środa, grudnia 02, 2009

Świąteczne jarmarki w Alzacji

Świąteczne stragany w centrum Strasbourga.

Jest już Adwent, czas wobec tego zacząć przygotowania do Bożego Narodzenia. Ja rozpocznę je od wspomnień. W zeszłym roku w drodze na Święta do Polski spędziliśmy kilka dni w Alzacji. Moi stali czytelnicy być może pamiętają, że pisałam już tutaj o tamtejszych winach i wypiekach. Nie zająknęłam się jednak prawie ani słowem - za to obiecałam to zrobić przed tegorocznymi Świętami - na temat największej w grudniu atrakcji w tamtych okolicach, mianowicie o bożonarodzeniowych jarmarkach.

Alzacja nazywana jest czasami Syberią Francji, ze względu na srogie ponoć zimy (srogie dla Francuzów rzecz jasna ;)), stąd też może łatwiej tu o świąteczny nastrój. Ja tak to sobie przynajmniej wykalkulowałam, bo od lat nie mogę się przyzwyczaić do portugalskiego Bożego Narodzenia z +15ºC na dworze. Nie wspomnę o tym, że o śniegu to mogę sobie tylko pomarzyć. Alzacja jednak w zeszłym roku też nas niczym szczególnym, jeśli chodzi o aurę, nie przywitała - było owszem dość chłodno, ale wymarzonego białego puchu czy choćby szronu - ani krztyny. Cóż, jak to mówią - "to się lubi co się ma".

Niezbędne na każdym zimowym jarmarku - grzane wino. Pięknie ozdobione okna i drzwi w Riquewihr.

Bożonarodzeniową stolicą Francji, jak łatwo się domyślić, jest oczywiście Strasbourg, z jego słynnym Christkindlmärik (są rożne warianty pisowni), czyli Jarmarkiem Dzieciątka Jezus. Tam oczywiście musieliśmy się wybrać. Ponieważ mieszkaliśmy w małym miasteczku oddalonym o kilkanaście kilometrów, ruszyliśmy do miasta samochodem i .... to był nasz pierwszy błąd. Stanie przez 1,5 godz w korku 2 dni przed świętami trudno nazwać atrakcją turystyczną, nawet jeśli miasto jest bajecznie oświetlone. Później postanowiliśmy zaparkować gdzieś w centrum i .... to był błąd numer dwa. Gdy z furią trzasnąwszy drzwiami, wydostałam się wreszcie z samochodu na podziemnym parkingu, moi panowie zaczęli się ze mnie śmiać. Maciej nawet stwierdził, że już teraz można mieć pewność, iż nic mi się nie będzie podobało. ;) Ratunek był jeden: dużo vin chaud czyli francuskiego odpowiednika naszego grzańca. A tego na świątecznych jarmarkach nigdy nie brakuje. ;)

Strasbourg - sprzedawca precli i niesamowite świąteczne oświetlenie.

Nieco już odprężeni i w lepszych humorach zaczęliśmy więc krążyć po licznych kramikach i straganach, przycupniętych u stóp majestatycznej strasburskiej katedry. Czego tam nie ma : ozdoby choinkowe, adwentowe wieńce z obowiązkowymi czterema świecami (na każdy tydzień oczekiwania na Świętą Noc), mnóstwo rękodzieła i jeszcze więcej....ludzi. Mnie szczególnie zaciekawiły stoiska z pięknymi foremkami do pierników i ciasteczek springerle. Jednak gdy usłyszałam cenę tych cudeniek, często kilkucentymetrowych zaledwie, było to jak kubeł zimnej wody. Tym bardziej, że mimo iż wzory są bardzo misterne, współczesne foremki rzadko kiedy są drewniane i wymagają ręcznego wykonania. Zwykle odlewane są z jakiegoś sztucznego tworzywa, co moim skromnym zdaniem nie upoważnia do tak zawrotnych cen. I mówię to ja, osoba zupełnie i chorobliwie pomylona na punkcie foremek i namiętnie je kolekcjonująca (bo chyba tak tę obsesję trzeba nazwać). Obeszłam się więc smakiem i na pocieszenie udałam do licznych stoisk z piernikami, preclami, kugelhopfami i bredlami. O tych ostatnich będzie jeszcze parę słów w kolejnym wpisie.

