sobota, lutego 06, 2010

Pomarańcze w aromatycznym syropie

3

Nie macie wrażenia, że pomarańcze są w dzisiejszych czasach trochę niedocenianym dobrem? Ze zeszły do szarej codzienności z piedestału luksusowego owocu z cieplejszych krain ? 

Pamiętam jak całe lata temu (koniec lat 80-tych bodajże, w Polsce ciągle komunizm, my z Maćkiem dopiero po pierwszym roku studiów) poznaliśmy przypadkowo w Kairze parę polskich lekarzy, którzy wyemigrowali do Francji. Miło nam się gawędziło, z wypiekami na twarzy słuchaliśmy opowieści, jak to wygląda zwyczajne życie w normalnych krajach. Zeszło w końcu na jedzenie, przy okazji moich zachwytów nad jakąś egipską pijalnią soków, wyciskanych na miejscu ze świeżych owoców. Wtedy oni powiedzieli coś, w co ja później przez całe lata nie mogłam uwierzyć. Że im pomarańcze spowszedniały. Że czasem wolą kupić sobie jabłka, zamiast cytrusów. W kraju, w którym pomarańcze "rzucano" do sklepu raz do roku w okolicach Bożego Narodzenia, takie stwierdzenie było obrazoburcze. Tym zabawniej czuję się teraz, gdy zastanawiam się dlaczego mnie to tak wzburzyło... Dziś oddałabym bez mrugnięcia oka plon z kilku dorodnych drzewek pomarańczowych za parę soczystych i chrupiących polskich jabłek. :)

Muszę więc uważać, żeby nie popaść ze skrajności w skrajność i przestać doceniać to, co mam tu w Portugalii w obfitości i w dobrym gatunku na co dzień. Dziś więc deser prosty, ale zwracający honor i właściwą pozycję wszędobylskim cytrusom. Mający tę zaletę, że jest czymś o wiele elegantszym niż zwykłe pomarańcze pokrojone w plasterki czy w kostkę i wrzucone do owocowej sałatki. 

Podstawą są oczywiście jak najlepsze, słodkie i soczyste owoce. Ja przepadam za tymi z pępkami, które zawdzięczamy ponoć jednemu jedynemu zmutowanemu w XIX wieku drzewku z brazylijskiego klasztoru.  Muszę przyznać, że szczególną przyjemność sprawiają mi też pomarańcze zerwane prosto z drzewa, najlepiej w  słonecznym przez cały rok portugalskim regionie Algarve. Gdy to nie jest możliwe, choć wiem, że to trochę bez sensu, przynajmniej kupuję na targu cytrusy jeszcze z liśćmi. :) 

Ten deser jest typowo zimowy - to uwaga dla tych, co lubią jeść sezonowo. To przecież teraz jest właśnie czas zbioru pomarańczy. Mi o dziwo, zawsze się one kojarzyły z ciepłej i latem, a Wam?
Portugalski naród nie należał nigdy (no może w XV wieku, w epoce odkryć geograficznych) do elity finansowej Europy i chyba z tego powodu wyssał sezonowość z mlekiem matki. Niskie ceny produktów, którym akurat natura pozwoliła dojrzeć, albo jeszcze lepiej ich dostępność we własnym quintal (przydomowym ogródku) w naturalny sposób zawsze zachęcały do ich wykorzystania. Gdy kiedyś zimą  w zaprzyjaźnionej restauracji zażądałam na deser melona, właścicielka ze śmiechem wywnioskowała, że chyba muszę być w ciąży, żeby mieć takie dziwne zachcianki o zupełnie nielogicznej porze roku. No i miała rację (no może nie w kwestii ciąży, ale w sprawie melona ;) ). Melon jest smaczny tylko w pełni lata. Przede mną wylądowały więc soczyste pomarańcze.

Wracając do cytrusów - zapraszam na sympatyczny pomarańczowy deser w stylu północnoafrykańskim, z dodatkiem suszonych daktyli (niezłe będą też morele), laski wanilii i paru goździków.

