poniedziałek, lipca 30, 2012

Trujillo - perełka Estremadury

Trujillo, Spain.
Pomnik Francisco Pizarro, zdobywcy Peru, w sercu Trujillo.

Nasza druga wyprawa do hiszpańskiej Estremadury wypadła tym razem w apogeum upalnego lata. W końcu lipca temperatury nierzadko przekraczają tu 40ºC. Wjeżdżamy do Hiszpanii od strony portugalskiego regionu Beira Alta. To najwyżej położony obszar w Portugalii, gdzie można jeszcze hodować wino (700 m npm). Jest ciepło i słonecznie, ale górskie powiewy wiatru łagodzą letni skwar i nic jeszcze nie zapowiada tego co nas czeka za wschodnią granicą. Extremadura ma typowe krajobrazy hiszpańskiego interioru - pustkowia, wypalona słońcem ziemia w kolorze ochry, trochę dębów korkowych i drzew oliwnych. Czasami mamy wrażenie, że jesteśmy na afrykańskiej sawannie, tyle, że zamiast zebr i słoni pasą się tu stada bydła, ze smoliście czarnymi hiszpańskimi bykami na czele.

Wjeżdżamy na teren Parku Narodowego Monfragüe, ciągnącego się wzdłuż rzeki Tag, raju dla ornitologów. W tutejszych nadrzecznych skałach gniazda ma kilka gatunków sępów (m.in. kasztanowaty i płowy),  orłów (iberyjski, przedni, południowy), puchaczy, można nawet spotkać pięknie ubarwioną srokę błękitną. Mamy okazję obejrzeć fenomenalną wystawę z konkursu fotograficznego z ptaszyskami wszelkiej maści. Największe wrażenie robi sęp wyzierający na zdjęciu ze szkieletu klatki piersiowej padłego byka. Żeby zrobić takiej klasy fotografie trzeba wiele godzin siedzieć w ukryciu, czekając na ten jeden jedyny moment. Wiemy to od naszych znajomych pasjonujących się fotografią ornitologiczną. My zadowalamy się jedynie cyknięciem paru ptaszysk krążących licznie nad skałami przy jednym z punktów widokowych.

Trujillo, Spain.
Migawki ze starego miasta późnym lipcowym popołudniem.

Po wyjeździe z parku znowu się wypłaszcza, a słupek rtęci pokazuje - bagatela - 41ºC. My docieramy do Trujillo, które cały swój splendor zawdzięcza hiszpańskim konkwistadorom. Lato w Hiszpanii wymusza wręcz powolne tempo zwiedzania. Od godziny 13.00 nawet najbardziej energicznym turystom opadają skrzydła i zaczynają szukać cienia i źródła zimnej wody. My zaszywamy się na kilka godzin na basenie paradoru w głębokim cieniu parasola, co kwadrans wskakując do wody.
Ruszamy do miasta dopiero o 18.00. Temperatura jest niewiele niższa, ale chociaż słońce jest minimalnie mniej natarczywe. Idziemy więc zobaczyć co pozostawili po sobie synowie tego niewielkiego estremadurskiego miasteczka - konkwistadorzy. Najsłynniejszym z nich jest zdobywca Peru - Francisco Pizarro. Na Plaza Mayor stoi jego wielki spiżowy pomnik. Na postumencie wisi świeży wieniec laurowy - co jest niezbitym dowodem, że i dla współczesnych mieszkańców miasta jest ta postać bohaterem.

Obraz podboju Ameryki jest w Hiszpanii malowany w nieco mniej ciemnych barwach niż w pozostałych krajach Europy. Hiszpanie twierdzą nawet, że to protestanccy Anglicy i Holendrzy, konkurujący z nimi o zamorskie terytoria dorobili im "gębę" tworząc tzw. leyenda negra, czyli czarną legendę na temat brutalnej pacyfikacji autochtonicznych ludów Ameryki Łacińskiej. Niektórzy tutejsi historycy zaczęli te zaszłości tak odkłamywać, że przesadzili chyba trochę w drugą stronę w wybielaniu konkwistadorów. Prawda jak zwykle pewnie leży pośrodku. Na korzyść Hiszpanów przemawia np. mało znany fakt, że wielu z nich przywoziło z drugiej półkuli do ojczyzny Indianki, nie jako np. służące, ale jako swoje narzeczone (vide rodzina Toledo-Montezuma, czy sam Pizarro, który ożenił się z Inés Huaillas Yupanqui).

