Makaron ma dla mnie zawsze niezwykły urok, ze względu na szybkość przygotowania. Jeśli jeszcze będziemy wierni włoskiej tradycji niezbyt skomplikowanych sosów, to już w ogóle staje się on ekspresowym daniem. Jest tylko jedna zasada: żeby szybko i porsto znaczyło również smacznie, konieczne są naprawdę wysokiej jakości produkty, w kuchni włoskiej to zresztą warunek sine qua non.
Warto więc kupić włoski makaron tzw. artigianale, czyli produkowany w małej wytwórni, czasami nawet jeszcze ręcznie. Włosi potrafią naprawdę się przyłożyć do zrobienia takiego makaronu, z niewątpliwą korzyścią dla smaku. Używają często wody źródlanej, wysokiej jakości mąki, suszą go powoli w przewiewnym miejscu w niskich temperaturach. Ja użyłam tu bardzo szerokich wstążek pappardelle (ok. 3 cm szerokości), które ciągnęłam ze sobą z naszej wyprawy do Montalcino w Toskanii. Ale oczywiście świetnie się sprawdzą również fettucine i tagliatelle.
Ideałem byłaby też włoska pancetta - dojrzewający w soli i przyprawach, a potem przez kilka miesięcy suszony boczek. Ciekawe, że nie wędzi się go, stąd bardzo delikatny smak. Poza Włochami najłatwiej kupić zrolowany pokrojony na cienkie jak bibułka plasterki. Jeśli ktoś woli intensywniejsze smaki można jednak spokojnie użyć wędzonego bekonu.
Oczywiście ważne są pomidory - w sezonie oczywiście świeże, nagrzane letnim słońcem. Poza sezonem bezpieczniej sięgnąć po puszkę włoskich pomidorów bez skórki (pelati), żeby nie rozczarować się wodnistym smakiem tego, co udało się napompować sztucznymi nawozami w jakichś szklarniach wielkości hangarów.
Co do grzybów - ja użyłam brązowych polnych pieczarek, które w porównaniu z białymi dają przynajmniej pozór leśnych grzybów. Jeszcze troszkę orzeszków piniowych (nie za dużo, bo ich cena, nawet w basenie Morza Śródziemnego, zwykła zwalać z nóg ;) ) oraz utarty parmezan lub pecorino i możemy się delektować pysznym daniem, do którego wypróbowania Was serdecznie zapraszam. Wybaczcie tylko przekłamanie na ostatnim zdjęciu - makaron oczywiście wrzucamy do sosu i szybko z nim mieszamy, a nie jak na fotografii- ciut bardziej fotogenicznie, co prawda ;) - polewamy sosem.
Zapomniałam jeszcze dodać, że to danie aż się prosi o wino. Najbardziej mi by tu pasowało jakieś białe lub lżejsze czerwone. My jedliśmy ten makaron w towarzystwie portugalskiego Portas de Melgaço 2009, zrobionego z 2 odmian winogron: alvarinho i trajadura. Jak na vinho verde (dosłownie: zielone wino, ale nie w znaczeniu koloru, ale raczej świeżości czy młodości) przystało, miało delikatne musujące igiełki wyczuwalne na języku. Prawdę mówiąc było ciut za lekkie, bardziej by mi pasowało do tej potrawy, ze śmietanowym w końcu sosem, czyste alvarinho (z reguły mocniejsze, cięższe i bardziej aromatyczne, choć nadal dyskretnie musujące) lub hiszpańskie godello z El Bierzo, w którym jestem od dłuższego czasu zakochana.
Pappardelle z grzybami, pancettą i pomidorami
2 łyżki masła
100 g pancetty lub bekonu
30 g orzeszków piniowych
250 g polnych pieczarek, pokrojonych w plasterki
4 pomidory, bez skórki i pokrojone w kostkę lub 400 g puszka włoskich pomidorów
400 ml słodkiej śmietanki 20%
sól i świeżo zmielony pieprz do smaku
1 szkl utartego parmezanu
500 g pappardelle
Makaron gotujemy w dużej ilości osolonej wody i w międzyczasie przygotowujemy sos.
Sos:
Na maśle w dużej patelni smażymy pokrojoną w paseczki pancettę i orzeszki piniowe. Dodajemy pieczarki i smażymy na większym ogniu aż zmiękną. Dodajemy pomidory i dusimy przez kilka minut. Dolewamy śmietanę i jeszcze z 5 min zostawiamy na ogniu od czasu do czasu mieszając . Na koniec dodajemy do sosu 2/3 szkl parmezanu (resztę zachowujemy do posypania makaronu) i dokładnie mieszamy. Doprawiamy solą i pieprzem.
Pappardelle odcedzamy, wrzucamy do patelni z sosem i energicznie mieszamy. Podajemy posypane resztą parmezanu i świeżo zmielonym pieprzem.







19 comments: