sobota, listopada 06, 2010

Chluba hiszpańskiej Galicji czyli pimientos de Padrón

Padron chilli

Chwaliłam się już jakiś czas temu, że mieliśmy w tym roku w ogrodzie niezwykły urodzaj na papryki. Trochę mnie zdumiewa, że mimo listopada nadal zbieramy nasze plony. Wyjątkowo obrodziły nam w tym roku nieduże zielone papryczki z pobliskiej hiszpańskiej Galicji  nazywane  pimientos de Padrón (Padrón to nazwa miejscowości, będącej centrum ich hodowli).  Zostały  one sprowadzone w XVI wieku  przez hiszpańskich zakonników z Meksyku.
Pewnie wiecie, że wszystkie papryki pochodzą z Zachodniej Półkuli. Nie tylko europejskie gatunki, nawet te azjatyckie i afrykańskie mają swoich przodków w Nowym Świecie . Poszczególne odmiany z wielką łatwością się krzyżowo zapylają, stąd też tak wielka ich dzisiaj mnogość. Bywa, że te hybrydy nie są zbyt pożądane, zwłaszcza dla hodowców chcących zachować czyste linie odmian. Pimientos de Padron są starą odmianą, która wyjątkowo uchowała się bez wielkich modyfikacji w tym północno-zachodnim zakątku Hiszpanii .

Zawsze byłam przekonana, że najwięcej kapsaicyny, dającej paprykom ostrość,  jest w ich nasionach. Okazuje się, że to nieprawda. Podobno o wiele więcej zawiera jej tzw.tkanka łożyskowa, czyli te wszystkie białe błonki znajdujących się wewnątrz owocu i utrzymujące nasiona. Z papryczkami Padrón jest śmieszna sprawa. Mianowicie nie da się przewidzieć ich ostrości. Owoce zebrane z tego samego krzaczka, o podobnym stopniu dojrzałości potrafią mocno się różnić palącymi podniebienie właściwościami. To trochę jak ruletka. ;) W Galicji jest nawet powiedzenie "Os pementos de Padrón, uns pican e outros non"(w wolnym tłumaczeniu: "papryki z Padrón, jedne szczypią, a inne nie"; przy okazji jeszcze ciekawostka - język gallego , którego używa się w  północno- zachodniej Hiszpanii ma wspólne korzenie z portugalskim, a nie z kastylijskim hiszpańskim).

Padron chilli

Klasyczny i właściwie jedyny w Hiszpanii sposób przygotowania pimientos de Padrón to obsmażenie ich na oliwie, aż skórka zacznie brązowieć i pokryje się pęcherzykami. Potem posypuje się je grubą morską solą i je całe trzymając za ogonek. Są nieodłącznym elementem galicyjskich tapas. W Galicji cieszą się taką popularnością, że nawet co roku w pierwszą niedzielę sierpnia urządzana jest u franciszkanów w Hebrón (tych co przywieźli nasiona papryk zza Atlantyku)  fiesta z okazji ich zbiorów.

Że moje wyrosły jakieś zmutowane i bardzo duże (miały aż po 10-12 cm) i że lubię iść na przekór klasyce przygotowałam je dzisiaj trochę inaczej niż polecają w Galicji. Nadziałam je mieszanką serów i wędzonym paio de lombo. To ostatnie to popularna na całym Półwyspie Iberyjskim wędlina, a konkretnie wędzony na surowo wieprzowy schab. Można je z powodzeniem zastąpić polędwicą sopocką lub polędwicą łososiową.
Do smaku dodałam jeszcze trochę suszonych pomidorów, natki pietruszki i kaparów i wszystko razem zapiekłam. 

