niedziela, marca 21, 2010

Zielony sos wiosenny

Easter Holidays Souce

Wielkanoc jakoś dla mnie w tym roku zupełnie niespodziewanie sie zbliżyła. Mam wrażenie, że jeszcze nie zdążyłam odreagować po Bożym Narodzeniu, a tu już znowu trzeba myśleć o przedświątecznym planie działania. 

Dziś, żeby sie wprawić w świąteczny nastrój, pokażę Wam prosty sos, bez którego już od paru ładnych lat nie wyobrażam sobie u nas w domu Wielkanocy. Dzięki pokaźnej ilości świeżej zieleniny ma piękny kolor i jest bardzo wiosenny. Obowiązkowo gości na naszym świątecznym stole jako niezastąpiony dodatek do jajek. Ale jadamy go również z pieczonymi mięsami czy pasztetem. Ja uwielbiam zanurzać w nim rzodkiewki czy kawałki świeżych ogórków.

W Boże Narodzenie kilka dni świątecznego biesiadowania doprowadza do tego, że zaczynam marzyć o jogurcie i sałatkach. Nic takiego nie ma miejsca po Wielkanocy - może właśnie dzięki temu zielonemu sosowi w ślad za którym trafiły na nasz stół świeże warzywa i lżejsze sałatki (choć i nieśmiertelna jarzynowa też musi być ;)).

Zielony sos wiosenny


1 jajko ugotowane na twardo
pęczek natki pietruszki
pęczek szczypiorku
pęczek koperku
pęczek liści aromatycznego czosnku (opcjonalnie) lub kilka liści szpinaku
1 łyżka chrzanu
1 łyżeczka musztardy
3 łyżki majonezu
250ml kwaśnej śmietany  18% lub jogurtu greckiego
sól i pieprz do smaku


Jajko i zioła drobno siekamy (najszybciej jest wrzucić wszystko do małego malaksera i krótko pulsacyjnie zmiksować). Dodajemy musztardę, chrzan, majonez i śmietanę i dobrze mieszamy. Doprawiamy solą i pieprzem. Sos podajemy schłodzony.

22 komentarze:

  1. Rzeczywiście świetny taki lekki ziołowy sos, nie tylko ładnie wygląda ale i jaki zdrowy :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. ciekawa propozycja! nie wyobrażam sobie Wielkanocy bez sosów do mięsa i jajek... może w tym roku Twój wypróbuję? pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz racje, mnie tez Wielkanoc jakos w tym roku 'zaskoczyla'... Ale chyba nawet sie z tego powodu ciesze, jest bowiem szansa ze i wiosna moze szybciej do nas zawita ;)

    Sos brzmi swietnie Agnieszko! Robie bardzo podobny, choc zazwyczaj bardziej 'na oko' i 'do smaku' ;) Chetnie przetestuje wiec Twoje proporcje :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak wiosennie u Ciebie Agnieszko! Piękny kolor ma ten sos, ładnie wygląda. Chętnie bym spróbowała, może skuszę sie na zrobienie kiedyś.
    Pozdrawiam ciepło , wiosennie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. wyglada i brzmi przepysznie Agnieszko:) my tez robimy podobny sos u nas w domu.

    pozdrawiam cieplo

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiesz Agnieszko i ja jeszcze jakoś "przyswajam" Nowy Rok a tu już Wielkanoc. Sos wygląda tak wiosennie i zapewne wspaniale smakuje:) I też zauważam u siebie ochotę na świeże i zielone w okolicy Świąt Wielkiejnocy...

    Pozdrawiam!:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny ten sos! już odczuwam skutki szarości przednówkowej, więc takie dania to wiosenna poezja po prostu!

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapisany. Bo brzmi świetnie

    OdpowiedzUsuń
  9. brzmi przepysznie kobieto, ale gdzie ja Ci znajdę koperek w Portugalii!? i jest to pytanie, które dręczy mnie nie tylko przy okazji tego sosu. musisz mieć dostępy do jakichś tajnych zasobów w Porto, bo niestety my w Lizonie takich smakołyków nie mamy... spróbuję zrobić bez, i tak na pewno się będziemy nim zajadać! pozdrowienia przedwielkanocne

    OdpowiedzUsuń
  10. @agnieszka: wspanialy. zapisany do zrobienia :)

    @klementyna: Mamy, mamy. Koperek (aneto lub endro) nawet w Pingo Doce bywa, ze nie wspomne juz o Supercor w El Corte Ingles gdzie jest zawsze czy o innych supermarketach jak Jumbo czy Continente. Tylko nie pomyl z koprem wloskim (funcho). Ja zawsze kupuje na targu z zywnoscia ekologiczna w soboty rano na Principe Real. Jest tez szczypior, szczaw, lubczyk, slowem wszystko o czym statystyczny portugalczyk nie ma pojecia. :)Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  11. @jakub303, dziękuję za tę doskonałą wiadomość. prawdopodobnie nie dość dokładnie i wytrwale szukałam. może jeszcze odkryję, że można dostać korzeń selera i pietruszki! :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Z korzeniem pietruszki rzeczywiście dość trudno, jak się zdarzy coś "a'la" to raczej pasternak, ale za to korzeń selera jest :) ostatnio kupowałem w Mercado da Ribeira. Zdarza się też w Makro. Zwą go tutaj cabeça albo raiz de aipo. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  13. @All, dziękuję wszystkim za komentarze i pozdrawiam serdecznie i wiosennie.