W sumie to odniosłam wrażenie, że jarmark w Strasbourgu jest nieco przereklamowany. Oprócz naprawdę atrakcyjnych stoisk jest też trochę .... jakby to elegancku ująć .... a niech tam, odłóżmy na chwilę na bok francuski savoir vivre i bon ton - po prostu jarmarcznych straszydełek. Ale pewnie taki już urok tego typu miejsc. Ja się co prawda nieco dziwiłam, bo czytałam kiedyś, że to mer miasta skrupulatnie wybiera stoiska i daje pozwolenia sprzedawcom, którzy przecież są wizytówką Strasbourga w tym tak turystycznym sezonie. Ale nie bierzcie tych moich narzekań tak całkiem na poważnie. ;) To pewnie wrażenia parkingowo-korkowe, grzane wino i niemożliwość położenia łapsk na foremkach, wpłynęły nieco na moje postrzeganie rzeczywistości. ;) Może też fakt, że byliśmy na jarmarku 2 dni przed Świętami wpłynął na jakość oferty. Pamiętajmy, że Christkindlmärik trwa przez cały Adwent.

Strasburska katedra w bożonarodzeniowej szacie i krążące wokół niej tłumy.

Tradycyjnie nie zawiodła nas natomiast strasburska katedra. Ja i Maciej mieliśmy szczęśliwie okazję podziwiać ją już kilkakrotnie, tym razem więc mogliśmy, jako turystyczni weterani, oprowadzić naszego syna. Głównym punktem programu był oczywiście zegar astronomiczny, no i poszukiwanie na głównym portalu .... diabła, przebranego za pięknego młodzieńca i zalecającego się do nieroztropnych dwórek (Jak rozpoznać sprytnego czarta? Wystarczy spojrzeć, że z tyłu, zza szat wypełzają mu obrzydliwe węże i inne gady). Wszystko było na swoim miejscu i atrakcyjne, jak zawsze od stuleci. ;)

Nie myślcie jednak czasem, że nie warto odwiedzić Alzacji w okolicach Bożego Narodzenia. Bardzo, bardzo warto!!! Jarmark w Strasbourgu to tylko jedna i , przynajmniej moim skromnym zdaniem, na pewno nie najciekawsza atrakcja regionu grudniową porą. Zresztą świąteczny bazar ma tu prawie każde miasteczko. Trzeba się tylko udać do biura turystycznego i tam już dostaniemy szczegółowy plan co, gdzie i kiedy się odbywa. Są koncerty, przejazdy św. Mikołaja, konkursy na najpiękniej bożonarodzeniowo przybrane okno i wszystko dookoła kipi przedświąteczną gorączką.

Miasteczko Riquewihr daje gwarancję stuprocentowego świątecznego nastroju.

Nam najbardziej się chyba podobało maleńkie miasteczko Riquewihr. Mimo braku śniegu, wyglądało pod koniec grudnia jak z bajki - ma się wrażenie, że mieszkańcy prześcigają się w konkurencji na najpiękniejsze świąteczne dekoracje. W dodatku ozdoby są w naprawdę dobrym guście, żadnych tam dmuchanych czy plastikowych Mikołajów nie uświadczysz. Zresztą nawet bez całego tego bożonarodzeniowego anturażu Riquewihr jest niezwykle urokliwe.

Stoisko z preclami w Riquewihr.

Całe centrum miasteczka, z niewielkimi sklepikami, winiarniami, kramami i stoiskami serwującymi gorące potrawy i napoje, to jeden nieustający jarmark. Opychając się preclami, zaopatrzeni w bredle i wina od Dopff et Irion (przyznam, że to był główny cel odwiedzenia Riquewihr, inne jego walory objawiły nam się trochę przypadkiem), opuszczamy uroczą alzacką mieścinę, wreszcie usatysfakcjonowani i w 100% w świątecznym nastroju. Kolejny nasz przystanek to alzacka stolica pierników, ale przedtem jeszcze w następnym wpisie podzielę się z Wami moją wersją bredli.

