sobota, maja 15, 2010

Vinho verde czyli wino na nadchodzące (powoli) lato

Portuguese vinho verde

Gdybym miała zaproponować turyście z Północy (ciekawe, że w portugalskich mediach dużo bardziej eksponowany jest podział Europy na północną i południową, niż na wschodnią i zachodnią) po raz pierwszy odwiedzającemu Portugalię jakieś wino - na pewno byłoby to vinho verde.

Co to takiego to całe vinho verde i dlaczego właśnie ono poszłoby na pierwszy ogień? Zacznę od tego, że na pewno nie jest to najwykwintniejszy rodzaj wina, jaki Portugalia ma do zaoferowania, ani nie najbardziej sławny. W tej ostatniej kategorii prym wodzi wino porto i Mateus Rosé. Oba eksportowane w ogromnych ilościach za granicę  i od lat znane i lubiane (wśród eksporterów prym już tradycyjnie wiodą Brytyjczycy). Vinho verde ma jednak nad nimi znaczną przewagę dla naszego turysty, mimo, że jest mocno prawdopodobne, iż przed przyjazdem do Portugalii nawet o nim nie słyszał. Idealnie moim skromnym zdaniem współgra z tym, co najlepszego ma Luzytania do zaoferowania.

No dobrze, a czymże ten leżący na peryferiach Europy kraj może przyciągnąć dzisiejszego podróżnika? Zacznijmy od rzeczy banalnych - przede wszystkim pogodą. Klimat tu łagodny i przyjazny człowiekowi. Może pomijając sierpniowy skwar w interiorze (ale tam prawie nikt z turystów nie dociera) i zimowe wiatry od oceanu (ale któż tu przyjeżdża zimą, zresztą moja własna siostra będąc tu w styczniu roztkliwiała się, że możemy jeść obiad w knajpie nad rzeką na zewnątrz na tarasie). Temperatury umiarkowane, ale w kierunku tych sympatycznych dwudziestu-paru stopni przez większość roku, dużo słonka i orzeźwiająca bryza od oceanu.

I tu przechodzimy do drugiego punktu przyciągającego - Atlantyku. Przez tutejszy lud właściwie nigdy nie nazywanego oceanem, a jedynie morzem . Cóż, w końcu jesteśmy w ojczyźnie takich postaci jak Vasco da Gama, Pedro Álvares Cabral (odkrywca Brazylii) i Magellan (tak, tak, urodził się w Portugalii). Naród, który za punkt zwrotny swojej historii uważa odkrycia geograficzne (Descobrimentos), zaprzyjaźnił się już dość dawno temu z tym  bajorkiem u swych brzegów. Za to spragnieni ciepła przybysze z zimniejszych zakątków globu wielbią tutejszy ocean z jego szerokimi piaszczystymi plażami na zachodzie i urokliwymi zatoczkami otoczonymi malowniczymi skałami na południu w Algarve. My nawet mamy swój prywatny test, żeby rozpoznać obcokrajowca krótko mieszkającego w Portugalii. Z grubsza do dwóch lat po przyjeździe mówi się "ocean", potem w miarę jak czas płynie degraduje się ten Atlantyk do "morza". ;)

Portuguese vinho verde

Region Minho: 1.Widok na miasto Viana do Castelo z sanktuarium Santa Luzia na pierwszym planie.  2.Tradycyjny strój kobiecy z Ponte do Lima. 3.Typowe obrazy układane z kafelków azulejos. 4. 5.Winnice Convento da Franqueira, kiedyś franciszkańskiego klasztoru, dziś pięknego hotelu; przez lata pobytu w Portugalii mogliśmy z wielką sympatią obserwować i trzymać kciuki za jego odbudowę podjętą przez angielskich właścicieli.

Co z tymi dwoma kwestiami ma wspólnego vinho verde? Otóż vinho verde (w tym wypadku przymiotnik verde - zielony nie oznacza koloru, a młody wiek i świeży charakter wina) jest idealnym trunkiem do picia latem, zwłaszcza gdy siedzimy na esplanada (zewnętrznej części restauracji czy kawiarni), owiewa nas wieczorna bryza i patrzymy na zachodzące w Atlantyku słońce. Ja jakoś nie lubię pić tego wina zimą. Wino winem, ale co mamy na talerzu? Chyba nie pozostawiłam Wam wątpliwości - skoro jesteśmy nad wodą to tylko ryby i owoce morza, idealnie wprost nadające się do popijania vinho verde. Myślę, że niewielu mieszkańców Porto wyobraża sobie tradycyjną festę w noc świętojańską bez grillowanych sardynek w towarzystwie w/w trunku.

Jest jeszcze trzeci powód do picia tego wina - ważny dla nieco bardziej rozintelektualizowanego turysty. Pochodzi ono z regionu Minho, który jak każde portugalskie dziecko od czasów szkolnych wie (no moje nieportugalskie też się musiało nauczyć ;)) jest kolebką tutejszej państwowości. Minho leży na północnym zachodzie Portugalii, od zachodu ograniczone Atlantykiem, ciągnie się aż po granicę z Hiszpanią. Na tych terenach Alfonso Henriques (odpowiednik naszego Mieszka I) założył księstwo Portucale, które było zalążkiem późniejszej Portugalii, czy jak się wówczas mówiło Luzytanii. Cały region naszpikowany jest do dzisiaj, jak keks bakaliami, mnóstwem zabytków - klasztorów, zamków, pałacyków, szlacheckich posiadłości (dzisiaj często pozamieniane są w niezwykle urokliwe hotele), a nawet pozostałości rzymskich dróg, osad z czasów celtyckich, czy jeszcze starszych megalitycznych artefaktów. A to wszystko jest obrośnięte winnicami do wyrobu naszego vihno verde.

Portuguese vinho verde

Rzeka Minho, wyznaczająca północną granicę regionu Minho i jednocześnie granicę z Hiszpanią. 

Samo wino też ma dłuższą historię. Wieść niesie (jak w przypadku wszystkich iberyjskich win), że winorośl w te okolice sprowadzili już Rzymianie. Podobno Seneka i Pliniusz wspominali w swoich pismach o tym, że na terenach dzisiejszego Região Demarcada dos Vinhos Verdes istniały winnice. To trochę zabawne, bo z tego co wiem, nie ma chyba win w Portugalii czy Hiszpanii, których tradycji nie wyprowadzano by z Antyku. ;) To jednak prawda, że Rzymianie tu dotarli i nawet parę wieków się pokręcili, więc może coś w tym jest. Wspomniany już Região Demarcada, czyli region, gdzie można hodować winorośl i produkować vinho verde, został wyznaczony w 1908 r. O tym, że wino zostało wyprodukowane zgodnie z obowiązującymi dla danego D.O.P (Denominação de Origem Protegida, odpowiada to z grubsza francuskiemu terminowi A.O.C.) regułami i z dopuszczalnych szczepów świadczy znak na zdjęciu poniżej po lewej stronie.

Uprawiana w Minho winorośl rożni się wizualnie dość mocno od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni np. we francuskich winnicach. Winne krzewy są prowadzone wysoko, zwykle specjalnie podpierane, co czasem przypomina rodzaj pergoli . Tradycyjnie miało to zaoszczędzić miejsca i pozwolić na uprawę warzyw u stóp winnej latorośli.

Portuguese vinho verde

Winnice w regionie Minho. Widać charakterystyczne wysokie prowadzenie winorośli. Banderola jakości vinhos verdes. Wnętrze jednego z licznych kościołów.

Żeby nie było turyście za prosto, vinho verde ma wiele odmian. Po pierwsze może być: białe (i tego bym się trzymała na miejscu naszego podróżnika), jasnoróżowe z pomarańczowym odcieniem lub czerwone (to ostatnie jest chyba najmniej pociągające, choć istnieją jego zwolennicy, twierdzący, że nie ma nic lepszego do ciężkich regionalnych dań z Minho). Typowe białe vinho verde wytwarzane jest z odmian Loureiro, Arinto, Alvarinho i Trajadura, czerwone z Vinhão, a różowe robi się z odmiany Espadeiro.

Wszystkie rodzaje vinho verde mają jedną wspólną cechę - są naturalnie, ale bardzo subtelnie musujące. Portugalczycy nazywają takie wina - vinhos frizantes. Intensywność tego musowania różni się mocno w zależności od gatunku wina, a wpływa na to wiele czynników (zwłaszcza użyte szczepy winogron, metoda produkcji, no i wiek wina).

O dłuższego czasu spędzała mi sen z powiek kwestia, w jaki sposób dochodzi do tego musowania. Przeczytałam sporo literatury i coraz bardziej dochodziłam do wniosku, że coś w tym temacie producenci kręcą. Nawet taka instytucja, jak CVRVV (Comissão de Viticultura da Região dos Vinhos Verdes) nie tłumaczy zbyt jasno w jaki sposób pojawia się CO2 w vinho verde

Zasięgnęliśmy więc języka u naszych zaprzyjaźnionych pań z Viniportugal - fundacji, która zajmuje się promocją portugalskich win. Tu ukłony dla wykazującej się nieziemską wręcz cierpliwością pani Danieli Macedo, która wyjaśniała wszystkie moje wątpliwości. Maciej mówił mi później, że trochę się obawiał, czy ona przetrwa moją dociekliwość, zwłaszcza po tym, gdy zaczęłam jej rozpisywać na kartce reakcje kwasów organicznych zachodzące w czasie fermentacji. ;)

Przy okazji wszystkim zwiedzającym Porto, polecam wizytę w siedzibie Viniportugal, mieszczącej się w bardzo turystycznym punkcie - w Palácio da Bolsa. Oprócz możliwości zdobycia wiedzy, jest tam też okazja do degustacji win z rożnych regionów. Co 3 tygodnie proponuje Viniportugal inną okolicę winiarską.

Portuguese vinho verde

Wracając do powstawania bąbelków. Po zwyczajnej fermentacji alkoholowej zachodzi w tym winie tzw. druga fermentacja jabłkowo-mlekowa (fermentação maloláctica). Odmiany rosnące w regionie Minho mają szczególną właściwość - zawierają więcej niż inne winogrona kwasu jabłkowego. On właśnie atakowany jest przez bakterie, które rozkładają go do dwutlenku węgla i kwasu mlekowego. Ten ostatni ma wyższe pH niż kwas jabłkowy, co daje wrażenie mniejszej kwasowości i zapewnia świeże nuty smakowe. Wino staje się łagodniejsze.

W czerwonym typie vinho verde proces ten zachodzi jeszcze w stalowych kadziach, zaraz po zakończeniu fermentacji alkoholowej (abstrahując od vinho verde - fermentacja jabłkowo-mlekowa bywa często celowo indukowana przez producentów niemusujących win czerwonych z okolic o zimnym klimacie, żeby pozbyć się nadmiaru kwasów), a w winach białych zazwyczaj dopiero w butelce. 

Ta fermentacja to reakcja bardzo delikatnej natury i trochę nieprzewidywalny. Oprócz zalet ma też wady. W biologicznym procesie bierze udział wiele szczepów bakterii, które mogą też doprowadzić do powstania związków chemicznych odpowiedzialnych za niepożądane dla wina aromaty i smaki. Zdarzają się producenci, którzy celowo ten proces hamują - ich wina mniej musują, za to mają wyższą kwasowość. Wbrew pozorom potrzeba trochę wiedzy i doświadczenia, żeby zrobić rzucające na kolana "zielone wino".

Tak więc wrażenie musowania w vinho verde pochodzi od szczypiącego lekko w język dwutlenku węgla, ubocznego produktu wyżej opisanej fermentacji. Portugalczycy nawet mówią, że to wino musi mieć agulha czyli igłę. Ta cecha i obowiązek picia w młodym wieku (mam na myśli wiek wina, a nie pijącego ;) ) powodują, że jest to w moim przekonaniu trunek idealny wręcz na wakacje. Praktycznie nie ma w sprzedaży wina tego gatunku starszego niż 2-letnie, bo takiego po prostu się nie pija. Jak wiele win na świecie  nie ma ono potencjału do leżakowania (z czego wiele osób nie zdaje sobie sprawy i ciągle pokutuje przekonanie, ze im wino starsze tym lepsze). W przypadku vinho verde obowiązuje wręcz zasada - im młodsze tym lepsze. W sumie ideałem jest picie go w pierwszym roku po produkcji.  Jest jeden gatunek vinho verde - alvarinho, który jest wyjątkiem od tej reguły, ale o nim będzie w innym poście, bo sporo się rożni od pozostałych win z tej okolicy.

