piątek, lutego 25, 2011

Gruszkowe flaugnarde

Pear clafoutis

Pamiętam moją pierwszą próbę zrobienia tego francuskiego deseru. Tuż po własnym ślubie znalazłam zeszyt mojej mamy, w którym skrzętnie zapisywała ciekawe przepisy w czasie długiego rejsu do Japonii i z powrotem, który był jednocześnie jej podróżą poślubną. Jako młoda pani domu notowała sobie na przyszłość co bardziej interesujące receptury, którymi dzielił się z nią pokładowy szef kuchni. Tam znalazłam przepis na klasyczne clafoutis. Żeby ścisłości stało się zadość: clafoutis i flaugnarde różnią się tylko rodzajem użytych owoców; w tym pierwszym są to zawsze czereśnie, w drugim panuje pełna owocowa dowolność. Oba te przysmaki pochodzą z południowo-zachodniej Francji. O miano ich ojczyzny biją się: region Limousin, Akwitania i Owernia. Jest jeszcze trzeci członek tej deserowej rodziny, tym razem z północy Francji, który już zresztą dawno temu gościł na moim blogu - to far breton. Ten z kolei w słodkiej wersji obowiązkowo musi mieć suszone śliwki.

Od maminych zapisków do mojego debiutu z clafoutis minęło ponad ćwierć wieku. Bardzo byłam przejęta, jak się uda ten deser, chciałam koniecznie zaimponować mężowi, któremu dotąd nie pokazałam jeszcze Himalajów mojej sztuki kulinarnej. ;) Podawałam mu w kółko różne zapiekanki, do których on chyba nie był specjalnie przyzwyczajony, bo oznajmił mi nawet kiedyś (do dzisiaj twierdzi, że to miał być komplement) : "Dobre są te twoje ..... ciapy". :)

Zrobiłam wszystko precyzyjnie i zgodnie z przepisem. Najeżone czereśniami clafoutis wyjęłam z pieca całkiem ładnie zrumienione i wyrośnięte, więc ochoczo zaczęliśmy degustację. Nie wiem dlaczego, ale pierwsze zetknięcie z tym francuskim deserem wywołało we mnie bardzo mieszane uczucia. Byłam trochę rozczarowana, chyba czego innego się spodziewałam... Myślałam bowiem, że robię ciasto z czereśniami, a tymczasem jadłam coś o konsystencji dość puszystego i grubego naleśnika, w który poutykane były czereśnie. Podejrzewałam, że to jakaś moja debiutancka nieudolność, a to co jemy jest ..... nieudanym ciastem z zakalcem. Maciej zjadł raczej ze smakiem, za bardzo jednak nie komentując,. Chyba doszedł do wniosku, że widocznie moje dania już takie będą dość ekstrawaganckie (Ha, i nie pomylił się! Do dzisiaj jest na to narażony, tyle że chyba zdążył się przyzwyczaić ;) ). Ja też w sumie tym niby-zakalcem nie pogardziłam, stwierdziłam nawet, że jest całkiem niezły, szkoda tylko, że nie za bardzo się nadaje do podania gościom.

Pear clafoutis

Po ładnych paru latach zostałam oświecona, że z tym moim pierwszym clafoutis było wszystko w jak największym porządku. Że ono takie naleśnikowato-zakalcowate właśnie ma być i wcale nie można się po nim spodziewać konsystencji ciasta. Gdy tylko to odkryłam, zaczął ten deser częściej gościć na naszym stole i serwowałam go już z większą pewnością siebie. Takie to niespodzianki czekają, jak człowiek przedwcześnie rzuca się na głębokie wody międzynarodowej kuchni. ;)

Dziś już w pełni zrelaksowana proponuję Wam gruszkowe flaugnarde w dwóch wersjach. Można je zrobić w indywidualnych porcjach, zapiekane w niewielkich naczyniach żaroodpornych, z połówkami gruszek lub bardziej tradycyjnie - w dużym żaroodpornym naczyniu z gruszkami pokrojonymi w plastry. Gruszki powinny być dojrzałe i aromatyczne. U nas w tej chwili jest w sklepach spory wybór przeróżnych gatunków. Ja robiłam flaugnarde z odmianami Rocha, Williams i Conferencia. Ten deser świetnie znosi eksperymenty z przeróżnymi owocami, byle nie za twardymi (nie polecam jabłek, chyba że je wcześniej krótko poddusicie). Ważnym etapem jest macerowanie owoców w alkoholu. Proszę nie omijajcie go, bo nadaje owocom naprawdę inny wymiar. ;)

Zapraszam na flaugnarde. Świetnie smakuje podane z kontrastującym smakowo kleksem crème fraiche (lub pysznej gęstej polskiej śmietany). Oceńcie sami, czy odpowiada wam taka trochę nietypowa w polskiej kuchni konsystencja deseru.

Pear clafoutis

Gruszkowe flaugnarde

  12małych naczynek żaroodpornych o średnicy ok. 12cm lub 1 duże o średnicy 28 cm

300ml mleka 3,5%
300ml słodkiej śmietanki 18%
laska wanilii przekrojona wzdłuż na pół

  6 jajek
175 g cukru
1 op. cukru waniliowego
175 g mąki
szczypta soli

 
6 dojrzałych, nie za twardych gruszek
  sok z 1 cytryny

125 ml szkl gruszkowej brandy (np. Poire Williams)
  4 łyżki masła

cukier puder lub jasny brązowy cukier demerara do posypania


Gruszki obieramy, dzielimy na pół lub kroimy w plastry i skrapiamy sokiem cytrynowym. Polewamy je gruszkową brandy. Macerujemy przez 45 min w soku cytrynowym i wódce gruszkowej.

