechowuje). To wino przez całe stulecia robione było tylko na domowy użytek i tak chyba powinno pozostać. Już po kolorze w kieliszku widać, że idealnym określeniem dla niego będzie piękne polskie słowo cienkusz, co jeszcze w dwójnasób potwierdza się w smaku.

W drodze powrotnej do Portugalii jeszcze mały rzymski akcent na rzece Tag. No w sumie nie taki mały - most zbudowany przez Gajusa Juliusza Lacera za czasów cesarza Trajana jest imponujący. Ozdabia go łuk triumfalny, a po południowym brzegu rzeki jedna z niewielu zachowanych w całości do dzisiaj rzymskich świątyń (raczej świątynek, bo mocno miniaturowy to przybytek).

Spanish Estremadura
Rzymska aquila. Kolejny pyszny estremadurski ser - la serena. Używany do dziś zbudowany przez starożytnych Rzymian most na Tagu, w połowie jego długości umieszczono łuk triumfalny. Popołudnie w portugalskim Monsanto. Jedna z niewielu zachowanych do dziś w całości rzymskich świątyń.

Przekraczamy granicę portugalską i od razu jest jakoś bardziej zielono, choć równie gorąco. Upał dokucza zwłaszcza w miejscowości Monsanto, nazywanej "najbardziej portugalską wioską Portugalii", położonej prawie na szczycie góry Cabeço de Monsanto. Ludzie mają tu w domach ściany z gigantycznych głazów. Granitowe budynki konstruowane są bowiem pomiędzy porozrzucanymi (pewnie przez jakiegoś giganta) ogromnymi kamieniami. Obsługująca nas właścicielka kawiarni mówi po portugalsku z dziwnym akcentem. Okazuje się, że od 6. roku życia mieszkała we Francji, a teraz na emeryturze wróciła do swojej malowniczej ojczystej wioski. Filiżanka café i butelka zimnej wody są zbawieniem. Kiedy my się wreszcie nauczymy, że w lecie w godzinach sjesty siedzi się w cieniu lub śpi...

W klimatyzacji włączonej na maksa wracamy do Porto. Wita nas słońce i nasze zwyczajne, nudne 24ºC, na które - przyrzekam tu solennie - już więcej nie będę narzekać.

19 komentarzy:

  1. serce mi szybciej zabiło po przeczytaniu tego posta - choć tylko raz odwiedziłam Hiszpanię i Portugalię to ten niesamowity klimatmocno porusza moje struny ehhh :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, życzę w takim razie ponownej wizyty w tych rejonach.

      Usuń
  2. Pięknie sfotografowany, mięciutki serek, w sam raz do smarowania na domowy chlebek. Rusza....Ania.

    OdpowiedzUsuń
  3. A my zakochaliśmy się w portugalskich serach - queijo de Azeitao- żałuje, że nie mam jak zabrać do Polski i podzielić się smakiem z najbliższymi. Pudełeczko z ciasteczkami spróbuje przemycić jutro w torbie podręcznej:))
    żeby chociaż namiastkę tych słodkości poczuły moje córcie. Pani Agnieszko, Portugalia jest piękna .............. Marta i Jurek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że PT tak się Wam spodobała. Ser azeitão jest z tej samej "rodziny", też owczy i też z kardem. Również za nim przepadamy. Ciastka powinny się spokojnie przewieźć, w Porto na lotnisku cukiernie robią na nich świetny interes (zwłaszcza na emigrantach z Francji, którzy kochają pasteis de nata). Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  4. Agnieszko znakomicie mi się czyta Twoje wpisy i przypomina dni spędzone w Estremadurze, bardzo żałuję, że nie zobaczyliśmy jej północnej części, marzą mi się maleńkie Plasencia, Coria, Gata, które przegrały przed rokiem z Portugalią. Caceres zapamiętałam bardzo podobnie, puste, surowe i zastygłe w upale. Widok rzymskiego mostu w Alcantarze a właściwie ogromnej przepaści, niemal niczym nie zabezpieczonej, poraził mojego męża, złapał dzieci za ręce i po minucie siedzieli w samochodzie czekając aż przejdę na drugą stronę Tagu i wrócę. Jadłam Torta del casar ale dalekie to było od spokojnej degustacji. Kupiliśmy ser w Trujillo, w drodze powrotnej do domu, Michał nosił go przez jakiś czas w plecaku i po przyjeździe do Albacete, bardzo zmęczona i w ogóle nie głodna, wcisnęłam go w siebie, żeby się nie zmarnował bo wydawał mi się na granicy przydatności. Nie wykluczone, że był po prostu idealnie miękki;) Pozdrawiam serdecznie A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, mój mąż po tej przepaści łaził z aparatem fotograficznym. A ja w histerii wołałam z góry, że ma natychmiast wracać. Małe dzieci to jeszcze, jak widać na Waszym przykładzie, da się jakoś opanować, gorzej jak ma się stare i nieznośne dziecko. ;) Co do przewożenia serów to my nauczeni przykrymi doświadczeniami wozimy teraz ze sobą lodówkę (jeszcze wina w niej lądują).

      Usuń
  5. Marzy mi się taka wędrówka "szlakiem naznaczonym smakiem" ...
    zazdraszczam :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę jak najszybszego spełnienia marzeń. :)

      Usuń
  6. Agnieszko, bardzo często do Ciebie zaglądam. Dziś zgłosiłam Twój blog do Versatile Blogger Award. Po szczegóły zapraszam do mnie:
    http://kuchniaaleex.blogspot.com

    Pozdrawiam, Aleex.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi bardzo i czuję się zaszczycona. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  7. Witam serdecznie! Niestety dopadły mnie również łańcuszki szczęścia i tak się złożyło, że nominowałam Panią do:The Versatile Blogger Award Szczegóły tutaj: http://jakwisniawkompot.blogspot.com/2012/08/a-myslaam-ze.html Pozdrawiam serdecznie!!

    OdpowiedzUsuń
  8. GRATULACJE!! ale może od początku. Wróciliśmy z Portugalii parę dni temu, ale w żaden sposób nie możemy o pobycie zapomnieć. To nie chodzi tylko o nasze wspomnienia. Po długiej niebytności w Empiku, udałam się aby uzupełnić braki gazetowe a tu w ostatnim wydaniu Voyager'a piękny artykuł o Portugalii. Czytamy i czujemy się tak jak byśmy tam byli. A potem następna wielka NIESPODZIANKA. Gazeta Moje Gotowanie, a w niej jak znajomy tekst Pani autorstwa, jak znajome zdjęcia Pani męża i znowu poruszone nasze wspomnienia. Pani Agnieszko jeszcze raz dziękujemy:)))) Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się niezmiernie, że po powrocie nadal Państwo miło wspominają PT i że mogliśmy się do tego przyczynić artykułem w MG. :) Bardzo, bardzo serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  9. Za każdym razem, jak tu zaglądam, mam odruch sprawdzenia połączeń lotniczych do Portugalii, mam nadzieję, że kiedyś uda mi sie tam dotrzeć- a jako przewodnik wydrukuję Twoje posty :)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojejku Magdo, miło mi, że coś takiego piszesz! Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.