środa, lutego 24, 2010

Rumiane kurczęta na niepogodę

Poussins

Wróciliśmy z nart i w Porto zastał nas ulewny deszcz i urywający parasole wiatr. Jakby komuś było mało od czasu do czasu przeplatane są te atrakcje bębniącym o dachy i okna gradem. A ja się spodziewałam po powrocie zwykłej tutaj lutowej wiosny... No niby magnolie mają już pąki i nawet moja ozdobna śliwa w ogrodzie zakwitła, ale cała reszta ... zupełnie do kitu. ;) W taką pogodę lubię włączyć piekarnik i coś upiec. Od razu robi się ciepło i przytulnie i wszystkim poprawia się humor. A że mieliśmy gości, trzeba było więc zadbać o dobre nastroje. :)

Czy zauważyliście, że jakoś tak śmiesznie się składa, że indywidualne porcje uznaje się zawsze za bardziej eleganckie niż jedną dużą, którą trzeba później między biesiadników podzielić. Faktycznie przy podawaniu na stół jest to zawsze bardziej schludne rozwiązanie i wygodniejsze dla gospodarzy, którzy już przy gościach nie muszą jedzenia porcjować. Oczywistością są wszelkiego typu małe kokilki czy inne mini naczynka do zapiekania, elegancko lądujące na poszczególnych nakryciach. Z mięsem nie jest tak łatwo, zwłaszcza pieczonym w piekarniku. Rzadko kiedy jest porcjowane, zwykle to duży kawałek lub co gorsza potężny ptak, który potem mozolnie i stresująco trzeba przy gościach pokroić. Chyba, że.... No właśnie, chyba że zdobędzie się miniaturowy drób, ja mi się to właśnie udało.

Poussins

Maleńkie kurczaki nazywa się z francuska poussins lub cocquelets. Nie powinny przekraczać wagi 450 g. Moje były nawet mniejsze, bo ważyły tylko po 350 g. Takie młode kurczaczki oprócz tego, że zgrabnie prezentują się na talerzach mają jeszcze jedną ogromną zaletę - szybko się je piecze. Trzeba tylko uważać na jedno - żeby tego mięciutkiego i delikatnego mięsa w piekarniku nie przesuszyć. W dzisiejszym przepisie są na to dwa środki zaradcze. Jeden to wsunięcie między skórę kurczaka a mięso pokaźnej warstwy doprawionego ziołami i czosnkiem masła, a drugi to jeszcze dodatkowe wypędzlowanie kurczaków roztopionym masłem z wierzchu. Tak zabezpieczone lądują w piekarniku i już po chwili zaczyna się roznosić nam po domu aromat pieczonego ptactwa, na który niewiele osób jest odpornych. Nic oczywiście nie stoi na przeszkodzie, żeby w podobny sposób upiec większego kurczaka, trzeba będzie tylko dostosować czas pieczenia. Dodam tylko, że tym prostym sposobem udało się nam wprawić gości w całkiem dobry humor, mimo wybitnie niesprzyjającej aury. :)

Poussins

Rumiane pousssins z ziołowo-czosnkowym masełkiem

Masło smakowe:
75g miękkiego masła
2 łyżki posiekanego świeżego tymianku
1 łyżka posiekanych listków świeżego rozmarynu
1 i 1/2 łyżki skórki otartej z cytryny
2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
1 łyżeczka grubej morskiej soli
1 łyżeczka zmielonego czarnego pieprzu

4 poussins po ok. 350 g każdy, oczyszczone i bez podrobów
4 gałązki świeżego tymianku
8 ząbków czosnku
1 mała cytryna pokrojona na ćwiartki
sól i pieprz do smaku
3 łyżki roztopionego masła

Nagrzać piekarnik do 220ºC.
Wymieszać na gęstą pastę miękkie masło, tymianek, czosnek, rozmaryn, skórkę cytrynową, 1 łyżeczkę soli i pieprz.