25 komentarzy:

  1. Jak zwykle bardzo miło się czyta Twój opis i do tego masz śliczne zdjęcia! Jedynie pozazdrościć wrażeń!

    OdpowiedzUsuń
  2. Marzę o pojechaniu do takiego miasteczka... Jeśli nie alzackiego, to niemieckiego czy austriackiego. ps. Podczytuję Cię od dawna, ale chyba 1szy raz komentuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały opis! Bardzo bym chciała na własne oczy zobaczyć takie świąteczne miasteczko, niestety nawet do warszawskiego przy Placu Zamkowym(które przecież nie ma ani takiego rozmachu ani żadnej zgoła tradycji) nigdy mi nie po drodze... w ogóle fajnie byłoby poczuć świąteczny nastrój, ale do tego chyba trzeba byc mimo wszystko dzieckiem:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Olu, duże dzieci też mogą poczuć klimat Świąt :) A na Rynku Starego Miasta byłam rok temu, ale to miasteczko trochę mini...

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne zdjęcia. Świąteczne:)
    W ubiegłym roku byłam w Dreźnie na takim jarmarku. I było podobnie do tego jak opisujesz, ale mniej ładnie.
    Ale wino mi smakowało:)
    PS Namiętność do foremek rozumiem. Dobrze rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj tak, atmosfera alzackich jarmarkow bozonarodzeniowych jest niesamowita! I chyba mialam szczescie, bo straszydelek jakos malo wtedy widzialam ;) Swiateczny Strasbourg bardzo mi sie podobal, ale rowniez (a moze przede wszystkim) te wszystkie male miasteczka o ktorych wspominasz Agnieszko. Colmar z pewnoscia najbardziej. Akurat spadla wtedy masa sniegu, bylo zimno i naprawde bajkowo. Te wszystkie swiatelka, dekoracje, koledy i.. grzane wino rzecz jasna ;) Mialam tam byc znow w tym roku, lecz kule pokrzyzowaly mi kolejne (czwarte juz...) plany w tym roku :( Nic wiec juz w najblizszym czasie planowac nie zamierzam ;)

    Pozdrawiam Agnieszko! I z niecierpliwoscia czekam na cd. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. wprawdzie mam do Strasbourga duzy sentment (to byla pierwsza, prawie francuska katedra jaka zobaczylam ;) ) ale zgadzam sie z Toba, ze francuski jarmark bozonarodzeniowy nawet w Alzacji moze rozczarowac. my jadac do Polski na Swieta wielokrotnie zatrzymywalismy sie i w Heidelbergu i w Norymberdze. nie wiem jak Niemcy to robia ale nie ma w ogole mowy o jakims plastikowym kiczu, oprocz budek z Glühwein, ze specjalami kuchni niemieckiej (mniam), z piernikami jest cale mnostwo z ozdobami swiatecznymi, takimi o jakich wszyscy marzymy, no i foremki do wypiekow sa z drewna badz metalu :).
    zreszta CHRISTKINDLERMARKT w Norymberdze jest chyba najwiekszym jarmarkiem w Europie. naprawde polecam :) http://www.christkindlesmarkt.de/
    Ten w Heidelbergu jest bardziej kameralny ale atmosfera na nim jest wspaniala.
    wiele lat temu gdy jechalismy po raz pierwszy z mala Agnieszka i jak sie okazalo potem z Antkiem w formie fasolki ;) wlasnie w Heidelbergu dotarlo do mnie czym sie rozni zima we Francji od zimy w Europie juz bardziej centralnej. wychodzac z podziemnego parkingu (miejsca bez problemu ;) ) nieomalze prosto na plac jarmarkowy okazalo sie, ze sniegu wprawdzie nie ma ale temperatura jest o jakies 15 stopni nizsza od tej w Paryzu, a tu dziecko bez czapki i rekawiczek, ja w prawie letniej kurtce etc. pierwsze zakupy to byly czapki, szaliki i rekawiczki :), potem dopiero "grzaniec", zimtsterne i cala reszta :)
    czekam na cd. piernikowy
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj, nie blylo mnie tu Agnieszka dluzsza chwile, a tu takie perelki :-) Lza mi sie mala w oku zakrecila, gdy napisalas ze w Siwta moze byc +15stopni, no i slonko jak sie domyslam - nie ma jak te kraje srodziemnomorskie... Gdyby nie slonko dzis, to nadal tesknilabym za Izraelem...

