środa, marzec 17, 2010

Portugalski sernik na zimno

Portuguese Cheesecake

Dochodzą mnie słuchy, że za mało piszę o Portugalii i tutejszych potrawach. Pewnie jest trochę prawdy w powiedzeniu, że nie docenia się tego, co się ma na co dzień. ;) Dzisiaj spróbuję więc się trochę zrehabilitować i zaproponuję Wam bardzo popularny, jak Portugalia długa i szeroka, deser. To, co Portugalczycy robią na bazie musu, kremu czy bitej śmietany jest moim zdaniem o wiele bardziej pociągające niż ich klasyczne ciasta przeładowane cukrem i jajkami.

Do tej kategorii zalicza się też mój dzisiejszy cheesecake. W Portugalii trzeba koniecznie wymawiać "szizkejk", bo inaczej można nie zostać zrozumianym. ;) Bywalcom fast foodów polecam również zamawianie "szizburgera", w skrócie nazywanego "szizz". Ja tu sobie robię z nich śmichy, chichy, a my w Polsce chyba nie jesteśmy lepsi, bo mój syn kiedyś w KFC dowiedział sięod obsługującej, że zamówił "jednego kolesława". Choć z Łukasza to akurat wybitny złośliwiec fonetyczny. Może tak to już jest, jak się ktoś 3 języków nauczył bezwiednie dzieckiem w kolebce będąc, a teraz sobie stroi żarty ze starej matki, każąc jej wyartykułować słowo "ryż" (arroz) po portugalsku, z gardłowym, charkoczącym "r", krórego do końca świata nie wymówię tak jak rodowity Portugalczyk z północy.

Portuguese Cheesecake

Koniec dygresji językowych, wracamy do sernika na zimno. Oprócz lekkiego podpieczenia spodu (co nie jest obowiązkowe, tutaj Portugalki rzadko to robią ), deser ten wymaga tylko pobytu w lodówce. Bardzo tu popularny i powszechnie dostępny w każdej restauracji i kafejce. Chętnie jedzony po posiłku. Długo zadziwiała mnie nazwa tego ciasta, bo co jak co, ale smak sera jest tu tylko bardzo dyskretnie, o ile w ogóle, wyczuwalny. Przez jakiś czas myślałam nawet,  że jest to cheesecake bez cheese. Masa jest jednak bardzo smaczna - puszysta i śmietankowa. Ma w składzie trochę serka philadelphia, słodzone mleko skondensowane i kremówkę. Dwa ostatnie składniki królują w lżejszych portugalskich deserach.

Ponieważ mój Łukasz za tym sernikiem przepada, postanowiłam go zrobić w domu. Dostosowałam przepis do naszych upodobań smakowych - zmieniłam proporcje składników, żeby był mniej słodki (a i tak nadal jest w nim całkiem sporo słodyczy) i zmieniłam polewę. Klasycznie w portugalskim wydaniu masę serowo-smietanową smaruje się dżemem. Zazwyczaj truskawkowym, czasem innym - jeżynowym lub z owoców leśnych. Ja wolę na wierzchu owoce w kisielowatym sosie, w stylu frużeliny. A że jesteśmy jeszcze poza sezonem letnich owoców proponuję użyć jagód w zalewie lub wiśniowego kompotu, zagęszczonych trochę skrobią kukurydzianą (konsystencja jest lepsza i mniej gumowata niż przy zastosowaniu mąki ziemniaczanej). Znakomitym i prostym rozwiązaniem jest też gotowa frużelina lub nadzienie do amerykańskich pies. Ja swoje jagodowe przywiozłam aż z Azorów (dzięki Ci Panie za amerykańską bazę wojskową na wyspie Terceira), bo w kontynentalnej Portugalii jest nie do zdobycia.

Zapraszam wszystkich na portugalski sernik na zimno w mojej nie do końca klasycznej interpretacji.

3

Portugalski sernik na zimno

tortownica o średnicy 25 cm
Spód:
 150 g herbatników typu digestive
30 g (2 łyżki) miękkiego masła
 Masa:
400 g (1 i 1/4 szkl = 310 ml) słodzonego mleka skondensowanego 
200 g kremowego serka typu philadelphia 
600 ml śmietany kremówki 35%
ziarenka wyskrobane z 1/2 laski wanilii
5 listków żelatyny
4 łyżki mleka
Wierzch:
frużelina lub jagody w zalewie
skrobia kukurydziana do zagęszczenia

Spód:
W malakserze miksujemy herbatniki z masłem. Otrzymanymi okruszkami wykładamy dno tortownicy (ja je wcześniej wykładam folią aluminiową). Ubijamy je trochę dnem szklanki i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180ºC na 10 min. Studzimy. Jeżeli ktoś się spieszy może pominąć etap pieczenia i tylko wstawić spód do lodówki.
Masa:
W średniej misce miksujemy mleko skondensowane z serkiem kremowym i wanilią. W dużej misce ubijamy na sztywno śmietanę. Namaczamy w wodzie listki żelatyny, odsączamy je i rozpuszczamy na minimalnym !! ogniu w 4 łyżkach mleka (nie wolno dopuścić do zagotowania). Jeszcze letnią żelatynę cienkim strumieniem wlewamy do ubitej śmietany ciągle miksując. Wlewamy do śmietany masę serowo-mleczną i ubijamy jeszcze chwilę aż utworzą gładką masę. Wykładamy całą masę na przygotowany spód i zostawiamy na całą noc w lodówce do zastygnięcia. 
Wierzch:
Skrobię kukurydzianą rozrabiamy w kilku łyżkach wody. Wlewamy tę miksturę do wrzącego kompotu z owocami. Gotujemy 1-2 min do zgęstnienia, ciągle mieszając. Ilość skrobi zależy od ilości zalewy i oczywiście od tego jak gęstą chcemy mieć polewę. Lepiej rozrobić od razu kilka łyżek proszku i stopniowo dodawać do kompotu.

Sernik wyjmujemy z formy i polewamy na wierzchu owocami z sosem.

44 comments:

Ania pisze...

Nie dziwię się Portugalczykom, że przepadają za tym sernikiem bo i mnie by z pewnością bardzo smakował!

rain.drop pisze...

Ogromnie mi się podoba, musi być pyszny :)

kornik pisze...

Przepięknie wygląda z tymi jagodami!

leloop pisze...

jako, ze to sernik to z pewnością wypróbuje :) nie będzie taki piękny jak Twój ale nikomu chwalić się przecież fotograficznie nie będę ;), a maliny w zamrażalniku jeszcze mam :)
wracając do dygresji językowych to wcale nie jesteśmy gorsi od Portugalczyków, od Francuzów zresztą tez ;)
Od kiedy pojawiły się w Polsce rożne francuskie supermarkety to będąc w Polsce słyszę wokół siebie różne "żany", "oszony" czy "liroje merliny".
Z kolei przyzwoity Francuz nie wymówi polskich nazwisk inaczej niż Lesz Walezà, Andr-zey Ważdà o królu Leks-zynskim nie zapominając. Niedawno słuchałam na CD żydowskiej bajki po francusku, po długim czasie domyśliłam się, ze miejscowość, która w tej historii występowała to Szczebrzeszyn :)
W spisie telefonicznym naszej wsi jest nazwisko Juszczyszyn, nawet nie jestem w stanie wymyślić francuskiej wersji, wystarczy mi jak pani w biurze próbuje odczytać moje imię ;)
pozdrawiam wiosennie :)

amarantka pisze...

Piękny!
i coś mi mówi, że bardzo by mi smakował :)

Łukaszowi umiejętności językowych zazdroszczę :) [i żałuję po cichu, że takim bilingwalnym, czy tak jak u Was - trilingwalnym dzieckiem nie byłam ;)]

Ola pisze...

Pięknie wygląda!

Delie pisze...

Obłędny szizkejk:)
Lubię właśnie takie, z małą ilością ciasta.
Piękne, piękne zdjęcia.

ewelajna pisze...

