poniedziałek, października 31, 2011

Festiwal Dyni: Dyniowe gnocchi z szałwiowym masłem

Pumpkin and sage gniocchi

Ziemniaczane potrawy wyjątkowo dobrze się spisują w roli comfort food. Tego, jak to ktoś świetnie nazwał, "jedzenia na pocieczenie" jakoś szczególnie potrzebujemy w zimniejszej porze roku. U nas wszelkie odmiany ziemniaczanych klusek bardzo są lubiane, zwłaszcza przez mojego syna. 

Dzisiaj wersja jesienna, w lekko pomarańczowym kolorze. W dodatku nadająca się na Festiwal Dyni, którego gospodynią jest jak zwykle Bea ze Szwajcarii. Bowiem oprócz ziemniaków w moich gnocchi jest dynia. Użyłam odmiany dyni piżmowej, z angielska zwanej butternut, którą jest moja ulubioną. Te gnocchi są troszkę bardziej pracochłonne od zwykłych ziemniaczanych, bo dynię trzeba upiec, a następnie jeszcze zmiksować i dobrze odparować. Zyskujemy jednak ciekawszy smak i delikatniejszą konsystencję. 

5

W samej produkcji klusek należy przestrzegać wszystkich zasad obowiązujących przy kopytkach - wybrać mączyste ziemniaki, dobrze odparować po ugotowaniu, przepuszczać je przez praskę jeszcze ciepłe. Co do ilości mąki, to oczywiście naszym celem jest użyć jej możliwie jak najmniej. Polecam tu jako drogowskaz mój stary post o kopytkach - nigdy nie ważę mąki, jej ilość oceniam objętościowo. Dzielę ciasto w misce na 4 części, 1/4 wyjmuję i powstałe zagłębienie wypełniam mąką. Potem wrzucam odłożone ciasto i wszystko szybko wyrabiam. 

Osobna historia to formowanie gnocchi. Można to robić z użyciem widelca. Bardzo ładnie pokazano to na tym filmiku. Mi to zawsze marnie wychodzi . Zakupiłam nawet kiedyś we Włoszech specjalny przyrząd do formowania tych klusek - coś w rodzaju drewnianej deseczki z rowkami i patyczkiem. Przyznam jednak uczciwie, że tak czy siak moje gnocchi to zawsze brzydale. W dodatku najdalej w połowie formowania tracę cierpliwość i pozostałe gnocchi kończą w garnku z wrzącą wodą w kształcie starych, dobrych kopytek. 

Pumpkin and sage gniocchi

Polecam gotowanie gnocchi na wolnym ogniu, od wypłynięcia na wierzch jeszcze najwyżej ze 2 min, tak żeby się nie porozpadały. Nie omińcie ostatniego, kluczowego dla smaku dania, etapu - lekkiego przesmażenia na maśle z listkami świeżej szałwii.

Potrawa świetnie smakowała w towarzystwie czerwonego wina z regionu Douro Castello d'Alba Reserva Tinto 2009 . Producenta znaliśmy dotąd raczej z białych win, ale to młode czerwone okazało się miłą niespodzianką. Sporo nut owoców jagodowych i wiśni, no i mnóstwo łagodnych przypraw (dominował cynamon i goździki). Przyjemne zrównoważone taniny, jak na całkiem młode wino.

Pumpkin and sage gniocchi

Dyniowe gnocchi z masłem i szałwią

porcja na 3-4 osoby
 
Ciasto na gnocchi:
    dynia typu butternut ok. 800g
    2 łyżki oliwy
800 g mączystych ziemniaków
ok. 3/4 szkl utartego parmezanu
    2 jajka
    1 i 1/2 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej
1 łyżeczka świeżo zmielonego białego pieprzu
    3 łyżeczki soli
    mąka, ok. 1 i 1/2 - 2 szkl

Do odsmażenia:
75 g masła
    3 łyżki świeżych listków szałwii
    
starty parmezan do posypania

    Nagrzewamy piekarnik do 200ºC. Przekrawamy dynię wzdłuż na pół. Wyjmujemy nasiona i włóknisty środek. Układamy na blaszce i smarujemy oliwą. Pieczemy aż będzie całkowicie miękka ok. 1 godz. Obieramy ze skóry, a miąższ miksujemy. W rondelku na małym ogniu staramy się maksymalnie jak się da bez przypalenia odparować dyniowy przecier. Często mieszamy. Gdy uda nam się go pozbawiać wody i zgęstnieje zdejmujemy go z ognia i zostawiamy do wystudzenia. Mi zajęło to ok. 30 min na minimalnym ogniu.
   
