sobota, września 10, 2011

Tordesillas - traktaty, uwięzione królewny i ..... ciasteczka

Spanish cookies - Polvorones
Gdy mój syn uczył się w szkole historii Portugalii, a ja z ciekawością przeglądałam jego książki, utkwiła mi w głowie data traktatu z Tordesillas. Mamy koniec XV wieku oraz rosnące w siłę i opływające w zamorskie bogactwa, odkrywające Nowy Świat dwa mocarstwa Półwyspu Iberyjskiego. Aby uniknąć konfliktu interesów Hiszpanie do spółki z Portugalczykami pod czujnym okiem papieża dzielą między siebie jeszcze nie odkryty świat. Podział biegnie 370 lig morskich na zachód od Wysp Zielonego Przylądka. Tym samym Portugalia zagarnia Brazylię, a Hiszpanie resztę Ameryki Południowej i Meksyk.

Wielokrotnie w drodze na narty w Pireneje omijaliśmy miasteczko Tordesillas, gdzie dokonał się  ten XV-wieczny podział świata. Tym razem wracając z Segowii decydujemy się tam zawitać. Oprócz traktatu miasto zasłynęło jako ..... miejsce odosobnienia hiszpańskiej królowej zwanej Juana La Loca (Joanna Szalona). Wcześnie owdowiała żona Filipa Pięknego (proszę nie mylić z potężnym francuskim władcą o identycznym przydomku) owładnięta szaloną miłością do zmarłego męża jeździła z jego zwłokami po klasztorach całej Hiszpanii przez okrągły rok. Podobno nawet periodycznie otwierała trumnę, żeby przyjrzeć się ukochanemu, tak przynajmniej niesie plotkarska wieść sprzed pięciu wieków. Nie wiadomo czy nie maczali palców w rozpowszechnianiu tej historii początkowo ojciec, a potem syn Joanny. Udało się tym panom sprytnie przejąć rządy w imieniu pomylonej królowej, a ją samą zamknąć na ponad 50 lat w klasztorze Santa Clara właśnie w naszym Tordesillas. Jak twierdzi jedno ze źródeł - nie było to najgorsze więzienie, jakie można było sobie wyobrazić. Real Monasterio de Santa Clara jest miejscem o wielkim uroku. Położony nad rzeką Duero, z przepięknym obrośniętym bluszczem dziedzińcem na planie kwadratu, klasztor robi naprawdę duże wrażenie. Wątpię tylko czy mimo swojego niewątpliwego czaru to miejsce po 50 latach w nim przebywania budziło w Joannie wciąż tak ciepłe uczucia.

Tordesillas, Spain
Tordesillas - stare miasto, pomnik Joanny Szalonej, z prawowicie należącą się jej koroną, której prawie nigdy nie miała okazji nosić, krużganki klasztoru Sw. Klary.

Na mnie czeka jednak u klarysek wielka atrakcja, z której katolicka Hiszpania słynie, o której wiele razy słyszałam, ale dotąd nigdy nie miałam okazji osobiście zaznać. W klasztorze można mianowicie kupić pieczone przez same siostry zakonne ciasteczka. Półwysep Iberyjski słynie z tzw. reposteria conventual, co można opisowo przetłumaczyć na zakonną tradycję wyrobu i wypieku słodkich pyszności. Jak pewnie już wiecie - ja nie jestem wielką zwolenniczką tutejszych słodyczy, ale w klasztorze magnetycznie mnie przyciągał sam proces kupowania.

Jak wiadomo w niektórych zakonach klauzurowych siostry nie mogą mieć kontaktu ze światem zewnętrznym. Tak jest i tutaj, wobec czego opracowano sprytny i oryginalny sposób sprzedaży ciasteczek. Amator zakonnych słodyczy dzwoni dzwonkiem i podchodzi do zamkniętego okienka ze śmiesznym drewnianym urządzeniem przypominającym skrzyżowanie konfesjonału z obrotowymi drzwiami. Gdy usłyszy głos siostry, pozdrawia ją i składa swoje ciasteczkowe zamówienie. Kładzie pieniądze w drewnianym pojemniku i zakręca urządzeniem. Po kilku minutach następuje kolejny obrót i już leży przed nim ładnie opakowana paczka pełna łakoci.

Santa Clara Royal Monastery in Tordesillas. Buying cookies from the nuns
Brama do klasztoru Santa Klara i zakonna "cukiernia" ze zdjęciami ciastek w sprzedaży i dziwnym urządzeniem służącym do zawierania tajemniczych transakcji.