Oranges and dates in aromatic syrup

Pomarańcze w waniliowo-goździkowym syropie

4 pomarańcze
1 laska wanilii
4 goździki
250 ml wody
150 g cukru
8 suszonych daktyli

Pomarańcze obkroić ze skórki i pokroić na plastry. Zachować skórkę z 1 pomarańczy. Usunąć z niej całe albedo i pokroić ją w cienkie paseczki. 

Zagotować wodę z cukrem i dodać pokrojoną skórkę pomarańczową. Dodać przepołowioną wzdłuż i w poprzek laskę wanilii (wcześniej wyskrobać nieco miąższu i dodać do wdy z cukrem) oraz goździki. Zostawić na średnim ogniu, aż lekko zgęstnieje i zacznie przypominać syrop. Wrzucić do syropu daktyle. Gotować na małym ogniu jeszcze przez 5 min. 

Gorącym syropem zalać pomarańcze rozłożone do kompotierek. Na każdą porcję położyć 2 daktyle, goździk i kawałek laski wanilii. Podawać schłodzone.

25 komentarzy:

  1. Witam Agnieszko,

    Właśnie wróciłam z "mercado" i przywiozłam ponad 6 kilo pomarańczy! Tak, my zjadamy ich sporo, najczęściej w postaci soku. Moja ulubiona odmiana to Bahia, którą kupuje od zaprzyjażnionego rolnika. Są teraz takie słodziutkie:)
    I oczywiście bardzo dobrze pamiętam jaki był to rarytas w latach osiemdziesiątych.
    Plasterki pomarańczy są też bardzo dobre posypane cynamonem i ewentualnie cukrem.Ciekawa jestem Twojego deseru, który wypróbuję na pewno.
    Zyczę miłego dnia (u nas dość słonecznie i ciepło).
    AniaPP

    OdpowiedzUsuń
  2. tak, swiateczna pomarancze jadlo sie z namaszczeniem a skorki bron Boze nie wyrzucalo tylko zostala natychmiast przerabiana na skorke w cukrze do ciast. Banany "ogladalo" sie na stoiskach gdynskiej hali, jedynie cytryny byly czestszym gosciem.
    kiedys, rowniez w latach 80-tych egzaminowal nas profesor od nowozytnej sztuki europejskiej, swiezo po pobycie w Rzymie. za oknem zimowa, torunska zgnilizna, my w glowach pelna pustka a profesor rozmarzonym glosem "a w Rzymie wlasnie zakwitaja drzewka pomaranczowe" bo one przeciez kwitna i owocuja niemal jednoczesnie. rownie dobrze mogl powiedziec, ze na Marsie wlasnie jest sezon na truskawki ;D
    a teraz kupione pomarancze czesto leza az sie nad nimi zlituje i zrobie konfiture, bananow nie kupuje w ogole jedynie cytryny maja wziecie :}
    pozdrawiam, ide robic konfiture z resztek dyni z pomaranczami wlasnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, pamiętam te ponure czasy...
    Choć nie wiem, czy mi kiedykolwiek się znudzą owoce sezonowe;)
    A jak nie patrzeć zima jest sezonem na pomarańcze!
    Piękny deser:) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. wspaniale wygladaja te pomarancze Agnieszko, nic tylko zabierac sie do robienia:)

    pozdrawiam cieplo

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja również pamiętam te czasy, kiedy pomarańcza była rarytasem. Dostępna tylko w okolicach Bozego Narodzenia, obierana w Wigilię sprawiała,ze my jako dzieci czuliśmy się inaczej, tak magicznie, a w całym domu pachniało pomarańczami.
    Ja je uwielbiam, szczególnie zimą kiedy są najlepsze:)

    Ten deser bardzo mi się podoba, musi wspaniale pachnieć i smakować:)

    Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  6. hmm w moim przypadku pomarańcze nie są zapomnianym owocem bo zawsze, ZAWSZE są w mojej kuchni :) uwielbiam ciasta, ciasteczka, kremy... desery z ich dodatkiem :)
    podoba mi się w takim razie Twój deserek, cudo!

    i mnie również kojarzą się z ciepłem, ale wiem że zimą smakują najlepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No cóż... czasy cytrusów rzucanych raz w roku szczęśliwie minęły, ale też i trudno zaprzeczyć, że tym samym spowszedniały. Czyli dokładnie to, o czym Agnieszko piszesz...
    Mnie już pomarańcze tak nie zachwycają. :( Najczęściej chyba wykorzystuję ich skórkę (do ciast i deserów), ale już miąższ nie może się doczekać na wykorzystanie. :( Chyba, że mam akurat dzień dobroci dla pomarańczy i sok z nich wycisnę. ;-)
    PS. Agnieszko, przepiękne to pierwsze zdjęcie! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Masz rację, że już nie doceniamy pomarańczy. pamiętam, że jako dziecko jadałam je tylko na święta. Dziś już nie smakują tak samo, ale Twoja propozycja niezmiernie mi się podoba i aż napatrzeć się nie mogę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Agnieszka, rany to prawda z tymi pomaranczami - juz dzisiaj nie sa takie niezwykle, sa jak jablka prawie... tez nigdy bym na przelomie 80/90 lat tego nie przewidziala :-)
    Musimy miec wiesz, te same potrzeby, albo pomyslalysmy ze sezon na pomarancze w pelni, bo wiesz wlasnie smaze marmolade :-) a tu kuszace te Twoje pomarancze, z daktylami - och takie bym polubila! Sciskam Cie mocno!

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj tak Agnieszko, pomarancze powszednialy. Ja szczegolnie zajadam sie nimi zima, kazdego wieczoru obieram kilka i rozdzielam pomiedzy siebie i meza.
    A dzis sie zrazla, bo wsrod wczoraj kupionych, znalazlam jedna splesniala :/

    Deser prezentuje sie bardzo soczyscie i aromatycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Witaj Agnieszko,
    Gratuluje bloga, bardzo ładne zdjęcia.Napewno będe często tu zaglądać.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ooo, to musi być pyszne, jestem wielkim fanem goździków więc na pewno by mi posmakowało :)))
    Pomarańcze też bardzo lubię, chociaż przez długi czas, właśnie przez te dawniejsze, które docierały do nas chyba mocno niedojrzałe, kojarzyły z wielkim kwasem .. na szczęście się przekonałam do pomarańczy :)
    Pozdrawiam serdecznie :)))

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja bym tak podaną pomarańczę chętnie skosztowała:) Pysznie się prezentuje:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Pamiętam, gdy byłem mały, zauważyłem pewnego dnia w Gdyni mężczyznę, który szedł trzymając w jednej ręce siatkę pełną pomarańczy, a w drugiej kiść trochę jeszcze zielonych bananów. To był szok! Patrzyłem na niego urzeczony. Marynarze mieli kiedyś niezłe życie :)
    Dziś, choć zarówno pomarańcze, jak i banany można kupić wszędzie, wcale nie jest tak łatwo - w każdym razie w Polsce - dostać takie, które naprawdę byłyby dobre. Wciąż trafia się na owoce zupełnie bez smaku i polotu. Trzeba się nieźle naszukać i dlatego mi jakoś one nie spowszedniały, wracam do nich z dużą regularnością i nieustannie poszukuję tych najlepszych. A gdy jestem w krajach, z których pochodzą i gdzie można na przykład wypić na nieduże pieniądze sok ze świeżo wyciśniętych pomarańczy to już w ogóle bajka.
    Zazdroszczę Ci Agnieszko tych portugalskich cytrusów :) pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja dostawałam nawet pmarańcze w prezencie na Boże Narodzenie... Codzieńnie piję sok z grapefruita i cytryny, ale teraz, zimą lubię też pomarańcze. W koszyczku leży...6 sztuk.
    Agnieszko, ten deser to świetna propozycja:) zwłaszcza, że wszyscy pączki zaczynają smażyć. To może być coś zamiast..., choć tradycja tradycją... jest.
    Pozdrawiam pięknie:

    OdpowiedzUsuń
  16. Masz rację... ja pomarańczy nie cenię wtedy, gdy są i są dobre. Za to latem strasznie mi za nimi tęskno, za tymi prawdziwymi.

