niedziela, lipca 04, 2010

Ciasteczkowe ciasto czyli bolo de bolacha

Portuguese "Bolo de bolacha"

Dzisiaj pora na klasykę portugalskich deserów, ale w moim - jak już się niemalże utarło - mniej klasycznym wydaniu. Na zimno, bez pieczenia, czyli w sam raz na upały, które zdaje się, że zawitały też do Polski.  To chyba jedno z moich najulubieńszych portugalskich słodkości.

Bolo de bolacha, w dosłownym tłumaczeniu oznacza - jak już wspomniałam w tytule - "ciasteczkowe ciasto" lub "ciasto z ciastek" (ściśle rzecz biorąc to z herbatników). Obowiązkowe do tego deseru są okrągłe herbatniki pod nazwą bolacha Maria. Ja, trochę przekornie, najbardziej lubię hiszpańskie (u wschodnich sąsiadów noszą one miano galleta Maria). Ostatnio nie dość, że dostałam tzw. doradas (czyli złote lub jak ktoś woli rumiane), to w dodatku wypuścili nowość o smaku miodowym. W Polsce zupełnie spokojnie można zastąpić te maślane herbatniki jakimiś ciasteczkami w rodzaju petit beurre ( lub jak polecają moje niezastąpione komentatorki maślanymi krakuskami).

Portuguese "Bolo de bolacha"

Ciasteczka dla nasączenia moczy się w świeżo zaparzonym espresso i przekłada kremem. I tutaj właśnie odeszłam od klasyki, czyli kremu maślanego. Nie lubię go w zasadzie w żadnych ciastach, więc bolo de bolacha nie jest tu wyjątkiem. Jest moim zdaniem zbyt ciężki i w ogóle nie odpowiada mi jego tłusta konsystencja. Nawet w klasycznych tortach robię zamiast niego krem budyniowy, jakoś wtedy rozrzedza się trochę ten dominujący smak masła. W moim bolo de bolacha użyłam kremu na bazie bitej śmietany o smaku karmelowym. Nie jest to też wielkie wydziwianie i nawet ortodoksyjni w kuchni Portugalczycy znają wersję bolo de bolacha frio lub gelado (czyli zimne lub mrożone). W tej wariacji deseru  krem zazwyczaj jest właśnie  na bazie bitej śmietany.

Użyłam do masy dostępnego tutaj powszechnie już gotowego ugotowanego, skarmelizowanego słodkiego mleka skondensowanego (w PL, o ile dobrze pamiętam z ostatniej wizyty w ojczyźnie, nosi on nazwę kremu toffi lub masy krówkowej). Można oczywiście mleko w puszce ugotować samemu, proszę tylko zachować daleko posuniętą ostrożność i pilnować, żeby puszkę przykrywała stale spora warstwa wody. Takie gotowanie trwa długo, tak ze 3 godziny.

Portuguese "Bolo de bolacha"

Kolejne odstępstwo to owoce na wierzchu. Klasyczne bolo de bolacha zazwyczaj ozdobione jest jedynie na wierzchu posypką z pokruszonych ciasteczek, tych samych, których używamy do przekładania. Moim zdaniem jednak owoce  przyjemnie balansują słodycz kremu. Ja zresztą znacznie zmniejszyłam tę ostatnią - portugalskie przepisy na 400g kremu krówkowego dają tylko 300 ml śmietany i jeszcze na wszelki wypadek dosładzają kilkoma łyżkami cukru. U mnie śmietany jest dwa razy więcej, no i nie dodawałam cukru. Gwarantuję jednak, że polskim podniebieniom słodyczy w tym deserze nie zabraknie. ;)

Portuguese "Bolo de bolacha"

Bolo frio de bolacha czyli zimne ciasto z ciasteczek

tortownica o średnicy 25 cm

4 listki żelatyny
60 ml mleka
300 g masy krówkowej (ugotowanego słodzonego mleka skondensowanego )
600 ml schłodzonej śmietanki kremówki 35%

300 g okrągłych maślanych herbatników typu bolacha Maria *
filiżanka świeżo zaparzonej kawy, całkowicie ostudzonej
owoce do dekoracji