Agieszko, kolejną piękność nam tu serwujesz...:)
Łukaszowi tez zazdroszczę...

ptasia pisze...

O, to sziskejk w sam raz dla mnie :)
A kolesław sama mówię :) - bo moi rodzice tak zawsze mówili. Wiedzieli, jak jest poprawnie, ale specjalnie spolszczali. I się przyjęło. Trochę tak, jak "polskie" nazwy sieciówek: Henio (H&M), Rezerwat (Reserved) itd.
Natomiast z takich historyjek, to Mama wielokrotnie opowiadała anegdotę o mojej prababci (nauczycielce), która (jak ja :) b. lubiła ciasteczka petit beurre. Któregoś dnia udała się do sklepu i pyta: "Czy są p'tit beurre?". Usłyszała odp: "Nie, petitbuerów nie ma". Prawie identyczną historię opisywała Magdalena Samozwaniec w Marii i Magdalenie, tylko tam jeszcze było przewrotne zakończenie :)

Ewa pisze...

Alez polaczenie kolorow piekne! Uwielbiam serniki na zimno, i ten potestuje.

Goś pisze...

Agnieszko, te Twoje zdjęcia...nie można przejść obok nich obojętnie:) Mistrzostwo świata! :)
I sernik z pewnością także, może uda mi się go kiedyś spróbować:)
Pozdrawiam!

dragonfly pisze...

Zdjęcia tak apetyczne, że zaraz ekran zacznę lizać chyba...:)

Polka pisze...

Ha ja jeszcze slyszalam 'oszolom' :))) To w temacie marketow :)
Agnieszko zanim napisze ze cudny sernik to musze Tobie powiedziec, ze Twoj syn to ma szczescie ze 'od kolyski' mial stycznosc z obcymi jezykami. Ja zawsze ubolewam ze w Polsce nauczanie jezykow obcych lezy i kwiczy, chociaz od jakiegos czasu jest coraz lepiej. Oczywiscie jesli chodzi i nauke prywatnie. O szkolach panstwowych nie szepne ani slowka...
Usciski i z checia wpadlabym do Was na kawalek sziskejka :D

magda k. pisze...

cudownie wygląda, a jak zerknęłam na liste składników, to już całkowicie się przekonałam do tego sernika
pozdrawiam :)

Kasia pisze...

te jagody na wierzchu wyglądają obłędnie!

Zaytoon pisze...

Straszliwie lubię serniki. I lekkie desery. To połączenie jest więc dla mnie ideałem. W dodatku te jagody na wierzchu... Tęsknię za latem!

Pozdrawiam! :)

majana pisze...

Och, Agnieszko , ten sernik wygląda przepięknie! Ogromnie mi się podoba i koniecznie muszę go kiedyś zrobić, bo jesteśmy sernikomaniakami:))
Pozdrawiam :))

Margareta pisze...

Uwielbiam serniki i cos mi mowi, ze ten szizkejk bardzo by mi zasmakowal :)
Ciekawe przepisy i opowiesci, bede zagadac :)
Pozdrawiam i zycze milego wieczorku :)

Beata Lipov pisze...

O Królowo, chylę czoła. Sernik jak marzenie.

Joanna z Mazur pisze...

Uczta dla oczu i pewnie dla podniebienia:)

buruuberii pisze...

Agnieszka, Ty nas wyonczysz - sernik wyglada oblednie! I on w sumie bardziej smietanowcem by mogl byc, ale obledny i juz!

Fajne te rozwazania jezykowe, szizkejk mowisz :) alez te dzieci maja teraz dobrze!

atina pisze...

Wygląda rewelacyjnie! kolejny na liście do zrobienia i to koniecznie!

anytsujx pisze...

Wygląda pysznie...

Anonimowy pisze...

pOZDROWIENIA DLA łUKASZA. BABCIA JOANNA

agatek pisze...

sernik i zdjęcia- BAJECZNE
poproszę o więcej
:))

Magdalena pisze...

