piątek, lipca 30, 2010

Irlandia mlekiem płynąca

Ireland

Wyglądająca prawie jak fiord i o dziwo przez moment słoneczna, zatoka Killary Harbor.

Trochę dziwnie się wspomina wyprawę do orzeźwiająco chłodnej Irlandii prażąc się już kolejny tydzień w portugalskim upale. Tym razem dosięgnęło nawet nas nad samym Atlantykiem. We wtorek było w Porto 39ºC. Dzisiaj nie jest tak źle tylko 30ºC. Nawet ja lubiąca ciepełko z rozrzewnieniem wspominam rześką Szmaragdową Wyspę.

Dziś miała być Irlandia trochę mniej słodka. Będzie więc o największym bogactwie kulinarnym, jaki ten kraj posiada. O mleku. Bez niego nie byłoby irlandzkich serów, nie mógłby powstać ubóstwiany przez mnie Bailey's, nie byłoby kremowej bazy do seafood chowder, nawet ciesząca się dwuznaczną sławą owsianka, nie mogłaby  wznieść się na wyżyny smaku (co następuje, gdy dodamy do niej genialnej irlandzkiej śmietanki).

Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie irlandzki klimat, którego efektem są soczysto-zielone pastwiska, będące rajem dla tutejszego bydła przeróżnych ras.  Jadąc wąskimi dróżkami hrabstwa Kerry i Connemara najpierw mijamy stada krów, gdy robi się wyżej, stromiej i pojawiają się malownicze jeziora, prym zaczynają wieźć owce.

Już pisałam w poprzednim odcinku, że nie bardzo mnie interesowały największe eksportowe atrakcje "kulinarne" Irlandii jakimi są niewątpliwie piwo i whiskey. Moja degustacja guinnessa i red ale zakończyła się ku wyraźnemu zdumieniu barmana w pubie zamówieniem cydru. Ten ostatni nie jest zły, choć daleko mu do bretońskiego, normandzkiego czy asturyjskiego.

Trochę poniewczasie przypomniałam sobie, że mogłam się jednak udać na zwiedzanie miejsca gdzie robią Baileys. Nie wiem czy mam czego żałować, bo w/g informacji w necie dostępna dla turystów jest jedynie jedna z farm, dostarczająca niezbędnej do likieru śmietanki. Można tam wziąć udział w wyborach Miss Baileys. Kandydatkami mogą być tylko.... krowy.
Jeszcze przed wyjazdem na Zieloną Wyspę postanowiłam postanowiłam, że koniecznie muszę spróbować oryginalnych irlandzkich serów.

Irish 
cheeses

Kylemore Abbey. Jeden z miliona chyba irlandzkich pubów z typowymi kegs po piwie. Zaczynamy degustować irlandzkie sery.

Przedwyjazdowe poszukiwania w necie producentów, których serowarnie można byłoby zwiedzać zakończyły się fiaskiem. Tu nie Francja, gdzie każdy jedzeniowy "duperelek" traktowany jest jak relikwia, albo co najmniej ma swoje muzeum.
W desperacji wklepałam więc hasło "cheesemonger Ireland" i znalazłam w zasadzie jedną tylko  sensowną stronę. Sheridan's Cheesmongers to sprzedawcy sera  z prawdziwego zdarzenia. Udajemy się do ich chyba najmniej znanego sklepu w Carnaross. Mimo, ze położony daleko od wszelkich większych metropolii, chyba najprzyjemniej się prezentuje (mają jeszcze 3 inne sklepy, w Dublinie, Galway i Waterfort). Nawet nasz GPS totalnie się zagubił w tej odludnej okolicy i trzeba było szukać pomocy u tubylców. Przy okazji dygresja - nasz GPS nazywany jest pieszczotliwie "Marysią", bo mówi nie znoszącym sprzeciwu, damskim głosem. Naszą "Marysię" często udaje nam się bardzo rozjątrzyć, bo nie raz i nie dwa oznajmiła ze złością "Proszę natychmiast zawrócić". Nasz syn Łukasz czeka, aż uda się nam ją zirytować do tego stopnia, że wykrzyczy kiedyś "Gdzie jedziesz głąbie!".

