niedziela, marca 14, 2010

Moros y Cristianos w Miami

Miami Beach

Gotowałam dziś słynne kubańskie danie moros y cristianos i przypomniałam sobie, że o zgrozo nie dokończyłam relacji z naszych letnich wakacji na Południu USA. Było o Cape Canaveral, było o Luizjanie, a zapomniałam wspomnieć o największej metropolii Florydy - Miami. Byliśmy tam już po raz trzeci, bo zwykle zmuszają nas do tego połączenia lotnicze z Madrytu. Na pierwszy rzut oka Miami jest jak każde inne wielkie amerykańskie miasto, jednak ma swoje cechy szczególne. Pierwszą jest klimat - wilgotny, tropikalny, przez okrągły rok gorący (obserwuję od dłuższego czasu tamtejsze temperatury na google i właściwie przez większość czasu jest tam 25-30ºC). Ja ciepło lubię i świetnie je znoszę, tak że nigdy się tam nie skarżę, że jest za gorąco.

Miami Beach

Druga cecha wyróżniająca Miami to ogromna ilość latynoskich emigrantów. Zwłaszcza Kubańczyków jest tu zatrzęsienie, a hiszpański staje się bardzo szybko językiem równorzędnym z angielskim. W sklepach bardzo często sprzedawcy pytają czy chcemy mówić po angielsku czy po hiszpańsku.

My przed odlotem do domu zatrzymaliśmy się na okrzyczanej Miami Beach. Nasz hotel na Ocean Drive, niby w stylu art deco, mocno nas rozczarował, za to mieliśmy niezłą uciechę obserwując czarnoskórych Amerykanów i ich dziewczyny. Panowie byli jakby żywcem wyjęci z gangsterskich filmów - rapujący, w wielkich podkoszulkach, z grubymi łańcuchami na szyjach, a panie obwieszone złotem wręcz do niemożliwości, w satynowych topach obszywanych cekinami i fikuśnych szortach.

Miami Beach

Wracając do Kubańczyków, to oczywiście przeszczepili na amerykański grunt swoją kuchnię. Mieliśmy możliwość skosztować przysmaków z ukochanej wyspy Hemingwaya w bardzo ciekawym miejscu. Jeszcze przed odlotem znajomy Kubańczyk, który kiedyś pracował z Maciejem, polecił nam restaurację swojego przyjaciela. Francisco Cespedes , skończył na Kubie medycynę, w USA nie pracuje jednak w wyuczonym zawodzie. Jest muzykiem i właścicielem clubu i restauracji El Clique, cieszących się sporym powodzeniem wśród amerykańskich Kubańczyków. Przy akompaniamencie kubańskiej muzyki serwuje się tam autentyczne potrawy z ich ojczyzny.

Christians and Moors

Tam właśnie po raz pierwszy próbowałam Moros y Cristianos, czyli "Maurów i chrześcijan", potrawy mającej swoje korzenie jeszcze w Hiszpanii czasów rekonkwisty. Danie jest połączeniem czarnej fasoli i białego ryżu (ten kolorystyczny kontrast był źródłem nazwy, fasola reprezentuje Maurów a ryż chrześcijan), z dodatkiem sofrito, czyli podsmażonych warzyw, w tym wypadku głównie cebuli, czosnku i papryki.

Christians and Moors

Hiszpanie przeszczepili to proste danie na grunt skolonizowanej Kuby, nazywanej jeszcze wtedy Isla Juana (od Juana, księcia Asturii ). Do dzisiaj w okolicach Walencji odbywają się w wielu miejscowościach festiwale pod nazwą "Moros y Cristinanos", upamiętaniające zmagania z czasów rekonkwisty. Najsłynniejszy ma miejsce w Alcoy w dzień Św. Jerzego, patrona chrześcijańskiego rycerstwa.


