środa, maja 02, 2012

A Coruña - deszcz, corrida i empanada gallega

A empanada galega

Mam makabryczne zaległości w relacjach z naszych podróży. Będę próbowała to trochę nadrobić. Dzisiaj parę słów o północno-zachodnim skrawku Hiszpanii, który zwiedzaliśmy w sierpniu zeszłego roku.

A Coruña to największe miasto hiszpańskiej Galicji. Spory port, dużo sklepów i skąpa ilość zabytków, wśród których króluje Torre de Hércules - chyba jedyna w świecie działająca do dzisiaj latarnia morska, która powstała w czasach rzymskich. Pogoda nas tu nie rozpieszcza. Ścierają się fronty z Atlantyku i Zatoki Biskajskiej. Popaduje. Pocieszamy się filiżanką gęstej hiszpańskiej czekolady i świeżo usmażonymi churros, czyli typowym hiszpańskim śniadaniem, po którym  nabieramy energii na spacer po centrum. Charakterystyczne dla A Coruña są budynki z czymś w rodzaju zabudowanych werand, nazywanych galerías (co wobec panującej pogody wydaje się mieć w sobie wiele logiki i taki zresztą jest ich rodowód). O klimacie Galicji mówi się, że czasem więcej ma on wspólnego z tym, co widujemy w Anglii niż w Hiszpanii. W strugach deszczu zwiedzamy więc miasto, a przy okazji mamy okazję podziwiać korowód starych samochodów majestatycznie sunących na tutejszy coroczny rajd.

A Coruña, Spain
Typowe dla A Coruña kamienice z galerías. Hiszpańskie śniadanie - churros i filiżanka gęstej czekolady.

Przed drzwiami naszego hotelu kłębią się torreadorzy. Okazuje się, że tuż za rogiem będzie corrida. Nie wybieramy się, bo nie ma się co spodziewać, że tuż przed spektaklem dostaniemy bilety. To przecież kultowa i niezwykle popularna rozrywka tubylców. W międzyczasie się nieco przejaśnia, jedziemy więc znowu do centrum i zanim otworzą restauracje (to w końcu Hiszpania - kolację można tu najwcześniej dostać koło 21.30) włóczymy się po barach, podjadając tapas i popijając jerez. To kolejna ulubiona hiszpańska rozrywka, chyba nawet popularniejsza niż corrida. Ta ostatnia dopada nas mimo wszystko w jednym z barów tyle, że ... na ekranie telewizora. Po raz pierwszy oglądam to widowisko w całości. Mimo, że żaden tam ze mnie wojujący obrońca zwierząt, mam wrażenie niesmaku. Dziesięciu gości drażni się z bykiem przy użyciu przeróżnych narzędzi tortur. Im szybciej byk zginie po ostatnim sztychu zadanym przez matadora tym więcej ten ostatni zbiera oklasków. Pod koniec spektaklu jestem całym sercem po stronie byka. 

W innym skromnym barze ze zdziwieniem odnajdujemy zdjęcia francuskiego prezydenta z Carlą Bruni w czułych pozach, zrobione na miejscu. Właściciel jest z nich dumny, choć nie tak bardzo jak ze zdjęcia na którym figuruje on sam w uścisku z bramkarzem drugoligowego zespołu Deportivo de La Coruña. Lokalny koloryt i lokalne priorytety.

A Coruña, Spain
Torre de Hércules - rzymska latarnia morska. Rajd starych samochodów, którego mieliśmy okazję być świadkami. Typowa dla większych hiszpańskich miast architektura.

Maciek domaga się parillada - czyli mięsnej uczty z grilla, udajemy się więc naprzeciwko do urugwajskiej restauracji. Mięso z Ameryki Południowej jest bardzo cenione na Półwyspie Iberyjskim, czasami nawet bardziej niż ich własna, też przecież bardzo dobra, wołowina. Kelner nas od progu przeprasza, że ma miejsca tylko na 21.30, a nie - jak jedzą kolację normalni ludzie - na 23.00. My w duchu dziękujemy, że los się do nas uśmiechnął i uda nam się zjeść w Hiszpanii normalny posiłek jeszcze przed północą. Po telewizyjnym spektaklu odmawiam konsumpcji chuletón de buey (kotletów z byka). Z dużą dozą hipokryzji zadowalam się zwykłą polędwicą wołową, a Maciej je picaña (specjalny kawałek mięsa z garbu, który miewają niektóre rasy południowoamerykańskich krów).