    A jarmark: marzenie, zazdroszcze nieco! Czy jest tam cos w stylu piernikow Agnieszko? Probuje ostatnio wyczuc czy korzenne ciastka bozonarodzeniowe koncza sie na Belgii, a co wlasnie z Francja? Wiem, ze Hiszpani juz ich nie ma... Piszesz o misternych formach piernikowych - czy francuskie pierniki przypominaja belgijskie?

    Pozdrowienia sle :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudne opowieści :)
    Kilka razy byłam na takich jarmarkach w Hamburgu i Oberhauzen
    uwielbiem je. 4 lata temu widziałam w Danii tez mi sie podobało. Pytałam się Potra czy w Oslo jest cos takiego ale on twierdzi że nie widział :(
    Musimy przejechać się do centrum aż mi się wierzyć nie chce.
    Uwielbiam Twoje fotki
    Pozdrawiam z białego Oslo

    OdpowiedzUsuń
  10. Nigdy nie byłam w takim miejscu świąteczną porą. Twoje zdjęcia pozwalają sobie co nieco wyobrazić.

    Jakoś w tym roku klimat Świąt jest mi bliski, także dzięki takim notkom :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Patrzac na Twoje zdjecia od razu poczulam sie, jakbym byla na takim swiatecznym jarmarku w Köln lub Monschau :) W Niemczech kazde, nawet najmniejsze miasteczko, ma taki jarmark. W Köln tez jest taka piekna katedra, stad moje skojarzenie :) Uwielbiam ta jarmarczna przedswiateczna magie. Grzane wino, gorace placki ziemniaczane z jablkowym musem i te wszystkie stoiska, takie wystrojone i urocze...

    OdpowiedzUsuń
  12. Zazdroszczę wyjazdów do tak urokliwych miejsc, które w tym okresie roku wyglądają bajecznie. Ja na razie zaliczyłam berliński jarmark świąteczny i czekam kiedy w Polsce będzie tak kolorowo od słodyczy i lampek.

    OdpowiedzUsuń
  13. W pełni rozumiem Twój zachwyt Alzacją, szczególnie w okresie świątecznym! Co do katedry, to dwa razy wchodziłam na samą górę i sama nie wiem, dlaczego ten drugi raz mi się przytrafił- takie to męczące!:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Alez światecznie, przepięknie!
    Wprowadziłaś tak cudowny świąteczny nastrój, który uwielbiam:)

    Piękne lampki na tym drzewku, nie mogę się napatrzeć:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja właśnie, w ostnią niedziele, czyli w pierwszą Adwentu, byłam w Dreźnie na takim jarmarku (Weinachtsmarkt). Przepieknie:) Ten drezdeński jarmark jest juz obchodzony 575 raz. Strucla stollen, fruchtbrot, prażone kasztany, migdały, piernikowe serca, marcepan, smażona kiełbasa i ciekawy ciepły chleb-długie bagietki pocięte na bułki, z ciemnej mąki z serem i miesem mielonym które najbardziej mi z tego wszystkiego smakoway,chociaż zjadłam tylko pół, takie to wielkie... Do tego Gluhwein:) Mam wrażenie, że Niemcy nie potrafią gotować... Brakowało mi tylko tej niższej temp. Chociaż i u nas teraz było ok 8 stopni. Zdaje się, że od dziś zaczyna się zmieniać - już minus 1, więc jeśli ktoś wybierze sie później - przed Świętami- na pewno doświadczy przyjemności rozgrzewania po przyprawionym winku.
    W każdym razie przyjemny to czas to świętowanie Adwentu- oczekiwania...
    Dziękuję za Stasbourg, Agnieszko:) Może w którąś sobotę Adwentu i tam zajadę...

