sobota, czerwca 18, 2011

Kawa na upały

Frozen Coffee

Nie wiem jak Wy, ale ja od zawsze miałam "love and hate relationship" z kawą mrożoną. Z jednej strony kojarzy mi się z czasami liceum, gdy od czasu do czasu dla zdrowia psychicznego (chodziłam do gdańskiego II LO) udawaliśmy się na wagary i niechybnie zahaczaliśmy o cocktail bar na Długiej (ten koło kina "Leningrad", nie mam najmniejszego pojęcia jak oba przybytki się obecnie nazywają?). Tam podawano luksusową jak na czasy komunizmu kawę mrożoną, z lodami i bitą śmietaną. 

Z drugiej strony zawsze miałam wrażenie, że z każdą zaparzoną, a potem ochłodzoną kawą coś było nie tak. Miała jakiś dziwny oleisty smak, jakby dużo goryczki ... nigdy nie potrafiłam tego dziwnego wrażenia ująć w słowa. 
Odkryłam niedawno, że nie ja jedna tak uważałam. Istotnie w czasie zaparzania kawy wrzątkiem, a następnie chłodzenia pojawiają się gorzkie nuty, które pogarszają smak kawy. Problemem jest również zwiększająca się kwasowość.

Jaka jest więc metoda na dobrą, ale zimną kawę? W Portugalii nikt nie ma z tym problemu, bo takowej kawy się po prostu nie pija. Kawa ma tu aż parzyć w usta. Małą czarną pije się więc natychmiast po zaparzeniu, nie czekając ani sekundy, żeby przypadkiem nie spadła jej temperatura. Ogrzewa się też filiżanki, podgrzewa mleko. To ostatnie to zresztą dla Portugalczyków jedyny dopuszczalny dodatek do kawy. Żadna tam śmietanka, żadne fikuśne wanilie czy kardamony. Kawa ma smakować kawą. Kropka.

Znaleźli się jednak ludzie, którzy rozwiązali problem mrożonej kawy. Są nimi nowoorleańczycy. Francuskie korzenie zobowiązują w końcu do genialnych pomysłów w kuchni. W tym najbardziej stylowym z amerykańskich miast kawę, która ma być podawana na zimno parzy się .... na zimno. Taka kawa ma łągodniejszy smak, wyższe pH (czyli niższą kwasowość) i nieco mniej kofeiny.
Sam proces "parzenia" nie wygląda zbyt poważnie. W dużym słoju zalewamy sporą ilość kawy dobrą zimną wodą i zostawiamy tą dziwną miksturę na noc w temperaturze pokojowej. Następnego dnia odsączamy ją i przelewamy przez papierowy filtr i już mamy gotowy tzw. coffee concentrate

Mieszkańcy Nowego Orleanu używają mieszanki naturalnej kawy i cykorii, aby jeszcze złagodzić smak mrożonej kawy. U mnie tutaj takich cudów nie ma, wybrałam więc po prostu łagodną, niezbyt mocno paloną kawę. Najważniejsze jest użycie dość grubo zmielonej kawy, wtedy łatwiej się filtruje taki zimny "napar". Amerykanie nie byliby sobą, gdyby nie wymyślili gotowych mieszanek do tej nowoorleanskiej kawy (sprzedają je kawiarnie Blue Bottle Coffee Co., wspaniała kawowa firma z San Francisco). W samym Big Easy można nabyć nawet gotowy koncentrat. Istnieją też specjalne filtry do parzenia kawy na zimno. 