Pewnym ewenementem (ale bardzo smacznym), o którego istnieniu dowiedzieliśmy się dopiero niedawno jest vinho verde espumante, czyli zielone wino musujące, wytwarzane klasyczną méthode champenoise.

Czy komuś udało się dobrnąć do końca tych wywodów? Wątpię... Taka to już moja obsesja dogłębnej analizy tematu i potem wychodzą z tego tasiemcowe posty. ;) Krótko więc podsumowując - naprawdę zachęcam do skosztowania  tego bardzo charakterystycznego dla Portugalii i unikalnego dla jej północnej części wina. Wiem, że popularniejsze marki vinho verde dostępne są w Polsce. Oprócz wspomnianych ryb i owoców morza pasuje ono świetnie do wszelkich letnich dań, sałatek, pizzy, a nawet chińszczyzny i japońszczyzny. Kolejny więc punkt dla niego, bo do tych dwóch ostatnich wcale nie tak łatwo znaleźć pasujący trunek. ;) Zainteresowanych dokonaniami konkretnych winiarzy produkujących vinho verde, zapraszam tutaj, gdzie mój mąż krótko podsumowuje nasze subiektywne wrażenia z degustacji, niemalże odkąd mieszkamy w Portugalii.

29 komentarzy:

  1. Uwielbiam twoj blog, polaczenie historii i ciekawostek z kuchnia. Bylam w Portugalii wiele lat temu i zrobila na mnie duzo lepsze wrazenie niz sasiadujaca Hiszpania, przynajmniej mieszkancy byli chetni rozmawiac po angielsku. Wtedy nie mialam pojecia o tym winie, ale jak mi sie uda jeszcze raz tam wybrac to kupie butelke. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Agnieszko, "dobrnąć"...??? Toż ja podziwiam Twoją dociekliwość, cudowne drążenie dogłębnego poznania tematu. Jestem zachwycona, bo sama tak nie potrafię i tu nie chodzi o ten temat, ale o wiele innych, które mnie interesują. Cierpliwości mi brak...:(
    Do spróbowania wina zachęciłaś mnie bardzo. Przeniosłaś też na chwilę na ten taras nad rzeką. A zdjęcie rzeki dopełniło wszystko. Dla mnie to jest mistrzostwo wprowadzenia w klimat tak, aby czytelnik poczuł, że już TAM jest i juz prawie próbuje tego wina...
    Ściskam - dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
  3. wiesz, ja ze swojego pobytu w Portugalii najbardziej pamiętam najlepsze na świecie krewetki z czosnkiem i bajeczne nazwy poszczególnych domów :)

    OdpowiedzUsuń
  4. opowieści.. lubię
    tyle ciekawostek

    OdpowiedzUsuń
  5. Agnieszka, jestem pod wrażeniem! Jak słucham/czytam mądrych ludzi to aż by się chciało zgłębiać całą wiedzę świata, takie wszystko ciekawe .. Tę o winach, na których sama znam się bardzo słabo, też! Dzięki :-)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Po takim tekście to ja nic, tylko lecę na poszukiwania vinho verde w swoim mieście :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Agusiu kochana, przyjezdzamy do Was zima, to juz postanowione, a Twoj wpis przypieczetowal nasza decyzje. Uwielbiam Twoje opowiesci, mimo, ze to ja jestem rodzinna humanistka (przynajmniej z wyksztalcenia) to jednak Twoje 'pioro' to absolutny talent:) i bijesz mnie w tym na glowe:) Dumna jestem z mojej siostry bardzo:) Buziaki od naszej trojki. Marta, Mariusz i Dominika.

