piątek, maja 21, 2010

Królestwo tysiąca i jednej ryby

2

Widok na Foz do Douro (ujście rzeki Douro do oceanu w Porto) o zachodzie słońca.

Od początku tygodnia mamy w Portugalii upały. Wczoraj temperatura doszła w Porto do 32ºC, dziś prognozy są podobne. Powiem tylko - wreszcie! Wcześniej mieliśmy pogodę ledwie wiosenną - trochę deszczu, trochę słońca i tak kolo 20ºC. Niby nie ma na co narzekać, ale jednak nie tego się człowiek spodziewa w maju na południu Europy. Należało więc, skwapliwie wykorzystując okazję, rozpocząć sezon grillowy.

Na pierwszy ogień w tym roku poszły ryby. Już od dłuższego czasu wybieraliśmy się na tutejszą halę rybną w portowej dzielnicy Matosinhos. Ryby tu nie dość, że są bajecznie świeże - prosto z rybackich kutrów, to jeszcze w dodatku o połowę tańsze niż w sklepach. Nigdy jednak dotąd nie dotarliśmy do lota (tak nazywają po portugalsku ten przybytek) z banalnego powodu. Warunkiem zdobycia tych najlepszych ryb w Porto jest wstanie skoro świt. Hala zaczyna zamykać swoje podwoje już koło godziny 8.00. Wreszcie jednak się zmobilizowaliśmy i w wolny dzień (zważcie jakie to poświęcenie ;)) nieco zaspani dotarliśmy na miejsce.

Już przy wejściu spotkało nas poważne rozczarowanie - nie pozwolono nam używać aparatu fotograficznego. Ja się początkowo trochę zżymałam, burcząc pod nosem, że pewnie ryby tak ważne są dla Portugalczyków, że miejsce ich sprzedaży ma status obiektu wojskowego, po chwili jednak zrozumiałam dlaczego obowiązują takie dziwne zarządzenia. Marudzący przy sprzęcie fotograf byłby naprawdę poważną przeszkodą w handlu rybami, no i natychmiast zostałby stratowany (razem z tym swoim cennym sprzętem) przez kłębiący się we wszystkie strony tłum kupujących i rój sprzedawców.

3

Tainha czyli cefal złotogłowy

Na wielkiej hali królują peixeiras, czyli panie sprzedające ryby. Tak, tak, to tutaj zajęcie najczęściej dla kobiet - mężczyźni łowią, a kobiety handlują, a sama peixeira to prawdziwa instytucja, no i postać wręcz przysłowiowa. Młode i starsze, często przy kości ;), w obowiązkowych szerokich spódnicach i fartuchach wiodą prym na lota. Każdy sposób na przyciągniecie uwagi potencjalnego klienta jest dobry - peixeiras krzyczą, śpiewają, rozbijają się w te i we wte z zawrotną prędkością niskimi wózkami pełnymi skrzynek ryb.

Mniej więcej 1/3 powierzchni hali przeznaczona jest dla indywidualnych klientów, reszta to sprzedaż hurtowa dla restauracji i sklepów. Wybór i ilość ryb jest porażającą, to prawdziwe rybne królestwo. O tej porze roku powoli zaczynają królować sardynki (najlepsze jednak są pod koniec czerwca, czyli wypada to idealnie na noc świętojańską - wielkie święto w Porto). Ja już powoli nauczyłam się rozeznawać w tutejszych podstawowych gatunkach ryb, ale mimo to ciągle mnie zaskakują jakimiś mniej spotykanymi i muszę się dopytywać o nazwę. Peixeiras chętnie też udzielają rad, jak przyrządzić te dary morza i recytują jak nakręcone swoje ulubione przepisy.

1

W pobliżu portu na samej plaży jest pomnik kobiet czekających na rybaków powracających z morza. Pstrągi i  na razie pusty talerz na ryby. ;)

My wyszliśmy z lota z dobrymi 6 kg ryb. Nakupowaliśmy różności - poczynając od taniutkich i niezbyt poważanych tutaj, a pysznych makreli, przez 2 wielkie ryby o wdzięcznym imieniu tainha, nasze ulubione robalo (fajnie się tu nazywaj okoń morski, prawda?), kilka ładnych pstrągów, aż po szlachetną, nie znaną nam dotąd rybę o nazwie roncaz, o pięknym pomarańczowo-różowym kolorze, która ponoć smakuje jak owoce morza).

Z całym tym dobrodziejstwem inwentarza, ciągle jeszcze bladym świtem, dotarliśmy do domu, gdzie był akurat czas na poranną kawę. Już w następnym wpisie skrobnę parę słów o tym, co zrobiliśmy z tymi wszystkimi rybskami.

