niedziela, czerwca 13, 2010

Lasagne z bobem

Lasagna

Już  od co najmniej miesiąca czy dwóch mamy w Portugalii sezon na świeży bób. Przyznam, że przez wiele lat jadałam tę strączkową roślinę bardzo rzadko i w zasadzie w dość monotonnej postaci. Otóż ze dwa razy do roku moja Mama gotowała go i potem całą rodziną zasiadaliśmy i jeszcze gorący, ziarenko po ziarenku łuskaliśmy i zajadaliśmy. Nie był to w zasadzie posiłek, ot taka smakowita przegryzka. Przyznam, że do dzisiaj odnoszę się do takiej uczty z wielkim sentymentem.  Jednak nie bardzo sobie przypominam skąd ten bób mieliśmy, ani czy był świeży czy mrożony. Nie pamiętam z pewnością wyjmowania go ze strączków. Może w Polsce sprzedają świeży już łuskany? A może moja Mama sama jakoś mimochodem wykonywała tę dość uciążliwą pracę....

5

W zasadzie dopiero tutaj w Portugalii rzuciły mi się w oczy na straganach wielkie strąki świeżego bobu. Początkowo podchodziłam do nich jak do jeża. Myślałam - nie będę się w to bawić. Wystarczy, że każde ziarenko trzeba wyłuskać ze skórki, żeby nie mieć ochoty dodawać sobie jeszcze pracy ze strączkami. Kupowałam mrożone ziarenka i byłam nimi całkowicie usatysfakcjonowana. Okazuje się jednak, że taki świeży bób to całkiem inna jakość, no i jeszcze nieuchwytna przyjemność gotowania "bliżej natury". Warto więc czasem kupić dla zabawy strączki bobu i pokusić się o zajęcie w stylu Kopciuszka. No może Kopciuszek nie mógł w międzyczasie przeglądać sobie netu i w dodatku do przebierania miał ociupinkę bardziej pracochłonny mak. ;)


2

Po odkryciu bobu posypały mi się też jak z rękawa przepisy na jego wykorzystanie. Często takie, w których gra pierwsze skrzypce. Celują w nich zwłaszcza kuchnie śródziemnomorskie. Tu mała dygresja - czy ktoś sobie przypomina z zajęć z filozofii jakieś związki między bobem a greckimi myślicielami? :) Konkretnie chyba chodziło o Pitagorasa. Nie świadczy to najlepiej o moim nauczycielu ze studiów, ale jest to jedna z niewielu informacji jakie mi do dzisiaj utkwiły z tego przedmiotu. ;) Nie daję tylko głowy czy Pitagoras przestrzegał przed jedzeniem nadmiernych ilości bobu czy do niego zachęcał.

4

Bób szczególnie bryluje w sałatkach (np. z fetą, burakami i roszponką, w lekkim vinaigrette), ale ja dzisiaj sobie wykoncypowałam lasagne z jego dodatkiem. Lasagne to, obok pierogów i spaghetti bolognese, najukochańsze danie mojego dziecka. Nawet mi jakoś umknęło, że wychodzi na to, że jest z niego poważny miłośnik makaronu. Robię od czasu do czasu klasyczne lasagne, które cieszy się szczególnie dużym wzięciem, gdy mamy nastoletnich gości. 

3

W ramach wspominanej już tu niedawno obsesji przemycania warzyw, gdzie się da, do dzisiejszego "lasagnowego" ragù  idzie sporo roślin, w tym duża dawka wspomnianego już bobu. Nie brakuje również mięsa. Ja użyłam cielęciny, ale można je robić z wołowiną lub nawet, jeśli ktoś lubi, z mieszanką tej ostatniej i wieprzowiny. Biały sos, zamiast beszamelu, jest na bazie jajek, mleka i śmietany. 