Masę krówkową ubijamy trzepaczką z połową mleka (30 ml) aż będzie gładka i błyszcząca. Moczymy płatki żelatyny w zimnej wodzie aż zmiękną. Osączamy i w połowie ilości mleka (30 ml) rozpuszczamy na minimalnym ogniu w małym rondelku. Jeszcze ciepłą żelatynę dodajemy cienkim strumieniem do masy krówkowej i dobrze mieszamy do połączenia składników. 
Ubijamy na sztywno kremówkę. Dodajemy kilka łyżek ubitej śmietany do masy krówkowej i dobrze mieszamy. Następnie całą masę krówkową dodajemy do śmietany i krótko ubijamy aż składniki się połączą. Wstawiamy krem do lekkiego stężenia na 30 min do lodówki.

Herbatniki moczymy w zimnej kawie i  wykładamy jedną ich warstwą dno wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy. Nakładamy trochę kremu i dobrze rozsmarowujemy. Układamy kolejne warstwy nasączonych herbatników i kremu, aż do wyczerpania składników. Ostatnia powinna być warstwa kremu. 

Można deser przybrać owocami lub drobno pokruszonymi herbatnikami. Wstawiamy do lodówki, najlepiej na minimum 12 godz. Można, gdy tylko krem stężeje, wstawić ciasto do zamrażalnika i wyjąć na 30 min przed podaniem, aby odrobinę odtajało. To jest opcja na upały. ;)

* można zastąpić maślanymi krakuskami lub herbatnikami typu petit beurre

54 komentarze:

  1. Ja mam pytanko apropo tej żelatyny. Czy można ją zastąpić taką w granulacie? Ile jej użyć i w jakiej ilosci wody rozpuścić? Ciasto piękne. Pozdrawiam.

    Sonja.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciasto wygląda pięęęęęknie! ;>

    OdpowiedzUsuń
  3. A u Ciebie jak zawsze pięknie i pysznie. Mam w domu miłośników masy krówkowej, a więc nie będę długo zwlekać z przyrządzeniem tego ciasta. Zabieram przepis ze sobą nad morze i będzie to taki smakołyk wakacyjny. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. jest niesamowite :) W sam raz na bieżącą pogodę. Zapisuję sobie przepis :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest cudowne! Niesamowicie pięknie się prezentuje!
    Może kiedyś sie skuszę,bo to moje smaki:) Piękne:)

    Pozdrawiam ciepłO:)

    OdpowiedzUsuń
  6. nazwa brzmi fajnie i w oryginale i po polsku.
    i wygląd ciasta ciastkowego też cudny!

    OdpowiedzUsuń
  7. Po prostu brak słów, jakie jest piękne! Cudne ciasto, no po prostu mi dech zaparło.
    Chcę :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ładne i apetyczne ciasto. Bardzo kusi z monitora;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten przepis spadł mi po prostu jak z nieba.Jutro mam urodziny, a nie chce mi się nic piec. Myślę, że to ciasto z powodzeniem może zastąpić tort urodzinowy. Dodatkowo zawiera kawę i kajmak, czyli coś, co lubię najbardziej. Zastąpię tylko żelatynę agarem. Bardzo dziękuję za przepis.

    OdpowiedzUsuń
  10. Witaj! Bywam u Ciebie już prawie 2 lata. Z przyjemnością czytam wszystkie wpisy i testuję przepisy. Podziwiam za perfekcyjne wykonanie i cudowne zdjęcia:) Pzdr Aniado