Wyszły z tego całkiem niezłe tapas, albo nawet danie na lekki lunch.  Świetne z kieliszkiem galicyjskiego albariño (my piliśmy je z Albariño de Fefiñanes 2009, z najstarszej bodegi w Rias Baixas, którą mieliśmy okazję odwiedzić tego lata). Nie obyło się też bez zawodów, kto trafi na więcej ostrych sztuk. ;)

Padron chilli


Pimientos de Padrón z serowym nadzieniem

8 większych papryczek Padrón
200 g serka kremowego typu philadelphia
3 łyżki startego parmezanu
100 g startej mozzarelli
3 łyżki posiekanej natki pietruszki
sól i świeżo zmielony pieprz do smaku
3 suszone pomidory drobno pokrojone
1  łyżka posiekanych kaparów
6 plasterków paio de lombo pokrojonych w drobną kostkę (można zastąpić polędwica sopocką)

oliwa do pieczenia
natka pietruszki i słodka papryka w proszku (najlepiej hiszpańska pimenton de la Vera) do posypania

Piekarnik rozgrzewamy do 180ºC. Mieszamy ze sobą składniki nadzienia. papryczki kroimy wzdłuż na pół i usuwamy nasiona wraz z białymi błonami. Ogonki pozostawiamy. Naczynie do zapiekania smarujemy oliwą. układamy połówki papryczek i nadziewamy je. Skrapiamy jeszcze trochę z wierzchu oliwą.

Wstawiamy do piekarnika na 15 min. Następnie nastawiamy na grill lub rumienienie od góry i jeszcze kilka minut pieczemy aż nadzienie się ładnie zrumieni.

Przed podaniem posypujemy dodatkową natką pietruszki i papryką w proszku. 

13 komentarzy:

  1. piszę się na taką ruletkę! Byle bez wędliny :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie piękne zdjęcia! Takie papryczki muszą smakować doskonale !

    :))
    Pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Marzą mi się takie małe papryczki! A na straganach dostępne są tylko takie ogromne. Ale nic to! Poeksperymentuję z nasionami małych papryk i posadzę na balkonie w przyszłym roku:) Bardzo podoba mi się nadzienie! Dotychczas jadłam tylko papryki nadziewane mięsem mielonym z ryżem robione przez moją mamę. Bardzo dobre zresztą:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnio trafiłam na bardzo ostre okazy!
    Musiałam dokupić unos que no pican i wyszła fajna, zaskakująca mieszanka. Popijaliśmy wytrawnym cydrem.
    Pozdrawiam z południowo-wschodniej Hiszpanii,
    SWS

    OdpowiedzUsuń
  5. wspaniałe propozycje ;]
    och, skuszę się.
    piękne fotografie. takie czyste...

    OdpowiedzUsuń
  6. Siedzę i płaczę... jak Kondrat w "Pułkowniku Kwiatkowskim"...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. och a ja dzisiaj miałam na obiad Pimientos de Padron.. i poszczypały co niektóre :D Pozdrawiam z Madrytu :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Agnieszko! Gratulacje! Listopadowy numer /2010r./"TWÓJ STYL/ zamieścił na str.90,najlepsze,najciekawsze linki z polskiej sieci pt. 33strony z życia. I właśnie Twoja strona została wymieniona i to jako,cytuję"Przepisy i podróże kulinarne.Fascynujące." Takiego komentarza nie ma nikt,poza Tobą. Jestem dumna. Mama

    OdpowiedzUsuń
  10. Potwierdzam-Twoje podróże kulinarne i przepisy zasługują na najwysze uznanie Swoje poszukiwania ciekawych przepisów rozpoczynam od Twojej strony Ostatnio długo mnie nie było ale w czwartek zaglądam a tam tyle nowinek.Pierwsze co robię to nadziewaną paprykę.Nadziewam różne gatunki papryk jakie dostałam na osiedlu.Do farszu dodałam jeszcze fety i uwędzonej przez męża polędwicy.Zaprosiłam koleżankę na paprykową ucztę.Zajadałyśmy sie .bo papryki były od słodkiej do ostrej.To co zostało koleżanka zabrała do domu tak jej smakowało.Cieszę się,że obrodziły Ci papryki.Jesteś "wielka"Jola z Gdańska

    OdpowiedzUsuń
  11. Kapitalna strona! Znalazłam przypadkiem i od razu tyle ciekawych informacji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam jak najczęściej i pozdrawiam.

      Usuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.