22 komentarze:

  1. Witaj wczesnym rankiem Agnieszko! Dziś również kupiłam dwa wielkie płaty łososia.Coś muszę z nimi zrobić. Planowałam wędzenie ale poczekam na Twój wpis/" jak skrobniesz parę słów"/ Gratuluję pięknych jak zwykle zdjęć! Joanna

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzień dobry, ja myślę, że nie ma co czekać na mój wpis, ten łosoś z Waszej wędzarni, który do dzisiaj mi się marzy, jest doskonały i nie do prześcignięcia.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. bajeczne zdjęcia! az nabrałam ochoty na taką rybkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazdroszczę upałów a jeszcze bardziej świeżych ryb!

    OdpowiedzUsuń
  5. Czesc Agnieszko. Dziekuje za wspaniale zdjecia i jak zwykle ciekawy dla mnie opis. Przypomina mi sie Portugalia i Porto, jak do tej pory moje najlepsze wakacje (wspominalam juz kiedys) w takich kolorach, jak na Twoim zdjeciu. Rybek wprost z kutra nic nie zastapi...niedawno mialam okazje zajadac swieze stwory morskie zakupione wprost z kutra francuskiego - inna jakosc, inna cena...milego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawa historia. Piękne to pierwsze zdjęcie, a i talerz na ryby sympatyczny:)

    OdpowiedzUsuń
  7. W Twoim opisie przypomniałam sobie film "Zycie od kuchni", gdzie szefowa kuchni tez szalenie wczesnym rankiem jedzie wybierać najlepsze ryby do swojej restauracji... Takie ranki - zresztą każde ranki - mają swój niepowtarzalny urok.
    Zdjęcie kutra - bajka:) Ogonki ryb - urocze:)
    Też mieszkam w mieście gdzie mogłabym kupić swieże ryby z kutra tylko... jakoś na to nie wpadłam, może dlatego, że jestem napływowa... Ale zainspirowałaś mnie, Kochana...
    Pozdrawiam najpiekniej wciąż oczekując na ciepło, bo tu JUŻ 11 stopni...;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspominam targ rybny w Olhão, który często odwiedzaliśmy w Portugalii. Dzięki Tobie przypomniałam sobie te emocje, zapach świeżych ryb i morza. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  9. Zazdroszczę Portugalii, ryb, zdjęć. Przecudny turkus, uwielbiam ten kolor.

    OdpowiedzUsuń
  10. byłem w podobnej (chyba) hali w lizbonie, nie miałem problemów z robieniem fotek na szczęście, ale faktycznie o 10 już raczej zamiatano i zamykano. ryby fantastyczne.

    tu trochę zdjęć :)
    http://www.flickr.com/photos/reuptake/sets/72157623796572757/

    OdpowiedzUsuń
  11. Agnieszko, 6kg świeżych ryb - to brzmi po prostu dumnie! :) Wyobrażam sobie jaką ucztę mieliście... :)
    Pozdrowienia z Gd., w którym temperatura 14 st.C to ciągle górna granica i ani odrobinę nie chce iść do góry... :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Zastanawiam sie czasami dlaczego przy takiej dostepnosci do swiezych ryb, Portugalczycy tak przepadaja za "bacalhau". No coz tradycja... Zapach tej ryby przyprawial mnie w sklepie o mdlosci ;). Zreszta w smaku tez nie bardzo mi ta potrawa odpowiadala. Ale moze jest jakas tajemna metoda jej przyzadzania?

    OdpowiedzUsuń
  13. Paulo, dzięki za komentarz. Pozdrawiam serdecznie.

    Magdo, te upały faktycznie nie są takie złe. Dzisiaj mi w porywach pokazywało w samochodzie 33ºC, ale szczęśliwie zawsze mamy tu trochę morskiej bryzy, tak że aż tak się tego nie odczuwa. Dziękuję za wizytę i pozdrawiam serdecznie.

    Magdaleno, no francuski kuter to już w ogóle jest o la, la. :) Ja do dzisiaj wspominam mule, za którymi jakoś strasznie nie wariuję na co dzień, które jadłam w Mont Saint Michel, To się rozpływało w ustach, ani śladu zwykłej gdzie indziej "gumowatości".

    Olu, dziękuję bardzo za komentarz. Talerz to dość nowy nabytek / nie mogłam mu się oprzeć. ;)

    Ewelajno, ranki mają swój urok, nawet spory, tylko bez tych pierwszych 5 min wstawania. Te są koszmarne. ;) Filmu nie oglądałam, muszę nadrobić. Wybierz się koniecznie do swoich kutrów, takie ryby zupełnie inaczej smakują. A w ogóle to mam tych ryb tu zatrzęsienie, a zachciało mi się polskiej smażonej fladry z Bałtyku. Wiesz takiej ze smażalni nad morzem. Tu niby flądry są, dla zmyły nazywają się solha, ale to jakoś nie to samo.

    Beato, oj tam na południu w Algarve to takie targi mają jeszcze większy urok, bo kojarzą się z wakacjami. :) Pozdrawiam Cię cieplutko.

    Wiosanno, dziękuję za wizytę u mnie. Jakoś mi ten turkus pasował do tych ryb i morskich opowieści.:)

    Marcin, świetne zdjęcia! A peixeiras wypisz wymaluj takie same jak tu u nas. Tylko ceny bardziej "ze stolicy", to chyba musiał być miejski targ w centrum, bardziej nastawiony na indywidualnego klienta. Widzę, że byłeś też w oceanarium.

