piątek, czerwca 24, 2011

Półwysep Setúbal - Bacalhôa i azulejos

Quinta da Bacalhôa, Setubal
Mały zapasik muszkatela w Bacalhôa.

Dziś drugi odcinek naszych peregrynacji po półwyspie Setúbal. Tym razem trochę winiarstwa i odrobina .... kaflarstwa. Jak się okaże to ostatnie wcale nie jest takie odległe od kuchni.

Mamy wielką chrapkę na odwiedzenie Quinta de Bacalhôa. Pociąga nas może nie tyle wielkość firmy (to potentat winiarski w Portugalii, drugi największy w kraju), co ich stara siedziba mieszcząca się w Palácio de Bacalhôa. To jeden z niewielu ocalałych do naszych czasów renesansowych XVI-wiecznych kompleksów pałacowych w Portugalii. Zbudował go król, sprzedał potężnej rodzinie Albuquerque (byli nawet przez pewien czas wicekrólami Indii). W zeszłym wieku przeszła jeszcze przez ręce amerykańskich milionerów, a teraz należy do José Berardo, mecenasa sztuki i jednego z najbogatszych Portugalczyków. Z poufnych informacji (no może nie takich znów poufnych, skoro trąbi o tym cały portugalski net ;)) wiemy, że to współczesny "finansowy baron", który dorobił się na lekko podejrzanych interesach w RPA, a niedawno miał udział w aferach banku BCP, od których zaczął się portugalski kryzys. Wyobraźcie sobie, że facet ma w swoim prywatnym posiadaniu nawet znakomicie zachowane rzymskie mozaiki. Są opinie, że jego kolekcja sztuki jest ciekawsza niż ta Guggenheima.

Z okazji Dnia Matki, który tutaj w Portugalii przypada na pierwszą niedzielę maja, mamy okazję zwiedzić pałac i ogrody ( nie zawsze jest to możliwe), a następnie samą winnicę z przyległościami.

Pałac kryje w sobie jedne z największych kolekcji starych kafelków, nazywany jest nawet "muzeum kaflarstwa". Są tu zbiory portugalskie, hiszpańskie i arabskie. Szczególnie piękny jest styl mourisco (w Hiszpanii funkcjonujący jako mudéjar), czyli kafelki wywodzące się z tradycji Al-Andalus (Półwyspu Iberyjskiego we władaniu arabskim). Całe ściany jak obrazami obwieszone są panelami z azujelos (to portugalska nazwa na kafelki). Przy okazji zwróćcie uwagę na różnice kulturowe i porównajcie to samo hasło w portugalskiej i polskiej Wikipedii. :)

Quinta da Bacalhôa, Setubal
Pałac Bacalhôa z zewnątrz i od środka.
Pałac Bacalhôa ma mnóstwo uroczych zakątków. Zwłaszcza zadaszone werandy, tarasy z widokiem - to na nie mające końca winnice, to na znakomicie utrzymane francuskie ogrody - zachęcają do odpoczynku w zbawiennym cieniu.

Po zwiedzeniu pałacu ruszamy do odległej o kilka kilometrów potężnej adegi. Przed wejściem jest dość dziwny zestaw dzieł sztuki - repliki figur chińskich wojowników i współczesna rzeźba portugalska pod postacią wściekle kolorowych gigantycznych kurczaków. Nas zachwyca co innego - prawdziwy cud natury -  przeniesione przed siedzibę firmy drzewa oliwne zasadzone ponoć przez Rzymian w 300 p.n.e.

Ogromna dziś firma winiarska została założona w 1923 r. przez pana João Pires (do dzisiaj produkowane jest całkiem sympatyczne białe wino pod jego imieniem i nazwiskiem). W latach 60-tych ubiegłego wieku winnice przejęła rodzina Avillez z Setúbalu, a w latach 90-tych kupił ją już wspomniany pan Berardo.

Grupo Bacalhôa produkuje 35 gatunków win, od słodkiego moscatela począwszy, poprzez wina musujące, na białych i czerwonych skończywszy. Wszystkie są butelkowane tutaj na miejscu. Rocznie wychodzi stąd na rynek 8 milionów butelek. Aż 40% idzie na eksport - głównie do Brazylii, Angoli i Chin.

