sobota, października 22, 2011

Pieczone słodkie ziemniaki z azjatyckim sosem

Sweet potatos

Dzisiaj bardziej jesienne danie niż w poprzednim wpisie, bo i pogoda  się trochę ustatkowała i temperatury spadły z 30ºC na tutejsze typowe 24ºC. Czyli wreszcie mamy jesień. Pomidory i papryki jeszcze w ogródku na krzakach sobie spokojnie czerwienieją, bo tu nigdy nie ma przymrozków, tak że krzywda im się nie stanie. 

Wznowiliśmy z Łukaszem - po przerwie w czasie upałów, gdy ja odmawiałam współpracy - nasze wieczorne przebieżki z domu na plażę. Wreszcie, dzięki temperaturom bardziej przyjaznym człowiekowi, nie wracam mokra jak szczur, ale i tak ledwie żyję goniąc za moją latoroślą. Ale taki to już los, gdy się ktoś podjął biegać z 17-latkiem. Portugalczycy "joggingują" już w kurtkach - w końcu jesień to nie żarty. My - forpoczta ludów dalekiej północy - w koszulkach bez rękawów i krótkich spodenkach. ;) Gdy tylko na naszej trasie pojawiają się jakieś ładniejsze dziewczyny moje dziecko natychmiast oddala się ode mnie z prędkością naddźwiękową i udaje, że mnie nie zna. :)

Wróćmy jednak do spraw kuchennych. W końcu po tych biegach trzeba coś przekąsić. Słodkie ziemniaki, zwane też patatami lub batatami, odkryłam dopiero po wyjeździe do Portugalii. W sklepach bywają tu 2 gatunki, z wierzchu wyglądające niemal identycznie - fioletowo-brązowa skórka i wydłużony kształt, jak wypisz wymaluj torpeda. Za to wnętrze może być kremowo-białe lub pięknie pomarańczowe. Ta druga odmiana jest powszechna w Ameryce Północnej. Latynosi za to cenią chyba bardziej tę pierwszą. Ja przychylam się do gustów północy, te pomarańczowe wewnątrz pataty mają moim zdaniem wyrazistszy smak, no i bez dwóch zdań są ciekawsze wizualnie.

Użyłam więc dzisiaj atrakcyjnych kolorystycznie ziemniaków o intensywnie pomarańczowym wnętrzu. Uwielbiam je z kontrastującymi słonymi i pikantnymi dodatkami. Nie jadłam ich chyba nigdy na słodko, jak to lubią Amerykanie na Święto Dziękczynienia (robią z nich nawet nadzienie do paja).

W dzisiejszym moim przepisie dodatki w postaci intensywnego w smaku maczadełka są dalekowschodnie w charakterze. U nas w domu te dziwaczne patatowe pieczone frytki zniknęły w mgnieniu oka. Mam nadzieję, że i Wam zasmakują. Zainspirował mnie ten przepis Marthy Stewart.

dddddddddddddddd

Pieczone słodkie ziemniaki z azjatyckim sosem


1kg słodkich ziemniaków
3 łyżki oliwy extra virgin
1 łyżka grubej morskiej soli
1 łyżeczka świeżo zmielonego pieprzu 


Sos:
3 łyżki grzybowego sosu sojowego
3 łyżki czarnego octu ryżowego (black rice vinegar)
1 łyżka oleju z prażonego sezamu (toasted sesame oil)

2-3 łyżki lekko uprażonego sezamu do podania

Piekarnik nagrzewamy do 240ºC. Ziemniaki obieramy i kroimy w ósemki. W dużej misce mieszamy ziemniaki z solą, pieprzem i oliwą. Rozkładamy na wyłożonej folią aluminiową dużej blaszce do pieczenia, w jednej warstwie. Pieczemy do miękkości, raz ostrożnie przewracając kawałki na drugą stronę, przez ok. 20-30 min.

Mieszamy ze sobą składniki sosu. Sezam podajemy w osobnej miseczce. Każdy kawałek ziemniaka moczymy w sosie, a następnie w sezamie.

13 komentarzy:

  1. ten kolor rzeczywiście może poprawic nastrój :-)jadłam bataty raz i smakowały mi, takie niebanalne. chętnie w takiej wersji też bym ich spróbowała.

    OdpowiedzUsuń
  2. 24 mówisz ..., nasz tegoroczny planowany wypad w Wasze rejony nie wypalił (wygrały bardziej prozaiczne potrzeby :}) spróbujemy inna raza ;) czasem piekę te pomaranczowe bataty i podaje z mocno czosnkowym sosem majonezowo-jogurtowym :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny kolor mają :) Bardzo optymistyczny. Raz jadłam pieczone bataty, niestety posmakowały jedynie mnie. Reszta rodzinki kręciła nosem buu..
    A co do temperatur to szczerze zazdroszczę, ach chciałabym teraz takie 24 stopnie!:)

    Pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
  4. ależ mają piękny, pomarańczowy kolor ;]



    http://www.karmel-tka.blogspot.com
    http://www.slodkakarmel-itka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Wyglądają świetnie i ten kolor:) Oj chetnie bym spróbowała:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Swietny przepis, chetnie skorzystam! Musze tez prz okazji wrocic do mojej zupy z batatow z krukami... jak jesien to jesien! Pozdrawiam z cieplego, ale nie az tak Bordeaux!

    OdpowiedzUsuń
  7. No tak, tu robia i paja (smakuje troche jak pumpkin paj) ale ludy dalekiej polnocy za tym ni eprzepadaja.

    Zgadzam sie za to w formie pieczonych, w plastrach czy frytkach z sosami wysmienite!

    Super przepis / blog!

    OdpowiedzUsuń
  8. och! ale bym zjadła bataty na drugie śniadanie!;)
    wow Twój syn ma 17 lat? sama wyglądasz niewiele młodziej!:))
    ps. październikowe upały...! niebo!
    pozdrowienia!
    J

    OdpowiedzUsuń
  9. nigdy nie miałam okazji jeść. a wyglądają zachęcająco

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja mam 18-letnią córkę i niestety też oddala się ode mnie albo natychmiast puszcza moją rękę, kiedy zbliżają się chłopcy lub nie daj Boże, koledzy, haha ! :D
    A pieczone słodkich ziemniaków nie robiłam, chociaż bataty kupuję dość często do azjatyckich i afrykańskich dań. Koniecznie wypróbuję. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. spedzilam wspaniale 10 dni z jednym z biur podrozy w portugalii (alfa star). wyjazd cudowny. spodobalo mi sie do tego stopnia, ze najzwyczajniej zakochalam sie w tym kraju. szukajac informacji o portugalii trafilam na twojego bloga. chyba nie tylko krajobrazy, ale i kuchnia uwodzi. a moze wrecz wszystko! pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. @All, serdecznie Wam dziękuje za komentarze. Ciekawa jestem czy w PL bataty są teraz łatwe do dostania. Pamiętam, że 12 lat nie było ich ani widu ani słychu. Mam nadzieję, że to się teraz zmieniło, bo to naprawdę sympatyczne warzywko.

    Leloop, wybieracie się tu do nas jak sójki za morze. ;) A taki majonezowo-czosnkowy sos to musi być rewelacja!

    Majano, z rodzinkami to już niestety tak bywa. :) U mnie też zwariować można - jeden coś lubi, drugi nie. Np. kolendrę Łukaszowi dodaję do dań, Maćkowi odejmuję...

    Est-Ouest, oj taka zupa to koniecznie musi się znaleźć na Twoim blogu! Kurki u mnie czasami bywają w Makro, to może by mi się nawet udało ją zrobić. Ceny grzybów leśnych co prawda są tu chore. Ale czego się nie robi dla smaku!

    Anonimowy (jak sądzę z USA ;)), dziekuję za miłe słowa o blogu. Tak sobie myślę, że ten batatowy paj to musi być dość mdły i to mnie najbardziej zniechęca.

    Dotblogg, hi hi, dzięki za słowa pociechy. :) Jak to mówią starość nie radość, niestety.

    Kasiu, to widzę, że doskonale rozumiesz o czym piszę! Gdy podjeżdżam rano pod szkołę Łukasza zawsze patrzę na taki śmieszny zakaz postoju pod którym napisano "Kiss & go". Ostatni raz udało mi się dostosować do pierwszej części chyba jak Łukasz miał 7 lat. ;)

    Alu, cieszę się, że Portugalia Ci się tak spodobała i cieszę się , że znalazłaś mój blog i spodobał Ci się. Zapraszam jak najczęściej.

    OdpowiedzUsuń
  13. Fajowski pomysł! Gdy znajdę bataty, kupuję - wiem, co z nich zrobię.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.