Jak dla mnie już sam sposób zawierania z klauzurowymi siostrami transakcji jest uroczy. Ciasteczka też okazują się wcale nie najgorsze. Moimi faworytami są świeżutkie polvorones. To bardzo popularne w Hiszpanii ciasteczka, chętnie jedzone zwłaszcza w okolicy Bożego Narodzenia, ale sprzedawane przez cały rok.  Tak kruche, jak sama nazwa wskazuje (polvo - to pył, piasek), że aż rozsypują się w ustach. Ta sypkość i kruchość jest wręcz niespotykana, znacznie większa niż w przypadku np. szkockiego shortbread.

Jaka jest tajemnica polvorones? Tu przypomina mi się scena z mojego ulubionego serialu “The Big Bang Theory”. Otóż w jednym z odcinków wszyscy zajadają się jakąś potrawą przygotowaną przez matkę głównego bohatera (fizyka teoretycznego Sheldona). Pada pytanie  jaki jest secret ingredient tego dania. Ktoś odpowiada, że pewnie love, a ona na to, że nie love tylko lard (smalec). ;) Tak jest i w przypadku polvorones. Klasycznie używanym w nich tłuszczem jest właśnie smalec i, jak się po wielu próbach przekonałam, z masłem czy nawet, jak mi kiedyś proponowano, tłuszczem kakaowym nie wychodzą takie jak trzeba. Wiem, że z pewnością wiele osób ten składnik odstraszy, ale naprawdę te ciastka są wyjątkowe, nie trzeba ich jeść 5 kg tylko np. jedno i wtedy nam ten smalec raczej nie wywoła ze skutkiem natychmiastowym ostrego incydentu wieńcowego. ;) Warto natomiast kupić bardzo świeży smalec i wybrać taki o najłagodniejszym smaku.

Spanish cookies - Polvorones

Dla odważnych więc dzisiaj polvorones na smalcu. Kilka uwag: tłuszcz musi być w temperaturze pokojowej, a nie jak w kruchym cieście zimny z lodówki. Mąka, aby polvorones nabrały charakterystycznego smaku i sypkości, powinna zostać wyprażona w piekarniku. Kolejnym nieodzownym składnikiem są tu zmielone migdały. Zagniatać ciasto polecają Hiszpanie dość długo, inaczej ponoć polvorones będą twarde. Wałkuje się grubo, na 1,5-2 cm. Wycina owalne kształty. Jeśli wytniecie kółka to podobno nie będą to już polvorones tylko mantecados (manteca de cerdo to właśnie po hiszpańsku smalec wieprzowy, a mantecados to cała rodzina ciastek z jego dodatkiem).  Moje maja fikuśnie zębate brzegi, bo tylko taką miałam foremkę, klasycznie to powinny być gładkie owale. Najbardziej spodobał mi się przepis na 3 rodzaje polvorones robione za jednym zamachem. Do 1/3 ciasta dodaje się cynamonu, do kolejnej 1/3 skórki cytrynowej, a do reszty kakao.  Są też tacy co robią polvorones o smaku anyżowym, ale te mi jakoś mniej smakują. Pamiętajcie o trzymaniu się niskiej temperatury pieczenia, wtedy ciasteczka nie popękają.

Spanish cookies - Polvorones

Polvorones w trzech smakach

ok. 60 sztuk
 
525 g mąki
250 g drobno mielonych migdałów
 

250 g cukru pudru
250 g smalcu w temperaturze pokojowej
skórka starta z 1 cytryny
1 i 1/2 łyżeczki cynamonu
2 łyżki kakao

cukier puder do posypania ciasteczek

Mąkę i migdały rozsypujemy na papierze do pieczenia na dużej blaszce i prażymy w piekarniku nagrzanym do 160
ºC przez 25-30 min, od czasu do czasu mieszając. Celem jest głównie wysuszenie mąki, nie musi nam ona jakoś szczególnie zbrązowieć.

Do zupełnie wystudzonej mieszanki mąki i migdałów dodajemy cukier puder, a następnie smalec i wyrabiamy na gładkie ciasto - można to zrobić ręcznie, w mikserze lub malakserze. Ciasto powinno utworzyć miękką kulę, jeśli to się nie dzieje dodajemy nieco więcej mąki. 

Dzielimy ciasto na 3 części do jednej dodajemy skórkę startą z cytryny, do drugiej 1 i 1/2 łyżeczki cynamonu, do trzeciej kakao. Wkładamy ciasta zawinięte w przezroczystą folię do lodówki na minimum 30 min.

Rozwałkowujemy na grubość 1,5-2 cm i wycinamy kółka lub owale. Pieczemy w 150ºC na termoobiegu lub 165ºC z grzaniem góra/dół  przez ok. 30-40 min. Ciasteczka po upieczeniu będą bardzo miękkie (jakby niedopieczone). Zostawiamy je na blaszce do wystygnięcia (wówczas nieco stwardnieją, ale nadal będą niezwykle kruche).

Gdy polvorones zupełnie wystygną posypujemy je szczodrze cukrem pudrem.

17 komentarzy:

  1. Szkodliwość smalcu jest mocno przereklamowana ale wystraszył niestety wielu ludzi.
    Ciasteczka jak widzę raczej słodkie z tłuszczem mięsnym...biorę bez dwóch zdań.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam takie ciekawostki! Już nie mogę się doczekać kiedy uda mi się odwiedzić to urokliwe miasteczko i kupić ciasteczka!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostanio znowu napadło mnie na robienie ciastek, więc będę miała tę ciekawostkę na uwadze :)

    pozdr!

    OdpowiedzUsuń
  4. Piekne i zdjecia i ciasteczka. Wszystko:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Widziałam jak Jamie Oliver kupowł w ten sposób ciasteczka u zakonnic w Andaluzji. Też bym tak chciała. Piękny ten klasztor i ciasteczka także piękne.

    OdpowiedzUsuń
  6. To dziwne urzadzenie nie jest specjalnym wynalazkiem ciasteczkowych zakonnic. To tak zwane 'kolo' (prosze wybaczyc brak polskich czcionek). Mozna je spotkac w rozlicznych klasztorach kontemplacyjnych rowniez w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też bardzo lubię polvorones, kiedy pojawiają się na wystawach cukierni znak, że Boże Narodzenie za pasem. Nie zdawałam sobie sprawy z tego smalcu, zawsze myślałam, że tę niezwykłą sypkość zawdzięczają mielonym migdałom. Nasze miejscowe polvorones są dużo grubsze, często owalne, pozawijane w papierki. Bardzo się cieszę, że piszesz Agnieszko o tej części Hiszpanii, która jeszcze (oprócz Segovii) przede mną. Pozdrawiam serdecznie Ania T.

    OdpowiedzUsuń
  8. chętnie bym spróbowała takiego ciasteczka, nie powiem. A jeszcze chętniej bym się wybrała na zwiedzanie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Agnieszko, smalec w kruchym cieście to stara tradycja. Najlepsze ciasto kruche ever to wyrob mojej prababci, ktora wlasnie dodawala do niego smalec, taki zwykly w kostce. Teraz nie uzywa sie smalcu ze wzgledow zdrowotnych, kroluje maslo, albo niestety margaryna, ale od czasu do czasu warto zaserwowac sobie prawdziwie kruchy wspanialy wypiek.
    Pozdrawiam serdecznie,
    kasia

    OdpowiedzUsuń
  10. cudne! A wiesz, że też wpadł mi w oko przepis na nie? Tyle, że z książki 1001 ciastek z całego świata. I nawet smalec od wczoraj leży w lodówce :-) Twoje są piękne. Zachęciłaś mnie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo ciekawy post i smakowite ciasteczka :).
    Pamiętam, że jedne z wigilijnych ciastek, które kiedyś piekła moja mama, również były na smalcu. I tylko ze smalcem wychodziły takie, jak trzeba. Dawno go nie używałam do wypieków, ale fakt, że w niektórych jest niezastąpiony.
    Pozdrawiam serdecznie :).

    OdpowiedzUsuń
  12. No to już mam świątecznego faworyta :) I smalcu się nie boję, wszak wiadomo - pączki najlepsze na smalcu :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wykonane:)) Sa tak kruche, ze az nie ma sensu atakowac zebami ;) A gdy jeszcze sie komus przypadkiem wysmyknie 2-ga blaszka z rak i ze slicznych ciastek zrobi sie pokruszona gora, warto policzyc do dziesieciu, wypelnic nerwami kenserwy, zlapac za lyzeczke iii...zapchac, ale wlasna buzke:) Oj warto! P.S. Jakies konkretne sposoby przechowywania wchodza w gre? Czy moze dac pofolgowac wyobrazni?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurczę, trochę pech z ta blaszką. Cieszę się ze smakują. Przechowywać zwyczajnie - w puszce, warstwy najlepiej poprzekładać papierem śniadaniowym.

      Usuń
  14. Zrobiłam w wersji dla alergików: http://pysznadieta.blogspot.com/2013/03/hiszpanskie-ciasteczka-na-smalcu.html
    Tylko niestety bez dodania wody ciasto ani rusz nie chciało mi się skleić. Mimo to efekt końcowy był więcej niż zadowalający:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OSo, pewnie lepiej wysuszyłaś mąkę niż ja. :) Cieszę się, że smakowały i pozdrawiam serdecznie.

      Usuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.