Tym razem, mimo, że Łukaszowi danie bardzo smakowało, to samego siebie przeszedł mój mąż -  życzył sobie lasagne na obiad i kolację i brał porażające wielkością dokładki. ;) Zapraszam wszystkich serdecznie na nieco lżejszą i bardziej zieloną niż zwykle lasagne z bobem.
Lasagna

Lasagne z bobem

Sos mięsno-warzywny:
2 cebule (1 biała , 1 czerwona), pokrojone w kostkę
1 por, pokrojony w kostkę
1 gałąź selera naciowego, pokrojonego w kostkę
1 czerwona papryka,  pokrojona w kostkę
2 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
3 łyżki oliwy extra virgin

1 kg mielonej cielęciny
150 ml czerwonego wina
1 łyżeczka suszonej bazylii
2 łyżeczki suszonego oregano

400 g puszka pomidorów włoskich, pokrojonych na kawałki
200 ml przecieru pomidorowego
1 łyżka koncentratu pomidorowego
sól i świeżo zmielony pieprz do smaku

1 pęczek szczypiorku, drobno posiekanego
1/2 pęczka świeżej bazylii, drobno posiekanej
300 g ugotowanego, wyłuskanego bobu 

Sos biały:
2 jajka
200 ml gęstej słodkiej 20% śmietanki
300 ml mleka
sól i pieprz do smaku
50 g startego sera grana padano

450 g świeżego lasagne (ok. 12 dużych płatów, każdy ok. 13x24 cm) 
starty ser grana padano do posypania wierzchu

Na rozgrzanej oliwie, w dużej i głębokiej patelni szklimy cebule , por, seler, marchewkę i paprykę przez ok. 5 min. Pod koniec tego czasu wrzucamy czosnek. Dodajemy mięso, rozdrabniamy i smażymy na  ostrym ogniu przez ok. 10 min. Wlewamy wino, wsypujemy suszone przyprawy i smażymy aż płyn wyparuje. Dodajemy pomidory, przecier i koncentrat i pod przykryciem na maleńkim ogniu dusimy przez 1 i 1/2 godz. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Po zdjęciu z ognia mieszamy ze świeżą bazylią i szczypiorkiem oraz z bobem.

Jajka lekko ubijamy z mlekiem i śmietaną, doprawiamy solą i pieprzem, dodajemy utarty parmezan. 

Nagrzewamy piekarnik do 180ºC. Naczynie do zapiekania smarujemy masłem. 
Nakładamy na dno kilka łyżek sosu mleczno-jajecznego. Kładziemy płaty makaronu, a następnie trochę mięsnego sosu i znowu mleczno jajecznego, przykrywamy kolejną warstwą lasagne. Powtarzamy aż do wyczerpania składników, kończąc miksturą mleczno-jajeczną na wierzchu i posypując startym parmezanem. Pieczemy lasagne przez 20 min przykrytą folią aluminiową. Odkrywamy i dopiekamy jeszcze przez kolejne 20 min.

19 komentarzy:

  1. Hm, pamiętam powiazania bobu z jakimś filozofem, ale nie stawiałam na Pitagorasa... Obudziłaś moją ciekawość, Agnieszko! JAk znajdę chwilę, poszperam w ksiażkach, bo muszę sobie przypomnieć, o co chodziło!

    A lazania wygląda świetnie, w zyciu nie pomyslałabym, by dodać do niej bobu!

    Pozdrowienia ciepłe :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gotowałam już w tym sezonie z bobem i też po raz pierwszy kupiłam świeże strąki wiedziona wspomnieniami z dzieciństwa. Zrywałam bób z koleżanką w jej ogrodzie, łuskałyśmy go, a jej babcia gotowała go dla nas w ogrodzie na prowizorycznym palniku zrobionym z cegieł (kobiecina nie lubiła gotować w domu z przyczyn, których nie pamiętam). Później co najmniej raz na sezon moja mama kupowała torbę łuskanego bobu, z którego połowę zawsze zjadała nasza psinka, która bób uwielbiała i nie dała nikomu żyć jeśli ktoś go jadł.

    OdpowiedzUsuń
  3. Agnieszko, ja sie ciesze, ze sie u nas w koncu sezon na bób skonczyl:)
    Marco uwielbia tradycyjna potrawe favas guisadas com carne, która musialam przygotowac mu wiele razy w tym sezonie.
    Dla siebie (bo ja nie jadam miesa), ostatnio robilam sobie z bobem (wyluskanym ze skórki) salatki proste i smaczne z rzodkiewka, swieza kolendra i sosem vinagrette.
    Ale to prawda, ze wlasciwie bób dopiero odkrylam tutaj i równiez wyszukiwalam róznych przepisów na jego wykorzystanie.
    Jednym z niecodziennych przepisów, który odkrylam pochodzi z ksiazki Mª Lurdes Modesto „Cozinhar com vegetais” i jest nim prosta zupa z bardzo mlodziutkich straczków bobu (nie dokonca jeszcze sformowanego), ktore przygotowuje sie jak kapuste na caldo verde. I jeszcze przypomnialo mi sie, ze wyjadam prosto ze straku swieze bóbki (te najdelikatniejsze), gdy je zdaze na czas wysadzic w moim ogródku (ostatnie dwa lata spóznilam sie na sezon wysiewania).