Poluzować skórę nad piersiami i nóżkami kurcząt i przy pomocy małej łyżeczki wypełnić powstałą przestrzeń smakowym masłem (mniej więcej po łyżeczce na każdą pierś i nóżkę). Masło z łyżeczki zsuwać palcem do środka.

Posolić i popieprzyć poussins wewnątrz. Nadziać każdego ćwiartką cytryny, 1 gałązką rozmarynu i 2 ząbkami czosnku. Skrzydełka zawinąć pod spód, nóżki związać ze sobą. Pędzlować kurczaki ze wszystkich stron roztopionym masłem. Ułożyć je blisko siebie w nasmarowanej masłem brytfannie i piec przez 20 min w 220ºC, a następnie dopiekać w 200ºC jeszcze 10-15 min, aż z nakłutej najgrubszej części nóżki wypłynie przezroczysty sok.

26 komentarzy:

  1. Smakowite te kurczaczki! Z masełkiem czosnkowo-ziołowym ,mmmm na pewno pieknie pachną i są smaczne:)
    U mnie też dziś czosnkiem pachniało, raz - udka z kurczaka, a dwa - jadłam dziś czosnek,by odgonić przeziębienie ;))
    Na szczęście siedziałam dziś w domku, to nikt go nie czuł (poza domownikami);))

    Pozdrawiam serdecznie.
    Majana

    OdpowiedzUsuń
  2. Być gościem w Twoim domu, to musi być niezapomniane przeżycie dla podniebienia :)

    Siedzę i czytam Twojego bloga...w sumie robię to od rana z przerwami na domowe obowiązki :)
    Jestem właśnie przy poście z przepisem na sernik cassis. Wszystko wygląda tak apetycznie...
    W sobotę wpadają znajomi, więc pozwolę sobie wypróbować przepis na prowansalską zapiekankę drobiową :)

    Pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  3. o rany!!!!!Agnieszko!!! absolutnie idealne i piekne danie!!! nie dosc,ze wygladaja wspaniale,to jeszcze te ziola i czosnek......ech...rozmarzylam sie.....
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdecydowanie nie mogłabym się oprzeć temu aromatowi. Musi być niewiarygodnie wspaniały! I te miniaturowe kurczaczki... cóż, nie wiem, czy to odpowiednie określenie, ale wyglądają po prostu uroczo. ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie widzialam takich maleństw już wieki, teraz mamy dostępne w sprzedaży wielgachne 2 kg 'kurczaki'...
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się co do joty. Małe serniczki, małe paschy, małe zapiekanki w kokilkach to wszystko ma swój urok. Albo taka lasagne zapiekana w małych prostokątnych naczynkach a nie rozwalający się kawałek na talerzu :)
    A te nóżki kurczaczków wyglądają przesłodko :)
    Dziękuję za świetny przepis Agnieszko i ciepło pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wyglądają apetycznie !!!! Aż ślinka cieknie na ich widok :D

    Pozdrawiam Cię cieplutko !!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne kurczaki i pięknie wypięły grube zadki na pierwszej focie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wszystko co male ma swoj dodatkowy urok :)
    Kurczaczki wygladaja oblednie smacznie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Magnolie mają pąki? I śliwa zakwitła?
    Taki kurczaczek jest mi potrzebny na pocieszenie!
    Zapytam w sobotę jak będę na hali u mojego dostawcy drobiu. On ma takie sztuki po 900 g w stałej sprzedaży, ale może się uda mniejsze dostać, to wtedy wypróbuję przepis. To masełko smakowe jest boskie!