    Myniolinko, dla mnie sosy też są ogromnie ważne na Wielkanoc.

    Beo, mój w zasadzie też zawsze był na oko, ale w końcu spisałam proporcje w czasie przygotowywania go, żeby móc jakiś przepis opublikować. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    Patrycjo, no właśnie ja też jakoś mam wrażenie, że dopiero co się zaczął 2010, a tu już Wielkanoc.

    Klementyno, widzę że Jakub mnie znakomicie zastąpił i świetnie się Tobą zajął, wyjaśniając wątpliwości. :) Ja bym tego na pewno nie zrobiła lepiej, bo co do zakupów w Lizbonie to niezupełnie jestem zorientowana. U nas jest koperek dość często, głównie w El Corte Ingles, ale w Modelo, Continente i Jumbo też bywa. Ja podobnie jak Jakub mam tu zaprzyjaźniony ryneczek ekologiczny, który kocham całą duszą. Nawet czarną rzodkiew miewają, pełno boćwiny, kalarepki w dwóch kolorach i takie tam rarytasy. Ja jednak trochę ponarzekam, bo mi każdy portugalski koperek zalatuje trochę anyżem i nie pachnie tak jak polski. Podobno łatwo o jakieś krzyżowe zapylanie pomiędzy koperkiem i koprem włoskim, a że ten ostatni tu w dużej ilości dziko rośnie, to może stąd problem. Próbowałam nawet siać tu koperek w doniczkach, ale marnie wschodzi. Nie wiem czego mu w tutejszej ziemi brakuje....
    Co do selera i korzenia pietruszki, to Jakub znowu słusznie prawi. Ten ostatni niemożliwy do dostania, bywa coś o nazwie xerovia, co jest pasternakiem, ale od biedy można zastąpić nim pietruszkę. Też próbowałam ją siać, wzeszła mizernie i potem wszystko umarło.

    Jakub, dziękuję za wizytę i wspaniałą pomoc. Buziaki dla całej Waszej trójki.

    OdpowiedzUsuń
  14. agnieszko, podobny sos robi sie czasami w moim rodzinnym domu jako alternatywe do sosu tatarskiego. wlasnie troszke chrzanu, majonezu, smietany albo jogurtu greckiego, jajeczko (dodawalam bialko posiekane, a zoltko rozcieralam z musztarda), zielone ziola akurat dostepne..rzecz jasna liscie czosnku niedostepne byly...u nas wrzucalo sie jeszcze czasem ogorek kiszony, poszatkowany. ogolnie mama przyjezdza teraz na wielkanoc, pewnie bedziemy probowac.

    OdpowiedzUsuń
  15. o tak wielkanoc jest o tyle fajna, że jest lżejsza kulinarnie, a z takim sosikiem to naprawdę musi być pysznie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Agnieszko, to ja powinienem dziękować za te wszystkie kulinarne inspiracje! Co do ryneczku, to u nas również są te kalarepki, wolę zielone - są chyba bardziej soczyste, jest też ten niewiarygodnie wspaniały i chrupiący szpinak z lekko owłosionymi listkami i pyszna rukola. No i zdarzają się też smakołyki o których nigdzie poza PT nie słyszałem, jak te ich sałato zioło-podobne roślinki o przedziwnych nazwach i smakach (i nie mówię tu o egzotycznych pak choi czy np. o endywii kędzierzawej). Ale moim numerem 1 są genialne wprost truskawki, świeży zielony groszek i chleby na zakwasie (np. FN Arroz).

    Już prawie wielkanocne uściski z Lizbony od naszej 3ki :)

    PS. Czekamy aż Kuchnia nad Atlantykiem pojawi się na Facebooku. ;) Chętnie zostanę jej fanem!

    OdpowiedzUsuń
  17. Magdaleno, wiesz, że ten mój to też jest w zasadzie zamiast tatarskiego, który jakoś mi bardziej pasuje do Bożego Narodzenia (zresztą też jest już przepis na niego na blogu). Ten ogórek kiszony to ciekawa wariacja. Muszę spróbowac. Pozdrawiam serdecznie.

    Aga-aa, ja jako święta to wolę Boże Narodzenie (no bo choinka, prezenty i Mikołaj, żadne tam zające go nie zastąpią, u mnie zresztą w domu nie było zajęczej tradycji ;) ), ale kulinarnie faktycznie Wielkanoc ma plusy. :)

    Jakub, zawsze do usług. ;) A wiesz, że ja od naszego ostatniego spotkania to ciągle się wybieram do tych hinduskich sklepów, o których wspominałeś i jeszcze tam nie dotarłam. Widzę, że ryneczki mamy podobne. Choc u mnie truskawki takie sobie, a pomidory po 2 dniach są do śmietnika, ale może to dobrze świadczy o braku konserwantów.;) Ale pomidorami się nie martwię, hoduję już 2-gi rok w doniczkach z dobrym skutkiem. Jak się nazywają te dziwne "sałato zioło-podobne roślinki", zaciekawiłeś mnie?