W przeciwieństwie do pobliskiej winnicy José Maria da Fonseca, o której pisałam tutaj, w Bacalhôa postawiono do francuskie odmiany winogron. Pełno tu Cabernet Sauvignon, Sauvignon Blanc, Viognier itp, itd. Podstawowe ich wina nazywają się po prostu Bacalhôa tinto i branco. W wyjątkowo dobrych latach robi się wyższej klasy trunki Palácio de Bacalhôa. Ciekawym i dobrym jakościowo białym winem od tego producenta jest Catarina, nazwano je tak na cześć portugalskiej infantki, która została później królową Anglii. Gdy oglądamy jej portrety w pałacu, dochodzimy do wniosku, że uroda (a może powinnam złośliwie powiedzieć - fizjonomia) Portugalek od wieków się nie zmienia.

Quinta da Bacalhôa, Setubal
Adega i ogrody pałacu Bacalhôa. Na ostatnim zdjęciu drzewo oliwne starsze od Chrystusa.

Po wizycie w winiarni ja upieram się jeszcze, żeby wrócić koniecznie w okolice pałacu Bacalhôa, gdzie wypatrzyłam szyld "Fábrica de Azulejos de Azeitão" (fabryka kafelek z miejscowości Azeitão). Od dawna już noszę się  z myślą o zakupie kilku ozdobnych egzemplarzy. Wchodzimy trochę nieśmiało, bo pora już dość późna, a to w dodatku weekend więc spodziewamy się, że zaraz zamkną. Przemiła pani jednak pokazuje nam z chęcią przeróżne w stylach kafelki i zachęca do obejrzenia jak się je produkuje. Istotnie widzimy, że w drugim skrzydle manufaktury praca wciąż wre.

Pan Luis Oliveira z widoczną przyjemnością i chęcią pokazuje nam tajniki wyrobu azulejos. Jako blogerka kulinarna nie mogę oprzeć się skojarzeniu, że pierwsze etapy powstawania kafelków wyglądają jak wałkowanie ciasta. Mamy więc blat, porządny drewniany wałek i nawet piasek do podsypywania, żeby się mam ciasto nie przyklejało. To ciasto to barro, czyli wilgotna i plastyczna mieszanka gliny, piasku i talku. Po wywałkowaniu na odpowiednią grubość tnie się przyszłe kafelki na pożądane kształty. 

Teraz mamy kilka możliwości, w zależności od techniki jaką chcemy zastosować. Jeśli ma być to majolica (czyli kafelki ręcznie malowane o gładkiej powierzchni) - od razu suszy się kafelki, a następnie wypala przez 18 godz. w piecu, gdzie temperatura wzrasta od 0 do 1300ºC. Gdy ostygną nakłada się glazurę i ponownie wypala. Teraz czas na ręczne malowanie i znowu wszystko idzie do pieca. Cała sztuka tkwi w dobraniu odpowiednich odcieni kolorów, które zmieniają się pod wpływem temperatury, żeby osiągnąć zamierzony ostateczny efekt. Wzory używane do majólica są portugalskie, włoskie i tureckie. Pan Luis tłumaczy nam, że to Włosi zapoznali z nią cały Półwysep Iberyjski.

Vila Nogueira de Azeitão, Setubal
Pan Luis Oliveira w XXI wieku robi kafelki tak, jak jego portugalscy koledzy po fachu 500 lat temu.

Inna metoda to tzw. técnica de aresta, znana też jako técnica mourisca. Te kafelki wywodzą się z tradycji arabskiej i podobają mi się najbardziej, więc pilnie słucham jak powstają. Tutaj zaraz po wycięciu kafelka, jeszcze przed wypaleniem i glazurowaniem, wytłacza się na nim specjalną kształtką z rowkami graficzny negatyw wzoru. Powstają w ten sposób ograniczone przestrzenie, które później wypełniane są kolorami. Luis Oliveira nie dość, że pozwala nam fotografować siebie przy pracy, to nie ma nic przeciwko temu, żebyśmy robili zdjęcia wzorów już na sprzedaż. Śmieje się, że w kaflarstwie nie ma praw autorskich, można spokojnie kopiować wszelkie wzory. Zachęca nas też  do wypełnienia barwnikami jednego kafelka robionego techniką mourisca. Mnie nie trzeba dwa razy zachęcać. ;) Ich sklep oferuje europejskie i arabskie wzory od XIV wieku począwszy. 