Christians and Moors

Wersji dania "Moros y Cristianos" jest jak na popularną potrawę przystało bardzo wiele. Ja oczywiście musiałam do przepisu dodać swoje 3 grosze. W tym wypadku jest to dużo większa niż w oryginale ilość papryki, w dodatku mieszanki zielonej i czerwonej, a nie jak tradycyjnie powinno być tylko zielonej. Jak widać na załączonych zdjęciach oprócz Maurów i chrześcijan są u mnie chyba jeszcze Indianie.;)

Potrawa jest bardzo smaczna, na Kubie i w Miami jedzona często jako dodatek do ropa vieja ( co można by przetłumaczyć na urokliwe "stara szmata"; jest to sztandarowe kubańskie danie z gotowanej wołowiny, jak się nazywa tak wygląda, ale zapewniam, że jest pyszne).

Moros y Cristianos

1 łyżka oliwy
1 duża cebula, pokrojona w kostkę
1/2 czerwonej papryki, pokrojonej w kostkę
1/2 zielonej papryki pokrojonej w kostkę
2 ząbki czosnku, przecisnięte przez praskę
1 łyżeczka mielonego kminu rzymskiego
1/2 łyżeczki oregano
2 goździki utłuczone w moździerzu na pył
szczypta pieprzu cayenne
1 liść laurowy

1 i 1/2 szkl wody
1 i 1/2 szkl ugotowanej czarnej fasoli*
3/4 szkl długoziarnistego białego ryżu
sól i świeżo zmielony pieprz do smaku
pietruszka do przybrania potrawy

Na rozgrzanej oliwie szklimy cebulę i paryki. Pod koniec smażenia dodajemy czosnek i wszystkie przyprawy. Wlewamy wodę, wrzucamy ryż i fasolę. Solimy i pieprzymy do smaku. Doprowadzamy do wrzenia i na małym ogniu gotujemy pod przykryciem, nie mieszając, aż ryż będzie miękki i potrawa wchłonie wodę (w zalezności od gatunku ryżu jest to zwykle ok. 15-25 min). Podajemy potrawę przybraną natką pietruszki.

* można użyć fasoli z puszki, ale ja polecam ugotować ją samemu, w/g poniższego przepisu. ja zwykle podwajam porcję i resztę wykorzystuję do innych dań lub mrożę na później.

Gotowana czarna fasola

3/4 szkl (ok. 130 g) suchej czarnej fasoli, namoczonej przez 12 godz
1/2 cebuli
2 goździki
liść laurowy
1/2 łyżeczki suszonego oregano 
5 ziarenek pieprzu
50 g wędzonej szynki, pokrojonej w kostkę
 sól do smaku

Opłukaną fasolę zalewamy wodą (powinna sięgać z 6 cm powyżej poziomu fasoli). Doprowadzamy do wrzenia, gotujemy przez 10 min i wylewamy całą wodę. Ponownie zalewamy fasolę wodą i dodajemy wszystkie przyprawy oprócz soli i szynkę. Po doprowadzeniu do wrzenia na malutkim ogniu i pod przykryciem gotujemy do miękkości. 15 min przed końcem gotowania solimy do smaku. 
Ja gotuję na minimalnym ogniu w żeliwnym garnku, żeby mieć pewność, że fasola się nie rozpadnie i zajmuje mi to ok. 2 godz.

26 komentarzy:

  1. Jadłam kiedyś w Hawanie ropa vieja i ogromnie mi smakowało, a moros y cristianos to oczywiście standard, który też bardzo lubię. Nawet z Kuby przywiozłam sobie czarną fasolę i czeka na ugotowanie. Dobrze, że mi przypomniałaś!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne zdjęcie miasta od strony morza. Czy to zrobione było ze statku? Pozdrawiam . Krzysiek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Agnieszka, Twoje zdjecia i srodek zimy... Dobrze, ze je publikujesz teraz, wiesz latem czy wczesna jesienia nie docenilabym ich ciepla!
    Pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Agnieszko, u Ciebie jak zawsze pięknie i smacznie! Bardzo lubię Cię czytać i oglądać Twoje fotki:)