    OdpowiedzUsuń
  11. Biedne kurczaczki... :)) A tak powaznie to wygladaja znakomicie. Jesli uda mi sie kupic takie malutkie to na pewno wyprobuje ten przepis. Juz slinka cieknie na sam widok :))

    Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wreszcie skończyłam przeglądać Twojego bloga :) Przeczytałam większość przepisów i powtarzałam "o ten zrobię jutro, nie, o ten..." i tak z każdym nowo przeczytanym przepisem ;)

    Wiesz co mnie zaciekawiło? Zastanawiam się jak przechowujesz przyprawy...w słoiczkach, puszkach, torebkach? Jeśli kiedyś nie będziesz miała weny na posta, to foto-wpis będzie mile widziany, przynajmniej przeze mnie :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. rumienią się, az miło :) chętnie pokusiłabym się o takiego kurczaka

    OdpowiedzUsuń
  14. Majanko, w takim razie dużo zdrowia życzę. Co jak co, ale czosnek na pewno przegoni choróbsko. :)

    Ok, o rany jak mi miło, nawet sobie nie wyobrażasz! Koniecznie daj znać jak się udała zapiekanka. Dawno jej nie robiłam, dobrze, że mi o niej przypomniałaś.

    Gosiu, tak, tak zioła i czosnek grają przy tych kurczakach pierwsze skrzypce. ;)

    Zaytoon, dzięki za komentarz. Danie pachnie rzeczywiście na najgorzej. ;)

    Kass, ja najczęściej mam tak, że jak szukam dużego kurczak to są tylko małe, a jak chcę jakąś miniaturkę to w sklepie same mutanty. ;)

    Polko, świetny pomysł z tą lasagne, masz rację, że musi elegancko wyglądać. Ja jakoś zawsze robiłam wersję hurtowo-wielgachną w największym naczyniu żaroodpornym jakie mam w domu, dla mojego dziecka i jego koleżków. ;)

    Ivon, cieszę się, że się podobają i również serdecznie pozdrawiam.

    Anonimowy, rzeczywiście, dopiero teraz zauważyłam , że trochę je niedyskretnie sfotografowałam. ;)

    Magoldie, masz rację miniaturowe jest piękne. ;) Dziękuję za komentarz.

    Kasiac, no kwitną, kwitną, dzisiaj nawet o dziwo wyszło slońce i nie pada. Może będzie w końcu ta wiosna. A przed oknem mi kwitną mimozy od początku lutego, co od lat mnie wprawia w zdumienie, bo w/g pewnej piosenki to podobno "mimozami jesień się zaczyna". :) Daj znać gdybyś wypróbowała przepis.

    Ok, jak mi miło, że Cię wciągnęła ta moja pisanina. Co do przypraw - tak na szybko- to zawsze słoiczki i puszki z naklejkami na zakrętkach. Stoją w 3 szufladach więc nazwy na górze ułatwiają szukanie. Sfotografować to mi chyba wstyd, bo każdy pojemnik z innej serii i wygląda to totalnie bałaganiarsko.:) Ale ja się w tym orientuję i to najważniejsze. Mam nawet podział: dolna szuflada - najczęściej używane przyprawy, górna - rzadkie egzotyczności, a środkowa - mieszanki przypraw. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i zapraszam jak najczęściej.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak ja lubię takie dania podane w małych porcjach. Ciasta, desery, warzywa, kurczaczki. U Ciebie jak zawsze pięknie i pysznie. A cytryna na drobiu, to mój ulubiony składnik. Czyżbym musiała znowu wyruszyć gdzieś po małe poussins?

    OdpowiedzUsuń
  16. nie no, Dziewczyno, jesteś niesamowita :) masz POSEGREGOWANE przyprawy? chylę czoła, u mnie wszystko się wala w wiklinowym pudełku, które się już nie domyka i przez to nie mogę zamknąć szuflady :( moja ambicja została połaskotana i w najbliższym czasie zrobię porządek :)
    kurczęta absolutnie urocze!