My jednak poradzimy sobie polskim sprytem z użyciem słoików, gęstego sitka i papierowych filtrów do kawy z ekspresów przelewowych. Najlepiej taki filtr postawić na słoiku w plastikowym uchwycie od ekspresu, albo w stożkowatym kuchennym sitku. Gdyby kawa przestawała lecieć można sam papierowy filtr nieco unieść w palcach i tak chwilkę potrzymać. 
Jeśli nie mamy filtrów można próbować przesączać przez cienkie płócienko lub nawet watę (ale dopiero po odcedzeniu przez gęste sitko głównej masy zmielonej kawy). Są też zwolennicy "parzenia" we francuskim dzbanku z praską

bbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbb

Sam niesłodzony "napar" na zimno można spokojnie przechowywać w lodówce do 2 tygodni. U mnie jednak nigdy tyle nie wytrwał. ;) Gdy wyprodukujemy już kawowy koncentrat możemy puścić wodze fantazji. Jedno jest tylko ważne - jeśli słodzicie kawę mrożoną nie używajcie cukru w kryształkach. Źle się będzie rozpuszczał. Lepiej zrobić prosty syrop cukrowy, na który przepis podaję poniżej. Ja miewam w swojej spiżarni czasami gotowe francuskie syropy o różnych smakach (waniliowe, tiramisu, cynamonowe itp.). Nie jestem taką purystką kawową jak Portugalczycy, więc czasami sobie z tymi syropami zaszaleję. 

Ale generalnie smak tej kawy jest tak dobry, że nie nie ma co za bardzo wydziwiać. Mnóstwo lodu, trochę zwykłego mleka (niezła jest też kapka niesłodzonego skondensowanego) i kawowy koncentrat w ilości w/g naszego kofeinowego zapotrzebowania. Teraz już upały nam nie straszne. :)
 


Kawa mrożona z Nowego Orleanu

Kawowy koncentrat:
1 l źródlanej wody
180 g grubo zmielonej łagodnej w smaku kawy

lód
zwykłe mleko lub niesłodzone mleko skondensowane

Syrop cukrowy:
1/2 szkl wody
1/2 szkl cukru

Kawowy koncentrat:
W dużym szklanym słoju zalewamy kawę 1/4 l wody, tak żeby zwilżyć zmielone ziarenka. Mieszamy. Dolewamy resztę wody. Zostawiamy przykryte w temperaturze pokojowej do naciągnięcia na 12 godz. Po tym czasie robimy dziurę w kawowej skorupie, która utworzyła się na wierzchu i przecedzamy kawę przez gęste sitko. Można to zrobić dwa razy. Następnie przelewamy kawę przez papierowy filtr. Wstawiamy do lodówki. Koncentrat można w niej przechowywać do 2 tygodni.


Syrop cukrowy:
Wodę zagotowujemy z cukrem, aż do całkowitego jego rozpuszczenia. Doprowadzamy do temperatury pokojowej i przechowujemy w zamkniętej szklanej buteleczce. 



Gdy kawowy koncentrat się oziębi wystarczy jedynie do szklanki wypełnionej lodem wlać odpowiadającą nam ilość kawy, mleka i jeśli potrzebujemy to syropu do smaku. Koncentrat jak sama nazwa wskazuje jest mocny więc lepiej zacząć od niewielkiej jego ilości.

41 komentarzy:

  1. Agnieszko! Czytałam z otwartą buzią! Nie słyszałam jeszcze o czymś takim:)
    Jak tylko nadejdzie cieplejszy dzień, zaraz "zaparzę" kawę na zimno:) Mam taką w ziarenkach i mogę ją grubiej zmielić:)
    Świetny przepis:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasiac, taka w ziarenkach świeżo zmielona będzie absolutnie najlepsza. Po degustacji czekam na werdykt. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny "patent" na kawę. Biorę bez dwóch zdań.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. ostatnio w tej straszne upały dałabym wszystko za taką kawe :D
    pozdrawiam i zapraszam do siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rewelacja!Zdecydowanie moje smaki:) Uwielbiam kawę i chyba nawet na zimno bardziej niż na ciepło:) Koniecznie do przetestowania:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Już mi się podoba taki sposób na kawę!:) Ja generalnie uwielbiam gorącą z mleczkiem,ale taka mrożona w gorące letnie dni to wspaniała sprawa.Muszę spróbować tego sposobu.