    Gotujemy ziemniaki w osolonej wodzie w mundurkach aż będą bardzo miękkie. Odcedzamy i dobrze odparowujemy z resztek wody na niewielkim ogniu. Gorące kroimy w ćwiartki (nie obieramy) i przepuszczamy przez praskę do ziemniaków do dużej miski. Dodajemy przecier z dyni, parmezan, przyprawy i  jajka. Mieszamy widelcem, żeby składniki się połączyły, ale masa pozostała dość puszysta. Na wierzchu nożem zaznaczamy krzyż, który podziel masę na 4 części. 1/4 masy odkładamy, a powstałe wgłębienie wypełniamy mąką w potrzebnej objętości (ma być równa z poziomem reszty masy ziemniaczanej). Dodajemy resztę ziemniaków i szybko wyrabiamy. 


Na dobrze wysypanej mąką stolnicy z kolejnych partii ciasta (resztę trzymamy w lodówce) formujemy z masy wałki o średnicy 3-4 cm i kroimy je na 2-3 cm odcinki. Każdą kluseczkę przyciskamy palcem o zęby odwróconego widelca, żeby uzyskać charakterystyczny kształt gnocchi. Rozkładamy na wysypanej mąką stolnicy i partiami gotujemy w bardzo lekko perkoczącej wodzie. Czekamy aż wypłyną i gotujemy jeszcze chwilę (maksymalnie ze 2 minuty, nie dłużej bo zaczną się rozpadać). Wyjmujemy łyżką cedzakową na talerze, dobrze odsączając z wody i układając w jednej warstwie. 

Gdy wszystkie będą ugotowane rozgrzewamy na patelni połowę masła, wrzucamy połowę listków szałwii i smażymy przez 1-2 min, następnie dodajemy połowę gnocchi i lekko podsmażamy. Powtarzamy smażenie z pozostałym masłem, szałwią i kluseczkami. 

Podajemy posypane startym parmezanem.

piątek, października 28, 2011

Szarlotka z masą migdałową


Apple pie

Ostatnio czuję awersję do anglosaskich przepisów. Z książek, gazet i netu wyzierają na mnie ciągle mufinki, brownies i cupcakes. Zwłaszcza na te ostatnie nie mogę już patrzeć. Szczególnie, gdy udekorowane są kremem w jakichś nienaturalnych dla żywności kolorach, typu neonowy błękit.

4

Już Mikołaj Rej apelował, że Polacy nie gęsi... Można to odnieść i do pieczenia ciast. ;) Nie musimy robić tego, co nam podsuwa globalna wioska. Przecież mamy takie wspaniałe własne, klasycznie polskie ciasta. Jednak czasami robią się z nas gęsi i ja też należę do stada, bo ciągle coś mało patriotycznego popełniam - vide tu i tu i jeszcze tutaj. Ale dzisiaj powiedziałam sobie - dosyć! I postanowiłam zrobić wreszcie coś porządnie polskiego, przynajmniej w rodowodzie. Nie będzie jednak całkowitej ortodoksji. Będą wariacje na temat. Moja siostra donosi mi, że w Polsce sezon jabłkowy w pełni, będzie więc coś z tym rajskim owocem w roli głównej.

Apple pie

Upiekłam już setki chyba szarlotek, więc ciągle szukam czegoś nowego. Popularne są w polskich domach szarlotki z warstwą piany z białek albo przekładane masą budyniową. Nie raz mnie nimi częstowano w tzw. "gościach". U mnie w domu panowie nie lubią szarlotek z bezą, ja za to jakoś nie gustuję w gęstej budyniowej masie. Pomyślałam więc, co by było gdyby połączyć je ze sobą? Bezę i masę. Wyobraźcie sobie, że budyniowa masa wzbogacona mielonymi migdałami i pianą zachowuje się w upieczonej szarlotce bardzo ciekawie. Jak puszysty krem, ale bez watowatej lepkości pieczonej na cieście bezy. Przypomina trochę francuskie frangipane, ale jest o wiele lżejsza. Zapraszam do wypróbowania mojego przepisu. ;)