Rias Baixas, Spain
Galicyjskie rías czyli namiastka fiordów w Hiszpanii. Na pierwszym planie hodowle tamtejszych pysznych małży.

Nie stołujemy się więc w A Coruña zbyt regionalnie - tu, jak i w całej Galicji, królują przecież owoce morza, a nie mięso. Powinno się jeść pulpo á galega (ośmiornicę z paprykową oliwą), małże, przegrzebki (czyli muszle św. Jakuba z Santiago de Compostella) czy arroz de bogavante (ryż z homarem). Odbiliśmy więc to sobie w domu w ramach wspominkowego gotowania. Bardzo lubię po powrocie z jakiejś wycieczki pogotować sobie trochę w stylu danego regionu. 

Na pierwszy ogień idzie empanada gallega. Skrzyżowanie paja z kulebiakiem, który nadziewany jest często gęsto tuńczykiem z dodatkami. Obok zupy caldo galego i wspomnianego już dania pulpo á galegaempanada to trzecie sztandarowe danie hiszpańskiej Galicji. Jak to już tradycyjnie w Hiszpanii - każdy region rwie się do niepodległości i chce być odrębny nie tylko językowo, stąd pieczołowita dbałość i promocja regionalnej kuchni. Mają się zresztą czym pochwalić. 

A empanada galega

Empanada gallega to bardzo smaczny, wytrawny placek. Można go robić z przeróżnymi nadzieniami, ale najpopularniejsze są chyba właśnie te z tuńczykiem i z chorizo. A że my wędlin iberyjskich przez 12 lat pobytu tutaj nie zdążyliśmy polubić - zrobiłam wersję rybną. Ciasto bywa drożdżowe albo też dodaje się do niego innych lekko fermentujących dodatków - piwa, wina lub octu. Moja wersja jest z białym winem i szczyptą pachnącej wędzonką papryki pimentón de la Vera, o której już tu kiedyś pisałam. Kierowałam się radami z youtube starszej Galicyjki o wdzięcznym imieniu Africa.

Danie jest znakomite na lekki lunch. Pasuje do niego w zasadzie tak białe jak i czerwone wino, np. albariño z Rías Baixas (brat bliźniak portugalskiego alvarinho) lub mencía z Ribeira Sacra. O tym ostatnim szczepie było już tu parę słów, ale jeszcze niedługo do niego wrócę.

A empanada galega


Empanada gallega

Nadzienie:
3 łyżki oliwy
2 duże cebule
4 pomidory pokrojone w kostkę (lub puszka pomidorów)
15 czarnych oliwek, wypestkowanych i pokrojonych w plasterki
3 czerwone papryki opieczone, bez skóry, pokrojone w kostkę*
350 g tuńczyka w oliwie z puszki, odsączonego
3 łyżki posiekanej natki pietruszki
3 jajka ugotowane na twardo i pokrojone w kostkę

Ciasto z winem:
250 ml białego wina
200 ml oliwy
1 łyżka octu z jerez lub białego octu winnego
1 i 1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki słodkiej papryki w proszku, najlepiej pimentón de la Vera
650-700g mąki
1 jajko roztrzepane do posmarowania wierzchu

Nadzienie:
Cebule szklimy na oliwie, dodajemy pomidory i smażymy aż płyn odparuje. Dodajemy oliwki, papryki, tuńczyka, pietruszkę i chwilę przesmażamy. Zdejmujemy z ognia i dodajemy posiekane jajka. 

Ciasto:
Ciasto można wyrabiać ręcznie lub mikserem z hakiem do ciasta drożdżowego. Mieszamy wino z oliwą, octem, solą i słodką papryką. Do zagłębienia w mące dodajemy wymieszany płyn i krótko wyrabiamy, tak żeby ciasto utworzyło kulę i nie kleiło się do rąk. Jeśli trzeba dodajemy więcej mąki. Zawijamy w folię i zostawiamy, żeby odpoczęło przez ok. 15 min. 

