niedziela, maja 23, 2010

Ryba z grilla w zielonym sosie czyli peixe grelhado em molho verde

4

Czas na kwestie grillowe i przepis na ryby. Nauczyłam się od Portugalczyków, że przyrządzając je nie należy zbytnio kombinować. Mimo, ze zwykle lubię eksperymentalne i skomplikowane przepisy, tutaj hamuję swoje zapędy. Ważny jest smak samego rybiego "mięsa" i w miarę proste nie konkurujące z tym smakiem dodatki. Po konferencji z paniami na hali rybnej i pełnej entuzjazmu do porad w portugalskich kwestiach kulinarnych D. Conceição, recepcjonistki ode mnie z pracy, zdecydowałam się na molho verde czyli zielony sos.

Jest to absolutny klasyk w tutejszej kuchni. Co to znowu takiego? Właściwie każdy sos, który ma w składzie  trochę ziół, oliwy, cytryny(ewentualnie octu) i czosnku (lub cebuli) podpada w Portugalii pod tę kategorię. Żadna nowość i na pewno nie tajemnica na południu Europy. Pewne wariacje molho verde zna właściwie cały basen Morza Śródziemnego (franc. sauce verte , wł. i hiszp. salsa verde) i Ameryka Łacińska (pod nazwą chimichurri). 

Bazą sosu jak wspomniałam jest oliwa, cytryny i świeże zioła. Najczęściej pietruszka, ale dopuszczalne jest właściwie wszystko, co się w ziołowym ogródku napatoczy nam pod rękę. Dobrze widziany jest też czosnek, niektórzy wolą cebulę. Używa się go najczęściej do marynowania ryb, owoców morza przed pieczeniem czy grillowaniem, ale można też podawać jako dodatek do potraw. Zdarzają się nawet wielbiciele makaronu i pizzy z tym sosem (tę ostatnią warto polać nim tuż po wyjęciu z pieca). Trudno mi trochę podać ścisłe proporcje, bo robię go raczej na oko, ale jakoś spróbuję dla dobra blogu. Zasadą jest przewaga oliwy nad cytryną. Są wersje w ogóle tylko na samej oliwie.

Garden fish grill

Ja swoje ryby najpierw natarłam wewnątrz i na wierzchu pozostałymi po wyciśnięciu soku połówkami cytryny i limonki, potem trochę jeszcze grubą morską solą, a na końcu dopiero obficie potraktowałam molho verde (zachowując trochę sosu do smarowania na grillu i podania).

Potraktowaliśmy tak okonia morskiego, wspomnianego w ostatnim wpisie cefala złotogłowego i jeszcze kilka makreli. Samego grillowania zawsze dogląda Maciej, ja tylko donoszę "surowce". Wyszła z tego super morska uczta. Na przystawkę było jeszcze provolone z rusztu, a potem już nasze rybki. Jako dodatki: pieczone ziemniaki, risotto z bobem i zielona sałata (własna z ogródka !) z pomidorami (jeszcze nie własne, ale to już niedługo ;)).

Do zielonego sosu musi być zielone wino. Skoro niedawno była mowa o vinho verde - tym pysznym rybkom właśnie ono towarzyszyło (Muros Antigos 100% szczepu loureiro). Naprawdę znakomite verde - bardzo łagodne z niewielką kwasowością i jedynie dyskretnym cieniem musujących "igiełek".

Zapraszam serdecznie na ryby marynowane, a później grillowane w zielonym sosie znad Atlantyku. :)

Garden fish grill

Zielony sos znad Atlantyku

2 ząbki czosnku
1 pęczek pietruszki
1 gałązka świeżego rozmarynu
2 gałązki świeżego majeranku lub oregano
3 gałązki mięty
kilka małych gałązek świeżego tymianku cytrynowego (może być też zwykły)
1/3 - 1/2 szkl oliwy extra virgin (oliwy powinno być sporo, inne składniki mają w niej wręcz pływać)
1 cytryna
1 limonka
świeżo zmielony pieprz i morska sól do smaku

Czosnek, pietruszkę i resztę ziół drobno siekamy lub wrzucamy do malaksera i robimy nim kilka pulsów. Ocieramy skórkę z cytryny i limonki. Kroimy oba cytrusy na pół i wyciskamy z nich sok. Dodajemy sok, oliwę, sól i pieprz do ziół i dobrze mieszamy lub chwilę miksujemy w malakserze.