Czesc Agnieszko. Piekny sernik i wlasciwie z sernikow lubie tylko te na zimno, z pokruszonymi herbatnikami i maslem (mniam) oraz serem (do tej pory robilam z mascarpone).
A ja chetnie poczytam cos wiecej nt Portugalii, a zwlaszcza jej kuchni. Nie chcialabym, aby znowu zabrzmialo to nostalgicznie, ale jedyne kulinarne wspomnienia z Portugalii dotycza porto i tamtejszych serow, ktore mialam okazje probowac podczas krajoznawczej wyprawy z kolkiem historycznym...dawno temu, bo w 1992 roku, kiedy bylam jeszcze niewinna licealistka. Oczywiscie nie bylo nas stac na chodzenie po restauracjach mimo, ze wowczas Portugalia byla najtanszym panstwem, ktore odwiedzilismy. Zwiedzilam wiele pieknych miejsc w tym kraju, w ktorym jak dla mnie wszystko toczy sie wolniej, zywiac sie jednak napredce przyrzadzanymi na butli gazowej posilkami z suchego prowiantu, ktore wiezlismy przez cala Europe. Jedyna ekstrawagancja kulinarna byla degustacja porto i serow...pozdrawiam!

Ajka pisze...

Powalająco piekny !!!!

viridianka pisze...

ja jestem jak najbardziej za byś prezentowała jak najwięcej pyszności :)) potem sobie pojadę do Portugalii i będę wszystko wiedziała ;D

viridianka pisze...

oczywiście chodzi mi o pyszności portugalskie ;)

Agnieszka pisze...

@All: Bardzo dziękuję wszystkim przemiłym komentatorom za wizytę.

Leloop, Wajda mnie rozłożył na łopatki. :) Słyszałam jeszcze z innego blogu ( Clotilde), że we Francji mówi się smuzi (na smoothie)i nawet nie wypada inaczej, bo uznają cię za snoba. :) Tutaj na mojego męża mówią Masjeż, mnie co inteligentniejsi fonetycznie nawet wymawiają, choć już z pisaniem gorzej. Mimo, że istniej u nich dźwięk "sz" (tak się czyta "s" przed spółgłoską i na końcu wyrazu) to nie potrafią zrozumieć, że można to tak zapisywać. Ale najczęściej to jestem Ineszka, czyli taki miks polskiego z portugalskim Inês.:)

Amarantko i Ewelajno, ja mu też zazdroszczę, bo człowiek się musiał w pocie czoła uczyć języków, a takiemu cwaniakowi to przyszło mimochodem. Nie wiem czy już to opowiadałam - moja chrześnica, która wyjechała do Niemiec w wieku 6 lat, skarżyła się, że wyśmiewali się z niej w szkole zaraz po przyjeździe. Po czym dodała "A po dwóch tygodniach, jak już mówiłam po niemiecku, to ja im pokazałam!". Nic dodac, nic ująć.

Ptasiu, ja słowo kolesław uwielbiam! Brzmi prawie jak jakie słowiańskie imię męskie. O nazwach sieciówek nie miałam pojęcia. Oducza się człowiek żywego języka na obczyźnie. Anegdota o petit beurre znakomita!!

Polka, na sziskejka zapraszamy serdecznie. Tzn na jakiegoś nowego, bo po tym ze zdjęć to już nie było śladu po 2 dniach. Ale Łukasz ma po świętach urodziny i jakiś sziskejk musi być. :) Z nauczaniem języków to wszędzie rożnie bywa, popatrz na Anglosasów, im się wręcz wydaje, że oprócz angielskiego nic do szczęścia nie jest potrzebne (no troszkę mają racji, ale powiedz to francuzom, hi hi). Ja uważam, że nauka nauką, ale nic tak dobrze nie robi jak zanurzenie się w obcojęzycznym środowisku choć na 1-2 tygodnie w roku. Tylko, że to nie zawsze osiągalne.

Margareto, witam serdecznie i zapraszam jak najczęściej.

