środa, maja 05, 2010

Wstążki z grzybami, pancettą i pomidorami

Pappardelle

Makaron ma dla mnie zawsze niezwykły urok, ze względu na szybkość przygotowania. Jeśli jeszcze będziemy wierni włoskiej tradycji niezbyt skomplikowanych sosów, to już w ogóle staje się on ekspresowym daniem. Jest tylko jedna zasada: żeby szybko i porsto znaczyło również smacznie, konieczne są naprawdę wysokiej jakości produkty, w kuchni włoskiej to zresztą warunek sine qua non.

Warto więc kupić włoski makaron tzw. artigianale, czyli produkowany w małej wytwórni, czasami nawet jeszcze ręcznie. Włosi potrafią naprawdę się przyłożyć do zrobienia takiego makaronu, z niewątpliwą korzyścią dla smaku. Używają często wody źródlanej, wysokiej jakości mąki, suszą go powoli w przewiewnym miejscu w niskich temperaturach. Ja użyłam tu bardzo szerokich wstążek pappardelle (ok. 3 cm szerokości), które ciągnęłam ze sobą z naszej wyprawy do Montalcino w Toskanii. Ale oczywiście świetnie się sprawdzą również fettucine i tagliatelle.

Ideałem byłaby też włoska pancetta - dojrzewający w soli i przyprawach, a potem przez kilka miesięcy suszony boczek. Ciekawe, że nie wędzi się go, stąd bardzo delikatny smak. Poza Włochami najłatwiej kupić zrolowany pokrojony na cienkie jak bibułka plasterki. Jeśli ktoś woli intensywniejsze smaki można jednak spokojnie użyć wędzonego bekonu.

Pappardelle

Oczywiście ważne są pomidory  - w sezonie oczywiście świeże, nagrzane letnim słońcem. Poza sezonem bezpieczniej sięgnąć po puszkę włoskich pomidorów bez skórki (pelati), żeby nie rozczarować się wodnistym smakiem tego, co udało się napompować sztucznymi nawozami w jakichś szklarniach wielkości hangarów.

Co do grzybów - ja użyłam brązowych polnych pieczarek, które w porównaniu z białymi dają przynajmniej pozór leśnych grzybów. Jeszcze troszkę orzeszków piniowych (nie za dużo, bo ich cena, nawet w basenie Morza Śródziemnego, zwykła zwalać z nóg ;) ) oraz utarty parmezan lub pecorino i możemy się delektować pysznym daniem, do którego wypróbowania Was serdecznie zapraszam. Wybaczcie tylko przekłamanie na ostatnim zdjęciu - makaron oczywiście wrzucamy do sosu i szybko z nim mieszamy, a nie jak na fotografii- ciut bardziej fotogenicznie, co prawda ;) - polewamy sosem.

Zapomniałam jeszcze dodać, że to danie aż się prosi o wino. Najbardziej mi by tu pasowało jakieś białe lub lżejsze czerwone. My jedliśmy ten makaron w towarzystwie portugalskiego  Portas de Melgaço 2009, zrobionego z 2 odmian winogron: alvarinho i trajadura. Jak na vinho verde (dosłownie: zielone wino, ale nie w znaczeniu koloru, ale raczej świeżości czy młodości) przystało, miało delikatne musujące igiełki wyczuwalne na języku. Prawdę mówiąc było ciut za lekkie, bardziej by mi pasowało do tej potrawy, ze śmietanowym w końcu sosem, czyste alvarinho (z reguły mocniejsze, cięższe i bardziej aromatyczne, choć nadal dyskretnie musujące) lub hiszpańskie godello z El Bierzo, w którym jestem od dłuższego czasu zakochana.

Pappardelle

Pappardelle z grzybami, pancettą i pomidorami

2 łyżki masła
100 g pancetty lub bekonu
30 g orzeszków piniowych
250 g polnych pieczarek, pokrojonych w plasterki
4 pomidory, bez skórki i pokrojone w kostkę lub 400 g puszka włoskich pomidorów
400 ml słodkiej śmietanki 20%
sól i świeżo zmielony pieprz do smaku
1 szkl utartego parmezanu


Makaron gotujemy w dużej ilości osolonej wody i w międzyczasie przygotowujemy sos.
Sos:
Na maśle w dużej patelni smażymy pokrojoną w paseczki pancettę i orzeszki piniowe. Dodajemy pieczarki i smażymy na większym ogniu aż zmiękną. Dodajemy pomidory i dusimy przez kilka minut. Dolewamy śmietanę i jeszcze z 5 min zostawiamy na ogniu od czasu do czasu mieszając . Na koniec dodajemy do sosu 2/3 szkl parmezanu (resztę zachowujemy do posypania makaronu) i dokładnie mieszamy. Doprawiamy solą i pieprzem.