Dzielimy na dwie części (jedna ma być nieco większa od drugiej). Większą część ciasta wałkujemy na duży prostokąt (taki, żeby przykrył dużą blaszkę od piekarnika).  Układamy ją na tej blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Drugą część ciasta wałkujemy na nieco mniejszy prostokąt. 

Na blaszkę wyłożoną ciastem nakładamy nadzienie. Przykrywamy mniejszym prostokątem ciasta i sklejamy brzegi podwijając je od spodu do góry. Smarujemy roztrzepanym jajkiem. Nakłuwamy wierzch widelcem i pieczemy przez ok. 25-30 min aż się zezłoci. 

* można użyć zwyczajnych świeżych papryk, nieopiekanych i ze skórą; trzeba tylko wrzucić je na patelnię od razu razem z  cebulą i trochę dłużej smażyć, żeby dobrze zmiękły

34 komentarze:

  1. Jak zwykle świetna opowieść i zdjęcia. Czekamy na więcej ! Monika + Paweł.

    OdpowiedzUsuń
  2. wygląda bardzo pysznie a zdjęcia są rewelacyjne!

    Zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hiszpańskie śniadanie skradło moje serce, a wytrawny placek - duszę.
    Pozostaje mi tylko ciałem udać się w jakąś podróż :)

    Świetne zdjęcia, zazdroszczę tych podróży...piękne miejsca!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten rodzaj śniadania jest ideałem dla wielbicieli słodkości. Choć przyznam, że ta gęsta słodka czekolada i smażone churros zaspokajają apetyt niemal do wieczora. ;)

      Usuń
  4. Oj jak milo cie znowu poczytac ;))

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety, tego nie da sie ogladac:) Wszystkie Twoje zdjecia potraw powoduja glodowy skurcz zoladka. Nawet moja chinska przyszywana corka (studentka z wymiany) jest Twoja fanka. Zdjecia zachwycajace, powinnas wydac album albo ksiazke kucharska. Bede pierwsza w kolejce zeby je nabyc.
    Pozdrowienia z Kanady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie dziękuję za ten uroczy komentarz i niezasłużone przeze mnie komplementy. Fanka z Chin to jest coś!! Nigdy bym się nie spodziewała! Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  6. Wygląda wspaniale.
    Co oznacza stwierdzenie duża blaszka? To znaczy o jakich wymiarach?
    Można czymś zastąpić białe wino?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałam, że najlepiej użyć "dużej blaszki od piekarnika", czyli takiej jaka jest na wyposażeniu każdego piekarnika. Mniej więcej 35 x 40-45 cm. Tak jak wspomniałam w tekście posta - bywają ciasta z piwem, zamiast wina. Jednak nie gwarantuję rezultatu w tym przepisie, bo sama nie próbowałam używać tu piwa.

      Usuń
  7. Piękne zdjecia i wspaniałe jedzenie!
    Wasze podróże są niesamowite, ach ... też bym tak chciała. Cudownie,że mogę sobie u Ciebie popatrzeć i poczytać o tych wspaniałych miejscach.

    Pozdrowienia serdeczne!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Majano, dziękuję bardzo za ten przemiły komentarz. Dzięki niemu powinnam się sprężyć, żeby nadrobić blogowe zaległości.

      Usuń
  8. Kolejne wyzwanie kulinarne dla mnie! Dziękuję za inspirację :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, żeby się empanada pięknie udała.

      Usuń
  9. Mam nadzieje, ze dalsze opowiadania z Galicji już wkrótce, bo nie mogę się doczekać. Kaska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już niedługo coś skrobnę. Będzie o winach, potem o paprykach i Santiago de Compostella.