Apple pie

Szarlotka z masą migdałową

blaszka 28 x 35 cm

Kruche ciasto:
500 g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
200 g jasnobrązowego cukru
1 op. cukru waniliowego
20 dag zimnego masła
5 żółtek
3-5 łyżek gęstej kwaśnej śmietany
 
Masa:
2 op. budyniu śmietankowego (każde na 1/2 l mleka)
375 ml tłustego mleka
125 ml skondensowanego niesłodzonego mleka
50 g masła
125 g zmielonych migdałów
1/2 łyżeczki ekstraktu migdałowego lub kilka kropli olejku migdałowego


5 białek
szczypta soli
175 g cukru
1 i 1/2 kg kwaśnych jabłek (np. szarej renety)

150-200 g dżemu morelowego lub galaretki z jabłek (ja miałam dżem z jabłek, winogron i kiwi)

Kruche ciasto:
Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia, cukrem waniliowym i brązowym. Dodać masło pokrojone w kostkę. Zagnieść. Dodać żółtka i ponownie szybko zagnieść. Teraz stopniowo dodawać śmietanę, aż ciasto utworzy kulę (nie trzeba dodawać całej ilości, wystarczy tylko tyle śmietany, żeby się dobrze zagniotło). Ciasto podzielić na pół. Jedna połowę włożyć do lodówki, a drugą do zamrażalnika na ok. 30 min. 


Nagrzać piekarnik do 180ºC. Ciastem z lodówki wyłożyć blaszkę, wcześniej wysmarowaną masłem i wysypaną tartą bułką. Podpiec ok. 10 min w piekarniku. Wystudzić. 

Masa:
Ugotować budynie bez cukru na mleku i mleku skondensowanym. Do ciepłego budyniu dodać 50 g masła, wmieszać migdały i ekstrakt migdałowy. Białka ubić z cukrem i szczyptą soli. Połączyć z wystudzonym budyniem, dodając najpierw kilka łyżek piany i dobrze mieszając, a potem już ostrożnie resztę piany, tylko do połączenia się w jednolitą masę.

Jabłka poszatkować w cienkie plasterki i wymieszać z dżemem. Ilość użytego dżemu zależy od kwaśności jabłek, im słodsze owoce tym mniej go będzie potrzeba. Wyłożyć jabłka na podpieczony, wystudzony spód, na nie rozsmarować migdałową masę, a na wierzch zetrzeć na tarce o dużych oczkach resztę ciasta z zamrażarki.

Piec przez ok. 60 min w
180ºC.

sobota, października 22, 2011

Pieczone słodkie ziemniaki z azjatyckim sosem

Sweet potatos

Dzisiaj bardziej jesienne danie niż w poprzednim wpisie, bo i pogoda  się trochę ustatkowała i temperatury spadły z 30ºC na tutejsze typowe 24ºC. Czyli wreszcie mamy jesień. Pomidory i papryki jeszcze w ogródku na krzakach sobie spokojnie czerwienieją, bo tu nigdy nie ma przymrozków, tak że krzywda im się nie stanie. 

Wznowiliśmy z Łukaszem - po przerwie w czasie upałów, gdy ja odmawiałam współpracy - nasze wieczorne przebieżki z domu na plażę. Wreszcie, dzięki temperaturom bardziej przyjaznym człowiekowi, nie wracam mokra jak szczur, ale i tak ledwie żyję goniąc za moją latoroślą. Ale taki to już los, gdy się ktoś podjął biegać z 17-latkiem. Portugalczycy "joggingują" już w kurtkach - w końcu jesień to nie żarty. My - forpoczta ludów dalekiej północy - w koszulkach bez rękawów i krótkich spodenkach. ;) Gdy tylko na naszej trasie pojawiają się jakieś ładniejsze dziewczyny moje dziecko natychmiast oddala się ode mnie z prędkością naddźwiękową i udaje, że mnie nie zna. :)

Wróćmy jednak do spraw kuchennych. W końcu po tych biegach trzeba coś przekąsić. Słodkie ziemniaki, zwane też patatami lub batatami, odkryłam dopiero po wyjeździe do Portugalii. W sklepach bywają tu 2 gatunki, z wierzchu wyglądające niemal identycznie - fioletowo-brązowa skórka i wydłużony kształt, jak wypisz wymaluj torpeda. Za to wnętrze może być kremowo-białe lub pięknie pomarańczowe. Ta druga odmiana jest powszechna w Ameryce Północnej. Latynosi za to cenią chyba bardziej tę pierwszą. Ja przychylam się do gustów północy, te pomarańczowe wewnątrz pataty mają moim zdaniem wyrazistszy smak, no i bez dwóch zdań są ciekawsze wizualnie.