    OdpowiedzUsuń
  17. Agnieszko, jak wypróbuję, to niestety z kurczakami klasycznych rozmiarów. Dziś na hali pytałam o te maluchy, ale pan się bardzo zdziwił co ja od niego chcę. To samo było u gospodyń sprzedających wiejskie produkty. Prawie uwierzyłam, że jestem kosmitką;)

    OdpowiedzUsuń
  18. haha, uśmiałam się z tych kwitnących mimoz:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  19. Porcje indywidualne fajna rzecz. U mnie niestety nie spotkałam takich malutkich kurcząt, szkoda. Twoje wyglądają smakowicie:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Witaj, zaglądam tu od jakiegoś czasu a niedawno przeczytałam całego bloga, od deski do deski. Bardzo, bardzo lubię odwiedzać Twoją Kuchnię, niesamowite jest to, jak rozwinęła się jej strona wizualna. Uśmiałam się czytając o Twoich doświadczeniach z hiszpańskimi tapas, od dwóch lat mieszkam po sąsiedzku, w Hiszpanii, mój mąż, podobnie jak Wy, jest lekarzem. Pozdrawiam serdecznie Ania T

    www.caramba.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
  21. Agnieszko,
    nie na temat.
    czy u was wszystko w porzadku po wczorajszej wichurze ? bo mowia o Hiszpanii a o Portugalii nic. u nas OK, wichura poszla dolem, jedynie wysoki przyplyw i ulewy spowodowaly powodzie w paru miejscach.
    serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. Małe francuskie kurczaki,przepiórki można kupić w delikatesach - Alma oraz Piotr i Paweł, no i w Kuchniach Świata.

    Agnieszko, Twoje kurczaki niesamowicie pysznie się prezentują!

    OdpowiedzUsuń
  23. Kurczaczki śliczne aż ślinka cieknie. :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Lo, może tym razem będzie bliżej niż po reblochon? ;) Dziękuję za komentarz.

    Marysiek, no u mnie te szuflady też się marnie domykają, bo próbuję tam napchać wszystkiego na siłę. I mimo tej "tyle o ile" segregacji to jak mam coś konkretnego znaleźć to stoję godzinami i wgapiam się nie widząc czego szukam. ;) Pozdrawiam serdecznie.

    Kasiac, wścieka mnie coś takiego, takie "Czy Pani się aby nie urwała z choinki?", mam to tu na każdym kroku jeśli chodzi o dziwne dla Portugalczyków wiktuały, takie jak chrzan czy porzeczki czy ogórki kiszone dla przykładu. Z dużymi kurczakami tez będzie dobre.

    Patrycja, kurczę ;) nie myślałam że te mini/kurczaki są takie trudno dostępne. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    Aniu T, witaj serdecznie w moim netowym zakątku. Niezwykle mi miło, że tu zaglądasz i dziękuję za miłe słowa o blogu. Gdybyście się wybierali w nasze okolice to musimy się umówić na lampkę porto w Porto. A radzić sobie z tapas to chyba jacyś tubylcy muszą nas nauczyć. ;) Pozdrawiam Cię serdecznie i zapraszam jak najczęściej.

    Leloop, przepraszam, ze dopiero teraz odpowiadam. Powinnam zapytać, ktorą wichurę masz na mysli, bo u nas była ich cała seria. Ale jeśli o tą, która poszła w Wasze okolice to u nas była w sobotę i ja pracowałam cały dzień, więc dopiero nocą jadąc do domu widziałam zwalone drzewa, płoty i takie tam. W ogrodzie następnego dnia znalazłam 3 metrowa blachę, która spadła z dachu naszego budynku. Takie tam wiosenne atrakcje.

    Amber, dziękuję za info. Przyda się dla chcących wypróbować ten przepis. Pozdrawiam serdecznie.

    Dragonfly, miło mi, że się podobają.

    OdpowiedzUsuń
  25. Agnieszka, pomyslalam w pierwszej chwili: rany iluz Wy mielsice gosci, ze piklas az 4 kurczaki :-) A to kurczaczki male, to zmienia postac rzeczy. I wiesz, to dla mnie ciekawostka, taki osobisty kurczak to doskonaly pomysl - same zalety jak opisalas...

    OdpowiedzUsuń
  26. Basia, dobre z tymi goscmi!!! A osobisty kurczak jest naprawde fajny, zwaszcza jak ktos lubi wszystkie jego czesci (ja akurat do tej grupy sie nie zaliczam - jem tylko piersi). ;)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.