Dzięki wyprawie do serowego sklepu w szczerym polu udaje nam się przy okazji odwiedzić wzgórza Tary, kiedyś siedzibę starożytnych pogańskich  królów celtyckich i konkurencyjne kulturowo Hill of Slane, gdzie św. Patryk rozpalił w 433r. wielkie "ognicho" z okazji Wielkiejnocy (mam na myśli oczywiście ogień paschalny), co chyba miało być znakiem dla tych z Tary, że nadchodzą nowe czasy i chrześcijaństwo triumfuje. A że je widzieli to pewne, widok z Hill of Slane to panorama 360º. Mimo rożnych literackich fantazji, historykom wydaje się, że Celtowie koegzystowali z chrześcijańskimi misjonarzami i mnichami na dość pokojowych zasadach, z czasem przyjmując nową religię. Upadek kultury celtyckiej spowodowali natomiast rach ciach po swojej inwazji Wikingowie. Wszystkie tak liczne na terenie całej Irlandii round towers to właśnie relikt tamtych czasów, z nich mieszkańcy wypatrywali z przestrachem swoich agresorów.  W ruinach klasztoru na wzgórzu Slane czekamy chyba z pół godziny, aż przestanie lać jak z cebra, żeby cokolwiek sfotografować i wrócić biegiem do samochodu. Oczywiście przemoczeni do szpiku kości. Ja nauczona doświadczeniem poprzednich dni wożę pod ręką 2 zapasowe pary butów. Chodzenie po tutejszej trawie nasączonej wodą jak gąbka kończy się w wiadomy sposób.

Irish 
cheeses

Wnętrze sklepu Sheridan's Cheesemongers. Imponujący nóż do krojenia serów i ser dojrzały ser Hegartys. Ruiny 
opactwa na wzgórzu Slane.

Przy okazji samochodu - jeżdżenie lewą stroną to jednak jest pewne wyzwanie. Z tym, że jak się okazało najniebezpieczniejsze nie były wcale miasta pełne innych aut i skomplikowanych skrzyżowań, a raczej puste drogi na odludziu, na których, zwłaszcza po postoju, wjeżdża człowiek instynktownie na prawą stronę.

Znajdujemy więc w końcu nasz sklep z serami, który mieści się w budynku dawnej prowincjonalnej stacji kolejowej. Wybór irlandzkich (i nie tylko) serów jest tu rzeczywiście imponujący, zwłaszcza w porównaniu z przeciętnym sklepem. W dodatku jak przystało na takie miejsce, otrzymujemy bardzo profesjonalne rady, jak każdy z kupionych serów należy przechowywać i informację kiedy osiągnie optimum swojego smaku. Obsługujący nas Franck Le Moenner okazuje się zresztą mieszkającym od 16 lat w Irlandii Bretończykiem. To mnie tym lepiej nastraja, bo jak wiadomo po tamtej stronie La Manche o serach wiedzą wszystko. Że jesteśmy jedynymi klientami, mamy okazję porozmawiać nie tylko o serach. 

Dyskutujemy o winach (jak miło spotkać kogoś, kto też uważa i nawet sam z tym wyszedł, że to "sommelierowskie" gadanie to często gęsto jeden wielki blef, a najważniejsze tak naprawdę jest głównie to czy wino pasuje do posiłku). Franck wspomina o kulinarnych, dość jednak tradycyjnych, upodobaniach Irlandczyków. Wchodzimy też na temat języka gaelic, polskich emigrantów i polskiej historii, również tej najnowszej. Zahaczamy nawet o drugą wojnę światową i tu ja muszę się powstrzymać od głupkowatego chichotu, gdy Franck nam .... oznajmia, że jego dziadek był we francuskim résistance. Dlaczego ja mam takie ograniczone horyzonty i widzę francuski ruch oporu przez pryzmat komedii " 'Allo 'Allo!" ? Kątem oka obserwuję u Maćka oczywiście tę samą reakcję. Jak to mówią  - kto z kim przestaje... 

Najlepszą jednak anegdotą, jaką usłyszeliśmy w sklepie była ta o Francuzach, których nasz Bretończyk obsługiwał w sklepie w Dublinie. Nie wiedzieli, że on pochodzi również z ich strony Kanału. Kręcąc nosem na cokolwiek irlandzkiego zażyczyli sobie porządnego francuskiego sera. Franck dał im do spróbowania, któryś z irlandzkich oznajmiając, że to francuski. Zaczęły się ochy i achy cóż to za wspaniały fromage francais.... Ach, ta siła sugestii... Nic dodać, nic ująć.... ;)

Irish 
cheeses

Wybrzeża w Connemara, w okolicach Clifden, na horyzoncie Twelve Pins w chmurach. Pan Franck Le Moenner w akcji.