    Pozdrawiamy z dzis wyjatkowo pogodnego Alentejo

    AniaPP

    OdpowiedzUsuń
  4. Pitagoras uciekając przed swoimi oprawcami zatrzymał się niestety prze polem bobu i... zginął...
    Dlaczego tak się bali bobu ówcześni mędrcy nie wiem bo zacny on i zdrowy.
    Nie robiłem nigdy lasagne z bobem a i ta cielęcina bardzo mi do tego pasuje. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaciekawil mnie ten Pitagoras:)
    Tutaj znalazlam wyczerpujaca chyba informacje, dlaczego unikal on bobu:
    http://users.ucom.net/~vegan/beans.htm

    OdpowiedzUsuń
  6. Po raz pierwszy widzę tak pięknie sfotografowaną lasagne. Moja nigdy nie jest tak zdyscyplinowana :) Dodatek bobu bardzo mnie zaciekawił.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejku, Agnieszko jaka cudna lasagne! Zdjecia przepiękne, a potrawa tak apetyczna, że ślinka cieknie na sam widok.
    Nigdy nie jadłam lasagne z bobem, strasznie mnie ciekawi jak smakuje.
    Pozdrawiam Cię serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. W Polsce, na targach, sprzedają świeży, wyłuskany już bób, którego ogromnym fanem jest mój Tata. Na jednym posiedzeniu potrafi zjeść nawet 1 kg bobu, posypany tylko solą!

    Takie lasagne bez wątpienia bardzo by mu posmakowało. Mnie zresztą też. ;))

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Agnieszko, też mnie kiedyś ten Pitagoras intrygował - on mówił "nie jedzcie bobu" - znalazłam dwa wyjaśnienia wtedy: 1. P. uważał bób za łącznik z piekłem; 2. cierpiał na chorobę fasolową, brak jakiegoś enzymu, ale to już Ty będziesz lepiej wiedziała o co chodzi na pewno :)
    Ciekawa historia w każdym razie :)
    A lasagne, jak tylko będzie bób to zrobię na pewno, za samym bobem jakoś nie przepadam, ale w takich połączeniach jest pyszny!
    Pozdrowienia :)))

    OdpowiedzUsuń
  10. pomysł na dodanie bobu wydaje mi się bardzo ciekawy i zapowiadający pyszny efekt końcowy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zdaje się, że jest choroba o nazwie favism od fava beans po angielsku -- czyli niedobór enzymu dohydrogenazy. Parę rzeczy na to szkodzi, między innymi bób. Coś niesamowitego! Wydaje mi się, że chyba właśnie Pitagoras na to cierpiał.

    Moje bobowe wspomnienia są prawie identyczne z Twoimi, Agnieszko. Bób pojawiał się magicznie na stole, jako letni podwieczorek (śliczne słowo, prawda?), nikt nie wiedział kto i jak go przyrządzał. Była to jednak zwykle wielka frajda! Pozdrawiam.
    Dorota

    OdpowiedzUsuń
  12. kiedyś w naszym ogródku rósł bób, pamiętam jego łuskanie - miało to swój urok
    teraz na straganach sprzedają gotowy wyłuskany w foliowych torebkach
    już sie nie mogę doczekać, kiedy zrobię taką lasagne - piękna po prostu!

    OdpowiedzUsuń
  13. @All, jak to warto sie zapytac o cos swoich czytelnikow.:) Widze, ze Pitagoras wzbudzil zainteresowanie. Teraz pokojarzylam, ze tym bobem i jego zwiazkami z medycyna chcial pan adiunkt nas zainteresowac. A to nielatwe przy takich humanistycznie ograniczonych studentach, traktujacych filozofie jak taki "michalkowy" przedmiot, przegrywajacy w przedbiegach z taka anatomia czy fizjologia. :)

    Aniu, jednak Pitagoras, choc wyjasnienie okazalo sie bardziej medyczne niz jak sie spodziewalam filozoficzne. On obserwowal, ze ludzie sie objadali bobem i czasem umierali, stad zalecal wstrzemiezliwosc. :) A tak swoja droga to inteligentni byli Ci antyczni medrcy - czasem z prostej obserwacji otoczenia potrafili wywnioskowac to samo co my dzisiaj za pomoca cudow nauki i techniki.