Użyłam więc dzisiaj atrakcyjnych kolorystycznie ziemniaków o intensywnie pomarańczowym wnętrzu. Uwielbiam je z kontrastującymi słonymi i pikantnymi dodatkami. Nie jadłam ich chyba nigdy na słodko, jak to lubią Amerykanie na Święto Dziękczynienia (robią z nich nawet nadzienie do paja).

W dzisiejszym moim przepisie dodatki w postaci intensywnego w smaku maczadełka są dalekowschodnie w charakterze. U nas w domu te dziwaczne patatowe pieczone frytki zniknęły w mgnieniu oka. Mam nadzieję, że i Wam zasmakują. Zainspirował mnie ten przepis Marthy Stewart.

dddddddddddddddd

Pieczone słodkie ziemniaki z azjatyckim sosem


1kg słodkich ziemniaków
3 łyżki oliwy extra virgin
1 łyżka grubej morskiej soli
1 łyżeczka świeżo zmielonego pieprzu 


Sos:
3 łyżki grzybowego sosu sojowego
3 łyżki czarnego octu ryżowego (black rice vinegar)
1 łyżka oleju z prażonego sezamu (toasted sesame oil)

2-3 łyżki lekko uprażonego sezamu do podania

Piekarnik nagrzewamy do 240ºC. Ziemniaki obieramy i kroimy w ósemki. W dużej misce mieszamy ziemniaki z solą, pieprzem i oliwą. Rozkładamy na wyłożonej folią aluminiową dużej blaszce do pieczenia, w jednej warstwie. Pieczemy do miękkości, raz ostrożnie przewracając kawałki na drugą stronę, przez ok. 20-30 min.

Mieszamy ze sobą składniki sosu. Sezam podajemy w osobnej miseczce. Każdy kawałek ziemniaka moczymy w sosie, a następnie w sezamie.

niedziela, października 16, 2011

Pomarańczowy mrożony jogurt na patyku

Popsicles

To już druga połowa października, a u nas w Porto przez dwa ostatnie tygodnie temperatury przekraczały 30ºC. To i tak nic szczególnego, bo w Alentejo, w portugalskim interiorze, słupek rtęci zbliżał się aż do 40ºC. Październik nie jest tu zimnym miesiącem, ale takiej jesiennej aury jak obecnie nie przypominam sobie odkąd tu mieszkam, czyli od 12 lat (jak ten czas leci....).

Popsicles

Cóż mi pozostało innego niż zrobić lody. Na patykach, bo maszyna do lodów w takich temperaturach radzi sobie średnio. Nie mam tej z elektrycznym agregatem chłodzącym tylko taką prostą z wkładem, który należy wcześniej zamrozić. Kiedyś nawet w czasie upałów wstawiałam ją do wnętrza lodówki i tam zostawiałam, żeby jakoś w chłodniejszym otoczeniu te moje lody ukręciła.

Popsicles


Moją dzisiejszą jogurtowo-pomarańczową masę można oczywiście zamrozić w maszynie do lodów - będzie wówczas idealnie gładka. Prościej jest jednak wlać ją do specjalnych lodowych foremek albo do plastikowych kubeczków lub nawet szklaneczek czy kieliszków (takie wyższe do wódki świetnie się sprawdzają). Ogromnie ważne jest na czas mrożenia szczelne przykrycie naszych foremek, bo lody z wielką łatwością chłoną w zamrażarce wszelkie zapachy. Owijamy je więc folią przeźroczystą i jeszcze dla pewności wkładamy do plastikowego worka.

Popsicles

To niezwykle prosty przepis i jak to w takich wypadkach zazwyczaj bywa wymaga doskonałych, najlepszej jakości produktów. Nigdy przenigdy nie używajcie do tych lodów soku pomarańczowego ze sklepu. Koniecznie trzeba mieć świeżo wyciśnięty z dojrzałych i aromatycznych pomarańczy. Jeszcze tylko gruba, pachnąca laska wanilii i gęsty, kremowy, delikatnie kwaskowy grecki jogurt i już możemy - no dobrze, jeszcze tylko kilka godzin w zamrażalniku - delektować się orzeźwiającym intensywnym w smaku zimnym deserem.