Wracając do serów. Ktoś kiedyś powiedział, że ser to jest "milk´s leap into immortality" (skok w nieśmiertelność). W Irlandii tradycje serowarstwa istnieją co najmniej od czasów Celtów. Wtedy wszystkie produkty mleko-pochodne nosiły miano whitemeat. Niestety umiejętności i wiedza pokoleń jakoś powoli zanikały i w zasadzie dopiero pod koniec lat 80-tych ubiegłego wieku na nowo zaczęto wracać do korzeni. Nie było to wcale takie proste, bo szczegółowe receptury z dawnych czasów nie bardzo się zachowały. Współcześni Irlandczycy czerpali więc głównie z tradycji znających się na serach europejskich sąsiadów, wykorzystując receptury francuskie, holenderskie czy angielskie. Stąd irlandzkie sery łatwo przyrównać do różnych klas znanych w innych krajach serów. Przyznam, że to mnie odrobinkę rozczarowało, bo marzyły mi się jakieś sery z rodowodem z XII wieku prosto od irlandzkich mnichów. No, ale marzenia nie zawsze muszą się w 100% spełniać.

Najgorszymi klientami chyba nie jesteśmy, bo nasza zachłanność na nowe, nieznane smakowo sery powoduje, ze wychodzimy objuczeni irlandzkim whitemeat we wszelkiej postaci. Sprzedawca nawet pakuje nam je pięknie próżniowo, żeby przetrwały podróż lotniczą. Dostajemy nawet w prezencie kilka rodzajów specjalnie przygotowanych przez firmę do degustowania z serami chutney'ów i dżem cebulowy (mmm, będzie jak znalazł do foie gras). Śmiejemy się, że będziemy próbowali w domu ożenić portugalskie wino z irlandzkimi serami.

Jesteśmy już po degustacji prawie całego przywiezionego dobra, więc podzielę się paroma refleksjami. Bardzo ciekawa jest irlandzka klasa miękkich serów z krowiego mleka, z mytą skórką. Należą do nich między innymi Ardrahan, Durrus, Gubbeen i Milleens. Najbardziej polecano nam dwa pierwsze, zdobywców wielu nagród. W istocie Ardrahan przypomina mocno alzacki Munster, o intensywnym zapachu i miękkim kremowym wnętrzu. Ma jednak zbyt wyczuwalny jak na mój gust "mączny" osad na skórce i tym trochę u mnie stracił. Zakochałam się natomiast w Milleens i Durrus. One plus Crozier (owczy należący do grupy blue cheeses) są moimi absolutnymi faworytami wśród irlandzkich serów.

Kolejny, słynniejszy nawet ser z niebieską pleśnią to Cashel Blue (z tego Cashel, o którym pisałam w poprzednim poście). Ten jest bardzo intensywny w smaku, dość słony, ale ciutkę drażni mnie w nim zbyt wyczuwalna nuta goryczki. To jednak niewielka wada. Inny całkiem przyjemny i bardzo łagodny smakowo i zapachowo, jak na na swoją klasę, okazał się kozi Saint Tola.

Maciek koniecznie chciał spróbować twardych i mocno dojrzałych serów, które należą zwykle do jego ulubionych. Z tej grupy Desmond i Hogartys są naprawdę warte spróbowania. Łatwo też jest natknąć się na Szmaragdowej Wyspie na sery z rożnymi aromatycznymi dodatkami - czosnkiem i szczypiorkiem czy ziarenkami pieprzu. To też ciekawa wariacja, choć raczej nie dla serowych purystów, ale ja lubię też takie wariacje. Potężna grupa irlandzkich serów, tym razem bardzo popularnych, to te w stylu angielskiego cheddara. Jest nawet trochę serów wędzonych. Tak że jak widzicie - do wyboru, do koloru. Znajdą się w Irlandii sery na każdy gust.

Irish 
cheeses

Degustację serów zaczynamy już w samej Irlandii, zapijając cydrem. Na zdjęciu sery: Cashel Blue, Wicklow Blue, Carrigaline Garlic and Herb, kozi Boilíe. Trim Castle.