Pappardelle odcedzamy, wrzucamy do patelni z sosem i energicznie mieszamy. Podajemy posypane resztą parmezanu i świeżo zmielonym pieprzem.

19 komentarzy:

  1. Taka trzycentymetrowa makaronowa wstążka to musi faaaaaajnie smakować. Za sos i dodatki dziękuję, ale do tej wstążki jestem pierwsza.

    OdpowiedzUsuń
  2. pomysł z tą szynką bardzo mi się spodobał :) a dodatek wina pewnie był trafiony :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O rany dopiero co otrzasnelam sie po skomentowaniui sernika a tu juz kolejen cudo! Agnieszko tak nie mozna! :)
    Co za zdjecia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne zdjęcia! :-) Tak się zaśliniłam, że szok...prawie jak moje dziecko.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj Agnieszko. Pysznosci - jeden z moich ulubionych :) Zmykam, gdyz nie jadlam jeszcze lunchu i nie moge sie patrzec na taki makaron...

    OdpowiedzUsuń
  6. niedawno z Portugalii wróciłem, zakochany w alvarinho absolutnie... została już tylko jedna butelka. w Polsce niestety obowiązuje przelicznik 1 EUR = 10 PLN przy zakupach win :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszystko mi się podoba. I zrobiłam się okrutnie głodna.

    OdpowiedzUsuń
  8. na szczęście nauczona doświadczeniem siadam do oglądania blogów kulinarnych po obiedzie...
    Za miesiąc jadę do Włoch, już nie mogę się doczekać, przywiozę sobie makaron....

    OdpowiedzUsuń
  9. Ależ pysznosci! Za to właśnie kocham kuchnię włoską!:))
    A do Montalcino bardzo,bardzo chętnie bym pojechała:) Mam nadzieje,ze kiedyś bedzie mi to dane:)

    Pozdrówki:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak to się dzieje, ze trafiam u Ciebie na dania ze składnikiem, który właśnie przywiozłam. Teraz tak jest z pancettą. Więc już chyba wiesz, co niedługo zrobię. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Moje smaki, moje klimaty i właśnie szukam lekkiego wina - dodałam do ulubionych :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. piękne zdjęcia, jak z eleganckiego albumu

    OdpowiedzUsuń
  13. Najwspanialsze w makaronie jest to ,że można go podać na 1000 sposobów, a i tak znajdziemy 1001 :)
    Przepięknie się prezentuje Twoje danie! Genialne zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
  14. Fajna sprawa takie wino. Ciekawe czy w Polsce mozna takie wino kupic ? PS. Piekne zdjecia jak zwykle. Krzysiek.

    OdpowiedzUsuń
  15. @All, Bardzo dziękuję za komentarze i pozdrawiam Was wszystkich serdecznie.

    Caracordata, ja też jakoś sobie wybitnie wstążkowe makarony upodobałam. Zdecydowanie je preferuję wśród wszystkich dostępnych kształtów.

    Paulo, zapraszam w takim razie do wypróbowania przepisu. :)

    Polko, dziękuję bardzo za jak zwykle przemiły komentarz.

    Dragonfly, dzięki serdeczne za dobre słowo. :)

    Magdaleno, tak, tak, gdy człowiek głodnych oglądanie blogów kulinarnych to lekka tortura. ;)

    Marcinie, prawda, że Alvarinho to jest to? ;) Masz całkowitą rację z tymi cenami!! Ten przelicznik to o zgrozo czasem bywa jeszcze bardziej zawrotny z tego co udaje nam się w PL wypatrzyć. To w dodatku bardziej widać na tańszych winach. Butelki w PT do kupienia w granicach 2-3 euro widywałam w PL w cenach 30-50 zł. Szok !! Ubawiłam się ostatnio czytając relację na stronie jakiegoś gdańskiego sklepu winiarskiego z degustacji portugalskich win. Oni tam zobaczyli, że vinho verde jest zielone w kolorze.;) Strach się bać takich znawców....

    Delie, hi,hi! Teraz nie pozostaje nic innego jak zrobić to danie. ;)

    Wielgasiu, o tak z Włoch makaron obowiązkowo trzeba przywieźć! Pozdrawiam serdecznie.