    Co do kina, to jest,a nazywa sie Neptun, slyszałam,ze ma byc zlikwidowane. Natomiast cafe bar to "Coctail Bar Capri", jeśli piszemy o tym samym.
    Pozdrawiam Cie Agnieszko z Gdańska:*

    OdpowiedzUsuń
  7. O... ja też jestem absolwentką gdańskiej "dwójki". czasem naprawdę było ciężko, ale nie znałam tego przepisu na kawę. Szkoda:(

    OdpowiedzUsuń
  8. Zawsze jakieś nowości, zawsze ciekawostki. Dlatego czekam na każdy nowy Twój Agnieszko wpis. Dziękuję i pozdrawiam z Krakowa. Kasia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiedziałam, że można tak parzyć kawę. W Hiszpanii latem pija się kawę z lodem, a polega to na tym, że dostaje się świeże espresso i obok szklankę z kostkami lodu. Większość moich znajomych najpierw słodzi gorącą kawę, a potem sobie przelewa. Średnio lubię ten sposób. Ja kawy nie słodzę i tak jak napisałaś, po szybkim schłodzeniu nie smakuje ona już tak dobrze. Pozdrawiam z Barcelony! ps. też kończyłam gdańską dwójkę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dysponujemy kawą ziarnistą (innej nie uznajemy), więc chętnie przygotujemy taki koncentrat - to dla nas nowość, pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czyli z tą kawą na zimno to zasadniczo sposób podobny jak z przygotowaniem ice-tea. :) No może więcej zabawy z przecedzaniem...

    Agnieszko, kino "Leningrad" od wielu lat nosi nazwę Neptun (pomijając, że już od dawna przymierzają się do likwidacji tegoż przybytku na amen), a bar tuż obok, o którym wspominasz nadal istnieje i jeśli pamięć nie płata mi figla, to chyba... "Coctail Bar Capri" się nazywa. Nie byłam w tym ostatnim całe wieki. Ostatni raz mniej więcej tak jak Ty, czyli w czasach nauki w II LO. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. niezwykła kawowa ciekawostka.

    OdpowiedzUsuń
  13. świetny pomysł, właśnie stawiam swoją kawę ;)

    Agnieszko, napisz proszę jeszcze, co oznacza "przykryte" - gazą? czy wieczkiem?

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziękuję wszystkim za komentarze. Widzę, że ten sposób "parzenia" kawy lekko Was zaskoczył, ale naprawdę warto spróbować! Ja dzisiaj będę nastawiać koncentrat już po raz trzeci w tym miesiącu.:) Co prawda dlatego, że mój mąż ten z drugiego "parzenia" nieopatrznie wylał z karafki do zlewu sądząc, że to wczorajsze wino. ;)

    Majano, dzięki! Teraz już jestem na bieżąco. :) Myślę, że to właśnie ten cocktail bar - tuż przed kinem patrząc od strony Złotej Bramy.

    Anonimowa absolwentko "dwójki". masz rację - z dobrą kawą mrożoną byłoby nam łatwiej. ;) Choć tak z perspektywy to ja te czasy bardzo miło wspominam, chyba aż tak nas nie dręczyli, jak to nam się wtedy wydawało. :)

    Kasiu, strasznie Ci dziękuję za te słowa, ogromnie mi się zrobiło miło. Pozdrawiam serdecznie.

    Julio, no proszę może założymy Klub Absolwentów II LO Oddział Iberyjski? ;) Nie wiedziałam, że Hiszpanie tak podają kawę. Pewnie dlatego, że zawsze u Was uparcie zamawiam café con leche albo café cortado.

    Just-great-food, mam nadzieję, że Wam przypadnie do gustu.

    Małgosiu, dokładnie, tylko nie trzeba trzymać na słońcu, no i tak jak piszesz - trzeba się jakoś pozbyć fusów. Dzięki za aktualizację. Leningrad wiedziałam, że przemianowali tylko nie pamiętałam na co. A to Capri to może za dawnych czasów miało nawet tę samą nazwę...? Ale nie daję głowy, bo myśmy zawsze mówili cocktail bar na Długiej. :) Gratuluję świetnego artykułu w Czasie Wina, właśnie do mnie dotarł ostatni numer.

    Agnieszko, obojętnie - ale najłatwiej chyba przykryć słoik wieczkiem. Ja nie dokręcałam, tylko luźno położyłam, ale tak sobie myślę, że może lepiej zamknąć to wieczko, wtedy się zapach kawy nie będzie ulatniał. Choć prawdę mówiąc ten zapach się tak nie roznosi, jak przy parzeniu na gorąco. Ja nawet gotowy koncentrat trzymałam w lodówce często otwarty i ciągle był aromatyczny.

    OdpowiedzUsuń
  15. Agnieszko, jak zrobię taką kawę, to dam znać!
    A mogłabyś zdradzić jakie to syropy smakowe prezentujesz na zdjęciu? Wyglądają bardzo zachęcająco:) Nie mogę rozszyfrować drugiego członu nazwy marki ...

    OdpowiedzUsuń
  16. Agnieszko, mowisz ze kawa bez takich cudow jak kardamon ;) choc kardamonowa lubie, to zgoda - nie ma jak porzadne espresso z duza iloscia mleka.

    Kawa na zimno: bylam sceptyczna, ale teraz gdy polecasz to czekam niecierpliwie na upaly! Pozdrowienia Ci sle :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. oj przydałaby się na letnie dni

    OdpowiedzUsuń
  18. ja tam mam zdecydowanie love relationship z każdą kawą :) Twoja wygląda na pyszną, lubię ze słodkimi dodatkami.

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetna porada, na pewno skorzystam, bo bardzo lubię taką kawcię. Zdjęcia urocze!

    OdpowiedzUsuń
  20. Kasiac, syropowa firma nazywa się Grand Rubren. Kupiłam je w małym sklepiku z produktami regionalnymi we francuskich Alpach. Wygląda mi to na jakiegoś małego producenta.

    Basiu, to nie ja - to Portugalczycy! ;) Choć i ja się przepoczwarzam powoli po latach mieszkania tutaj i teraz nawet się zgodzę, że po posiłku lepsze jest espresso w filiżance wielkości naparstka, a nie jak się wiele lat upierałam kawa z mlekiem. ;)

    Zielenino, fajnie to napisałaś. Polecam do wypróbowania tę na zimno.

    Kamilo, mam nadzieję, że będzie smakowała i dziękuję za miłe słowa.

    OdpowiedzUsuń
  21. Zazdroszcze upalow, to po pierwsze. Po drugie przygoda z mrozonym czyms o smaku kawy zaczela sie w podstawowce, gdzie dowozono nam na lekcje taki ezimne melko w szklanych butelkach, tak zimne, ze az zeby bolaly. ;) I tak sobie wyobrazalam, ze smakuje kawa. Potem jakies przygody z kawa mrozona na urlopie w cielych krajach, zawsze to bylo slodkie jak szlag, z lodami lub/i bita smietana i jakby to powiedziec: chyba wyroslam z tego smaku. Od lat nie pilam. Choc moze kiedys wroce. :) Tym bardziej, ze dzieki temu wpisowi wiem, dlaczego zimna kawa miala dla mnie dziwny posmak. Moze wiec czas sprobowac takiej z kawowego koncentratu? Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  22. Agnieszko, dziękuję :)Pod tą nazwą znalazłam sklepik internetowy, lecz syropy były inne. Nic to, jak mówisz, że to mała firma, to pewnie nie mają w necie wszystkiego. Kupię Monin, te najbardziej u nas dostępne :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  23. Zapraszam do konkursu:

    http://aleksandraw.blogspot.com/2011/06/konkurs-przepisowy-na-danie-grillowe.html