Jeszcze tylko słówko o innych mlecznych produktach. W Ballynahinch Castle jedliśmy znakomity lokalny jogurt naturalny - gęsty, kremowy i bardzo delikatny w smaku. Ja jednak najbardziej polubiłam, boję się że super-kaloryczny, custard-style jogurt. Coś pomiędzy gęstym śmietankowym jogurtem, a pysznym anglosaskim kremem custard. Jego wersja z dodatkiem rabarbaru to po prostu ambrozja.

Irlandzka śmietanka prosiłaby się o jakiś utwór poetycki. Jest rzeczywiście fenomenalnej jakości i gra pierwsze skrzypce w wielu deserach oraz we wspomnianym Baileys i jako dodatek do tutejszej porridge czyli owsianki. Tę ostatnią Irlandczycy chyba lubią co najmniej tak jak Szkoci. Wersje są różne, ale często gotuje się ją na wodzie, a potem podaje ze wspomnianą śmietanką, cukrem (popularny jest brązowy) lub miodem. To było moje codzienne śniadanie z Irlandii. Ja dodawałam do niej jeszcze duszone suszone śliwki i morele, co było chyba mniej ortodoksyjnym pomysłem. Wspomnę tylko dla porządku, że istnieją wielbiciele porridge na słono.

Maciej dla odmiany odważnie pierwszego dnia zaatakował Irish breakfast (na które z grubsza rzecz biorąc składają się: jajka, bekon, kiełbaski, black and white pudding, smażone pomidory i pieczarki ... i tosty ... i jeszcze herbata .... i może jeszcze coś, o czym zapomniałam). Lubię o tym opowiadać w Porto. Jadącym na kawie i ciastku do 12.30 Portugalczykom wychodzą oczy z orbit, ale chyba najbardziej ze wszystkiego przeraża ich herbata z mlekiem do kiełbasy. Po tym pierwszym hardcorowym doświadczeniu mój mąż był już sprytniejszy i wybierał z Irish breakfast tylko 1 lub 2 elementy. ;)

Dziś wyszło mi bardzo kulinarnie. Przed wyjazdem do Irlandii nawet się nie spodziewałam, że będę miała tyle do napisania o tutejszym jedzeniu. Wybaczcie słowotok. :)

35 komentarzy:

  1. Hmmm... pyszny kraj, ta Irlandia :) Owsianka na słono to jest to! A i resztą irlandzkiego śniadania nie pogardziłabym, szczególnie herbatką z mlekiem i black pudingiem!

    OdpowiedzUsuń
  2. Odkad pamietam Irlandia byla krajem moich westchnien. Marzylam aby tam pojechac i na wlasne oczy zobaczyc te soczysta zielen i zamki. Az dziwne, ze do tej pory tam jeszcze nie pojechalam (tym bardziej, ze moj brat mieszka tam juz od kilku lat i nas zapraszal). Ale mysle, ze na wszystko przyjdzie czas :) Na razie moge rozkoszowac sie Twoimi pieknymi zdjeciami i zbierac informacje, ktore pewnie przydadza mi sie w przyszlosci :)

    Rozbawily mnie te wybory Miss Baileys :) Chetnie zobaczylabym jak sie odbywaja bo ten likier jest jednym z moich ulubionych :) A kiedy czytam o tych wszystkich serach od razu marzy mi sie taki kawaleczek popijany pysznym winem...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech, same wspomnienia!
    Cudowne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Boniu!
    ale cudowne zdjęcia;DDD

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepięknie i smakowicie! Narobiłaś mi apetytu i na jedzenie i na podróżowanie!
    Zapraszam na nowy adres
    lubie.gotowac.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Agnieszko! Twoje zdjęcia są magiczne. Zawsze niezmiennie. Raj dla oczu. Twoje opisy też zresztą mocno działają na wyobraźnię. Chciałabym kiedyś wybierać się w takie kulinarne podróże i móc o nich powiedzieć tak wiele...

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Herbata z mlekiem do kiełbasy przeraziłaby również mnie :) Nie lubię żadnej z tych rzeczy. Ale już Baileysa? Ooooo, tak! Stoi w lodówce całym rokiem :)

    A zdjęcia takie nostalgiczne... Kupiłam lata temu przewodnik po Irladnii dla samych tylko zdjęć. Achhhhhh, że tak sobie westchę tęsknie...

    OdpowiedzUsuń
  8. Agnieszko nie masz za co przepraszać:) jak zwykle z wielką chęcią przeczytałam całą Twoją opowieść :) o serach to w szczególności, gdyż je uwielbiam:) A mój mąż też chętnie próbuje nowości :) Na irlandzie śniadanie się nie piszę, bo to dla mnie zdecydowania za dużo, za to baileysa i herbatę z mlekiem uwielbiam :)
    I jak zwykle muszę się zachwycić zdjęciami! są takie cudowne!

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Pięknie przedstawilas Zieloną Wyspe,z calym dobrodziejstwem serow,smacznego likieru,smietanki itd.Irish breakfast rzeczywiscie tylko dla prawdziwych mocarzy ale irish coffee niczego sobie.Pozdrawiam z Dublina serdecznie i zapraszam ponownie

    bijana

    OdpowiedzUsuń
  10. Przepiękne zdjęcia. Te miejsca wyglądają jak zaczarowane.

    OdpowiedzUsuń
  11. Witaj Agnieszko!
    Wspaniałe opisy, przeczytałam z ciekawością, jednym tchem. Zdjęcia jak zawsze cudowne, nie mogę się napatrzyć:) Widoki sa obłędne!
    Lubię dowiadywac się czegos nowego i smakować, więc każdego sera z wielką chęcią bym popróbowała.
    Bailey'sa uwielbiam.
    A owsianki na słono nigdy nie jadłam, trzeba będzie spróbować.
    Śniadanie irlandzkie jednak nie dla mnie hihi;), cóś za duże;)

    Pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń
  12. To rzeczywiscie jest najlepszy sklep z serami, wybor przyprawia o zawrot glowy. Oprocz rewelacyjnej smietanki, pyszne jest tez irlandzkie maslo i bynajmniej nie tylko to solone (bo to kwestia smaku, nie kazdy lubi), ale klasyczne smietankowe. Co do irish breakfast, to rzeczywiscie tylko dla odwaznych i bardzo glodnych. Albo dla dwojga;-)
    Milo zobaczyc swoja codziennosc oczami innych, piekne zdjecia Agnieszko (podziwialam juz wczesniejsze u Macka) i pyszny fotoreportaz.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękna ta Irlandia z waszej perspektywy. Szczególnie ten uroczy sklep z serami. W Polsce niestety takich nie ma ale serów u nas coraz więcej dobrych a zaryzykuje powiedzieć bardzo dobrych bo wiele z nich jadłem i jestem pod wielkim wrażeniem. Może kiedyś wybierzecie się do Polski aby się o tym przekonać. Mamy też od niedawna wspaniały olej rzepakowy tłoczony na zimno. Można w nim maczać chleb i jeść.
    A dla Macieja uściski za irlandzkie śniadanie. Jadłem takowe w Edynburgu, 9 składnikowe. Czasami lubię taki hardcore.
    Jestem pewien, że Polska w waszym wydaniu wyglądała by równie atrakcyjnie i smakowicie. To kwestia "serce" do kuchni. Tak mniemam. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziękuję za ten "słowotok"! Po tak smakowitej relacji nie pozostaje mi nic innego, jak udać się w kierunku lodówki po kawałek queso manchego;)Pozdrawiam serdecznie a.

    OdpowiedzUsuń
  15. Więcej pobróbowałaś Irlandii w ciągu wakacji niż ja w ciągu tych kilku lat tu spędzonych. Ale to może właśnie kwestia tej codzienności ...
    A wiesz, że mi jeżdżenie po lewej stronie wydaje się bardziej naturalne? W tym roku pojechaliśmy do Pl samochodem, jeżdżenie po polskich wertepach (niestety) po prawej stronie z kierownicą też po prawej było: cóż, ciekawym doświadczeniem. Jeśli Irish Breakfast jest podobne do Ulster Fry to pewnie brakującym elementem jest soda bread albo potato farl. Co do irlandzkich serów: części o której piszesz w ogóle (o wstyd) nie próbowałam. Ciekawe czy próbowaliście mojego ulubionego cheddara z Guinnessem? Pozdrowienia z bardzo chłodnego i deszczowego Belfastu :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo smakowita relacja, chyba się przejdę do sklepu zaraz po jakiś irlandzki ser :) Z tym Irish Breakfast sprawa jest prosta - tradycyjnie posiłek miał starczyć do wieczora, potem się szło do pubu, który jakby nie patrzeć jest za każdym rogiem :))) Pracowałem w Irlandii jako kelner, zapewniam że Full Irish Breakfast nie są w stanie zjeść w całości sami Irlandczycy, bardzo często sporo ze śniadania lądowało w koszu. Jest jeszcze wersja Irish Breakfast z fasolką w sosie pomidorowym. Spotkałem się również z odmianą wegetariańską śniadania - duże wyzwanie dla kucharza, ale można temu sprostać aby tradycyjna nazwa została. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Nasza Helga tez się denerwuje jak wystawiamy na takie próby :)))
    Jak zawsze, świetnie się Ciebie czyta, Aga!

    OdpowiedzUsuń
  18. wspaniałe zdjęcia, a jeszcze bardziej pochłaniający opis!

    OdpowiedzUsuń
  19. Agnieszko, przeczytałam jednym tchem, jak zawsze zresztą, gdy tu zaglądam:) Niesamowicie ciekawie piszesz! I zdjęcia przepiekne:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  20. Agnieszko, z zapartym tchem czytałam całą tą serową poezję... No cóż, również z zazdrością. ;-) Czasem żałuję, że nie mieszkam w którymś z krajów, gdzie na serach zęby sobie zjedzono. :)
    Nie mogę też nie zachwycić się przepięknymi zdjęciami krajobrazowymi. Jak zwykle są perfekcyjne.
    Przesyłam moc pozdrowień. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. ja chyba jednak mam w sobie coś z wyspiarki - lubię porządne śniadania :)
    przepyszny reportaż Agnieszko!

    OdpowiedzUsuń
  22. A ja jak zawsze po Twoim wpisie czegos zapragnelam... tym razem jest to irlandzka smietanka... z owsianka. Bosh, uwielbiam owsianke (tak, tak, mozna ja uwielbiac nawet w moim wieku ;)), a do tego smietanka!
    Jako, ze jestem serowym dyletantem, nad czym boleje pelnia serca, nie potrafie docenic bogactwa opisu w pelni.
    Ale ta smietanka! Cozes uczynila ze mna Kobieto! Przepadlam :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ciekawie piszesz o Irlandii i te cudowne zdjecia:)
    Owsianke jadam codziennie, uwielbiam ja z miodem, jest jak dla mnie lepiej przyswajalna i to jest jednak, tak jak IB cieply posilek, co tutaj jest wazne, przy zmiennej, czesto deszczowej pogodzie. Nie wiem czy natknelas sie na ksiazke: http://www.amazon.com/Irish-Food-Cooking-Step-Step/dp/068164284X

    Roznorodnosc irlandzkiej kuchnii powodowana jest niewielka iloscia dostepnych warzyw i innych dodatkow. Wiele warzyw i owocow nie toleruje wody i nie ma tu tez duzo slonca, dlatego tradycyjna kuchnia to przede wszystkim ziemniaki i kapusta. Ach moglabym tak dlugo:)
    Co do kawy to tak, tak, tak! Ciezko znalezc restauracje gdzie robia naprawde dobra:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Witam Agnieszko.Dawno nie zaglądałam do Ciebie,bo siedziałam w kuchni nad przetwarzaniem cukini-dżem cukiniowo -pomarańczowy i cytrynowy cukinię w musztardzie,z selerem ...Twoja irlandzka opowieść natchnęła mnie na zrobienie dżemu z cebuli.Poszperam w przepisach dodam swoją inwencję i zobaczę co z tego wyjdzie.Po krótkim pobycie w Gdańsku jutro wracam na wieś i robię dżem cebulowy Zobaczę jak uda mi się ten eksperyment ,bo nie mam pojęcia o jego smaku Proszę o podpowiedż Pozdrawiam Jola.

    OdpowiedzUsuń
  25. ...jestem pod olbrzymim wrazeniem Twoich zdjec i opisow Irlandii...gdyby nie to, ze mieszkam tu od 5 lat nie uwierzyla bym w ta magie :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Już pisałam - jak najlepszy przewodnik na świecie! :)
    Agnieszko dzięki Wam będę wiedziała co warto a czego nie ;)
    Mam nadzieję odwiedzić Irlandię zanim opuścimy te strony by wyruszyć w nieznane!
    Zdjęcie z łódką jest przepiękne!