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam dwa pytania dot. tej pyszności:
    1) Czy wiesz może jak przeliczyć żelatynę na agar? Chyba używa się go mniej, ale nie jestem pewna ile. Nie jadam żelatyny odkąd dowiedziałam się co to naprawdę jest :(
    2) Czy myślisz, że można by zamienić kremówkę na jogurt? Chciałabym trochę "odchudzić" ten przepis (jestem pewna, że słusznie zrobiłaś wywalając ten cukier).
    Z góry dziękuję, jeśli odpowiesz.
    A jeśli uda mi się przerobić to ciasto na wersję z agarem to będzie niewątpliwym hitem lata, bo przy tych upałach na samą myśl o włączeniu piekarnika robi mi się słabo, a słodkiego by się chciało... I to jeszcze z kawą, mniam.
    Pozdrawiam,
    Pola
    PS. Najbardziej podoba mi się to zdjęcie przekroju z boku. Doskonałe, takie zimne i eleganckie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. wow, kolejny wspaniały przepis u Ciebie na blogu

    OdpowiedzUsuń
  13. odezwał sie we mnie ciasteczkowy potwór!!! przepysznie i pięknie jak zawsze!
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Agnieszko! Gdyby nie późna pora i fakt, że przed chwilą pożegnałam gości, dla których piekłam i gotowałam przez 2 dni, to zaraz zabrałabym się za robienie tego boskiego deseru. Jest cudowny!
    Pozdarwiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetne.
    Uwielbiam borówki amerykańskie bardziej niż cokolwiek innego z letnich owoców. Oj, mam ochotę na kawałek takiego tortu.

    OdpowiedzUsuń
  16. @All, bardzo dziękuję wszystkim za komentarze i cieszę się, że bolo de bolacha spotkało się z Waszą aprobatą. Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie.

    Sonja, od dawna stosuję tylko tę żelatynę w płatkach, ale z moich wcześniejszych doświadczeń wynika, że jeden płatek to niepełna łyżeczka od herbaty. Tutaj zamiast 4 płatków dałabym tak z 3 i 1/2 do maksymalnie 4 łyżeczek żelatyny w granulkach. A postępowanie z tą proszkową żelatyną - zalać kilkoma łyżkami wody i zostawić do napęcznienia, a potem rozpuścić w mleku na minimalnym ogniu lub w kąpieli wodnej.

    Lo, czyli bolo de bolacha wybiera się znad jednego morza na drugie. ;)

    Cukrowa wróżko, cieszę się, że nazwa się podoba, trochę trudno ją zgrabnie przetłumaczyć. Brzmi trochę jak "masło maślane" ;)

    Anonimowy, w takim razie wszystkiego najlepszego z okazji urodzin i myślę, że bolo de bolacha jak najbardziej się sprawdzi w roli tortu.

    Aniado/Lepszysmak, niezwykle sobie cenię takich wiernych czytelników i przyznam, że są dla mnie wielkim bodźcem do dalszych publikacji. Bardzo dziękuję za miłe słowa o blogu i pozdrawiam.

    Pola, ja dla odmiany nigdy w życiu nie robiłam nic z agarem i z własnego doświadczenia nie potrafię Ci doradzić. Podpowiem tylko, że żelatyny w granulkach trzeba użyć ok. 3 i 1/2 - 4 łyżeczki, może gdzieś znajdziesz przelicznik tego na agar.

    Myślę, że można spróbować część kremówki zamienić na jogurt. Nie zamieniałabym jednak całej, bo bardzo zmieni to smak. Może dla odchudzenia kroić po prostu mniejsze porcje. ;) Z pewnością potrzeba też będzie, gdy użyjesz jogurtu, trochę więcej usztywniacza, czyli żelatyny lub u Ciebie agaru. Jeśli wypróbujesz ciasto, daj koniecznie znać jak się udało z tymi modyfikacjami. Pozdrawiam serdecznie.

    Anno-Mario, też tak czasem mam - jak mnie coś skusi to zrobiłbym natychmiast. :)

    Kuchareczko, a ja tęsknię za prawdziwymi polskimi jagodami... marzenie ściętej głowy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten chłodny, zmrożony kawałek ze zdjecia pożarłabym natychmiast.
    Pieknę zdjęcia. Pozdrawiam. Jola.

    OdpowiedzUsuń
  18. ZACHWYT odebrał mi mowę...!!!