W Trujillo powracający, obłowieni bogactwami konkwistadorzy prześcigali się między sobą, budując coraz to bardziej luksusowe pałace, które do dziś są ozdobą miasta. Palacio de la Conquista postawiony na zlecenie Pizarrów, a odnowiony przez członków klanu Churriguera (tych, którzy wymyślili barokowy styl churrigueresco), ma zdobiony ogromnym herbem narożny balkon, a na dachu alegoryczne figury dwunastu miesięcy. Po drugiej stronie rynku robi mu konkurencję Palacio de los Duques de San Carlos, na którego dachu z kolei dach stoją kominy, mające przypominać piramidy Inków, Azteków i Majów. Nad miastem góruje Alcazaba - zamek-forteca pełen arabskich podkowiastych łuków, skąd można podziwiać 360º-stopniową panoramę miasta. Wspinając się na zamek mija się przedziwne, chyba symboliczne groby z drewnianymi krzyżami, na których widnieją jednak arabskie imiona i daty z początków XII wieku. Czyżby to spuścizna przyjmowania chrztu przez muzułmanów na terenie Półwyspu Iberyjskiego?

Trujillo, Spain.
Palacio de la Conquista z ozdobnym herbem nad narożnymi drzwiami i figurami 12 miesięcy na dachu. Groby na przedmurzu castillo. Sprzedawca serów i lokalnego wina Pitarra. Widok na Palacio de los Duques de San Carlos z dziedzińca Iglesia de San Martín.

Miasto pełne jest uroczych zaułków i mimo utrzymującego się upału przyjemnie się nam po nim włóczy. W bocznej uliczce od Plaza Mayor natykamy się na sklep z produktami regionalnymi z Estremadury. Nie brakuje tu wiszących całych nóg jamón ibérico i innych wędlin z typowej tutejszej rasy czarnych świń, spędzających sporo czasu na wolności i karmionych żołędziami. My jednak skupiamy się na okrzyczanych estremadurskich owczych serach. Sprzedawca od razu zaprasza na degustację. W Trujillo organizowana jest doroczna Feria Nacional del Quesos i mamy okazję próbować kilku lokalnych medalistów. Najsłynniejsze tutejsze sery to torta del Casar i torta de la Serena.

Trujillo, Spain.
4 rodzaje gazpacho, pyszne wino z Estremadury i leche frita. Wszystko w restauracji Bizcocho.

Wracamy do hotelu i po chyba już czwartym tego dnia prysznicu o godzinie 22.00 idziemy na kolację. Nie należy się dziwić tej późnej godzinie. Temperatura spadła zaledwie do 33ºC. W takim klimacie w ciągu dnia chce się tylko pić, o jedzeniu ciężko jest nawet pomyśleć. Dopiero bardzo późnym wieczorem pojawia się coś na kształt apetytu. Kilka osób poleca nam restaurację Bizcocho. Decydujemy się na klimatyzowane, przepiękne wnętrze. Jesteśmy o 10.00 w nocy pierwszymi gośćmi. 

Wybieramy menu extremeño. Zaczynamy, dość szczęśliwie w tej temperaturze, podanymi w małych filiżankach 4 rodzajami zimnego gazpacho - klasycznym pomidorowym, czosnkowym, porowym i ekstrawaganckim malinowym. Zupy są znakomite i przyjemnie orzeźwiają. Oprócz tego dostajemy oliwki z piklami w occie i maleńkie grzanki z owczym serem i redukcją z octu jerez. Drugie dania to porco preto (mięso z czarnych iberyjskich świnek) i polędwica wołowa, podane jak to rozsądnie bywa w Hiszpanii, jedynie ze szparagami i opiekanymi paprykami. Deser dzielimy na pół, bo już nie starcza nam sił. Jest to fenomenalne leche frita, czyli po polsku - smażone mleko. Nazwa brzmi dziwnie, ale gwarantuję, że deser jest znakomity. To w zasadzie kostki osmażonego flan czy może crema catalana, w tej restauracji podawane w delikatnym waniliowym sosie. Jakby tego było za mało do kawy dostajemy jeszcze od szefa kuchni miniaturowe musy z mlecznej czekolady z kremem waniliowym i 2 likiery. Jeden mocny 38% ziołowy digestif i lżejszy 18% pyszny likier z żołędzi. 

