Dzisiaj będzie zimowo, w ramach zaprawy przed wypadem na narty. ;) Od niedzieli co prawda w Porto jest ciągłe słońce i aura raczej wiosenna, ale my myślimy już o naszym lutowym wyjeździe w Pireneje. Jedzenie będzie jednak z Górnej Sabaudii (troszkę na południe od Genewy), co prawda też całkiem górzystej, ale jednak bardziej alpejskiej w charakterze.
Od czasów Średniowiecza produkowano w tym dość odciętym od reszty Francji i trudno dostępnym regionie znakomity ser o nazwie reblochon. Można powiedzieć, że powstawał on jako produkt uboczny procederu wymigiwania się od podatków. Otóż w XIII i XIV wieku sabaudzkiemu chłopstwu pan naliczał podatek od ilości mleka w gospodarstwie. Przebiegli wieśniacy nie doili więc krów do końca, a gdy zrobiony w balona ekonom kończył inspekcję, z reszty udojonego później i bogatego w tłuszcz mleka robili ser. Nazwa reblochon pochodzi zresztą od francuskiego reblocher czyli "ponownie doić". Centrum produkcji tego sera pozostaje od wieków małe miasteczko Thônes w malowniczym masywie Aravis.
Jeśli chodzi o doznania smakowe - dojrzały ser (jego wnętrze powinno być aż lekko płynne i ciągliwe), ma lekko orzechowy posmak i intensywny zapach. Reblochon jest stosunkowo miękki (we francuskiej klasyfikacji to pâte pressée non cuite), ma skórkę w kolorze od kremowego aż do ciemnożółtego, z lekkim białym nalotem .
Co do dzisiejszej potrawy, to nie ma ona tak długiej historii jak ser, będący jej wiodącym składnikiem. W ramach słusznej mody na kuchnię regionalną postanowiono wymyślić dla reblochon jakieś flagowe danie i tak od lat 80-tych ubiegłego wieku możemy się zajadać tartiflette (twórcy inspirowali się jednak autentycznym i starym regionalnym przepisem pod nazwą la péla). Do wspomnianego sabaudzkiego sera dodajemy ziemniaki, cebulę, trochę bekonu i crème fraîche, czyli produkty jakich w górskiej chacie raczej nie brakuje. Metody wykonania bywają różnorakie. Szczególnie dużo wariacji istnieje na temat sposobu krojenia sera. Są tacy co kroją w kostkę, inni przekrawają cały okrąg sera wzdłuż, jeszcze inni posuwają się, o zgrozo, do obrania pysznej skórki. Bardzo często kroi się też w plastry, co ja dzisiaj uskuteczniłam.
Przepis dostałam (ale oczywiście nieco po swojemu zmodyfikowałam) od mojej portugalskiej znajomej Celeste, która mieszkała we Francji przez wiele lat i czasem dzieliła się ze mną recepturami na znakomite regionalne dania. Podawać należy tartiflette obowiązkowo z miską sałaty. Można też dodać talerz zimnych pieczonych mięs pokrojonych w cienkie plastry i korniszony. Nam bardzo smakowało w towarzystwie słodko-kwaśnych cebulek w occie balsamicznym. Konieczne jest wino. Mimo, że do samego dnia dolewa się białe, calkiem dobrze się popija tartiflette także młodym czerwonym.
Czyli dzisiaj, jakby to powiedział mój ulubieniec Czyprak Antoni, nie żadne tam "francuskopieskowe figle-migle" tylko proste chłopskie jedzenie z gór, dobre zwłaszcza dla zaciekle odśnieżających, przedzierających się przez zaspy i innych wielbicieli zimowych sportów.
Tartiflette
1 kg ziemniaków ugotowanych w mundurkach w osolonej wodzie
1 łyżka masła
100 g wędzonego bekonu pokrojonego w słupki
1 czerwona cebula pokrojona w kostkę
1 biała cebula pokrojona w kostkę
100 ml białego wytrawnego wina
100 ml crème fraîche lub gęstej kwaśnej śmietany
sól i świeżo zmielony pieprz do smaku
1/2 łyżeczki świeżo zmielonej gałki muszkatołowej
500 g sera reblochon*
Nagrzewamy piekarnik do 200ºC. Ugotowane ziemniaki obieramy i kroimy w dość grube plasterki. Bekon smażymy na maśle, dodajemy cebulę i dalej smażymy do miękkości. Dodajemy wino, a następnie ziemniaki. Dobrze wszystko mieszamy i zdejmujemy z ognia. Dodajemy crème fraîche, przyprawiamy do smaku solą, pieprzem i gałką muszkatołową.
Przekładamy połowę masy ziemniaczanej do natłuszczonego naczynia żaroodpornego. Ser kroimy w dość grube plasterki, ich połowę kładziemy na ziemniakach, nakladamy resztę masy ziemniaczanej i przykrywamy pozostałym serem. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy ok. 20-30 min aż do zrumienienia wierzchu.
*Pytana jestem w komentarzach o możliwe zamienniki dla reblochon. Generalnie powinien to być miękki i łatwo topliwy ser. A oto moje koncepcje: gruyère, taleggio, fontina lub ser raclette, może być też dojrzały camembert. Czasem jak mi podpowiadają miłe czytelniczki w komentarzach do wpisu udaje się zdobyć ser o nazwie po prostu tartiflette. Nie wiem niestety, co z tego dostępne jest w PL. W Portugalii świetny będzie każdy ser amanteigado (najlepiej curado), a znakomitym wręcz zamiennikiem wydaje mi się queijo da serra.
1 kg ziemniaków ugotowanych w mundurkach w osolonej wodzie
1 łyżka masła
100 g wędzonego bekonu pokrojonego w słupki
1 czerwona cebula pokrojona w kostkę
1 biała cebula pokrojona w kostkę
100 ml białego wytrawnego wina
100 ml crème fraîche lub gęstej kwaśnej śmietany
sól i świeżo zmielony pieprz do smaku
1/2 łyżeczki świeżo zmielonej gałki muszkatołowej
500 g sera reblochon*
Nagrzewamy piekarnik do 200ºC. Ugotowane ziemniaki obieramy i kroimy w dość grube plasterki. Bekon smażymy na maśle, dodajemy cebulę i dalej smażymy do miękkości. Dodajemy wino, a następnie ziemniaki. Dobrze wszystko mieszamy i zdejmujemy z ognia. Dodajemy crème fraîche, przyprawiamy do smaku solą, pieprzem i gałką muszkatołową.
Przekładamy połowę masy ziemniaczanej do natłuszczonego naczynia żaroodpornego. Ser kroimy w dość grube plasterki, ich połowę kładziemy na ziemniakach, nakladamy resztę masy ziemniaczanej i przykrywamy pozostałym serem. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy ok. 20-30 min aż do zrumienienia wierzchu.
*Pytana jestem w komentarzach o możliwe zamienniki dla reblochon. Generalnie powinien to być miękki i łatwo topliwy ser. A oto moje koncepcje: gruyère, taleggio, fontina lub ser raclette, może być też dojrzały camembert. Czasem jak mi podpowiadają miłe czytelniczki w komentarzach do wpisu udaje się zdobyć ser o nazwie po prostu tartiflette. Nie wiem niestety, co z tego dostępne jest w PL. W Portugalii świetny będzie każdy ser amanteigado (najlepiej curado), a znakomitym wręcz zamiennikiem wydaje mi się queijo da serra.

