    Majano, oj ja bym się wybrała po raz drugi. Nawet mieliśmy taki zamiar, ale nam dziecko plany pokrzyżowało swoimi egzaminami rozłożonymi na miesiąc..

    Lo, ale fajne zbiegi okoliczności, prawda? Jakieś fluidy muszą między nami płynąć, czy coś w tym guście. :) Pozdrawiam Cię serdecznie.

    Usagi, tak, tak vinho verde jak najbardziej jest lekkie. Daj znać jeśli wypróbujesz to danie.

    Olu, dziękuję za komplement i pozdrawiam. :)

    Dziwnograj, masz rację, możliwości wydają się nieograniczone. :)

    Krzyśku, czy da się kupić konkretnie to, które piliśmy to nie wiem, ale na pewno vinho verde jako takie jest do zdobycia. Widziałam w polskim necie Casal Garcia i Gatão. To może nie są jakieś wielkie wina zdobywające nagrody, ale na pewno bardzo przyjemne w piciu i odświeżające. Uczciwie tylko dodam, że na Casal Garcia przebitkę ceny mają polscy sprzedawcy w porywach 15-krotną. Nóż się w kieszeni otwiera...

    OdpowiedzUsuń
  16. agnieszka, aż żal pisać o tych cenach. np: http://www.jumbo.pt/frontoffice/ContentPages/BrowseCatalog.aspx?C=409 vs http://www.wina.pl/Lagosta_Vinho_Verde,produkt,327.html

    (a wina.pl nie mają opinii drogiego sklepu).

    albo: http://www.dolinawin.pl/index.php?products=product&prod_id=379 ... ile kosztuje w portugalii? chyba poniżej 4 euro.

    a przecież importerzy kupują jeszcze znacznie taniej...

    wypiłem tą ostatnią butelkę, soalheiro, przepyszne. kupiłem za 10 euro, ciekawe ile kosztuje w .pl pewnie ze 100.

    no, ale nie ma co narzekać, trzeba zbierać pieniążki i na jesieni znowu zawitać w portugalii, wracając z pełnymi walizkami :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Marcin, aż z ciekawości poszukałam tego Monsaraz na podanej przez Ciebie stronie Jumbo - dokładnie kosztuje 2,98 euro.
    http://www.jumbo.pt/frontoffice/ContentPages/BrowseCatalog.aspx?C=409
    Czyli w PL 3x tyle.

    A wiesz co mnie jeszcze martwi? Jak przeczytałam Twój komentarz w poscie o verde, że one smakują lepiej w Portugalii, to abstrahując, że tu jest urok terroir, no i miła pogoda, zaczęłam się zastanawiać jak ci importerzy to wino transportują. Ciekawe czy w kontrolowanej temperaturze to jedzie? Tak mi się skojarzyło, bo mimo że kilka lat temu upalnym latem wieźliśmy trochę butelek z Francji w samochodowej lodówce , to i tak sporo tu na miejscu poszło do zlewu.

    A co do Soalheiro - to znakomitego dokonałeś wyboru. To jedno z najlepszych portugalskich Alvarinho. Byliśmy w zeszłym roku bezpośrednio u producenta (niewielka quinta), żeby zrobić mały zapasik. Nie wiem czy miałeś okazję próbować ich alvarinho Vinhas Velhas (robione tylko z winogron ze starych, chyba ponad 30 letnich krzewów)? Boski nektar po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  18. tak "z trzeciej strony" jak sobie poczytałem na vinisferze o tym, jakie warunki trzeba spełnić, żeby importować wino do Polski, to pomyślałem, że też bym dyktował na końcu taką cenę.

    co do soalheiro to innych nie próbowałem, przywiozłem tylko tę jedną butelkę, kupioną w el corte ingles w lizbonie. ale zamierzam do portugalii jeszcze wrócić i to nie raz :) mam wrażenie, że jeśli chodzi o relację cena/jakość to jest to najatrakcyjniejszy winiarsko kraj w europie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Marcin, w takim razie trzymam kciuki za kolejne wyprawy do PT. Sosunek jakosc/cena rzeczywiscie nie jest najgorszy. Kupowalismy niedawno albarino u hiszapnskich producentow, co ciekawsze butelki oscylowaly juz kolo 20 euro. A czy csa jakosciowo lepsze? No mocno bym dyskutowala... ale moze to juz patriotyzm lokalny przeze mnie przemawia. ;)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.