    OdpowiedzUsuń
  27. Pięknie i bardzo ciekawie piszesz. A do tego rewelacyjne zdjęcia. Proszę o jeszcze:-)

    OdpowiedzUsuń
  28. @All, serdecznie wszystkim dziekuje za komentarze. Bardzo mi milo, ze nawet mieszkajacy w Irlandii uznali post za ciekawy.

    Muscat, z owsianka na slono to moja przyjaciolka miala przejscia w Szkocji. Wlascicielka B&B, gdzie sie zatrzymali, byla swiecie oburzona, gdy ona poprosila o cukier do swojej porrigde.;)

    Majko, trzymam kciuki, zeby marzenia sie spelnily. Wyborow Miss Baileys nie widzielismy niestety na wlasne oczy, natomiast Maciek na Azorach uczestniczyl w
    podobnej imprezie. Kazda z krow miala ozdobna obrozke i karteczke zachwalajaca jej walory.

    Zaytoon, dziekuje za jak zwykle przemile slowa.

    Caracordata, ja jeszcze zapomnialam napisac, ze Portugalczykow herbata nawet bez mleka przeraza chyba do kazdego jedzenia oprocz ciasta. Herbata i kanapki np. to dla nich polaczenie nie do przyjecia.

    Atino, dziekuje za przemily komentarz. Ja tez chyba najbardziej lubie herbate z mlekiem i Baileys (ale ten ostatni nie na sniadanie ;)).

    Bijano, dziekuje za komentarz. Irish coffee jest bardzo smakowite (kto by pomyslal, ze to z whiskey, ktorej nie lubie), ja jeszcze probowalam Baileys coffee, ale chyba w tym pierwszym napitku jest przyjemniejszy kontrast smakowy miedzy czarna alkoholizowana kawa, a zimna smietanka. Rowniez serdecznie pozdrawiam.

    Majanko, dzieki serdeczne za komentarz. Widze, ze grupa wielbicieli Baileys'a sie powieksza.:)

    Patrycjo, dziekuje serdecznie za komentarz i mile slowa. Siwtea racja, zapomnialam o irlandzkim masle!! Nawet tu do nas dociera firmy Kerrygold, jesli nie przekrecam nazwy, i jest rzeczywiscie znakomitej jakosci. Ja powoli zaczelam doceniac te slone masla, lubie zwlaszcz takie francuskie z grubymi krystalkami morskiej soli, ale jadam je tylko ze swieza bagietka, przynajmniej na razie.

    Bareya, my do Polski to sie przynajmniej ze dwa razy w roku wybieramy i bardzo kiedys bym chciala poprobowac takich serow z malych serowarni. Na razie to przy kazdej okazji mam pomrocznosc jasna, gdy tylko zobacze oscypek i bryndze, no i oczywiscie kabanosy i wszelkie kiszonki. A najbardziej to bym marzyla o pogawedkach z piekarzami, ktorzy sie trzymaja tradycyjnych receptur. Z nasza roznorodnoscia chlebow i historia wypieku to powinnismy byc w Europie chlebowym potentatem, a nie tak tylko zachwycac sie jakims
    francuskim czy wloskim pieczywem. Strasznie mi bylo smutno jak tu kiedys byl Festiwal Chleba i byli przedstawiciele chyba niemalze wszystkich krajow UE, tylko Polakow brakowalo. A przeciez naprawde mamy sie czym pochwalic.

    OdpowiedzUsuń
  29. Aniu T., manchego to najlubienszy ser Macka (ale koniecznie viejo), ja zreszta tez go ogromnie lubie.

    Nobleva, wlsnie mi kolezanka z UK opowiadala, ze w PL nie raz i nie dwa pchala sie na lewa strone jezdni, widac to kwestia przyzwyczajenia. W/g mojego przewodnika (ale on moze byc w bledzie) Ulster Fry tym wlasnie rozni sie od klasycznego Irish breakfast, ze ma w skladzie ten
    ziemniaczany farl. Cheddara z Guinessem nie mielismy okazji probowac, jest wiec powod, zeby ponownie odwiedzic Irlandie. ;)

    Pendragon, pocieszyles mnie z tymi Irlandczykami co nie daja rady zjesc full Irish Breakfast, bo juz myslalam, ze mam meza jakiego slabeusza. ;) Odmiana wegetarianska jest zastanawiajaca, czyzby jakies sojowe kielbaski? Ale czym zastapic black pudding...