      Usuń
  10. Piekne zdjecia. Miasto kiedys odwiedzilam ale po obejrzeniu twojego wpisu zachcialo mi sie tam powrocic... Na empanade na przyklad :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Szarawe zdjęcia w kontraście z tym pięknym daniem z chrupiącą złotawą skórką na wybitnie barwnym lazurem talerzu - super ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martwiły mnie bardzo te szare zdjęcia... Fotografia w deszczu nie wychodzi zbyt widowiskowo... Tym bardziej się cieszę, że kontrastowe zestawienia się spodobały. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  12. ale pięknie wygląda, wspaniałe! :)

    zapraszam, mr-broccoli.blogspot.com ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. genialny przepis! w Hiszpani bylam w zeszlym tygodniu ale na Costa blanca... na polnocy padalo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od połowy kwietnia pada prawie codziennie. Podobno to dobrze dla rolników, bo już tu suszę stulecia zapowiadali... Choć trochę gorzej dla turystów..Pozdrawiam.

      Usuń
  14. Odpowiedzi
    1. Aniu, zbyt wzorowa to ona nie wyszła. ;) Dobrze, że cześć zdjęć na niskiej przysłonie to mocno się nie rzuca w oczy. :)

      Usuń
  15. Ciasto genialnie proste w produkcji. Z nadmiaru wypieklam pierogi. Pelen sukces. A w dodatku ilez mozna w takiej empanadzie zamaskowac warzyw dziecieciu! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie, że się udało!! Cieszę się bardzo. Przypomniało mi sie, że Argentyńczycy robią empanadę właśnie w formie pieczonych pierożków.

      Usuń
    2. Ach! No wlasnie! Mnie tez olsnilo, ze kiedys uczestniczylam w takiej empanadowej uczcie wykonanej przez Argentynke. Tyle, ze pierogi wypchane byly miesem i w ciescie nie bylo wina. Skladam zamowienie na przepis na pieczone pierozki :-)

      Usuń
    3. Tak, tak, te argentyńskie mają zwykle właśnie mięsne nadzienie. Tutaj w hiszpańskich sklepach sprzedają już gotowe okrągłe płatki ciasta przełożone papierem maślanym, z których doskonale się lepi te pierogowe empanady. Mieliśmy tu kiedyś kanał argentyński w TV i ciągle pokazywali jakieś konkursy na robienie najpiękniejszych falbanek w empanadach. One są chyba zresztą również popularne w innych krajach Ameryki Łacińskiej, poza Argentyną. Jak znajdę jakiś ciekawy przepis to na pewno się podzielę.

      Usuń
  16. tak naprawdę to ile hiszpanek czy regionów Hiszpanii tyle rodzajów empanady :) W Andaluzji zamiast czerwonej papryki używamy "pimenton de Padrón" fantastyczna zielona papryczka właśnie z Galicji i nie dodajemy ugotowanych jajek. Za to czasem dodaje się zielony groszek.

    Może to porównanie to trochę przestępstwo ale czasem ten smak przypomina mi naszego "paprykarza szczecińskiego". W moim menu przynajmniej raz na 2 tygodnie, świetnie sprawdza się na ciepło i na zimno.

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Granado, bardzo ciekawe te andaluzyjskie wariacje na temat empanady. Wiesz, że z tym paprykarzem to jest słuszne porównanie.:) Jak jadłam empanadę pierwszy raz to ciągle myślałam skąd ja znam ten smak. Teraz już wiem. ;)

      Usuń
  17. Wyszło dziwne, twarde ciasto w środku jakby niedopieczone. Ponad pół godziny w piekarniku. Autorka nie podała w jakiej temp. należy piec. Dałem 200stC.

    OdpowiedzUsuń
  18. zdjecia i przepisy cudowne,jak i caly blog!:) Jeden tylko szczegol: wbrew pozorom i ogolnie panujacej opinii,to Vigo jest najwiekszym miastem w Galicji:) Pozdrawiam serdecznie i dalej sledze pyszne wpisy!

    OdpowiedzUsuń
  19. Dla mnie rewelacja, zarówno ciasto jak i nadzienie! Ja piekłam w 175 stopni C z termoobiegiem i wyszło znakomite. Zdjęcia tak piękne, że aż się chce od razu lecieć do Hiszpanii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izabelo, cieszę się, że empanada się udała i smakowała i dziękuję za miłe słowa o zdjęciach. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.