    OdpowiedzUsuń
  24. Agnieszko, ja tak zrozumialam ze Portugalczyy, ale sobie troche zartowalam. Ja po roznych fascynakcjach kawowych z najwieksza przyjemnoscia zasiadam rano z filizanka dobrego espresso (jednak z mlekiem i cukrem), ale na upaly juz wiem co zrobie! Sciskam Cie mocno :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Karolino, widzę, że to wieloletnie przygody z kawą mrożoną. I zgadzam się z Tobą - bita śmietana z kawą mrożoną zdecydowanie nie jest dorosłym smakiem. ;) Słowo koncentrat brzmi trochę przerażająco, ale chyba tylko tak można określić taki stężony kawowy smak. I cieszę się, że ktoś jeszcze czuje że z oziębianą parzoną na gorąco kawą jest coś nie tak. :)

    Kasiac, dzięki Tobie się dowiedziałam, że firma istnieje online. Nawet ładny mają sklepik w Barcelonette (nawet tam sobie kijki kupowałam, bo mi pogięli w samolocie). Ja nabyłam syropy gdzie indziej - w takim miejscu, gdzie było wszystko co regionalne z Haute-Provence - jedzenie + rzemiosło. Francuzi mają bez liku takich przybytków. Smaki online rzeczywiście zupełnie inne. Miałam z nich tylko ten fiołkowy, najmniej smaczny IMHO. Fajne były za to Tarte Tatin i Pomme-Vanille, ale też ich nie widzę w sprzedaży. Mi się już kończy zapas i tak dumam jakby np. smak tiramisu wyprodukować w domu....

    Villanelle, dziękuję za zaproszenie.

    Basiu, ja też oczywiście żartowałam.:) Byłam pewna, że zrozumiałaś dlatego mrugałam emotikonowym okiem. O rano, to koniecznie z mlekiem! Chyba całe południe Europy tak robi. Ja się najbardziej śmieję w pracy jak oni do śniadania piją kawę z mlekiem i nie traktują tego jak kawy. Jak tylko skończą jeść to dopiero wtedy jest prawdziwe ich zdaniem café czyli czarne espresso. I jeszcze byłabym zapomniała - moi pacjenci po herbacie (tu zawsze w kolorze słomkowym) nie mogą spać i mają palpitacje, za to o prawo do picia kawy wykłócają się nawet nadciśnieniowcy i wrzodowcy. Cóż, widać co kraj to obyczaj.... :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Agnieszko, z tego co pamiętam, to każdy kto żyw po odebraniu świadectwa szkolnego biegł do tego baru, który wtedy zwał się "Kogutek" Właścicielami byli znajomi sąsiadów moich rodziców. Kawa i lody jak na tamte czasy były przepyszne.
    Dla mnie kawa musi być mocna na zimno lub ciepło i nie może mieć dodatków typu cukier czy mleko ( czasem late lub capuccino) A w Lizbonie, gdy zamówiliśmy kawę mrożoną podano nam espresso i kostki lodu (popłakaliśmy się ze śmiechu)

    OdpowiedzUsuń
  27. Agnieszka, oj cos nie lapie wszystkich zartow - zle ze mna :)) Wiesz, to niewiarygodne co piszesz o nadcisnieniowcach i herbacie - autosugestia czy przyzwyczajenie do kawy? Zawsze mnie ciekawilo jakie sa podstawy medyczne takiej reakcji :) Moze po prostu kawa tak naprawde nei ma takiego wplywu na wzrost cisinienia jak nam sie zwyklo wydawac? Pozdrawiam cieplo!

    OdpowiedzUsuń
  28. Oj tak, taki syrop tiramisu wyprodukowany domowym sposobem, to byłoby to! Trzymam kciuki za pozytywne skutki dumania nad recepturą takiego syropu:)

    OdpowiedzUsuń
  29. Basiu, jak dla mnie to autosugestia i różnice przekonań "medycyny ludowej" w zależności od kraju (to są naprawdę poważne różnice, wiesz jaki tu jest największy błąd dietetyczny .... wypicie wody po zjedzeniu melona). Pozdrawiam Cię serdecznie.

    Kasiac, tak sobie myślę, że teoretycznie to powinny być w tym syropie co najmniej kawa, kakao i jakiś alkohol, np. marsala. Pytanie tylko, jak długo takie coś będzie utrzymywało zapach i smak....