Basia, dzieci teraz mają stanowczo za dobrze. i nie mam na myśli kwestii językowych. Zrzędzę jak stara baba, prawda ?

Łukasz pozdrawia Babcię Joannę. :)

Magdaleno, to bardzo miłe i wspomnienia z Portugalii, powiedziałabym nawet, że kulinarnie bardzo zasadnicze. ;) Wiesz, że my podobnie podróżowaliśmy w czasach studenckich. Jak mnie rodzice puścili z biletem lotniczym w jedną stronę i paroma dolarami do Izraela, Egiptu i Grecji (wszystko czasie tych samych wakacji) to do dzisiaj nie wiem. W każdym razie dojechałam autostopem w sam raz na początek roku akademickiego. ;)

Viridianko, będę się starać, choć niestety w kuchni portugalskiej nie ma tak wielu smakołyków, jak w innych kuchniach narodów śródziemnomorskich. No, ale coś się znajdzie.:)

buruuberii pisze...

Agnieszko, wiesz ponoc zawsze tak myslimy o mlodszym pokoleniu :-) Podobno Sokrates mial ten problem z Platonem :D
Pozdrawima Cie serdecznie!

marysiek pisze...

boski ten szizkejk! a ja mam pytanie w związku z nim: jak wysoki on wychodzi?? bo mam trochę mniejszą tortownicę i nie wiem czy się zmieści, a chciałam go zrobić na Wielkanoc
chociaż w sumie, a co tam, przecież jego się nie piecze, więc mogę wlać po brzegi, a jak coś zostanie to zjem i już :)

Agnieszka pisze...

Basia, jak zwykle bosko to skomentowałaś. ;)

Marysiek, w centymetrach Ci nie powiem, bo już zjedzony. Ale nie powinno byc problemu, bo na pewno miałam zapas wysokości w tej 25 cm tortownicy.

buruuberii pisze...

A Ty mnie teraz rozbawials, ale juz Ci tu nie smiece! :-)

Olciaky pisze...

Te jagody wieńczące sernik są piękne;)

trzkasienka pisze...

zrobilam! ciasto jest super latwe, szybkie (nie liczac czasu tezenia), a tak dobre, ze zniknelo w jeden dzien w naszym dwuosobowym gospodarstwie domowym... Dzieki Aga za kolejny swietny przepis! :-))

Agnieszka pisze...

Olciaky, cieszę się, że się podobają.

Trzkasieńko, błyskawica z Ciebie. ;) Cieszę się strasznie, że Wam smakował ten sernik. U nas też zniknęło szybciuteńko. :)

trzkasienka pisze...

to zdradze Ci jeszcze, ze nie raz a dwa razy juz go robilam ;-))

Agnieszka pisze...

Trzkasieńko, to ja w takim razie podwójnie się cieszę. Pozdrawiam przedświątecznie.

Anna pisze...

ile uzyc lyzeczek zelatyny zamiast listkow?:> i jak ich uzyc? wczesniej rozpuscic w zimnej wodzie?

Agnieszka pisze...

Anno, z moich dowiadczeń wynika, że 1 płatek żelatyny to 1 niepełna łyżeczka herbaciana żelatyny w proszku.

Agnieszka pisze...

W tym przepisie dałbym więc tak z 4 płaskie łyżeczki, oczywiście wcześniej zalane kilkoma łyżkami zimnej wody, żeby żelatyna napęczniała, a potem rozpuszczone w mleku, jak w przepisie, na minimalnym ogniu lub w kąpieli wodnej.

Ewelosa pisze...

Agnieszko Kochana zobacz ktoś kradnie Twoje dzieła

http://pieczarrra.blox.pl/2010/07/Portugalski-sernik-na-zimno.html

Agnieszka pisze...

Eweloso, dziękuję bardzo, że dałaś mi znać. To się ostatnio nasila... Nie mogę wejść na stronę. napisane jest, że blog jest zablokowany przez administratora. Łudzę się, że to może reakcja na czyjąś interwencję... Pozdrawiam Cię serdecznie.