    OdpowiedzUsuń
  19. ..no muszę przyznać że Twoje przepisy i blog ogólnie robi furrorrę wsród moich znajomych... Estetycznie i smakowicie , genialnie... a tę smakowitość na obotnią impreze rodziną przygotuję
    pozdrawiam wiernna podglądaczka blogowa aakr

    OdpowiedzUsuń
  20. Agnieszko zaskakujesz każdym wpisem :) I zachwycasz.
    Równiutkie te warstwy jak nie wiem co!
    Ja dla odmiany bardzo lubię kremy maślane :) Taka typowa ze mnie przyszła matka polka :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Zrobiłam! Może nie wyszło tak piękne jak Twoje, ale smak był boski. Na pewno będę robiła je częściej, tylko zwykłe herbatniki, które słabo się nasączają kawą zastąpię maślanymi krakuskami (myślę, że ona najbardziej przypominają te bolacha Maria).

    OdpowiedzUsuń
  22. Boskie!!!!
    bardzo mnie zachęciło, mam niebawem okazję w domu i myslę że zrobie, szczególnie że upały niezbyt zachęcają do włączania piekarnika...pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  23. Agnieszko wyglada bosko! Bardzo mi się podoba to ciasto :) Już sobie zapisuję do zrobienia:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  24. To ciasto... letnia poezja. Szkoda tylko, że pogoda się zepsuła. Ogromna szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie znalazłam żadnego przelicznika żelatyny na agar-agar, więc zrobiłam na oko. Użyłam 3 płaskich łyżeczek, ale myślę, że nawet dwie by wystarczyły, bo bardzo się ścieło (ciasto spędziło noc w lodówce), ale dzięki temu łatwo i ładnie można było pokroić.

    Agar rozmieszałam w małej ilości wody i dodałam do połowy mleka. Gdzieś wyczytałam, że agar trzeba pogotować chwilę, więc zostawiłam mleko na małym ogniu na jakieś 5 min. Poza tym wszystko jak napisałaś powyżej. Jednak nie zdecydowałam się zamienić kremówki na jogurt - może kiedyś spróbuję np. z jogurtem greckim?

    Krótko mówiąc - boski deser. Robi się szybko (jeśli nie liczyć czasu w lodówce), MOŻNA PRZYGOTOWAĆ GO WCZEŚNIEJ, po przekrojeniu wygląda niezwykle elegancko, żadnego babrania w cieście (nie lubię), można eksperymentować z innymi owocami na górze (ja udekorowałam malinami).

    I co najważniejsze na upały: NIE TRZEBA WŁĄCZAĆ PIEKARNIKA. W sobotę ma być ponad 30 stopni, będę miała gości to chyba znowu zrobię.
    Agnieszko, wielkie dzięki za ten cudowny przepis :)
    Pola

    OdpowiedzUsuń
  26. Agnieszko,
    świetny, oryginalny przepis na lato! Zrobiłam z 500 ml kremówki (30%), a herbatniki, zgodnie z sugestią jednej z osób komentujących, to w moim przypadku maślane krakuski. Faktycznie, idealne do namaczania, miękną dopiero chwilę po położeniu na kremie. Następnym razem dam mniej żelatyny (granulat) - sądzę, że 2 łyżeczki wystarczą. W przypadku 3 łyżeczek właściwie powinnam od razu rozprowadzać krem w formie, ale dałam mu postać 10 minut w lodówce i nieźle się potem napracowałam ze smarowaniem. Użyłam gotowej masy krówkowej, ale mam wrażenie, że samodzielnie gotowana jest bardziej aksamitna (porównując oba wyroby tej samej firmy). A na wierzch poszły poziomki ze swojego ogródka :)

    Zestaw słodyczy krówkowej, kawy i kwaskowatych owoców jest absolutnie niesamowity. Tuczące, ale w jakim dobrym stylu :)
    Dziękuję za przepis i pozdrawiam,
    Maria

    OdpowiedzUsuń
  27. cudowna jest ta klasyka w Twoim wykonaniu. piękne ciasto.
    za każdym razem, gdy tu przychodzę towarzyszą mi zachwyty.