    OdpowiedzUsuń
  30. "Zaparzyłam" kilka dni temu, ale dopiero wczoraj temperatura otoczenia była kompatybilna z napojem. Ta kawa jest pyszna - bez goryczki, cierpkości; dodałam tylko mleko skondensowane i lód - kawowe niebo. Dziękuję za przepis! :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Agnieszko, cieszę się bardzo, że smakuje! U nas od czwartku pogoda jest aż zanadto kompatybilna z tą kawą. ;) Myślałam, że dzisiaj zelżeje, bo przed południem było trochę mgły nad rzeką, ale gdzie tam.

    OdpowiedzUsuń
  32. Skonczylam trzeci sloik o,5 l ekstraktu kawowego.
    GENIALNY pomysl! Uwielbiam zimna kawe, taka z grzechoczacymi kostkami lodu, z kropla mleka - doslownie kropla, no "macchiato".
    Bonusem dla mnie byla informacja o syropach. Probowalam zrobic sobie kardamonowy, bo kardamon bardzo bardzo lubie, ale cos nie teges - reakcja alergiczna ( na syrop!) - natychmiast sucho w gardle i kaszel. Zdziwilam sie, bo namietnie dodaje kardamon ( np. do botwinki zupy , tak!)do roznych potraw i nic. A tu niemila niespodzianka. A moze ja czegos nie dopatrzylam w technologii?
    W kazdym razie zrobilam syrop bezsmakowy do slodzenia i zdaje egzamin wysmienicie.
    Tak to ustrzelilam dwa piekne przepisy za jednym zamachem - dziekuje bardzo!

    OdpowiedzUsuń
  33. Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja mam takie spostrzeżenia co do schłodzonej kawy ;).

    Wspomniałam o Twoim przepisie u siebie, o tu : http://addandmix.blogspot.com/2011/07/nowhere-to-run.html

    Dzięki za recepturę!

    OdpowiedzUsuń
  34. Kasinko, Świece i Ogarki i Holga, cieszę się, że ta moja "parzona" na zimno kawa przypadła Wam do gustu.

    Świece i Ogarki, dziwna sprawa z tą reakcją na kardamon rzeczywiście...

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie z upalnej Kastylii.

    OdpowiedzUsuń
  35. Pyszna kawa! Trochę nabałaganiłam robiąc ekstrakt, ale następnym razem będzie lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Agnieszko, cieszę się bardzo, że kawa smakowała. Tutaj wczoraj było 33ºC. Muszę znowu zrobić następny ekstrakt, bo ostatni szybko nam się skończył.

    OdpowiedzUsuń
  37. Witam, mam pytanie, czy można tak zrobić z indywidualną porcją ? tzn. wieczorkiem zalewam sobie w słoiczku łyżeczkę-dwie kawy kubeczkiem wody coby na rano mieć do wypicia zamiast normalnie parzonej? Pomysł wydaje mi się rewelacyjny w swej prostocie.
    Tomek z Wrocławia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście można użyć mniejszej ilości kawy. Tylko potem rano są te zabawy z filtrowaniem....Chyba "logistycznie" wygodniej zrobić troszkę więcej koncentratu, bo można go spokojnie długo przechowywać w lodówce i to - o dziwo - bez straty dla jakości. Proszę koniecznie dać znać czy tak "parzona" kawa smakowała. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  38. Kawa mrożona jest super na upalne dni. Sama lubię ją w niemal każdym wydaniu. Super też smakują te z dobrą bitą śmietaną, musem czekoladowym czy owocowym. Prosty przepis też można polecić taki http://www.open-youweb.com/jak-zrobic-mrozona-kawe/. Byle nie przesadzić z jej chłodem bo może zaboleć gardło :-)

    OdpowiedzUsuń
  39. Wyciągam z czeluści internetu. Nastały upały - bądź błogosławiona za ten przepis!!!!

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.