    OdpowiedzUsuń
  8. Agnieszko, gratuluje postu: bardzo wnikliwy i interesujacy - naprawde wiele sie od Ciebie ucze:)!
    My tez preferujemy picie vinho verde latem, ale zdarza nam sie równiez wypic zima do marisco (vv to chyba zreszta ulubione wino Marco). Dobrze wiedziec, ze komponuje sie dobrze z chinszczyzna i japonszczyzna, bo popelniam je od czasu do czasu:)

    Prawie dwa lata temu odwiedzilismy Minho i musze przyznac, ze to dla mnie jeden z najpiekniejszych regionów Portugalii. Uwielbiam ta bujna zielen (w tym pnace sie wysoko winorosle) oraz domy i spichlerze z kamieni. Jestem tez fanka ich pieczywa.
    Dzieki i pozdrawiam serdecznie
    AniaPP

    OdpowiedzUsuń
  9. Swietna opowiesc. Dziekuje za info.
    Pozdrowienia. Krzysiek.

    OdpowiedzUsuń
  10. warto dodać, że na verde można się "naciąć". niektóre z nich, bardzo wytrawne, wręcz "morskie" mogą stanowić spore wyzwanie dla podniebień przyzwyczajonych do liebefraumilch czy kalifornijskich chardonnayów. ale nie każde verde jest takie, nie można się zrażać, trzeba próbować. dzięki za wpis, świetna robota i czekam na obiecany o alvarinho.

    w polsce verde jak wiele tanich win jest sprzedawane wyjątkowo drogo (chyba tylko retsina bije je na głowe "kursem euro"). ale można całkiem przyzwoite, tarasowe verde kupić bodajże w auchanie za ok. 10 zł (!!!) (niestety, nie zanotowałem nazwy, pamiętam tylko, że 100% loureiro). niestety, mam też wrażenie, że jest to wino, które najlepiej smakuje w portugalii, u nas to już nie to samo...

    OdpowiedzUsuń
  11. agnieszko, dziekuje za ten bardzo ciekawy post:) i ciesze sie, ze taki szczegolowy, bo wyjatkowo cenne informacje, ktore pozwalaja mi lepiej zrozumiec portugalie. ostatnio spedzilam tam kilka dni u mojego portugalskiego przyjaciela i to wino serwowane bylo do kazdego obiadu w domu jego dziadkow:) pierwsze wrazenie nieszczegolne, ale juz za drugim razem "wpadlam":) ten trunek kojarzy mi sie teraz bardziej z portugalia niz porto, o ktorym moi portugalczycy nawet nie chca wspominac;)

    mam nadzieje, że wkrotce znow jakies portugalskie impresje opiszesz. pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Agnieszko, Twoj wpis przypomnial mi ponownie Portugalie. Mile wspomnienia... Dla mnie region Minho byl znacznie ciekawszy niz Algarve, pelne turystow. zarowno kilmat jak i krajobraz sa po prostu wspaniale. A vinho verde chcialam przywiezc z podrozy i potluklo mi sie w plecaku, wiec "winny" zapach mialam we wszystkich rzeczach :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Oto kilka ponadprzeciętnych ( 16/20 punktów ) win verde z ostatnich lat :

    Andreza ( 100% Loureiro )
    Potal da Almeida
    Camélia
    Casa de Vila Boa ( Trajadura )
    Rolan
    Quinat de Simaens
    Encosta d´Arêgos
    Mito
    Passionata
    Muros Antigos
    Casa Do Valle
    Afros
    Casa do Valle
    Quinta do Ameal ( ! )
    Covela
    Quinta da Massôrra ( 100% Arinto )
    Nopa ( Arinto i Loureiro )
    Morgado do Pedrigão ( Alvarinho i Loureiro )

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzisiaj w niemieckim filmie kelner nalewający parze wino powiedziała: "To wino verde - bardzo dobre na popołudnie"...

    OdpowiedzUsuń
  15. Kochana Agnieszko! Dziś Twoje Urodziny! Życzymy Ci zdrowia,pomyślności,spełnienia marzeń i planow,miłości najbliższych oraz dalszych wspaniałych opisów,którymi zachwycasz swoich czytelników. Teściowie

    OdpowiedzUsuń
  16. Agnieszko Kochana, juz wiem dla czego tak mi blisko do Ciebie... Bo Ty mas dziś urodziny...a ja...