Ja w końcu decyduję się na zakup kilku sztuk właśnie w stylu arabskim. Od sympatycznego właściciela dostajemy jeszcze w prezencie 3 miniaturowe kafelki z XVII-wiecznymi portugalskimi wzorami, oczywiście błękitnymi, jak na kraj leżący nad oceanem przystało. To wielka przyjemność porozmawiać z kimś, kto z takim zaangażowaniem i entuzjazmem opowiada o swojej pracy. Podnosi człowieka na duchu, gdy słyszy, że istnieją małe firmy, gdzie kultywuje się takie tradycyjne rzemiosło. W dodatku mają zbyt na swoje produkty, podobno Kalifornijczycy wykupują ich kafelki na pniu.

Teraz do pełni szczęścia pozostaje nam jeszcze odkryć sekrety sera z Azeitão, o czym w następnym odcinku, jeśli starczy Wam cierpliwości. ;)

13 komentarzy:

  1. Agusiu!
    Jak zwykle, rzuciłaś mnie na kolana swoim pisaniem :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna historia.
    Piękne kafelki.
    I piękne miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały post, czytam z wielką przyjemnością i zaciekawieniem, pozdrawiam ciepło:)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Jedno małe sprostowanie Polacy też piszą o Azulejo na Wiki: http://pl.wikipedia.org/wiki/Azulejo

    pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne kafelki! No i zazdroszczę odwiedzin w tak interesującym miejscu:)

    OdpowiedzUsuń
  6. pięknie opisujesz każde odwiedzone miejsce! bardzo zazdroszczę, że możesz tam żyć, mieszkać, pracować i zwiedzać! pozdrawiam i czekam na kolejne wydanie :-))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ola Agnieszka

    Esta uma maravilha o vosso Blog,ficamos muito agradecidos por nos colocarem no vosso blog
    Parabens pelo trabalho ,e um bem haja para voces
    Obrigado
    Cumprimentos
    Luis Oliveira

    OdpowiedzUsuń
  8. Wizyta u Ciebie dzisiaj to uczta duchowa :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Portugalia w Twoich opisach jest taka fascynująca. Czytając tutaj posty już wiem, że nie tylko Lizbona jest warta miłości (a pokochałam ją bardzo), nie tylko Madera zachwyca winem, ale jest ogromna ilość miejsc, które mogą zafascynować i zauroczyć. Czekam na kolejne wpisy z tej serii i liczę, ze chociaż trochę z tego uda mi się kiedyś zobaczyć.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ogromnie dziekuje wszystkim za komentarze. Ciesze sie ze PT z mojej perspektywy Wam sie podoba.

    Anonimowy, wiem, wiem, ze Polacy pisza o azulejo. Nie o to mi chodzilo. Mialam na mysli to co sie miesci pod pojeciem zwyklego kafelka w obu kulturach. Jasne ze Polacy moga sobie spisac z innych zrodel cala historie azulejo, tak jak Portugalczycy historie husarii.

    MalgosiuZ, jak z kazdym miejscem na ziemi i PT ma swoje plusy i minusy. Wazne tylko, zeby te pierwsze przewazaly nad drugimi. ;)

    Olá Luis, somos nos que agradeçemos a oportunidade única que tivemos para conhecer o seu trabalho. Obrigada também por suas palavras muito simpáticas sobre o blog.

    Dawny-basik, trzymam kciuki za spelnione podroznicze marzenia. Lizbona i Madera, ktore znasz to emblematy PT, maja jednak w sobie wiele uroku.

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękny i jak widać bardzo interesujący kawałek świata :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Tekst Agnieszki ukazał się na portalu www.vinisfera.pl
    link: ( http://vinisfera.pl/wino,1094,170,0,0,F,news.html )

    OdpowiedzUsuń
  13. Curiously...I don't understand a word but...one thing I know <=)
    that tile on Mr.Luis Oliveira's hand <)was painted by me <=D
    Of course I work on "Azulejos de Azeitão" <=)

    Wishing all well~Teresa

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.