    OdpowiedzUsuń
  16. Wspaniały jest ten blog, jestem zachwycona i ...głodna, pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziękuję za wspaniałą relację, wywołała Pani ducha Świąt:) Tak Pani narzeka na to Porto w porze świątecznej, a ja chętnie poczytałabym więcej o świętach w Portugalii:) Pani Agnieszko, jak wspaniale jest odwiedzić ostatni z kulinarnych blogów bez reklam, artykułów sponsorowanych czy też peanów na cześć tego czy owego produktu podesłanego przez producenta. (szczególnie gdy sie niestety te marketingowe chwyty tak dobrze zna)Każdy wpis jest prawdziwym delikatesem, warto czekać na niego choćby i 2 tygodnie, aby znienacka móc zasmakować tej jakości, niczym nie sprofanowanej.

    OdpowiedzUsuń
  18. Super! Po Krakowie, Strasburg tez i u mniue wysoko na liscie Xmas jarmarkow.

    Jak zwykle super zdjecia!

    OdpowiedzUsuń
  19. Oj Agnieszko, narobiłaś mi smaka! Wspaniale. Już wiem, gdzie planować Święta i Adwent w następnym roku. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Aniu, dziękuję za miłe słowa. A wrażenia były na tyle miłe, że nawet je przechowałam przez rok. ;)

    Ptasiu, witaj serdecznie! Strasznie mi miło, że mnie czytasz, a jeszcze bardziej , że się odezwałaś!! Zapraszam jak najczęściej. Mnie teraz też kuszą niemieckie miasteczka...

    Olu, czyli że u nas też są świąteczne jarmarki. To miło słyszę, w końcu ozdoby choinkowe u nas piękne, świątecznych słodkości do wyboru do koloru. Trzeba było tylko to zebra do kupy i będzie piękny jarmark. W końcu czym jak czym, ale bożonarodzeniowymi tradycjami to możemy się pochwalić. Czas je zatem z domowych zaciszy trochę wypchną na ulice... ;)

    Ptasiu, masz rację, myślę , że dzieci małe, duże i baaardzo duże jednakowo się cieszą przy takich okazjach. ;) Jeśli tylko rzecz jasna są one w ich guście.

    Delie, witam serdecznie foremkową maniaczkę.:) Tak jak pisałam wyżej chciałabym zobaczy jakiś czysto niemiecki jarmark, żeby porównać z francuskim.

    Bea, och, ze śniegiem to musiało by cudownie! I życzę dużo zdrowia i żeby udał się powtórny wyjazd do Alzacji. Pozdrawiam serdecznie.

    Leloop, Ty mnie nie kuś, ja Cię bardzo proszę. Ja w tym roku jestem grudniowo uziemiona w pracy. Nie doś , że pracuję w Wigilię i Sylwestra, to jeszcze w dodatku w obie niedziele po nich i w dwa dodatkowe portugalskie święta 1 i 8 grudnia....Wrrr, jarmark więc mogę sobie powspomina zeszłoroczny. I jeszcze w dodatku piszesz ozdobach...Ja, żeby nie popaść w wariację, zbieram na choinkę tylko gwiazdki. Boję się, że pewnie trzeba by siłą mnie wyprowadza z takiego jarmarku.

    Basiu, mi się w Boże Narodzenie łezka nie kręci z powodu tego ciepła i słońca, raczej z powodu braku śniegu. ;) Ale rozumiem Twoją tęsknotę. Jak to się śmiesznie porobiło na tym świecie, że dominujące wyobrażenie o Bożym Narodzeniu, które się w końcu odbyło w klimacie więcej niż śródziemnomorskim , jest takie totalnie północnoeuropejskie. ;) A pierników jest pełno, w kolejnym wpisie rozwinę temat. Co do foremek to nie mam pojęcia jakie są belgijskie foremki do pierników, napisz mi proszę coś bliżej, bom ciekawa baaardzo. I masz rację w Hiszpanii ani Portugalii pierników nie ma. Tutaj jest coś pod nazwą bolo de mel, ale do piernika to się nijak nie ma i nie jest specjalnością świąteczną tylko typowym wypiekiem z Madery.

