piątek, kwietnia 13, 2012

Rapini po chińsku

Rapini (also known as Broccoli Rabe )
Poświątecznie i nieco bardziej dietetycznie niż zwykle, żeby odreagować baby, mazurki i pasztety. 

Pisałam już o mojej predylekcji do wyszukiwania egzotycznych produktów. Szczególnie lubuję się w dziwnych warzywach znajdowanych na ekologicznym ryneczku w Porto. Czasem coś kupuję, a potem muszę sprawdzać w necie kto zacz, bo portugalscy rolnicy często sami nie wiedzą co hodują. Bywa też, że podają mi jakieś regionalne nazwy, które ja potem próbuję zakwalifikować botanicznie. Tym razem sądziłam, że kupiłam chińskie kwitnące brokuły nazywane kai-lan/gai larn. Po chwili googlowania okazało się jednak, że nabyłam raczej rapini, w anglosaskim świecie znane jako broccoli rabe. Portugalska nazwa jest prosta - to zwyczajne grelos. Nie udało mi się niestety znaleźć polskiego tłumaczenia. 

Reszta posiłku była w egzotycznym stylu przygotowałam więc to warzywo po chińsku. Zresztą rapini podobnie jak chińskie gai larn mają w sobie nutę goryczki i są w zasadzie dość podobne smakowo. W bardzo prostym czosnkowo-sojowym sosie, skropione jeszcze odrobiną prażonego oleju sezamowego smakują świetnie. Towarzyszyły pokazywanej już tu niedawno na blogu kurze po afrykańsku.

African chicken
Generalnie wszelkie zielone liściaste warzywa kapustne sprawdzą się w tym daniu - kapusta pekińska, zwykła młoda kapustka, mustard greens, bok choy, jarmuż czy collard greens - tutaj noszące miano couve portuguesa czyli portugalska kapusta. Szpinak czy zwyczajne brokuły też będą świetne przygotowane takim prostym sposobem .

Nie gniewajcie się za brak polskich nazw. Mam czasem wrażenie, że  tłumaczenie na polski nazw mało popularnych roślin przynosi nieco komiczne efekty. Mały przykład - wiecie jak się nazywa botanicznie bugenwilla? Kącicierń. ;) 

bougen
Chciałam Wam pokazać mój własny okaz z balkonu, który już całkiem ładnie kwitł. Okazuje się jednak, że mój mąż, którego ulubionym ogrodniczym hobby jest przycinanie czego się da, zdążył ją ściąć prawie do ziemi. Ponoć  jadły ją jakieś robale, których nikt poza Maćkiem nigdy nie widział. ;) mam wrażenie, że szaleństwa z sekatorem to często spotykana męska przypadłość.  W zamian więc bugenwilla z sąsiedztwa.


Rapini (also known as Broccoli Rabe )

Rapini z sosem czosnkowo-sojowym

1/2 szkl bulionu z kurczaka
2 łyżki sosu sojowego
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
1/2 łyżeczki ciemnego brązowego cukru
750 rapini
olej z orzeszków ziemnych do smażenia
4 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę

1 łyżka prażonego oleju sezamowego(toasted sesame oil)
Bulion wymieszać z sosem sojowym i mąką ziemniaczaną. W dużym garnku zagotować osolona wodę i wrzucić do niej rapini. Gotować przez 4 min osączyć i wrzucić do zimnej wody. 

Na dużej patelni lub w woku rozgrzać olej z orzeszków ziemnych. Dodać czosnek i przesmażyć przez 1 min, wrzucić rapini i smażyć jeszcze przez 2 min. Wlać bulion z sosem sojowym i mąką. Podgrzewać aż sos zgęstnieje i natychmiast podawać po skropieniu olejem sezamowym.

34 komentarze:

  1. też lubię takie dziwne warzywa i eksperymenty kulinarne, niestety polski ryneczek nie daje takiego pola do popisu jak ten twój w Porto!:) a jakbyś miała porównać takie rapini do jakiegoś bardziej znanego w PL warzywa, to co by to było? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobne trochę do brokułów z nutką goryczy :)

      Usuń
    2. To chyba rzeczywiście najlepsza odpowiedź. Dla mnie to skrzyżowanie smaku brokułów i mustard greens (po polsku to kapusta sitowata, to roślina z której pozyskuje si ziarna gorczycy, tutaj się ją je w całości). Ale nie sądzę żeby ta osttania była w Polsce popularna jako warzywo. Wię chyba tak jak napisała Pastereczka: brokuł z goryczką.

      Usuń
  2. Bardzo przyjemny przepis! Widziałam te warzywa na targu w Chinach, ale nie umiałam wtedy ich sklasyfikować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pastereczko, dziekuję za komentarz. Chiński rynek to dopiero musi być raj nieznanych roślin (i nie tylko ;)). Rozumiem, że widziałaś tam chińskie kwitnące brokuły czyli gai larn. One wizualnie trochę się różnią od tych moich rapini. Mają grubsze, bardziej mięsiste łodygi.

