środa, stycznia 04, 2012

Gumbo z krewetkami i okrą z Luizjany

Gumbo

Jestem wielbicielką gumbo, sztandarowego dania kuchni Luizjany. Od czasu spróbowania go po raz pierwszy w Nowym Orleanie staliśmy się w domu jego fanami i często je przygotowujemy.  Ulubionym Maćka i Łukasza jest wieprzowe gumbo z ciemną zasmażką roux, które już na blogu pokazywałam. Trudno je nazwać dietetycznym, powiedziałabym, że to danie dla męskich mięsożerców. 

Dzisiaj chciałam zaprezentować nieco lżejszą odmianę z krewetkami i okrą (nazywana też botanicznie piżmianem jadalnym). Ta ostatnia to afrykańskie warzywo, należące do tej samej rodziny do malwa i hibiskus, które jeszcze niewolnicy sprowadzili do Luizjany. Moja wersja gumbo wpisana jest w tradycję tego, co w Nowym Orleanie uznaje się za kuchnię creole. Obowiązkowo zawiera owoce morza (u mnie to jedynie krewetki) i pomidory. Robi się to gumbo szybko, nie wymaga długiego wystawania przy garnku i mieszania roux, a w dodatku efekt jest świeższy i delikatniejszy.

Gumbo

Istnieją 3 metody zagęszczania gumbo. Pierwszy to wspomniana już zasmażka roux. Drugi to autochtoniczna dla Luizjany roślina sassafras  z której robi się proszek filé, dodawany później do dania. Ostatni sposób to użycie okry, nazywanej też żartobliwie, ze względu na kształt, lady's fingers, czyli damskie paluszki. Okra delikatnie zagęszcza gumbo, w czasie gotowania wydzielając śluzowatą substancję, która w miarę podgrzewania znika. W Portugalii można ją dostać w każdym niemal sklepie. Ta powszechna obecność okry to chyba wpływ kuchni afrykańskich, skąd pierwotnie roślina ta się wywodzi i gdzie jest intensywnie wykorzystywana.

Wrzucam jeszcze kilka migawek z Nowego Orleanu, z naszej podróży w 2009 roku. To jedno z miast, do którego chciałabym jeszcze wrócić. Jazzowo-bluesowe rytmy, afrykańskie voodoo, ażurowa architektura domów i francuskie wpływy w języku i w kuchni to mieszanka wybuchowa, którą można znaleźć tylko i wyłącznie tam. Zapraszam Was na nowoorleańskie smaki, znakomite zresztą do podania, gdy mamy chmarę gości w ten karnawałowy czas.

New Orleans gumbo

Gumbo z krewetkami i okrą

750 g świeżej okry
2 łyżki oliwy
500 g kiełbasy andouille (lub wędzonej, wieprzowej kiełbasy), pokrojonej w półplasterki
2 cebule, pokrojone w kostkę
1 czerwona i 1 zielona papryka, pokrojona w kostkę
3 gałęzie selera naciowego
8 świeżych pomidorów, bez skóry i pokrojonych w kostkę (lub 2 puszki pomidorów po 390 g każda)
4 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
1/4 łyżeczki pieprzu cayenne
2 liście laurowe
1 łyżeczka tymianku
1 l bulionu z owoców morza
700 g średniej wielkości obranych krewetek
1 i 1/2 łyżeczki słodkiej papryki w proszku
1/2 łyżeczki świeżo zmielonego czarnego pieprzu
1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka oregano

3 łyżki posiekanej natki pietruszki
biały ugotowany na sypko ryż do podania

Z okry odkrawamy czubki i szypułki. Kroimy ją na plasterki. W dużym żeliwnym garnku lub na dużej głębokiej patelni rozgrzewamy oliwę i smażymy na niej kiełbasę. po kilku minutach dodajemy okrę i ciągle mieszając smażymy przez ok. 10-15 min. Dodajemy cebulę, papryki oraz seler i smażymy jeszcze ok. 10-15 min, aż nitki śluzu z okry znikną, a warzywa zmiękną. Teraz dodajemy pomidory, czosnek, cayenne, liście laurowe, tymianek i dusimy przez kilka minut. Dodajemy bulion, przykrywamy i dusimy na maleńkim ogniu przez 15-20 min. 

Krewetki przyprawiamy papryką, pieprzem, solą i oregano. Zostawiamy na kwadrans. Dodajemy krewetki do warzyw i na minimalnym ogniu dusimy jeszcze przez 3-5 min. Podajemy z natką pietruszki i ryżem na sypko.

13 komentarzy:

  1. Jeszcze nie próbowałam, wygląda smacznie :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Wygląda świetnie :) Czytałam o okrze i zastanawiałam się do czego ją można dodać, na pewno wypróbuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niesamowita potrawa! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Gumbo zafascynowałam się odkąd obejrzałam pierwszy raz z córka bajke "Księzniczi i zaba" ale nigdy nmoge zebrac wszystkich skladników, wiec taki jeden talerzyk zrobiłby ze mnie przeszczęśliwą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Okra zawsze kojarzyła mi się z kuchnią indyjską, bo tam pierwszy raz się z nią zetknęłam. Fajnie będzie spróbować jej w trochę innej kompozycji smakowej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawa i pełna wyjątkowych smaków potrawa:) Ostatnio widziałam program Jamiego w Nowym Orleanie i byłam pod wielkim wrażeniem ludzi i ich pozytywnego nastawienia. Wychodzą na ulicę, rozstawiają grille i cieszą się swoim sąsiedzkim towarzystwem przy akompaniamencie cudownych rarytasów:) Zazdroszczę tej podróży! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ależ piekne zdjecia! Zjadłabym ,mimo iż nie lubię się z owocami morza :))

    Pozdrowienia Agnieszko:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy nie jadlam gumbo, ale mam ochote sprobowac. owocow morza ci u nas dostatek i afrykanskich butikow tez, powinnam wiec dostac wszytskie skladniki... Dosiego roku!

    OdpowiedzUsuń
  9. Gambo chodzi za mną od czasu obejrzenia "Księżniczki i Żaby", więc najwyższa pora zrobić, pozdrawiam noworocznie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Brzmi niesamowicie egzotycznie, ale też ciekawie. Nazwa gumbo obiła mi się kiedyś o uszy, ale już nawet nie pamiętam w jakim kontekście. Skoro jednak Luizjana ostatnimi czasy pojawiła się w kilku miejscach przed moimi oczami, może to znak, że trzeba się tam wybrać, albo chociaż przygotować obiad w klimatach tego stanu? :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Witaj :) Jak dobrze, że przypomniałaś przy okazji swoje wieprzowe gumbo. Obiecałam sobie zrobić w styczniu gumbo, ale nie dostanę nigdzie okry, więc padło na to wieprzowe. Mam je zresztą od paru miesięcy w ulubionych przepisach. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Zamiast okry dajemy cukinie/bakłażana i wychodzi leczo... jak dla mnie to inna odmiana tego dania, może bardziej "przekombinowana" :)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.