    Nobleva, taki od babci z ogrodu, wlasnorecznie zrywany to juz w ogole musi byc bajka!! I super historia o psince wielbicielce bobu. :)

    AniuPP, usmialam sie z tego, ze sie cieszysz z konca bobowego sezonu. Te "favas guisadas com carne" brzmia bardzo dobrze, chyba bede sie usmiechac o przepis. A kiedy w PT jest sezon na sianie bobu, bo ja z tymi terminami ogrodniczymi calkiem innymi niz w PL mam wielki problem i tez zwykle ze wszystkim sie spozniam. Dzieki za wyczerpujace info o bobie i Pitagorasie.

    Bareya, wytlumaczenie ze wszech miar zrozumiale dla pitagorejczykow, a sma Pitagoras widac mial przeczucie w tym bobem. ;) Zapraszam do wyprobowania przepisu.

    Olu, oj do zdyscyplinowania to jej bylo daleko, do szalu mnie doprowadzala przy "sesji zdjeciowej".

    Majanko, ciesze sie ze sie podoba i zapraszam to wyprobowania bobowej wariacji.

    Zaytoon, cos tak czulam, ze w PL latwiej i jest juz do kupienia wyluskany. Pozdrawiam serdecznie.

    Moniko, dzieki za wyjasnienia o Pitagorasie. Ta wrodzona anemia hemolityczna rzeczywiscie wystepuje w basenie Morza Srodziemnego, tak ze wszystko sie zgadza.

    Paula, dzieki za komentarz.

    Doroto, dzieki za kolejne pitagorasowe wyjasnienia. Teraz musze poszukac czy to on chorowal czy tylko widzial u innych. Wyszedl z tego temat-rzeka. Milo mi dzielic z Toba wspomnienia z dziecinstwa. jakos Mamy zawsze wszystko potrafily magicznie przygotowac. :)

    Justyno, prawda, ze cos jest w tym luskaniu? ;) Zapraszam do wyprobowania przepisu i dziekuje za komentarz.

    OdpowiedzUsuń
  14. Agnieszko, u mnie z tym bobem tez było tak rodzinnie - wspólne siedzenie i smakowanie:) Tak samo było z kukurydzą i orzechami..., albo pierwszymi truskawkami ze śmietaną lub gotowaniem świeżego dżemu jagodowego po wyprwie do lasu... Bób zawsze z mamy ogrodu, zatem łuskanie bobu też było w domu:) Cudowne... takie wielkie strąki i poduszkowa miękkość wnętrza... I tak najlepsze te wspomnienia...
    Zdjęcia u Ciebie jak zawsze piękne:) A zielona lazania urocza:) Pozdrawiam pięknie:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bób to ja kocham miłością wielką:) Bardzo mi się podoba Twoja propozycja i już nie mogę się doczekać, kiedy będzie można go u nas dostać :) Ta lazania będzie u mnie na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak zwykle i pięknie i smacznie...

    Ja się bobem w Portugalii też zajadałem, zobaczymy czy w Polsce też będzie tak ogólnie dostępny na targu, jak np. w Cascais :)

    pozdrawiam

    Janusz
    www.janusz-st-andrasz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. W Polsce niestety na świeży bób trzeba jeszcze trochę poczekać. Ale jak tylko się pojawi to wypróbuję bo i bób i lasagne mocno wpływają na moje ślinianki.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ewelajno, oj ja też strasznie lubię tą aksamitną wręcz wewnętrzną wyściółkę. Świetne są takie rodzinne zajęcia i wspomnienia.

    Atino, cieszę się bardzo. Daj znać czy się udała.

    Janusz, no widzę, że następna osoba, która odkryła bób w PT.:) W PL mam wrażenie, że chyba sezon troszkę krótszy jest niż tutaj. Ale mogę się mylić.

    Shinju, w takim razie czekam na relacje z dokonań w bobowym sezonie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Uwielbiam bób. Ta lasagne musi być pyszna. Piękne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.