Mleko z rozkrojoną laską wanilii doprowadzamy do wrzenia. Pozostawiamy pod przykryciem do całkowitego wystudzenia. Dodajemy śmietankę. 

Nagrzewamy piekarnik do 190ºC.
Mąkę przesiewamy z solą. Jajka ubijamy z cukrem i cukrem waniliowym na kremową masę. Dodajemy do nich na niskich obrotach miksera
przesianą mąkę. Z wystudzonego mleka ze śmietanką wyjmujemy laskę wanilii, wyskrobując z niej uprzednio nasionka i dodając je do mleka. Płyn dodajemy stopniowo do mieszanki jajeczno-mącznej, lejąc cienkim strumieniem i nadal miksując .

Odsączamy gruszki i układamy w wysmarowanych masłem kokilkach lub dużym naczyniu i wlewamy do nich masę. Jeśli używamy gruszek w połówkach to kładziemy na nie po 2 małe kosteczki masła. Pieczemy , aż wierzch flaugnarde się zezłoci (małe porcje przez ok. 25-30 min., dużą nieco dłużej - ja ją jeszcze dodatkowo dopiekam przez 15-25 min w 170ºC i dla pewności przed wyjęciem z piekarnika wbijam nóż w środek ciasta i gdyby było płynne to jeszcze zostawiam w środku na parę minut).

Przed podaniem posypujemy cukrem pudrem lub cukrem demerara. Można jeść lekko ciepłe lub wystudzone. 

25 komentarzy:

  1. Och, na pewno jest pyszne! :)
    też bym chciała taką podróż poślubną ... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Agnieszko, deser bosko wygląda! :)) A Twoją opowieść czyta się jednym tchem:)
    Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja wiem, że mi by pasowała taka konsystencja, choć podobnie jak i Ty po pierwszym clafoutis rzuciłam się do książek i internetu by sprawdzić, czy aby na pewno wszystko dobrze zrobiłam. Więc z chęcią bym zjadła teraz kawałek takiego deseru :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na gruszkę weźmiesz mnie łatwo. Za gruszkę oddłbym ... wiele :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wygląda bardzo kusząco! Domyślam się, że smakuje przepysznie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja miałam bardzo bardzo podobne odczucia przy okazji mojego pierwszego w życiu clafoutis - było prawie dobre, ale... :D Zdecydowanie spodziewałam się czegoś innego. Teraz jadam chętnie i takie z gruszkami też bym spróbowała bez grymaszenia ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Clafoutis to nie najlatwiejsze we wspolpracy ciasto na start... Ale wyglada ze ty dalas rade wzorowo. A dzisiejszy deserek - bombka! Jak zwykle swietne kolory i zdjecia. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. jak dla mnie ten deser zbyt seksowny! przesadziłas moja droga :D
    pozdrawiam Szana :)

    OdpowiedzUsuń
  9. wygląda przepysznie i jakie zabójcze naczynka!

    OdpowiedzUsuń
  10. bardzo podobają mi się te foremki z rączką:)w nich wszystko będzie wyglądać fantastycznie!
    deser wygląda smakowicie:)
    pozdrowienia!
    J.

    OdpowiedzUsuń
  11. Prezentuje się wspaniale. Zapisuję sobie ten przepis, będę czekać na lato i gruszki.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wspaniale sie Ciebie czyta, i bardzo lubie te Twoje historie, Agnieszko:)
    Bardzo lubimy clafoutis, wiec przepis wypróbuje, gdy wrócimy z ferii zimowych (wyjezdzamy jutro:).

    Bardzo serdecznie Was wszystkich pozdrawiamy
    AniaPP i Marco

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja robię z ananasem i bananmi moja rodzinka uwielbia je do tego lody lub śmietana z brązowym cukrem.
    Mniam muszę sprubować Twojego przepisu:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Niesamowicie kuszący ten deser :)

    OdpowiedzUsuń
  15. W końcu czas by zrobić swoje własne clafoutis lub flaugnarde - zdecydowanie wybieram gruszki - muszą smakować bosko!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Fajny owocowy deser. Może zrobię:)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. wszystko brzmi i przede wszystkim wygląda cudownie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Po prostu dania powalają swoim pięknem i to bynajmniej dyskretnym.

    OdpowiedzUsuń
  19. Deser pięknie pokazany i pewnie pyszny (kocham gruszki), ale lutowa wiosna na zdjeciu Twojego męża powaliłą mnie po prostu swoją urodą;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo apetycznie wygląda, na pewno też i świetnie smakuje :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja clafoutis nigdy nie robiłam i ogólni przerażają mnie francuskie danie.. ale chętnie popatrzę z boku. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Witaj!
    zajrzałam na Twojego bloga ze względu na umiłowanie Hiszpanii i podróżowania, które jest mi także bliskie i nie mogę się oprzeć tym pysznością, które tutaj prezentujesz!
    sama osobiście lubię gotować, choć jestem amatorem co nie co mi czasami wychodzi, ale na pewno Twój blog da mi pomysły na desery i dania dnia, które na pewno będę starała się wykonać!
    Dobre ujęcia - piękne zdjęcia. Będę śledzić kulinarne dokonania...
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  23. Wciąż przede mną ten rodzaj ciasta :)
    Agnieszko Twoje zdjęcia są genialne.

    OdpowiedzUsuń
  24. wczoraj zostałam obdarowana gruszkami przez sąsiadów, którzy maja tutaj (jak zresztą pol wsi) plantacje gruszkowe i na szczęście przypomniał mi się Twój przepis! Wyszło wspaniale! Dzieki!

    Dzieki Tobie mogłam się odwdzięczyć foremkami gruszkowego cuda. I jestem pewna ze portugalskie podniebienia Twój deser docenia :-)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.