sobota, listopada 05, 2011

Toro - nie samym winem żyje człowiek (choć kropelka nigdy nie zaszkodzi)

Toro, Spain
Kolegiata w Toro.

Trafiamy tu przypadkiem w drodze powrotnej z Segowii do Portugalii. To mała miejscowość pomiędzy Zamorrą a Valladolid. Ma piękną kolegiatę, z malowanym w żywe i ponoć autentyczne kolory portalem. Podobno zbliżoną kolorystykę miały oryginalnie wszystkie takie płaskorzeźby w średniowieczu. Niestety mamy pecha - Colegiata de Santa María la Mayor jest w remoncie, a nasz portal całkowicie zasłonięty. Trzeba to jednak zrozumieć, nie można być przecież egoistą - konserwatorzy zabytków chcą zachować te kolory dla przyszłych pokoleń.

U podnóża miasta miała miejsce ważna bitwa z Portugalczykami o sukcesję tronu kastylijskiego. W tym przypadku to o dziwo - zwykle pacyfistycznie usposobieni - Portugalczycy wszczęli awanturę wtrącając się w hiszpańskie niesnaski o dziedziczenie. Popierali zasadniczo legalną następczynię tronu i nawet wygrali drugi etap bitwy, jednak Hiszpanie i tak dopięli celu i wybrali kogo chcieli. Coś musieli Portugalczycy przeczuwać, że się mieszali do kastylijskiej sukcesji, bo gdy z ich interwencji wyszły nici, na tronie za miedzą zasiedli Reyes Católicos (królowie katoliccy) Izabela i Ferdynand, a Hiszpania się zjednoczyła i niebotycznie urosła w siłę. Przy okazji jeszcze za ich panowania odkryto Amerykę i ostatecznie pozbyto się z Półwyspu Iberyjskiego Maurów. Niewielu władców w historii może się poszczycić takimi osiągnięciami (żeby nie było zbyt różowo trzeba dodać, że za ich czasów zaczęła też działać Święta Inkwizycja).  Pole bitwy można podziwiać z położonego wysoko nad nim placu wokół kolegiaty.

Rynek Toro cały jest upstrzony kafejkami, barami z tapas i winem oraz - co się bardzo dobrze składa - sklepikami z produktami regionalnymi. Maciej znika natychmiast między regałami z winem. Okazuje się, że Toro ma swoją własną apelację i aż 51 producentów wina na 12.000 mieszkańców. Jakoś w powodzi iberyjskich win maleńki region Denominación de origen Toro nam dotąd umykał. Okazuje się, że było to wielkie niedopatrzenie. Hiszpanie bardzo sobie wina z Toro cenią, co widać również po dość wysokich cenach. A może to wpływ sąsiedztwa  pobliskiej Ribera del Duero.... Najważniejszą odmianą winorośli jest tu autochtoniczna Tinta de Toro. Znaleziono dowody na to, że uprawiana jest w regionie od 210 r p.n.e. Okazało się jednak po analizie DNA, że genetycznie jest to w zasadzie tempranillo i teraz często funkcjonuje jako synonim tego ostatniego. Tak czy siak, jest to bardzo szlachetna winorośl, dająca wina o potężnym potencjale i możliwości długiego przechowywania. Praktycznie większość roczników od lat 90-tych ubiegłego wieku uznawana jest za znakomite.

Toro, Spain
Główna ulica Toro. Sklepy z regionalnymi specjałami, w jednym z nich, wśród worków z fasolą, matka właścicielki, która była naszym przewodnikiem po winach. 

Ja przyglądam się jak dwie Hiszpanki kupują wielkie koło sera. Jest on owczy, przypomina na oko manchego  i waży - bagatela - jedynie 3 kg. Podejrzewam, że klientki albo mają ogromną rodzinę albo ten ser można długo przechowywać. Gdy później wdaję się w dyskusję ze sprzedawczynią okazuje się, że to jednak to drugie. Nie pierwszy raz zresztą widzę w Hiszpanii zakup ulubionego gatunku sera w ilościach hurtowych. Nabywam oczywiście i ja kawałek plus jeszcze mniejsze kółko innego koziego.

Maćka w międzyczasie osacza dwójka eleganckich starszych państwa, którzy okazują się być rodzicami właścicielki. Opowiadają mu całą historię rodziny i sklepu i z lubością doradzają jakie wybrać wina z regionu. Maciej całkowicie zdaje się na ich wybór. Nie pierwszy już raz się to zdarza, że tubylcy pomagają nam w zakupie win i muszę przyznać, że jeszcze nigdy się nie zawiedliśmy.