    OdpowiedzUsuń
  18. Na zakupy do Hindusów zapraszam jak tylko pojawisz się w Lizbonie. :) Z nieskrywaną przyjemnością zrobię Ci visita guiada! A i nasiona czarnuszki się przydadzą. Co do ryneczku, to tych pysznych truskawek jeszcze nie ma, ale mam nadzieję że to kwestia dni. Z pomidorami rzeczywiście ciężko, kupuję czasami coração de boi, ale też bez jakiegoś specjalnego zachwytu. W zeszłym roku w Pingo Doce były pyszne, super słodkie andaluzyjskie pomidory RAF (niestety pewnie nieźle naładowane pestycydami), ale te które sprzedają dziś nie nadają się do jedzenia. A Ty jaką odmianę pomidorów hodujesz? Kiedyś pamiętam że trafiłem na amerykańską stronkę małżeństwa pasjonatów pomidorów z opisami hodowli tysiąca odmian, były zdjęcia, opis smaków, a nawet sklep internetowy z wysyłką nasion. Z pomidorów da się zrobić prawdziwe "dorosłe" hobby :)

    Mogę mięć jedną prośbę? Pisałaś już o gumbo, a teraz może miałabyś ochotę na przyrządzenie czegoś z okrą inspirowanego kuchnią prosto z kolonii, z Mozambiku lub Angoli? :) Okry ci u nas pod dostatkiem, a ja nie wiem co fajnego można z tą śliniącą się w rondlu rośliną smacznego zrobić :) Jedną próbę mam za sobą, średnio udaną, a chętnie poznałbym sekrety przyrządzania np. quiabos com camarão albo frango com quiabos.

    Pozdrowienia serdeczne!

    PS. Następnym razem na targu, jeśli się pojawią, sprawdzę nazwy tych dziwniejszych roślinek. Ciągle zapominam ich nazw mimo iż zdarza mi się je kupować na spróbowanie raz na jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń
  19. wypróbowałam z kotlecikami z kaszy gryczanej i wąyróbki, smaczny!

    OdpowiedzUsuń
  20. Jakub, już się ciesze na visita guiada. :) Te RAF widziałam kiedyś w El Corte Ingles, rzeczywiście chyba najsmaczniejsze jakie tu kupiłam. Ale zniknęły. Ja już jakiś czas temu zauważyłam, że jak coś polubię to rach ciach i znika jak kamień w wodę. :( W zeszłym roku hodowałam czereśniowe Gardener's Delight (dużo z nich radości, bo maja długie kiście i pełno małych pomidorków), Yellow Sausage (bardzo smaczne, ale niektóre krzaki miały jakiś problem zdrowotny - zdaje się , że za mało wapnia), Red Zebra (prążkowane, smaczne, ale niezbyt obrodziły) i Black Krim (pyszne pomidory, z ciemną skorka przy szypułce i ciemniejszym niż normalnie miąższem). W tym roku próbuje kolejne nowe odmiany, dam znac co z tego wyjdzie. A co do dorosłego hobby to mnie porażają strony pasjonatów hodowania papryki - ilość odmian, która hodują, wiedza tych ludzi, no po prostu czapki z głów. Ja w swoim szaleństwie też nakupowałam (przez ebay głównie) pełno odmian i tak dumam ile w tym roku będę potrzebowała doniczek, bo już mi wszystko wzeszło, a mini-ogródek jakoś się mi nie powiększył od zeszłego roku. ;)
    Co do okry, to na pewno jak coś ciekawego i najchętniej z pierwszej ręki (o to u nas nie łatwo, u nas na północy niewielu jest retornados) znajdę to dam znać. Też mam prawdę mówiąc, oprocz gumbo , niewiele na to warzywo pomysłów. Już nawet próbowałam zasięgnąć języka. Zaprzyjaźnione Portugalki pytałam, ale one chyba wiedzą mniej niż ja. ;) Aktualnie studiuję kwestie portugalskich wpływów kulinarnych w Goa, ale Mozambik i Angola też mnie bardzo nęcą.

    Olu, świetny pomysł i ciesze się , że sos smakował.

    OdpowiedzUsuń
  21. Sosik wypróbowałam na Wielkanoc, jako dodatek do świątecznego Śniadania.
    Pycha - świeży, harmonia smaków, wyczuwalne nutki zielonych przypraw, aksamitna konsysencja.
    Bardzo dobry zarowno do jajek jak i wędliny.
    Dziękuję, sos wchodzi do ulubionych rodzinnych przysmaków! :)

    pozdrawiam serdecznie z Wrocławia

    Teresa

    OdpowiedzUsuń
  22. Tereso, bardzo się cieszę, że wypróbowałaś ten przepis i że sos tak Ci zasmakował. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.