      Usuń
  3. Mieszkam w Hiszpanii i problem z tlumaczeniem malo znanych nazw itp jest mi doskonalne znany. Z drugiej strony ubolewam jednak bardzo, ze Polacy nie dbaja o rozwoj jezyka polskiego, nie wysilamy sie! Hiszpanie na wszystkie slowka typu gps, sms ...i tysiace innych znalezli swoje ojczyste odpowiedniki, a polak co chwile wrzuca jakis angielski...ehhhhh smutne to bardzo, a juz nie wspomne, ze nawet nie ma porzadnego slownika hiszpansko- polskiego. A niby POLACY to nie gesi swoj jezyk maja...czyzby?
    Pozdrawiam serdecznie z zaplakanej deszczem Katalonii!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że z polsko-hiszpańskimi słownikami musi być i tak o wiele lepiej niż z polsko-portugalskimi. ;) Jak tu przyjechałam 12 lat temu to miałam do dyspozycji kieszonkowy słownik, gdzie w przedmowie zaznaczono, że został przygotowany po komputerowej analizie najczęściej w języku portugalskim używanych słów. Po czym okazało się, że nie było tam tłumaczenia wyrazu "tylko", można za to było znaleźć jak powiedzieć po portugalsku "kalesony", tak niezbędna i często używana to wszak cześć odzieży w tutejszym klimacie. Musiałam kupić angielsko-portugalski.

      Po tym co piszesz widzę, że portugalski jest jednak bardziej zangielszczony w porównaniu z hiszpańskim. Z tym , że tutaj nawet angielskie słowa wymawia się po portugalsku. Co czasami jest zabawne. Ostatnio zastanawiałam się kim są (piszę fonetycznie)"akers", o których tak wiele mówiono w radio. Okazało się, że to hakerzy bez "h", które w portugalskim jest nieme. Nieźle brzmi też "szat" (czyli chat). ;)

      Ja w związku z językiem polskim zastanawiam się nad czymś innym. Czyżby w ciągu ostatniego 10-lecia zaszły jakieś zmiany w zasadach akcentowania? Gdy przyjeżdżam do Polski wszyscy w radio i TV mówią np. polityka z akcentem na przedostatnią sylabę, a nie jak mnie uczono w szkole na 3-cią od końca. Czy to już stało się dopuszczalne i można tak mówić?

      Usuń
    2. Tak też myślałam. Widać to jedynie jakaś epidemia wśród prezenterów, co o tyle dziwi, że to chyba właśnie oni powinni świecić przykładem pięknej i poprawnej wymowy. Pominęłam polonistów, ale oni jak przypuszczam tym przykładem jak świecili tak świecą i takie wpadki im się nie zdarzają.;)

      Usuń
    3. Prezenterzy telewizyjni już dawno przykładem nie świecą. Ale szczytem wszystkiego jest dla mnie, gdy w Trójce prezenter wiadomości popełnia błąd językowy, który chwilę wcześniej był dyskutowany i piętnowany na antenie przez polonistkę w audycji o poprawnej polszczyźnie.

      Usuń
  4. Przepiękna bugenwilla!

    P.S.
    Bardzo lubię tu zaglądać, a dziś robię Twój tort makaronikowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa i trzymam kciuki za tort.

      Usuń
  5. Widziałam to zielsko w Monachium w azjatyckim sklepie, ale jakoś nie miałam pewności co do smaku, ale po twoim poście już chyba nabrałam odwagi! :)
    Co do męskich szaleństw z sekatorem, to całkowicie się z Tobą zgadzam! Nie zapomnę, jak mój były w jeden dzień "przyciął" mi pięknie kwitnące, cudne azalie, zwieszające się do połowy barierki. Zrobił to w środku sezonu i nie przyciął, tylko po prostu wykosił (właśnie sekatorem!), że zostały z nich pojedyncze, rachityczne kwiatki na smętnych łodyżkach. Myślałam, że się popłaczę, jak zobaczyłam te szkielety w prawie pustych skrzynkach. W odpowiedzi na moją rozpacz usłyszałam, że "prawie wszystkie uschły i było pełno malutkich robaków". :/ Po trzech dniach reszta rzeczywiście uschła.
    Ech, na sekatorach powinnno być umieszczone ostrzeżenie typu: "Trzymać z dala od mężczyzn" albo " Sekator w rękach mężczyzny równa się śmierć dla roślin" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz Kasiu, też miałaś robaki na roślinkach, których nie zauważyłaś. ;) I zobacz jak łatwo się ich pozbyłaś. :)

      Usuń
  6. A odnośnie nazwy, to rapini po polsku zwany jest brokułem chińskim, zaś zieleniny o których piszesz należą do rodziny brassica rapa (kapusty i rzepy), tutaj -
    http://pl.foodlexicon.org/s0001030.php
    więcej informacji (naprawdę ciekawe!) :).
    Pozdrowienia (mokre i deszczowe) z Monachium, Agnieszko! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. We Włoszech to cima di rapa czyli po polsku kapusta polna - pyszna z makaronem i rosotto

    OdpowiedzUsuń
  8. Masz fantastyczne sąsiedztwo, zasłużenie :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale to fajne jest !:) Cudownie wygląda, wiosennie.Chętnie bym skosztowała, uwielbiam takie zielone nowinki:).
    CO do wymowy 'polityka' nie powinno się tak mówić z akcentem na przedostatnią..

    OdpowiedzUsuń
  10. toż to wygląda jak grelos! a nie jest to to samo? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne , że grelos Klementyno. W tym zamęcie nazw nie napisałam portugalskiej. ;) Dzisiaj w sklepie ze zdziwieniem odkryłam, że grelos mogą być "de couve" e "de nabo", co by się zgadzało z tym co pisze portugalska wikipedia. http://pt.wikipedia.org/wiki/Grelo
      Grelos to ogólniejsza nazwa. Jakby to polsku powiedzieć ... pędy??

      Usuń
  11. W tym roku postanowiłam posadzić takie rapini w maminym ogródku, mam nadzieję, że hodowla nam się uda i wtedy chętnie wykorzystam przepis. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam więc kciuki za Twoje rapini Kamilo.

      Usuń
  12. A ja się zawsze zastanawiam jak CI się udaje wygooglać co kupiłaś? Bo ja ciągle jeszcze nieśmiało zaglądam do sklepów azjatyckich, gdzie czasem brak innych podpisów niż chińskie, czasem nazwy też niejednoznaczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magdo, ja zwykle na chybił trafił wpisuję swoje skojarzenia do google'a, a potem kieruję się obrazkami. Mam też pomocną książkę o orientalnych warzywach, gdzie są dość przejrzyste rysunki, co ułatwia sprawę. I masz absolutną rację - na opakowaniach napisy potrafią być tylko chińskie. Gdy jednak mam pewność, że to warzywo to mnie nie odstrasza. Dużo ostrożniejsza jestem, gdy po chińsku jest opisany jakiś produkt pochodzenia .... nazwijmy to zwierzęcego. Wtedy muszę przyznać, że mam obawy...

      Usuń
  13. a ja taką roślinkę wysiewam u siebie w ogródku już od dwóch lat. Nasiona kupowałam pod nazwą: rapa/brokuł chiński.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale tu pięknie :) Zakochałam się w Twoim blogu jest tu tak smacznie :) Nic mi innego nie pozostaje jak dodać do obserwowanych i zaglądać tutaj częściej :) Przy okazji zapraszam na swojego nowego bloga gdzie również można znaleźć,przepisy kulinarne jak i coś o kosmetykach czy modzie.No i coś o Cyprze :) Pozdrawiam Cię serdecznie. http://decamerron.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa. Już skorzystałam z zaproszenia. Mieszkasz w pięknym miejscu, od zawsze mi się kojarzącym z najpiękniejszą grecką boginią. :)

      Usuń
  15. Agnieszko, musze wypróbowac Twój nowy sposób na uzycie grelos de nabiça (które zdecydowanie wole od grelos de couve). Ja uzywam je glównie w arroz de grelos, który bardzo lubie i w przepisie mojej ulubionej Marii de Lourdes Modesto, ponoc pochodzacym z Wloch, w którym wykorzystuje sie je razem z makaronem, anchois i bulka tarta. Pozdrawiamy serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  16. W Polsce rosną wspaniale, nasiona kupuję we Włoszech

    OdpowiedzUsuń
  17. moj maz oniemiał z zachwytu jak zobaczył gerlhos pierwszy raz na targu w Portugalii. od tej pory robimy je na różny sposób. Ostatnio nawet tak jak AniaPP tylko ze jako pasta. Dodajemy do miso supy (pasuje super ze względu na gorzkawy smak). Robimy jako sałatkę z sosem sezamowym. No i oczywiście tak jak ty z sosem sojowym. Tak szczerze mówiąc nie mam pojęcia jak się je je tutaj w Portugalii. Debbie ze Smittenkitchen.com opublikowała niedawno tez post o rapini a ostatni magazyn LaCucinaItaliana (wersja niemiecka) ma cala serie przepisów z ta wspaniałą zielenina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi się podoba pomysł dodania do zupy z miso. W PT, tak jak napisała AniaPP, bardzo często je się je w formie arroz de grelos czyli dania z ryżem albo z dodatkiem bacalhau. Portugalczycy często gęsto gotują je zwyczajnie, doprawiając tylko solą i pieprzem.

      Usuń
  18. Zapomnialam zapytać: gdzie dostals taka piekna porcelane z pierwszego zdjecia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdę mówiąc, nie bardzo sobie przypominam... Może w Casa albo w Gato Preto. W każdym razie cieszę się, że się podoba. Fajnie pasuje do azjatyckich stylizacji. ;)

      Usuń
  19. Nigdy nie jadałam rapini, ale wygląda bardzo smakowicie :)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.