    OdpowiedzUsuń
  28. Z mila checia zagladam do Twojego bloga od czasu do czasu. Ciasto jest bardzo zachecajace i prawie ,prawie zrobilabym go na wlasne imieniny. Mam pytanie : czy robiac 400g masa i 300 smietana , moge zrezygnowac calkowicie z zelatyny? Myslisz , ze "ustoi" pozniej ? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  29. Agnieszko!
    Aż dech zapiera.
    Cudne- brak słów

    OdpowiedzUsuń
  30. Jak tylko ciasto pojawiło się na blogu, wiedziałam, że muszę je od razu zrobić. Wszystkie składniki miałam w domu, brakowało tylko odpowiedniego przepisu :-) Zrobiłam z podwójnej porcji, gdyż akurat urządzaliśmy rodzinnego grilla. Ze względu na upały, wsadziłam go do zamrażalnika, choć później wszyscy zgodnie orzekli, że wersja odtajała jest lepsza… Super przepis! Ciasto bardzo łatwe i szybkie a najważniejsze przepyszne!

    OdpowiedzUsuń
  31. moje właśnie tężeje w lodówce:)zamiast herbatników dałam biszkopty nasączone kawą i do samej masy też dodałam kawę zarówno rozpuszczalną jak i mieloną i bardzo ładnie wygląda. Ciasto będzie sobie dojrzewać do sobotnich gości.
    pozdrawiam
    Agnieszka
    www.kuchennewoogieboogie.pl

    OdpowiedzUsuń
  32. Noo, to już wiem co na następną letnią okazję...

    OdpowiedzUsuń
  33. Na wstępie przepraszam za spóźnione odpowiedzi na komentarze. Żyłam przez ponad tydzień bez netu. ;) Dziękuję bardzo wszystkim komentującym.

    Jolu, mój Maciek pożera takie prosto z zamrażarki. ;)

    Tomasz, dzięki za komentarz. :)

    Warsztat/Aakr, nawet nie wiesz jak mnie cieszą takie słowa. Mam nadzieję, że bolo się udało.

    Polko, każdy ma swoje upodobania i to należy szanować, zwłaszcza u przyszłej Matki Polki.;) Przy[omniało mi się, że ja lubiłam czekoladowy maślany krem w jednym cieście - w torcie węgierskim, ale to chyba ze względu na duża ilość wiśni w spirytusie, które się tam wałęsały. A propos, od wielu wielu lat nigdzie nie widziałam tego tortu, ani jego ani marcello.

    Anonimowy, cieszę się bardzo, uwagę o krakuskach wstawię do przepisu.

    Kass i Atino, trzymam kciuki za wasze bolode bolacha.

    Zaytoon, trochę mnie tu nie było, ale chyba przy okazji pogoda się poprawiła. ;)

    Polu, bardzo się cieszę , że się udało i pokonałaś te agarowe problemy. Tak z połową jogurtu greckiego mogłoby być ciekawe. Jeszcze zamiast masy krówkowej wrzuciłabym wtedy trochę lemon curd i ... wyszłoby pewnie coś całkiem innego, choć myślę, że równie smakowitego. Nie ma to jak eksperymenty. :) Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.

    Mgrysiu, cieszę się że smakowało. Czyli z praktyki wynika, że żelatyny proszkowej powinno być jeszcze mniej niż myślałam. Najbardziej zazdroszczę tych poziomek na wierzchu. :)

    Asieja, dziekuję za dobre słowo i pozdrawiam.

    Anthony, boję się czy moja odpowiedź nie jest spóźniona.
    "czy robiac 400g masa i 300 smietana , moge zrezygnowac calkowicie z zelatyny?" Nie wiem czy pisząc "masa" miałaś na myśli masło czy masę krówkową? Jeśli to drugie to chyba jednak mimo wszystko dodać żelatyny. Jeśli zaś chodzi o masło, to bałabym się je mieszać z kremówką. Lepiej dać w tym wypadku tylko masło i masę krówkową, wtedy powinno "ustać" bez problemów bez żelatyny.

    Olciaky, dzięki serdeczne.