Popsicles

Pomarańczowy mrożony jogurt z wanilią

110g cukru
1 laska wanilii przekrojona wzdłuż
125ml wody

250 ml świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
250 ml naturalnego jogurtu greckiego

 

Cukier, wanilię i wodę zagotowujemy w rondelku i podgrzewamy na maleńkim ogniu, tak żeby tylko perkotało przez 1-2 min. Zostawiamy do całkowitego wystudzenia. Wyskrobujemy ziarenka z laski wanilii do syropu, a samą laskę wyjmujemy.

W zależności od tego jaką wolimy strukturę lodów sok pomarańczowy przecedzamy lub zostawiamy z drobinkami miąższu.  Tak czy siak ma być go finalnie 250 ml. Mieszamy z syropem. Dodajemy jogurt i mieszamy lekko trzepaczką do piany aż znikną grudki i masa będzie całkowicie gładka. Staramy się nie roztrzepywać ani nie miksować, żeby lody nie zrobiły się zbyt rzadkie.

Wlewamy masę do foremek do lodów lub małych plastikowych kubeczków, zostawiając nieco miejsca u góry, bo po zamrożeniu zwiększy się objętość. Mrozimy przez 1- 2 godz i wbijamy patyczki (jeśli mamy foremkę, jest ona zwykle tak skonstruowana, że  patyczki można włożyć od razu). Zostawiamy w zamrażarce do całkowitego zamrożenia na kolejne 6-8 godz.

poniedziałek, października 10, 2011

Waniliowy sernik z owocami jagodowymi

1

Od czasu czasu musi być sernik u mnie na blogu. Stali czytelnicy wiedzą dlaczego. Ciągle mieszka ze mną taki jeden sernikożerca i to dla niego się muszę okresowo trochę wykazać w kwestii serowych ciast. Zwłaszcza jak ma dużo nauki w szkole zwiększa się na nie zapotrzebowanie. A że jest w ostatniej klasie szkoły średniej i czekają go egzaminy A-levels, czyli odpowiednik naszej matury, w tym roku będzie się u nas piekło baaaardzo dużo serników.


2

Dziś zrobiłam klasyczny sernik z naturalną wanilią. Urozmaicony jest zatopionymi w masie i piętrzącymi się na wierzchu na śmietanowej pierzynce malinami, jagodami i jeżynami. Spód prościutki - z maślanych kruchych ciasteczek sablés, aromatyzowany skórką cytrynową. Zapraszam serdecznie do wypróbowania.

3

Waniliowy sernik z owocami

tortownica o średnicy 24-25 cm

Spód:
250 g kruchych ciasteczek maślanych typu sablés
50 g roztopionego masła
skórka otarta z 1/2 cytryny

Nadzienie:
1 laska wanilii przekrojona wzdłuż na pół
100 ml śmietanki kremówki 30%

750 g gęstego serka homogenizowanego o 20% zawartości tłuszczu
150 g cukru
100 g kwaśnej śmietany 10%
4 jajka

125 g malin
125 g jagód

Wierzch:
200 ml gęstej kwaśnej śmietany
1 op. cukru waniliowego
125 jagód
125 g malin
kilka jeżyn

Spód:
Nagrzać piekarnik do 180ºC. Formę wyłożyć wewnątrz i z zewnątrz folią aluminiową. W malakserze zmiksować herbatniki z roztopionym masłem i skórką cytrynową. Pomagając sobie szklanką o płaskim dnie wyłożyć kruszynkami spód i boki tortownicy. Podpiec przez ok. 10-12 min. Wystudzić. Obniżyć temperaturę piekarnika do 160ºC.

Nadzienie:
Do małego rondelka włożyć laskę wanilii i wyskrobane z niej nasionka, dolać słodką śmietankę. Doprowadzić do wrzenia i całkowicie ostudzić. Wyjąć laskę wanilii.

Krótko zmiksować ser z cukrem, śmietaną waniliową i kwaśną śmietaną. Dodawać pojedynczo jajka i za każdym razem krótko ubijać.

Wylać masę serową na wystudzony spód. Wierzch posypać malinami i jagodami (niektóre owoce wciskamy w masę nieco głębiej). Piec w 160ºC przez ok. 60 min, aż brzegi będą sztywne a środek lekko chybotliwy. Zostawić w piekarniku do całkowitego wystudzenia, a następnie wstawić do lodówki na noc.