    Piękne zdjęcie. Aż chce się pobiec do sklepu.

    OdpowiedzUsuń
  17. Pewnej zimy w Portugalii mieszkaliśmy w regionie Algarve na starej farmie. Tuż przy naszym domu rosły pomarańczowe drzewa. Owoce na nich były niekształtne i pozbawione tego sztucznego supermarketowego blasku. Ale smak... niebiański. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  18. trochę to wynika z tego, co sprzedaje się w polskich sklepach. Wydaje mi się, że jest to sezon na cytrusy, tymczasem nawet w lokalnym warzywniaku wszystko, co sprzedają jest jakieś takie wyschnięte i przeleżałe:(

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja, na szczęście, takie czasy znam tylko z opowiadań. A może właśnie to źle, bo, jak sama piszesz, coś, co mamy dostępne przez cały czas, wreszcie powszednieje i przestaje sprawiać radość?...

    A co do przepisu - takie pomarańcze muszą smakować fenomenalnie! Uwielbiam zimowe, korzenne nutki! Choć i mnie pomarańcza zawsze kojarzyła się ze słońcem i pełnią lata. ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  20. Witaj Agnieszko! Deser wygląda wspaniale! Dziś go przygotuję napewno! Przyjedzie Monika z dziećmi. Zobaczymy co na to wspaniałe danie powiedzą maluchy. Rewelacyjnie piękne zdjęcie !!! Pozdrawiam. A co na tłusty czwartek? Już jutro. Calusy . Joanna z Leżna

    OdpowiedzUsuń
  21. Agnieszko ! Na pewno! Przepraszam. Joanna

    OdpowiedzUsuń
  22. Pomarańcza = pełnia lata = upalna Hiszpania = słońce co aż razi w oczy!
    Piękne zdjęcia i świetny przepis. Czasami siła tkwi w prostocie :)

    Pozdrawiam Agnieszko :*

    OdpowiedzUsuń
  23. AniuPP, z cynamonem są bardzo dobre masz rację. Ciekawią mnie te pomarańcze odmiany Bahia, w Wikipedii piszą, że tak się czasem nazywa te z pępkami... Czy Twoje mają pepki?

    Leloop, też pierwsze pomarańcze na drzewie widziałam w Rzymie ;), w grudniu tuż po Bożym Narodzeniu, na Forum Romanum. Ja próbowałam hodować w doniczkach różne cytrusy, ale podobno im szkodzi morska bryza, która u mnie jest non stop, więc domowe plony są nie za bardzo. U mnie też pomarańcze ciągle leżą i czekają aż się zlituję i sok wycisnę...I czasami właśnie żal, bo niektore odmainy sa naprawdę lepsze jedzone w calości.

    Pinkcake, dziękuję za komentarz i miłe słowa.

    Olu, dzięki serdeczne.

    Majano, wiesz, że ja mam podobne wspomnienia. I jeszcze pamiętam te zielone kubańskie, które czasem rzucali do sklepów. Nigdy ich potem nie widziałam, aż do zeszlorocznych letnich wakacji - wyciskano z nich sok w kubańskim barze w Miami.

    Viridianko, u mnie też są zawsze w kuchni, tylko, że ja je chyba trochę po macoszemu traktuję i często z lenistwa zamiast obrać to sok wyciskam. :)

    Małgosiu, dziękuję za komentarz. U mnie dzień dobroci dla pomarańczy objawia się w ten sam sposób. :)

    Kasiaaaa42, dziękuję ślicznie za komentarz.