Na ladzie piętrzą się płaty bacalao (suszonego dorsza, kochanego przez Hiszpanów prawie równie mocno jak przez Portugalczyków). Na podłodze stoją jutowe worki z przeróżnymi rodzajami fasoli, ciecierzycy i soczewicy. Hiszpanie wielką wagę przywiązują do swoich roślin strączkowych. Nie kupują byle czego. Jakość jest priorytetem - w skupieniu przesypują w dłoniach i oceniają ziarenka, ich gładką skórkę, równą wielkość itp. Centrum Hiszpanii słynie zresztą z dań na bazie legumbres.

W małej cukierni kupujemy regionalne słodycze. Repelada to płaskie, dość spore owalne ciasto, posypane obficie cukrem i całymi migdałami. Panecillos de anís (zwane też panicicos) to zaś ozdobnie plecione lub nacinane słodkie chlebki aromatyzowane anyżem. Ja nie jestem wielbicielką tej przyprawy, ale z hiszpańskimi słodyczami o dziwo całkiem dobrze się komponuje. Wszystkie te wypieki są typowe dla miejscowości Toro, jak od razu nie omieszkuje nam napomknąć sprzedawczyni. 

2
Panecillos de anís - słodkie drożdżowe chlebki z anyżem z Toro.

Próbuję później w domu znaleźć przepis na repeladas, które mi bardzo zasmakowały. Zwłaszcza wierzch z chrupiącego cukru i zrumienionych migdałów jest warty grzechu. Mimo tego, że jestem posiadaczką stosów książek o kuchni hiszpańskiej (wstyd mi się przyznać, że o wiele mam ich więcej niż tych dotyczących kulinariów portugalskich) zadanie okazuje się skomplikowane. Uciekam się też do netu, koresponduję nawet z hiszpańskim blogerem, który pasjonuje się regionalnymi słodyczami. Podsyła mi kilka przepisów, ale od razu widzę, że z żadnego z nich nie wyjdą repeladas jakie jadłam. Te z Toro były na pewno z mąką, być może nawet z hołubionym w kastylijskim cukiernictwie smalcem, przepisy, które dostaję to zaś coś w rodzaju migdałowych makaroników na białkach, niewątpliwie smacznych, ale to jednak niezupełnie to czego szukam. Jak na razie musiałam się poddać, wygląda na to, że to ciasto - przynajmniej chwilowo - pozostanie sekretem małego miasteczka w sercu Kastylii.   
 
1
 Repelada - enigmatyczne ciasto z Toro, posypane cukrem i całymi migdałami.

10 km na północ od Toro czeka na nas jeszcze jedna nieznana turystycznym przewodnikom perełka - zamek Villalonso, położony w szczerym polu. Takie widoki są dosyć pospolite w sercu Kastylii, ale mi nieodmiennie przywodzą na myśl perypetie Don Quijote. To nazwisko zawsze mnie doprowadza do frustracji jeśli chodzi o możliwości pisowni. Don Quijote to niby po kastylijsku, choć na oryginale Cervantesa jest jeszcze inaczej - Don Quixote. A po polsku będzie jak ? Słownik PWN twierdzi, że Don Kichot albo nawet Donkiszot. ;) Wracając do malowniczych zamków i błędnych rycerzy -  my byliśmy co prawda w niewłaściwej Kastylii. Włóczyliśmy się bowiem po Castilla y León, a nie donkiszotowskiej Castilla-La Mancha, ale to już w sumie czepianie się szczegółów, bo krajobrazy są zasadniczo podobne. :)


Toro, Spain
Zamek Villalonso w pobliżu miasteczka Toro.

W sumie Toro i okolice były dla nas niezwykle miłą niespodzianką. To małe miasteczko i jego obrzeża okazały się pełne nie tylko architektonicznych i historycznych, ale także smakowitych atrakcji. Na pewno tu jeszcze kiedyś zajrzymy.

14 komentarzy:

  1. Piękne zdjęcia, wciągająca relacja... A tajemnicze ciasto zaintrygowało mnie tak, że zaczynam buszować po swojej biblioteczce i niemieckich stronach kulinarnych. Jak znajdę coś przypominającego owo niezwykłe ciasto, dam znać! ;))
    Pozdrowienia ze słonecznego jesiennie Monachium! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasiu, dziękuję za miłe słowa i koniecznie daj znać jeśli znajdziesz coś podobnego. W składzie ciasta na pewno są migdały, jakiś tłuszcz, mąka, cukier ... być może jajka. Wierzch jest oczywisty - migdały i cukier. Wszystko to tylko kwestia nieznanych niestety proporcji. Ślę pozdrowienia do Monachium z również słonecznego dziś Porto.