Wierzch:
Przed podaniem śmietanę wymieszać z cukrem waniliowym i rozsmarować na cieście. Posypać owocami.

czwartek, października 06, 2011

Piperade czyli co Baskowie robią z papryką

Piperrada is a typical Basque dish

W lecie zawsze nas przytłacza ilość papryk zbieranych w przydomowym ogródku. Zawsze więc szukam niezawodnych przepisów na ich zagospodarowanie. Oprócz pikantnych sosów i past, do których idą najostrzejsze chili pozostaje mi jeszcze zrobić coś z tymi mniej diabelskimi odmianami. Papryczki padrón i inne średniej wielkości zwykle nadziewam, zapiekam z różnymi nadzieniami i podaje na przekąskę. Odmiany z Nowego Meksyku lądują w enchiladas.

Piperrada is a typical Basque dish

Potrawa za którą przepadamy - i która szczęśliwie aż prosi się o kilogramy papryk - jest piperade (a właściwie poprawie w języku pochodzenia biperrada). Danie ma swoje korzenie w kraju Basków. Nazwa wywodzi się od słowa biper czyli papryka w języku euskara. Można używać papryk w różnych kolorach (najczęściej baskijskie panie domu wybierają te czerwone i zielone), zazwyczaj stosuje się odmiany średnio ostre i łagodne. Niektórzy francuscy Baskowie utrzymują, że nie powinno się dodawać w ogóle słodkich papryk, a jedynie te bardziej ogniste. Oprócz papryk w daniu niezbędne są cebule, pomidory i mnóstwo czosnku. Dusimy wszystko powoli, na niewielkim ogniu, żeby papryki ładnie zmiękły, ale zachowały swój kształt.

Piperrada is a typical Basque dish
Ría de Bilbao w noworoczny poranek 2011. Gotowa piperade. Papryki Beaver Dam z naszego ogrodu.

Podaje się piperade jako dodatek do mięs i ryb albo jako danie główne. W tym ostatnim przypadku, do gotowego sosu umieszczonego w la cazuelita (małe gliniane naczynie do zapiekania) wrzuca się jajka, które maja się w nim ściąć. Tu są dwie możliwości - można jajka rozmieszać z sosem wtedy uzyskamy coś w rodzaju jajecznicy lub zostawić całe wtedy będziemy mieli jajka w koszulkach otoczone warzywami. Dodatkowo jeszcze smaży się na osobnej patelni plastry słynnej szynki z Bayonne i z nimi piperade podaje. Dobrym akompaniamentem są też kawałki owczego sera. Przyprawia się danie jedynie odrobiną suszonej piment d'Espelette. Kolory są symboliczne - tak jak w ikurrina fladze Basków - czerwony, zielony i biały.

Piperrada is a typical Basque dish
 Tegoroczne zbiory łagodnych w smaku papryk doux très long des Landes.

Niezłym pomysłem jest też wykorzystanie piperade jako nadzienia do wytrawnej tarty. Ja mieszam warzywa z ubitymi jajkami i śmietanką i już wszystko ląduje w podpieczonym wcześniej spodzie.

Nie zapomnijcie o czerwonym winie do piperade. Ideałem byłoby jakieś z regionu jak np. Buzet, Madiran czy Iroulégu. Ale inne też się sprawdzą. My już wypróbowaliśmy, że pasuje tu argentyński malbec i portugalskie czerwone wina z regionu Alentejo.

Piperrada is a typical Basque dish

Piperade

12-16 różnokolorowych papryk, słodkich i średnio-pikantnych
10 pomidorów
4 średnie cebule
12 ząbków czosnku
5 łyżek oliwy
sól i pieprz do smaku
1/2 łyżeczki papryki piment d'Espellet w proszku

Papryki oczyszczamy i kroimy w dość grube pasma. Cebule kroimy w ćwiartki, a następnie w plasterki. Pomidory sparzamy, obieramy ze skórek i kroimy w kostkę. Czosnki obieramy, część ząbków kroimy w plasterki, resztę przeciskamy przez praskę. 

Rozgrzewamy oliwę, smażymy na niej cebule i papryki przez 20 min aż zmiękną. Dodajemy czosnek, chwilę smażymy i wrzucamy pomidory, dusimy jeszcze przez 10-20 min, aż sos zgęstnieje. Doprawiamy solą, pieprzem i papryką w proszku.