    A zatem Wszystkiego najpiękniejszego...! Niech spełnia Ci się wszystko... co spełnić się ma i powinno. Życzę Ci siły do podejmowania codzienności i jak najwięcej miłych dobrych momentów. Piecz i pisz nam tu dalej tak pięknie, bądź szczęśliwa ze swoimi chłopakami i rozwijaj się tak pięknie jak do tej pory:)
    Mocno Cię ściskam, serdecznie przytulam i pięknego dnia Urodzin życzę:)

    a ja... mam pojutrze:)

    OdpowiedzUsuń
  17. I ja dołączam się do życzeń: WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!

    Twoje opowieści są bardzo ciekawe i bardzo za nie dziękuję!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetny post! Do odmian używanych do czerwonego vinho verde dorzuciłbym sousao, ciekawe choćby dlatego, że jest jedną z niewielu odmian z mocno zabarwionym sokiem (sok winogron ciemnych zwykle jest bezbarwny).
    Dziś niestety rzadko zdarza się by dwutlenek węgla w vinho verde pochodził z fermentacji jabłkowo-mlekowej, większość powszechnie dostępnych vinho verde jest sztucznie gazowana.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  19. Elzbieto, bardzo Ci dziekuje za takie mile slowa o blogu. Hiszpanie rzeczywiscie z angielszczyzna miewaja problemy. Nawet jesli mowia, to ich akcent potrafi uniemozliwic zrozumienie. O czym swiadczy fakt, ze na lotnisku w Madrycie zapowiada natywny angielski lektor. ;)

    Ewelajno, o rany jaki komentarz! Dzieki serdeczne, nie wiem co napisac. Po prostu sie ciesze, ze tak to odebralas.

    Paulo, krewetki z czosnkiem sa rzeczywiscie pierwsza klasa. Wiesz, ze to tez bylo jedno z pierwszych moich wspomnien stad. A dokladnie rzecz biorac z takiej malej resturacji w piwnicy w Sintrze. A co to byly za nazwy domow?

    Asiejo, dzieki za komentarz.

    Moniko, eee madrosci to tu nie za wiele.;) To takie mocno amatorskie i subiektywne spojrzenie na wino. Dziekuje Ci bardzo za mile slowa i komentarz.

    Anno, zycze owocnych poszukiwan.

    Marta, no wreszcie! Wy to jak sojki za morze. Dobrze, ze Was skusilam tym verde. ;)

    AniuPP, do marisco verde jest zawsze swietne, bez wzgledu na pore roku. Minho ma swoj urok, Wam pewnie tak sie spodobalo, bo tak jest odmienne od Alentejo (jesli jest prawda, jak mowia, ze wszedzie dobrze gdzie na nie ma. ;)

    Krzysku, dzieki za komentarz i rowniez pozdrawiam.

    Marcin, ladnie to nazwales tarasowe verde, to chyba bedzie odpowiednik portugalskiego "vinho da piscina" (wino na basen, basenowe)? I masz racje przekroj jakosci jest dosc szeroki. Jak w wiekszosci regionow jest troche marnych verde. To poza tym wino mlode wiec z punktu deprecjonowane przez tak zwanych wielkich znawcow. Nawet tutaj nigdy, nawet gdyby bylo najlepsze w swojej klasie, vinho verde nie osiaga maksymalnej winnej punktacji. Co uwazam za troche nieuczciwie, powinno sie porownywac wina wewnatrz regionu, no bo jak zestawic biale verde np. Aveleda z czerwonym Pera Manca z Alentejo? Ja sie nie podejmuje. ;) A tak swoja droga to zwlaszcza starsze pokolenie Polakow ma niespotykana milosc do win polslodkich(patrze po rodzicach, tesciach i ich znajomych), co jest chyba ewenementem. Dlatego dla nich zawsze przywoze verde adamado (czyli niezbyt tu popularne biale polwytrawne verde. ;)

    Mario, tak, tak czlowiek z czasem uczy sie doceniac to wino. Zwlaszcza za swiezosc i lekkosc. I swieta racja, ze Portugalczycy niezbyt czesto pija porto, raczej je eksportuja.;) Pozdrawiam serdecznie.