    Trzkasieńko, cieszę się bardzo, że się udało !!! U mnie wszyscy , z wyjątkiem mnie ;), wolą wersję zamrożoną. :)

    Pinos, daj znać czy się udało.

    OdpowiedzUsuń
  34. Zrobiłam jako tort urodzinowy swojej 4-latce.
    Goście wpadli w zachwyt, a ja miałam ogromny wyrzut sumienia, bo nie dla wszystkich chętnych wystarczyło dokładki.....
    Następnego dnia musiałam zrobić je po raz kolejny. W wyniku męskich zakupów użyłam śmietanki 30% i herbatników... O 12-tu godzinach "odstania" nie było mowy: po ok. 4 połowa została spałaszowana (herbatniki były mięciutkie, a masa jakby "lżejsza" - nie wiem, czy to sprawka śmietanki czy krótkiego czasu" leżakowania...)

    Jednym słowem: ciasto zostało okrzyknięte GENIALNYM!!!!!

    pozdrawiam, Maria

    OdpowiedzUsuń
  35. Mario, ależ się cieszę, że bolo de bolacha odniosło taki sukces! A dzieci tolerowały nasączone kawą herbatniki? Bo moje większe ode mnie 16-letnie dziecko właśnie na to się krzywi. Co jest zresztą zdumiewające jak na kogoś mieszkającego większość życia w PT (tu dzieci piją kawę od 4 roku życia, no niech będzie ... nieco słabsza kawę niż ich rodzice, mam nawet dowód na blogu ;)). http://www.kuchnianadatlantykiem.com/2006/12/ktordy-najbliej-do-starbucks.html

    OdpowiedzUsuń
  36. Pokusilam sie w upaly o to ciasto, zwlaszcza, ze skladniki bardzo mi odpowiadaly. Intuicja mnie nie zawiodla, okazalo sie pycha. Polaczenie smakow, ktore dla mnie bylo sie strzalem w dziesiatke. Tylko ta ilosc kalorii w polaczeniu z niemoznoscia powstrzymania sie przed siegnieciem po nastepny kawalek... mocno frustrujaca :) Dziekuje :)

    OdpowiedzUsuń
  37. O kaloriach przy tym cieście lepiej zapomniec, bo rzeczywiście trochę trudno pozostac przy jednym cieniutkim kawaleczku. Adria, ale pomysl jeszcze o tym - o ile wiecej kalorii mialoby z kremem maślanym. Czyli możemy się pokusic o wniosek, że to ze śmietaną jest w sumie odchudzone. ;) Cieszę się, że smakowało i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  38. Ja nie chce nic mówić, ale to moze byc przepis na najlepszy deser świata, który jadłam w greckiej tawernie w Poznaniu. Nosił on nazwę Nirvana i klnę się na wszystkie świętości, że z każdą jego łyżeczką doznawałam absolutu. Na pewno nie miał ciasteczek w środku, bardziej biszkoptowy spód, takie karmelowe tiramisu. Aż się podekscytowałam. Szkoda, że w piątek wyjeżdżam, bo już jutro bym gotowała mleko. W poniedziałek robię. Rety, jak ja lubię tu zaglądać :))) Zawsze coś :)

    OdpowiedzUsuń
  39. mój krem był w wersji półpłynnej chyba za mało dałam żelatyny(2 płaskie łyżeczki)ten na zdjęciu wygląda na puszysty,mój taki nie był.

    OdpowiedzUsuń
  40. Moniu Wu, w takim razie koniecznie wypróbuj, jak będziesz miała chwilę i daj znać czy się bolo de bolacha choć zbliżyło do tego najlepszego deseru na świecie.

    Anonimowy, z moich konwersji wynika, że powinno być 3 i 1/2 aż do 4 łyżeczek zamiast 4 listków. Pisałam o tym w jednym z komentarzy. Prawdę mówiąc nie lubię podawać zamienników tego rodzaju, jeśli ich nie wypróbowałam akurat w tym cieście, a sama już od dawna przeszłam prawie wyłącznie na żelatynę listkową.
    Ten zamiennik żelatynowy 1 listek = 1 niepełna łyżeczka herbaciana wypróbowałam jednak w innych deserach i się sprawdzał. Może jeszcze gwoli ścisłości - 1 łyżeczka w moich przepisach, jeśli nie jest inaczej zaznaczone, oznacza zawsze łyżeczkę płaską o pojemności 5 ml. I ja stosuję się do tego ściśle używając zawsze łyżeczek-miarek. Myślę, że użycie niestandardowych łyżeczek może robić w tym przepisie różnicę (stąd komentujące, które wypróbowały już tort pisały, że może starczyłoby mniej żelatyny). Krem na pewno nie powinien być płynny, puszysty jest od samej bitej śmietany, a żelatyna go jeszcze zestala.

    OdpowiedzUsuń
  41. Zrobiłam ten przepyszny deser jeszcze raz i jeszcze raz... Za drugim razem dałam 2 łyżeczki żelatyny, za trzecim - 3,5 (przy czym była to żelatyna tej samej firmy). No i doszłam do wniosku, że bolo de bolacha ma charakterek i tak czy siak się zestali, tylko pozostaje kwestia, jak szybko. Z 2 łyżeczkami gęstniało bardzo, bardzo powoli (aczkolwiek, gwoli ścisłości muszę dodać, że dzień był wyjątkowo upalny), nawet w lodówce, więc ułożenie ciasteczek w równych warstwach było niemożliwe. Za to przy 3,5 łyżeczki gęstniało bez chłodzenia, ale dało się jeszcze rozsmarować, a potem na spokojnie w lodówce uzyskało docelową, ściętą postać. Trzeba przyznać, Agnieszko, że Twój przelicznik żelatyny jest bardzo dobry :)
    Jeszcze raz dziękuję za kapitalny przepis: prosty i oryginalny.

    OdpowiedzUsuń
  42. Witam:):) mam chrapkę na te ciacho jako alternatywa zamiast Wielkanocnego Mazurka:):) kocham smak krówki.:):) Mam pytanie ile ten deser może maksymalnie przebywać w lodówcę.Chodzi mi o to,że w składzie kremu jest kremówka,czy 3 dni,nie będzie za długo???
    dzieki i pozdrawiam:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 3 dni wytrzyma w lodówce spokojnie. Czy więcej - nie wiem, bo nigdy się u nas dłużej nie uchowało. :) Trzymam kciuki, żeby się udało.

      Usuń
  43. Agnieszko jestem ogromną wielbicielką tego ciasta - pyszności :) Bardzo dziękuję za przepis:) Dzisiaj jest u mnie , moja wersja, nie tak śliczna, ale przepyszna:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Atino, miło mi bardzo! Cieszę się, że tak Wam smakuje.

      Usuń
  44. Mam prośbę: czy mogłabym otrzymać przepis na ten deser w oryginale tzn. z kremem maślanym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo proszę (za efekt nie gwarantuję, bo nigdy nie robiłam), ta wersja kremu jest w PT chyba najpowszechniejsza: 200 g masła, 250 g cukru pudru i 4 żółtka. Ubić masło z cukrem i dodać żółtka nadal ubijając. Jak na mój gust sporo tego cukru, ale tak już Portugalczycy mają ze słodyczami. Bez żółtek i cukru nie ma deseru. Reszta jak w moim przepisie, tylko bez owoców, na wierzch kruszymy kilka ciasteczek. Nie trzeba zamrażać, wystarczy wstawić do lodówki.

      Usuń
  45. Serdecznie dziękuję. Na pewno zrobię w obydwu wersjach z ciekawości i dla porównania.