14 komentarzy:

  1. oj, chętnie bym się na taka rybna ucztę wprosiła :)
    pozdrawiam z upalnej tym razem Bretanii

    OdpowiedzUsuń
  2. ciekawy ten sos, ja bym wybrała opcję z oregano :)

    OdpowiedzUsuń
  3. sos intrygujący, a rybka z grilla-zawsze przepyszna!

    OdpowiedzUsuń
  4. Agnieszko, koniecznie muszę wypróbować ten sos do ryb!
    Jako, że jestem ostatnio na fali jedzenia ryb, to niebawem ten dodatek zagości na moim stole :)

    pozdrawiam
    agata

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniałe zdjęcia, wspaniała rybka i sos! :))
    Mniam:))
    Pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Agnieszko,już ślinka mi cieknie czytając sam przepis i patrzac na zdjęcie.Intryguje mnie ta mięta do sosu.Jak pogoda będzie grillowa to zaraz wypróbuje ,a jak nsię nie doczekam to zrobięto w piekarniku.Pozdrawiam Jola

    OdpowiedzUsuń
  7. Dodam, że Muros Antigos jest dostępne w Polsce (choć nie dam głowy, że już w najświeższym roczniku), importerem jest Atlantika.

    OdpowiedzUsuń
  8. Aga, super! Makrele, w Polsce surowe to marzenie. Bywają, ale nie w takiej kondycji, jak te Twoje. Najbardziej mi brak portugalskich sardynek. Całusy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Pasuje mi ten sos bez dwóch zdań. Rozmarynowe nuty do ryby to prawdziwy koncert smaku. A z miętą? Uff - symfonia...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Leloop, no z tej upalnej Bretanii to w końcu nie masz tak daleko. :)

    Aga-aa, ja mam urodzaj ziół ostatnio, tak że dałam i świeżego majeranku i oregano. One podobno z tej samej rodziny botanicznej pochodzą. :)

    Paulo, cieszę się, że się podoba i dziękuję za komentarz.

    .agatko., koniecznie daj znać jak smakował. Pozdrawiam serdecznie.

    Olu, dziękuję bardzo.:)

    Majano, dziękuję ślicznie za komentarz i również pozdrawiam.

    Jolu, w piekarniku wychodzi znakomicie. Ja też zanim pogoda się zrobiła grillowa robiłam z tym sosem dużego okonia morskiego (tak z 1,3kg) w piekarniku. Za radą słynnego Marka Bittmana z New York Timesa, natartego sosem wrzuciłam do brytfanny, a potem do bardzo gorącego piekarnika (aż 230ºC) na pół godziny. Wyszedł niemal jak z grilla z pięknie zrumienioną skórką.

    Winoman, dzięki za informację. To dobra wiadomość, bo to naprawdę przyjemne verde. Pozdrawiam serdecznie.

    Beato, a wiesz, że oni tu te makrele to tak trochę po macoszemu traktują. Straszliwie są tanie i dużo mniej popularne od sardynek. Na te ostatnie to ja się nastawiam na São João, wtedy całe miasto tu nimi pachnie i jakoś mi najlepiej wówczas smakują. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.

    Bareya, tę "symfonię", jak to pięknie ująłeś :), to ja trochę tak przypadkiem skomponowałam - rwąc co popadnie z ziołowych doniczek.;) Ale czasami właśnie taką metodą dochodzi się do całkiem ciekawych efektów.

    OdpowiedzUsuń
  11. A czy taki sos mozna przechowac w lodowce pare dni? czy musi byc od razu zuzyty? Pozdrawiam serdecznie Anna

    OdpowiedzUsuń
  12. sprawdziłam, w linii krzywej jedyne 1500 km ;) daleko ...
    zrobiłam dziś u siebie, makrele były pyszne :) jedynie pogoda taka sobie

    OdpowiedzUsuń
  13. Anno, spokojnie można kilka dni przechowywać. Jak tak robię z vinaigrette, a skład w sumie podobny.

    Leloop, ee tam, 1500 to rzut beretem.;) Cieszę się, że ryby smakowały i życzę lepszej aury.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.