    Mirosix, uuu Algarve w sezonie to koszmar. W Algarve jest pieknie w maju lub pozna jesienia. Tez nie w kwietniu, bo cala Portugalia tam jedzie na Wielkanoc. Twoja przygoda przypomniala mi moja. Po pierwszej wizycie w Portugalii wiozlam do Gdanska Porto. Odebralam walizke, z ktorej lal sie strumieniami czerwony plyn. Trcohe gorzej bylo wyprac ubrania niz po wylanym verde. ;)

    Ewelajna, no prosze to verde slawne nawet u zachodnich sasiadow, fiu, fiu. ;)

    Dziekuje wszystkim bardzo serdecznie za zyczenia urodzinowe. Naprawde ogromnie mi milo.

    Ewelajno, a Tobie dzisiaj zycze spelnienia wszystkich marzen. tych malych i tych duzych.

    Kass, dziekuje za zyczenia i przemily komentarz.

    Winoman, dziekuje za odwiedziny i za bardzo ciekawy komentarz. Lista szczepow winorosli do vinho verde tak branco jak i tinto jest oczywiscie dluga. Ja wymienilam tylko podstawowe. Sousão ma piekny kolor, ale ze wzgledu na mocno srednia jakosc jest tylko szczepem "autoryzowanym" a nie "rekomendowanym" przez komisje Vinho Verde.
    To nasycanie dwutlenkiem wegla jest taka wstydliwa tajemnica, ale tylko - nazwijmy to brzydko -podlejszych i tanszych gatunkow vinho verde (masz racje jednak, ze paraja sie tym czesto duzi producenci, bo tak latwiej i bezpieczniej). Moze stad takie trudnosci do dotarcia do prawdy o pochodzeniu babelkow.;) Jednak szanujacy sie winiarze nadal fermentuja jak nalezy.

    OdpowiedzUsuń
  20. a ja sie tyle czasu zastanawialam, skad te babelki w portugalskim winie... i czemu u licha tylko w portugalskim? dzieki za wyjasnienie!!!

    OdpowiedzUsuń
  21. Oj,każda opinia jest subiektywna przecież - i o to chodzi :)Zawsze u Ciebie znajduję masę nowych, ciekawych informacji Agnieszko :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Paulino, widzę, że nie tylko mnie rodowód tych bąbelku spędzał sen z powiek. ;)

    Moniko, dziękuję za komentarz i cieszę się, że post był dla Ciebie interesujący.

    OdpowiedzUsuń
  23. Zapraszam wszystkich na portal Vinisfera.pl, gdzie tekst Agnieszki ukazał się na stronie głównej w dziale: Świat Wina.
    http://vinisfera.pl/wina,821,149,0,0,F,news.html

    OdpowiedzUsuń
  24. Doskonały artykuł! Pozwoliłem sobie dać do niego linka na moim blogu Luzomania (http://janusz-st-andrasz.blogspot.com/2010/07/tajemnica-zieleni-wina.html)

    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  25. Janusz, dziękuję serdecznie. Czuję się zaszczycona. Pozdrawiam ze słonecznego Porto.

    OdpowiedzUsuń
  26. Vinho verde - moje ulubione, ale jak dotąd smakowałam tylko białe.
    Zachwyciłam się kiedyś bacaliao w małej prostej knajpeczce w Lagos,dziś już jej nie ma,a szkoda.
    To w Portugalii po raz pierwszy smakowały mi "owoce morza"
    Portugalio tęsknię za Twoimi smakami.
    Agnieszko,dziękuję, piszesz bardzo apetycznie.ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo, dziękuję za miłe słowa i komentarz. Bacalhau tu ci u nas dostatek, a i owoce morza rzeczywiście nie najgorsze. :)

      Usuń
  27. Wczoraj przypadkowo trafiłem na Twoją stronę, dziś przypadkowo trafiłem na Vinho Verde w jednym z miejscowych sklepów, dlatego to połączenie sprawiło, że już nieprzypadkowo zakupiłem butelkę Vinho Verde to spróbowania :) od pierwszego smaku czuć w tym winie niezwykłość Portugalii i opisywanych przez Ciebie zakątków w których ono powstaje....aż chce się więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i cieszę się, że vinho verde tak Ci zasmakowało. Ono rzeczywiście ma bardzo portugalski charakter i przyjemnie się je pija w tutejszym klimacie.Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.