    OdpowiedzUsuń
  46. Ciasto z ciasteczek robiłam już wielokrotnie.
    Dla okrutnie leniwych: zamiast robić krem z krówki i śmietanki można użyć proszkowanego kremu tortowego Oetker'a o smaku toffi - bez dodawania masła. Ale nie oszukujmy się jest to zbrodnia na dobrym kremie. :)
    Natomiast spieszę donieść, że ostatnimi czasy w Biedronce można dostać Bolocha Maria :) I na mój gust różnią się od krakusków dość znacznie. Portugalskie są delikatniejsze i bardziej chrupiące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę, cieszę się że boloach Maria trafiły pod polskie strzechy. Ja z kolei nie znam krakusków, więc opierałam się na opiniach z drugiej ręki...Bardzo się cieszę, że ciasto tak smakuje i że robione było wielokrotnie. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  47. Bardzo inspirujaco piszesz/gotujesz!! Faktem jest, ze na skutek ciaglego przelykania sliny przy czytaniu, czuje ze albo musze szybko usnac albo znowu cos zjesc! Nie zmienia to faktu ze jestem pod ogromnym wrazeniem. Desery sa moja slaboscia, wiec bede probowala po kolei! Twoje Ciasto z ciastek bardzo przypomina mi Poludniowo Afrykanskie Peppermint Crisp Tart. Jest to tez deser na bazie karmelu ( 1 puszka na 600 ml smietany kremowki), herbatnikow kokosowych i twardej,mietowej czekolady. Jesli lubisz mietowa czekolade choc troche, polecam :) (moge podzielic sie bardziej szczegolowym przepisem, jesli chcesz, chociaz z twoim talentem to pewnie i to by wystarczylo!
    Pozdrawiam , po raz pierszy ale na pewno nie ostatni

    akulka

    P.S
    Zrobilam Confit z kaczki wg twojego przepisu i czuje sie w obowiazku podzielenia komplementami, ktore mi sie dostaly*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akulko, bardzo dziękuję za przemiły komentarz. Cieszę się, że confit był źródłem komplementów. :) To ciasto z RPA brzmi świetnie, tylko, że ja bym chyba musiała podmienić czekoladę miętową na jakąś inną. :) Może na kokosową? Co o tym myślisz? Miętę toleruję tylko w postaci świeżych listków. Ta w formie czekoladek, cukierków itp. kojarzy mi się z kroplami miętowymi i nie za bardzo ją lubię. ;) Pozdrawiam bardzo serdecznie i zapraszam jak najczęściej.

      Usuń
    2. Calkiem rozumiem twoj uraz z dziecinstwa :) - tez nie cierpie wszelkich " mietusow" i czekoladek z miekkim mietowym "kremem", najpewniej zrobionym z tych nieszczesnych kropli! I pewnie gdyby nie to, ze nie chcialam urazic gospodyni, to z zasady uznalabym ze takiego deseru tez lubic nie moge. Moze faktycznie, pierwszy, musialby zrobic ktos dla ciebie :) (Gdybys byla ulokowana bardziej nad kanalem La Manche niz nad Atlantykiem- juz bym slala zaproszenie!)
      Mimo bardzo "mietowej" nazwy, w smaku dominuje jednak karmel- w oryginalnym przepisie zalecaja uzycie zaledwie jednego Peppermint Crisp Bar firmy Nestle,35g. Trudno go zdoby,c bo produkuja go tylko w RPA i w Australii, ale w dzisiejszych czasach,ze sklepami internetowymi nie jest to az taki problem. Ja jednak najczesciej uzywam czekoladowo-mietowych "patyczkow" jako zamiennika , ktore rozdrabniam w blenderze i posypuje warstwami. Aha, tego deseru niestety nie da sie tak ladnie pokroic jak twoje ciasto, jako ze nie ma w przepisie zelatyny- konsystencja tiramisu raczej, naklada sie lyzka. A co do kokosowego smaku, nie umiem sobie wyobrazic, ale brzmi super !
      Wyczytalam tez ostatnio, ze lubicie Baileys'a :-) , a znasz moze likier " Amarula"? ( skoro jestesmy przy watku poludniowo-afrykanskim i deserach).
      Pozdrawiam,
      akulka

      Usuń
    3. Akulko, skoro tak polecasz to chyba będę musiała kiedyś wypróbować to ciasto. A co do południowoafrykańskiej Amaruli, to znam i uwielbiam. Całkiem jest podobna w smaku do Baileys, tym bardziej mnie zdziwiło, że robiona jest na bazie jakichś egzotycznych owoców.

      Usuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.