    Pozdrawiam serdecznie:)
    Ps. Od razu cieplej się robi patrząc na te zdjęcia:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Aż mi się ciepło zrobiło. To słońce, choćby na zdjęciach, potrzebne jest mi jak woda rybie. Lubię czytać Twoje historie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepiękne zdjęcia!
    Chochelka Grubsza

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak widzę taki kolor wody jak na pierwszych fotkach, to mogę patrzeć w nieskończoność! Statek wycieczkowy też mi się marzy...
    Danie brzmi bardzo ciekawie, pewnie niedługo wypróbuję je jako dodatek do mięsa, może właśnie do wołowiny:)
    Pozdrawiam Agnieszko!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawy artykul i super zdjecia, Agnieszko! Przypomnialas mi o Francisco Cespedes, którego album "Vida Loca" znam juz kilkanascie lat, od czasu mojego stypendialnego pobytu w Kolumbii. Ta muzyka ciagle swietnie dla mnie brzmi i milo jest wrócic do latynoskich "klimatów".Mysle, ze musze sobie odswiezyc ten album:)
    Ciekawa jestem, czy on sam spiewa w swojej restauracji?
    Pozdrawiam Was serdecznie ze slonecznego, ale jeszcze dosc chlodnego Alentejo
    AniaPP

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne zdjęcia i piękne kolory, zwłaszcza gdy za oknami w PL znów śnieg:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak cudownie jest u Ciebie! słońce, ciepło, smakowite jedzenie i tyle ciekawych słów...u mnie właśnie spadł śnieg :( świeci słońce ale nie takie fantastyczne jak w Miami...pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Myślę, że też z klimatem Miami bym się polubiła... zwłaszcza teraz, wygłodniała ciepła i słońca.

    O Moros y Cristianos już kiedyś słyszałam... teraz pora wypróbować :)

    Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  12. do poprzednich komentarzy zachwalających piękno zdjęć dodam jeszcze, że mnie dodatkowo urzekły te brodzące "spodenki" ;-)))))

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękne zdjęcia Agnieszko! Aż mi się cieplej od nich zrobiło :)
    Gratuluję wywiadu! Ja też mam w zbiorach "Kucharkę Litewską" ;))

    OdpowiedzUsuń
  14. To nieetyczne torturować tak słonecznymi zdjęciami w środku zimy, która panuje w Polsce.

    Chciałabym być teraz w Miami.

    I jeść Moros y Cristianos. Świetne!

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zaskoczył mnie tytuł wpisu, nie znałam tej potrawy, za to dwa razy brałam udział w fieście Moros i Cristianos w hiszpańskiej Almansie i Villenie, zdziwiłam się trochę widząc jej nazwę w połączeniu z Miami:)Lubię takie przepisy, które pozwalają mieć nadzieję, że potrawa mi się uda. Pozdrawiam Ania T

    www.caramba.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
  16. Zrobiłam w końcu Prowansalską zapiekankę drobiową. Naprawdę smaczna i jej dodatkową zaletą jest, że szybko się robi :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Agnieszko, w takich klimatach jak pokazalas to na zdjeciach, zapamietalam Floryde. Niestety moje wspomnienia kulinarne nieco przyblakly, gdy bylam tam jeszcze jako nastolatka, majac 15 lat, bardziej zafascynowana cape canaveral, delfinariami i amerykanskim fastfoodem, chinszczyzna z kartonikach, ktore w plu pod koniec prlu jeszcze nie istnialy..., niz poznawaniem potraw, ktore dzis prezentujesz... oraz sokiem pomaranczowym tropicana, ktory teraz mozna wszedzie kupic. dobranoc!

    OdpowiedzUsuń
  18. He he moje Miami photos jak Twoje. te same stare auta pod Avalon na South Beach St... oh zatesknilam!

    OdpowiedzUsuń
  19. @All: Bardzo dziękuję za przemiłe i ciekawe komentarze. Nie zdawałam sobie sprawy, że zima jeszcze w Polsce tak mocno trzyma.

    Aniu, prawda, że ropa vieja smaczna? Czasem nie należy sądzić po aparycji, że sie tak wyrażę. Czekam na Twoją opinię, jeśli wypróbujesz przepis. Pozdrawiam serdecznie.