    Małgosiu, część zamroziłam, bo byśmy chyba od tych 6 kg dostali jakiegoś rybiego obłędu. Życzę szybkiej poprawy pogody (a mówią niektórzy znawcy, że niby mamy globalne ocieplenie). :)

    Mirosix, bardzo słuszna uwaga. Też się nad tym zastawiałam po przyjeździe tutaj. A mój syn wtedy 6-letni miał identyczną reakcję jak Ty - jak tylko zbliżaliśmy się w sklepie do strefy bacalhau z obrzydzeniem oznajmiał "Mamo, jak tu śmierdzi". Cały zadowolony, bo wiedział, że nikt oprócz mnie nie rozumiał jego mało eleganckich wypowiedzi.;) Teraz mu się trochę zmieniło - jedyne jadalne obiady w szkole to te, kiedy jest bacalhau (no i jeszcze pizza i spaghetti bolognese). Co do kwestii po co solić i suszyć rybę, jak się ma świeże - to kiedyś przeczytałam taką opinię jakiegoś słynnego hiszpańskiego szefa kuchni (oni też bacalhau kochają), że po to samo po co wędzić i suszyć szynkę. Może coś w tym jest....Ta ryba suma summarum nie jest taka zła. Ja jej w domu też raczej nie robię (bo to trzeba najpierw przez 4 dni moczyć, kilka razy dziennie zmieniając wodę), ale od czasu do czasu lubię sobie dobrze zrobioną zjeść w jakiejś restauracji. A metod przyrządzania bacalhau to oni się tu chwalą, że mają tyle co dni w roku. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj, chociaż na dostęp do ryb (jeziorowych) nie narzekam, to takiej hali zazdroszczę bardzo - nawet bym się poświęciła i zwlokła bladym świtem :D
    Bardzo jestem ciekawa kolejnych wpisów po takim "wstępie" :-)))

    OdpowiedzUsuń
  15. tak, nie było jakoś przesadnie tanio.

    ale powiem Ci, że i tu się poprawiło. tydzień temu idę do leclerca, a tam piotrosz na lodzie leży.

    OdpowiedzUsuń
  16. Mieszkać obok "rurociągu rybnego" musi być wspaniałe. Ryba ze sklepu a ryba kupiona o 6 rano u rybaka "prosto z kutra" to niebo a ziemia. Takie ryby nie potrzebują nawet przyprawiania.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. moi portugalczycy mawiaja, ze najsmaczniejsza taka prosta lekko zaprawiona ryba z grilla. i cos w tym jest:)
    ostatnio w okolicach lizbony sprobowalam grilowanej ryby, ktora przypomina troche wegorza, ale na zewnatrz jest czarna. w srodku niesamowicie delikatne biale rybie mieso...niestety nie pamietam juz nazwy - moze poratujesz?
    w lizbonskim oceanarium zachwycila mnie natomiast ryba zwana samoglowem (zdecydowanie wole angielska wersje - sun fish)
    pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zazdroszczę Wam tych możliwości, co by wybrać się do samego rybnego "źródła". Ja do morza, polskiego, mam jakieś 600 km, więc... ;))

    Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  19. Agnieszko, uwielbiam takie hale targowe, aż mi się zatęskniło za Południem:)) Ta atmosfera jest świetna (jak już się człek oswoi:D). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. Swietne zdjecia ! i to slonce, ktorego w krakowie tak brakuje tej wiosny...

    OdpowiedzUsuń
  21. Moniko, a ja jeziorowych bardzo zazdroszczę. Tu w zasadzie nie ma jezior na całym Półwyspie Iberyjskim, stąd i z tymi rybami posucha.

    Marcin, piotrosz pycha ryba, no i fajna z wyglądu.

    Bareya, "rurociąg rybny" mi się strasznie spodobał. Wchodzi do słownika. ;)

    Mario, Portugalczycy mają tym razem świętą rację (piszę tym razem, bo ja im za często kulinarnych racji nie przyznaję ;), ale jeśli chodzi o ryby to wiedzą, co mówią). Ta czarna długa ryba to musiała być z pewnością peixe espada preto czyli czarna ryba miecz
    http://en.wikipedia.org/wiki/Black_scabbardfish
    nie mylić z miecznikiem
    http://en.wikipedia.org/wiki/Swordfish
    ten ostatni to wielka ryba i tu się nazywa espadarte, też pyszna, przygotowuje się ją często jak tuńczyka).

    Zaytoon, to Ty rzeczywiście kawałeczek do tego Bałtyku masz. Ja nie mogę narzekać, w PL mieszkałam rzut beretem od morza , no i tutaj tak się składa, że też.

    Lady Aga, to prawda, z atmosferą się trzeba oswoić, początkowo może troszkę onieśmielać. :)

    MZ, dziękuję za komentarz i życzę jak najwięcej słonka dla Krakowa (i reszty Polski też!).

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.