    Basia, no właśnie, zrobiły się jak jabłka, a takie były kiedyś egzotyczne. Ale niech sobie już będą owocową prozą, byle tamte czasy nigdy nie wróciły. Dobrej pomarańczowej marmolady to bym sobie posmakowała. Tylko, że ja taka dziwna jestem, że lubię w niej jak najmniej skórki. ;)

    Ewo, dziękuję za komentarz. Zima to najbardziej pomarańczowy czas. :)

    Ahawa7, witam serdecznie i dziękuję za miłe słowa. Zapraszam jak najczęściej.:)

    Moniko, ja też lubię bardzo goździkowe nuty. Wiesz, że mam tutaj taką dziwną portugalską znajomą (moją szefową zresztą), której goździki kojarzą się z dentystą.... ;)Dziękuję za komentarz.

    Atino, zapraszam do wypróbowania deseru i pozdrawiam Cie serdecznie.

    Michał, niezłe mamy te wspomnienia z dzieciństwa. Zamierzałam te moje wynurzenia z zamierzchłych czasów opublikować w angielskim blogu, ale w końcu zrezygnowałam, bo stwierdziłam, że poza nami Polakami nikt tego nie zrozumie. :) U nas pomarańcze rzeczywiście są pyszne, a już świeżo wyciśnięty z nich sok to można wypić dosłownie na każdym kroku. Za to mandarynki są beznadziejne, większość tu dostępnych ma pestki. Te dobre pewnie do Polski wysyłają.;) Jest jeszcze taki dziwny owoc nazywany tangera, jakby duża mandarynka, słodka, niezbyt kwaskowata, ale z bardziej przylegającą skórką. Lubię z nich sok. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    Ewelajno, a my w tym roku bez pączków.... W ramach diety przed nartami. :) Śmiesznie,że Ty codziennie wyciskasz sok z grejpfruta, a ja zawsze, ale to zawsze wyjadam go łyżeczką. Nawet sobie nóż specjalny kupiłam do luzowania tych kawałeczków. :)

    pinos, to już chyba nasza taka kobieca przewrotność. Zawsze chcemy tego, czego akurat nie można łatwo zdobyć ( w dobrym gatunku przynajmniej). ;)

    Beato, czyli jednak coś jest w tych pomarańczowych drzewkach w Algarve. Ja lubię tam też kupować je "przy drodze". Przy większości takich stoisk nie ma sprzedających. Bierze się siatkę owoców i zostawia pieniądze. Kocham to portugalskie zaufanie do ludzi. :)

    Olu, pewnie masz rację, gdy jakość szwankuje nie ma się na pewno ochoty na żadne marne cytrusy.

    Zaytoon, a widzisz, Tobie też się pomarańcze kojarzą z latem.;) Dziewczyno Ty się ciesz, że Ty tych czasów nie pamiętasz. My tu niektórzy mamy wspomnienia jak weterani wojenni prawie. ;) Ja mojemu Łukaszowi, jak był mały opowiadałam kiedyś jak to w sklepach nic nie było. No i mu wymieniam te niedobory, opowiadam o kartkach na żywność, a on do mnie "No, ale klocki Lego były, prawda?". ;) Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.

    Joanno, mam nadzieję, że Monice i chłopcom smakował taki deser. U nas zamiast tłustego czwartku dieta i treningi przed nartami. Pozdrawiamy Was wszystkich serdecznie.

    Polko, mamy podobne ciągi skojarzeń. :) Dziękuję Ci bardzo za miłe słowa i komentarz.

    OdpowiedzUsuń
  24. Witam :3 Blog jest naprawde rewelacyjny! Przepisy, zdjęcia, ten powiew Portugali... naprawde gratuluje, odwaliła pani kawał dobrej roboty <;

    OdpowiedzUsuń
  25. Aleksandro, witam u mnie i bardzo serdecznie dziękuję za takie miłe słowa. Pozdrawiam bardzo serdecznie i zapraszam jak najczęściej.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.