1
Wybór ciasteczek od sióstr franciszkanek.

Po kolacji zakrapianej tymi likierami i dodatkowo pysznym estremadurskim winem Habla nº 8 (100% odmiany Syrah) mamy pewne trudności ze znalezieniem po ciemku drogi powrotnej do naszego paradoru. Kątem oka notujemy jeszcze temperaturę na głównym placu w mieście - o 1.00 w nocy jest 31ºC.
 
Jutro przenosimy się w czasy starożytnych Rzymian trzeba więc się dobrzez wyspać. Rano jeszcze tylko zaglądamy do sióstr franciszkanek, żeby zaopatrzyć się w klasztorne słodycze na drogę. Szczegółowo o całym procesie zakupu zakonnych ciasteczek w Hiszpanii pisałam już tutaj. W następnym odcinku zapraszam do odwiedzenia la pequeña Roma.

16 komentarzy:

  1. jestem pod wrazeniem, mimo ze wydawalo mi sie ze Hiszpanie znam bardzo dobrze...zdjecia przepiekne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi bardzo Moniko, że zdjęcia się podobają i pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Piękne zdjęcia, opis jeszcze lepszy. Ach chciałoby się być teraz w Extremadurze. Jola.

    OdpowiedzUsuń
  3. Agnieszko zaglądam dziś do Ciebie i nie mogę uwierzyć, u mnie dziś też Trujillo! (ostatnia relacja z zeszłorocznej podróży po Estremadurze). Jutro zaś wyruszamy do Asturii, gdzie będziemy mieszkać dziesięć minut drogi od Arenas de Cabrales. Jadę tam z wydrukowanymi z Twojego bloga wpisami o serach i cydrze, w poczuciu, że dzięki Tobie nic co dobrego mnie nie ominie:) Pozdrawiam Cię serdecznie Ania T.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, a to zbieg okoliczności!! Już biegnę czytać Twoją relację. Czuję się zaszczycona tym, że drukujesz moje wpisy, ale nie spodziewam się, żebym Wam "Hiszpanom" mogła zaimponować jakąś wiedzą o Asturias. Myślę, że w lecie Picos będą jeszcze atrakcyjniejsze niż zimą, kiedy my je widzieliśmy. Życzymy Wam udanej wyprawy i zapraszamy do Porto.

      Usuń
    2. Aniu , jeszcze jedno czy masz może jakąś wiedzę o tych grobach pod zamkiem? Ciągle mi one nie dają spokoju....

      Usuń
  4. O Mylisz się Agnieszko, wszystko co dotąd wiem o asturyjskich serach, wiem od Ciebie:) Niestety pogoda wg. prognoz będzie w kratkę, na szczęście chłodniej niż u nas ale i deszczowo. Po cichu liczę, że pogodowe szczęście nam jednak dopisze. Jeśli chodzi o groby pod zamkiem to niestety nie wiem nic, rok temu ich nie widziałam, co oczywiście nie znaczy, że ich tam nie było. Dziękuję serdecznie za zaproszenie, może w przyszłym roku ruszymy do Galicji, bardzo bym chciała. Pozdrawiam ciepło A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, w takim razie trzymamy kciuki za pogodę! My w sobotę jedziemy właśnie do Galicji na festiwal albariño. Tu u nas w okolicy ostatnio festa festę pogania. ;) Nasze prawdziwe wakacje dopiero we wrześniu (czy u Was też cały naród urlopuje w sierpniu?).

      Usuń
  5. Ile bym dał aby tam teraz być :) piękny kraj i piękne widoki - jest co zwiedzać

    OdpowiedzUsuń
  6. ...i tęsknię za Hiszpanią jeszcze bardziej! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak ja uwielbiam Wasze zdjęcia i wyprawy. Po prostu przepiękne :) Kiedyś tam w końcu dotrę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magdo, dziękuję za takie miłe słowa. I życzę dotarcia we wszystkie wymarzone miejsca.:) Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
  8. Jeden mocny 38% ziołowy digestif i lżejszy 18% pyszny likier z żołędzi.

    naprawde piekne zdjecia i ladny blog Agnieszko!
    jak sie nazywa ten likier z czarnych zoledzi hiszpanski?

    nafrah2002@yahoo.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję za miłe słowa. Likier z żołędzi to licor de bellota. Nie bardzo pamiętam jakiej firmy piliśmy w Trujillo, ale popularny jest "Beso Extremeño"(czyli estremadurski pocałunek).

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.