    Krzyśku, zdjęcie nie jest ze staku. Robione było z mostu łącącego Biscayne Bay ze stałym lądem.

    Basiu, masz rację, ja się też lubię zimą pokatować zdjęciami lazurowej wody. ;)

    Majano, to ślę dużo ciepełka z owszem ciepłego, ale dziś deszczowego Porto (co wyprawiają na jezdni Portugalczycy w deszczu to horrrorrr....).

    Lo, cieszę się bardzo i dziekuję za miłe słowa.

    Kasiac rzeczywiście Moros y Cristianos najlepiej się czują w towarzystwie mięska. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    AniuPP, ależ mnie zaskoczyłaś! Nie przeszło mi nawet przez głowę, że ktoś może znać Francisco Cespedes. Ja dopiero z netu się dowiedziałam, że wydawał płyty. Bardzo skromny i sympatyczny człowiek. I jak najbardziej śpiewa u siebie w klubie, nie wiec czy codziennie, ale my mieliśmy okazję go posłuchać na żywo. Czy Alentejo dziś tak deszczowe jak Porto?

    Amarantko, oj łatwo ten klimat polubić, bez dwóch zdań. Pozdrawiam serdecznie.:)

    San Fran, to taka zawoalowana reklama USA... ;) Pozdrawiam Cie serdecznie.

    Komarko, dziękuję bardzo za gratulacje. Ty też masz kresowe korzenie prawda?

    Aniu T, widzisz, a ja odwrotnie - tylko jadłam Moros y Cristianos, a festy nie widziałam. :) A bardzo bym chciała, zwłaszcza jak zobaczyłam zdjęcia z tych obchodów. To chyba niedługo, w drugiej połowie kwietnia bodajże...? Mi ciągle chodzi po głowie, że widziałam też przepis na tę potrawę w jakiejś hiszpańskiej książce kucharskiej, ale nie mogę go odnaleźć, a bo by potwierdzało iberyjskie korzenie dania. Pozdrawiam Was bardzo serdecznie.

    OK, świetnie, że smakowała i to prawda robi się ją szybciochem. ;) Pozdrawiam serdecznie.

    Magdaleno, nostalgiczny komentarz. Jak widać to są zainteresowania typowe dla nastoletniego wieku, bo mój prawie już 16-letni Łukasz mógłby się pod tym podpisać. ;) I już mówi, że w tym roku chce znowu do Stanów na wakacje. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    Misiuwodny, ja mam wrażenie, że te auta tam stoją od zawsze. Ciekawa jestem Twoich zdjęć... Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Czesc,
    widze emigranto ze swietne masz potrawy w tej goracym panstwie.
    Zdrowych , Wesolych , Szczesliwych Swiat Wielkanocnych , zycze tobie oraz twoim bliskim,
    W.

    OdpowiedzUsuń
  21. Wando, dziekuje za odwiedziny i zyczenia. Zapraszam do mnie jak najczesciej.

    OdpowiedzUsuń
  22. Czekalo, czekalo, doczekalo sie.
    Pyszne! panowie moi, boczacy sie na fasole ( nie lubie i koniec ) wciagali i wylizywali talerze do czysta.
    Moje 3 grosze: papryka czerwona i zielona pokrojone w kostke oraz pomarancza pokrojona w kostke wystepuja w postaci surowej, taka mieszanka posypuje danie na talerzu.
    Te pomarancze sciagnelam z fejioady brazylijskiej i bardzo tu pasuje.
    Dziekuje bardzo, przepis niezwykle smakowity, potrawa aromatyczna i stanowiaca mila odmiane.

    OdpowiedzUsuń
  23. Bardzo fajne 3 grosze. ;) Cieszę się, że całej rodzince smakowało i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  24. Tallahassee jest stolicą Florydy. Skąd wzięłaś takie dane?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem co prawda komu przyznaję rację, ale to prawda Tallahassee, a nie Miami jest stolicą Florydy. Mój błąd, który już poprawiam.

      Usuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.