    Lacrimo, to czekam koniecznie na relację z Oslo. W końcu Wy już tam tak blisko św. Mikołaja, że musi by jakiś jarmark czy coś w tym guście! Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie mieszczę się z komentarzami....

    Lu, to bardzo mi miło w takim razie, że udało mi się Cię trochę wprowadzi w świąteczny nastrój.

    Majko, oj te Niemcy mnie strasznie kuszą jarmarkowo. W dodatku każda z Was wymienia inne jarmarki, więc widzę, że wybór jest przeogromny... Może w przyszłym roku...

    Sonieczko, no widzę że Niemcy absolutnie królują w kwestii jarmarków. Pozdrawiam serdecznie.

    Agato, ha ha, rozumiem i wchodzenie na szczyt, też to zaliczyliśmy. A wiesz, że katedra prawie do końca XVIII wieku była najwyższym budynkiem w Europie, możesz by z siebie dumna. :)

    Majanko, te lampki w rzeczywistości jeszcze ładniejsze niż na zdjęciu, takie łezki srebrne z drzewa spływały, ale ja nastawiłam za krótki czas, bo mi ludzie ciągle włazili w kadr... Taki już los fotografa...

    Ewelajno, opis smakowitości z jarmarku mnie zwalił z nóg i chyba muszę iść coś przekąsić. Albo może sobie jakieś szybkie grzane wino uwarzę... ;) Wspaniale to wszystko opowiedziałaś...

    Gabrysiu, miło mi bardzo i zapraszam jak najczęściej. Pozdrawiam serdecznie.

    Aniu, buziaki dla Ciebie i dzięki.

    Pani Ewo, bardzo serdecznie dziękuję za takie miłe słowa. To bardzo stymulujące do dalszego prowadzenia bloga przeczyta takie słowa. Co do Portugalii, to oprawa świąt w porównaniu z Polską jest niestety bardzo mizerna, przynajmniej kulinarnie. Miłe jest to , że ulice i domy (te ostatnie raczej wewnątrz niż z zewnątrz) dekoruje się świątecznie już na początku Adwentu. Nawet choinki stoją przez cały miesiąc, pewnie nie muszę dopowiada, że sztuczne, bo inne by nie przetrwały, ani tego czasu, ani temperatur. Absolutnie podstawową dekoracją jest żłobek, a właściwie to zazwyczaj żłobkowe figurki, często pięknie, artystycznie wykonane. Może kiedyś się zbiorę i opiszę tutejsze obyczaje, chociaż tak jak pisałam nie są one zbyt inspirujące dla Polaka.

    Ewo, a jak jarmark w Krakowie? Opowiedz coś koniecznie...

    Michale, mam nadzieję, że się nie zawiedziesz.:) Przy okazji region ciekawy winiarsko....Ja po komentarzach w tym miejscu teraz poważnie rozważam Niemcy. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  22. Agnieszka, wiesz my w koncu kupilysmy foremki w Holandii, ale sklep za pomoca ktorego kupowalysmy ma swoje oddzialy i w Honalndii i Belgii, spodziewam sie ze te foremki maja tam jednak b. podobne, kupilysmy doze wiatraki, male i jeszcze Holendra i Holenderke - fajna zabawa z nimi :-)

    Dziekuje Ci za wyjasnienia dotyczace piernikow, czyli z grubsza ta granica to Alzacji, a od polnocy Belgia :D

    OdpowiedzUsuń
  23. nauczylem sie bardzo wiele

    OdpowiedzUsuń
  24. Basiu, widziałam Twoje foremki, są fantastyczne. Zwłaszcza Holender i Holenderka, bo jak pewnie pamiętasz wiatraki już mam. Widzę, że na dobre opanowało Cię foremkowe szaleństwo. Ja odkryłam ostatnio całe pokłady różnych pięknych foremek na ebayu, tylko różnie bywa z wysyłką i ceny czasami bardzo zaporowe, bo niektóre są zabytkowe, np. z XVIII wieku.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.