    Anoushko, hi, hi, widze ze nie tylko my mamy tendencje do personifikacji przedmiotow martwych. Helga brzmi cudnie!

    MalgosiuDz, De Gaulle twierdzil, ze nie da sie rzadzic krajem, w ktorym jest 365 gatunkow sera. Rzadzic moze sie nie da, ale chyba przyjemnie tam jadac. ;) Ja rowniez serdecznie pozdrawiam.

    Marysiek, mowia przeciez dietetycy, ze sniadanie to najsolidniejszy posilek dnia powinen byc i Irlandczycy slusznie i z zaangazowaniem sie do tego zastosowali. :)

    Adrio, ja tez z wielbicieli owsianki. Nawet sobie z tej Irlandii przywiozlam takie wynalazki jak truskawkowa owsianka czy tez inna z dodatkiem rodzynek i ananasow suszonych. A co do smietanki to mowi sie zartobliwie, ze w Irlandii nie ma podzialu na chuda i tlusta, jest tylko jedna - pyszna smietanka.

    Moniko@Home, dziekuje za mile slowa. Ksiazke, o ktorej wspomionasz mam we wlasnej kuliarnej biblioteczce - ladnie wydana i pelno smakowitych dan. Wlasnie ja niedawno wertowalam w poszukiwaniu przepisu na seafood chowder. Ale chyba musze cos sama pokombinowac, bo ten, ktory jadlam kilkakrotnie na wyspie nie byl z pomidorami, a pysznie kremowo-smietankowy. Czytalam fajna parodie jakiegos irlandzkiego komika, gdzie pisze, ze to z powodu nadmiaru energii jakiej dostarczaja ziemniaki Irlandczycy tyle w swojej historii tanczyli i wojowali. ;)

    Jolu, twoje cukiniowe przetwory brzmia znakomicie. Co do dzemu z cebuli, to my go uwielbiamy do wedlin, a zwlaszcza pasztetow i foie gras. Ma taki fajny slodkawo-kwaskowaty smak, ale zlamany szczypta pikanterii z przypraw.

    Zuzamoll, dziekuje za odwiedziny. Ciesze sie, ze Ci sie Irlandia w moim wydaniu podoba. Jak juz wspomnialam tym bardziej mi milo, ze pisze to ktos znajacy te miejsca na codzien.

    Polko, az sie rumienie. Koniecznie odwiedzcie Zielona Wyspe, macie przeciez rzut beretem! ;) A czy kierunek w nieznane, jest jakos blizej sprecyzowany, bo ciekawosc mnie zzera? :)

    Dago, dziekuje.:) Teraz bedzie mala przerwa w Irlandii, ale jeszcze do niej wroce po wakacjach, zamierzam sie w kuchni nad Atlantykiem na klasyczny Irish chowder.

    OdpowiedzUsuń
  30. Agnieszka, dziekuje ze piszesz o serach, teraz wiem ze Irlandie chcialabym odwiedzic nie tylko dla krajobrazow :-))

    OdpowiedzUsuń
  31. Pozwoliłam sobie zalinkować do tego wpisu u siebie, bo głównie dzięki niemu trafiłam do sklepu z serami. Dzięki :-)

    Zuzanka

    OdpowiedzUsuń
  32. Dodam też, że Full Irish Breakfast nie jest taki wielki jak go malują. Jak się nie dopycha kilkoma kromkami chleba (fakt, zwykle dają tostowy), to da się zjeść.

    OdpowiedzUsuń
  33. Przepiękne zdjęcia, w jednej chwili człowiek chciałby się przenieść gdzieś daleko, poza horyzont. Zdecydowanie czarujesz rzeczywistość! Zapraszam do siebie na porcję aromatycznych słów i gorące serce na patelni :) http://sercenapatelni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  34. Basiu, o, jak najbardziej Irlandia to nie tylko krajobrazy (i deszcz ;)). Ostatnio widzę, że nawet David Leibovitz zachwyca się Irlandia na swoim blogu. Czyli nie jestem osamotniona.

    Zuzanko, cieszę się bardzo, że ten wpis skłonił Cię do wizyty w SC. Myślę, że wybór serów jest naprawdę ciekawy, zwłaszcza dla seromaniaków. ;)

    Andy, dziękuję bardzo za wizytę u mnie i przemiłe słowa. Już do Ciebie zaglądam.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.