    OdpowiedzUsuń
  3. W czwartek piłam wino z regionu Toro. Było porażająco dobre. Zazdroszczę wycieczki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Toro może nie jest duże, ale dość znane jeśli chodzi o wina, także w Polsce (choć faktem jest, że ma sporą konkurencję, bo z Hiszpanii prawidziwa rzeka Tempranillo płynie). Kiedyś mi smakowały bardzo perfumowane białe Toro, teraz pewnie szukam czegoś innego winach. Dzięki za piękną relację i słoneczne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdy następny raz będę jechać do Hiszpanii, najpierw zajrzę na twojego bloga. Uwielbiam czytać o co raz to nowych miasteczkach, które odwiedzasz i nieznanych mi hiszpańskich przysmakach. Podzielam hiszpańską pasję, więc lektura twoich postów jest dla mnie niezwykle inspirująca;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze jedno. Piszesz o niezliczonych książkach o kuchni hiszpańskiej, czy masz jakąś ulubioną jaką mogłabyś polecić? Może być po hiszpańsku. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudne zdjecia i bardzo ciekawy opis! Wiele mozna sie nauczyc, zrozumiec, poznac! Dziekuje wiec!

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudne fotki :) o i te opowieści ... uwielbiam je:) A takiego drożdżowego chlebka z anyżem, to bym chętnie spróbowała:) No i jak fajnie wygląda:)

    OdpowiedzUsuń
  9. piękne zdjęcia i bardzo zachęcające, mam w planach pojeździć po Hiszpanii, może wiosną, będę pamiętać o Toro.
    Repelada wygląda bardzo apetycznie:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Chętnie bym skosztowała tych pysznosci. Zdjęcia po prostu rewelacja, uwielbiam je oglądać. Ostatnie mnie po prostu powaliło, cudowne!

    Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Znam te okolice,o których tak pysznie napisałaś.Każdego roku wyprawiam się do Hiszpanii.To moje ulubione miejsce na ziemi.

    OdpowiedzUsuń
  12. Piekne zdjecia!Zrobilam Twoje gnocci dyniowe! Wspaniale!

    OdpowiedzUsuń
  13. zapraszam po wyróżnienie
    http://mamabartka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Serdecznie dziękuję wszystkim za komentarze.

    Zielony koperek, prawda, że są dobre tamtejsze wińska? :)

    Marcinie, no właśnie mały zakątek o wina bardzo smakowite. To fajnie, że w PL jest do nich dostęp, bo naprawdę są warte grzechu. Przyznam, że białych nie próbowaliśmy. Poszliśmy za to na całego w czerwone. Muszę zobaczyć co tu w hiszpańskich sklepach jest do kupienia białego, tak testowo. Ja się nawet dowiedziałam, że podobno przez długie lata region Ribeira Sacra, z miernym skutkiem, usiłował robić wina w stylu Toro. Teraz na szczęście poszli po rozum do głowy i hodują Mencia.

    Burczymiwbrzuchu, oczywiście polecam "1080 recetas de cocina" Simone Ortega. To taki hiszpański odpowiednik Kuchni polskiej. Repeladas tam co prawda nie ma, ale jest bardzo dużo innego hiszpańskiego dobra. Bardzo lubię jeszcze "Delicioso" Penelope Casas. Mam wydanie angielskie. Fajnie pisze o poszczególnych regionach. http://www.amazon.co.uk/Delicioso-Regional-Cooking-Spain-Penelope/dp/0679430555/ref=sr_1_1?s=books&ie=UTF8&qid=1321209832&sr=1-1

    Est-Ouest, to ja dziękuję za wizytę i komentarz.

    Atino, ja też myślę o tym chlebku. Może spróbuję zrobić w domu, bo przepisów na niego jest sporo.

    Malino, życzę pięknych hiszpańskich wojaży!

    Majano, aż zajrzałam co to za jedno to ostatnie. ;) Widzę, że Ci się donkiszotowski zamek spodobał.

    Amber, prawda, że w Hiszpanii wspaniale się wędruje po bezdrożach? To chyba jedno z niewielu miejsc w zachodniej Europie, gdzie to jeszcze możliwe.

    JuliaH, cieszę się! A udały się?

    Aleksandro, dziękuję serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.