Jedzenia al fresco ciąg dalszy. Tym razem wybraliśmy się na łono natury nieco dalej od domu. W zeszłą sobotę już po raz trzeci z kolei organizowaliśmy w okolicach Porto polski piknik. Nazywam go polskim, choć mimo dominacji rodaków, było dużo Portugalczyków, a nawet pojawiło się dwóch Hiszpanów i dwie Brazylijki. Portugalię, co zabawne, reprezentowała jak zwykle tylko płeć męska. Ukuliśmy już nawet małą teorię na ten temat - widać Polki są atrakcyjniejsze od Portugalek, stąd tyle par Polka-Portugalczyk, a nie odwrotnie. ;)
Pogoda wspaniale dopisała, uczestnicy również (co roku szukamy coraz większego stołu na piknik). W tym roku było prawie 50 osób, mimo raczej mikroskopijnej w porównaniu z innymi krajami tutejszej Polonii. Jedzenia i picia jak zwykle w bród. Wszyscy przygotowali pyszności. Stoły aż się uginały, od przystawek po desery.
Pogoda wspaniale dopisała, uczestnicy również (co roku szukamy coraz większego stołu na piknik). W tym roku było prawie 50 osób, mimo raczej mikroskopijnej w porównaniu z innymi krajami tutejszej Polonii. Jedzenia i picia jak zwykle w bród. Wszyscy przygotowali pyszności. Stoły aż się uginały, od przystawek po desery.
Wina były chyba z każdego regionu Portugalii i z północnej Hiszpanii, a nawet dla ochłody - domowa sangria. Nie zabrakło też - podobno całkiem niezłego (wiem tylko ze słyszenia, bo nie pijam ;)) - tutejszego piwa. Mieliśmy między innymi: chleb z Alentejo, polski kulebiak z kapustą i grzybami, różności na grilla, polskie wędliny (czytelników mieszkających w Polsce to pewnie nie wzruszy, ale my się roztkliwialiśmy), dziesiątki wręcz sałatek. Oprócz tego portugalskie bolinhos de bacalhau, rissois, empanada galega (wytrawny paj z nadzieniem, bardzo popularny w hiszpańskiej Galicji), prawdziwą hiszpańską tortillę (bo robioną przez Hiszpana , w hiszpańskiej kuchni i z hiszpańskich jajek ;)). Na deser - lody, pierniczki, kilka ciast czekoladowych (w tym coś w rodzaju francuskiego moelleux au chocolat, pycha muszę przy okazji wyprosić przepis), friands z truskawkami i babeczki czekoladowe z serowym nadzieniem. Nie jestem w stanie wszystkiego wymienić, mam nadzieję, że autorzy nie wspomnianych tu pyszności nie będą mieli mi za złe. W przyszłym roku muszę sobie chyba wszystko spisać na kartce. ;)
Trochę już przerzedzone towarzystwo piknikowe na pamiątkowej fotce.
Wśród przygotowywanego przeze mnie piknikowego prowiantu już tradycyjnie nie mogło zabraknąć marynowanych mozzarelli. Robię je zwykle 3 dni wcześniej (tym razem troszkę się spóźniłam), żeby przesiąknęły aromatem przypraw i dodatków. Przepis jest niezwykle prosty - małe kulki mozzarelli, cebulki, czosnek, trochę ulubionych ziół (w wersji leniwej - jedynie garstka suszonych herbes de Provence) i chili, a wszystko to zalane dobrą portugalską oliwą virgem extra. Świetne na przystawkę ze świeżą bagietką lub ciabattą. Samo pieczywo można sobie jeszcze rozkosznie zanurzać w nieprzyzwoitej ilości aromatycznej oliwnej zalewy. Zapraszam wszystkich wielbicieli śródziemnomorskich smaków do wypróbowania.
Marynowane mozzarelle
500 g małych mozzarelli (typu bocconcini)
4 ząbki czosnku
1 czerwona cebula,
10 (ok. 160 g) małych cebulek
1 czerwona cebula,
10 (ok. 160 g) małych cebulek
kilka różnokolorowych papryczek chili (ilość uzależniam od waszego upodobania do pikanterii)
1 łyżeczka zielonego pieprzu z zalewy
1 łyżeczka różowego pieprzu z zalewy
4 gałązki świeżego rozmarynu
3 gałązki świeżego majeranku
3 gałązki świeżego oregano
1 łyżka suszonego oregano
6 gałązek świeżego tymianku (zwykłego i cytrynowego)
500 ml dobrej oliwy extra virgin
sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz do smaku
Czosnek i cebule obieramy. Czosnek kroimy na plasterki, małe cebulki na połówki, czerwoną cebulę w ósemki. Większe papryczki chili pozbawiamy nasion i błonek i kroimy w paseczki, mniejsze można pozostawić w całości. Mieszamy w misce czosnek, cebule, papryczki chili, zielony i różowy pieprz.
1 łyżeczka zielonego pieprzu z zalewy
1 łyżeczka różowego pieprzu z zalewy
4 gałązki świeżego rozmarynu
3 gałązki świeżego majeranku
3 gałązki świeżego oregano
1 łyżka suszonego oregano
6 gałązek świeżego tymianku (zwykłego i cytrynowego)
500 ml dobrej oliwy extra virgin
sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz do smaku
Czosnek i cebule obieramy. Czosnek kroimy na plasterki, małe cebulki na połówki, czerwoną cebulę w ósemki. Większe papryczki chili pozbawiamy nasion i błonek i kroimy w paseczki, mniejsze można pozostawić w całości. Mieszamy w misce czosnek, cebule, papryczki chili, zielony i różowy pieprz.
Układamy w dużym słoju na przemian warstwy cebuli z dodatkami i mozzarelli. Przesypujemy każdą warstwę ziołami, solą i pieprzem. Na koniec zalewamy wszystko oliwą, musi jej być taka ilość, aby wszystko przykryła. Słój szczelnie zamykamy i wstawiamy na 3 dni do lodówki do przemacerowania. Przed każdym podaniem wyjmujemy mozzarelle na pół godziny wcześniej z lodówki, żeby odtajały, bo oliwa w niskiej temperaturze tężeje.








23 comments: