sobota, grudnia 12, 2009

Miasteczko z piernika

Muzeum i sklep z piernikami w miasteczku Gertwiller.
Zawsze myślałam, że pierniki są specjalnością raczej polską i niemiecką, okazuje się jednak, że to Francja, a właściwie Alzacja, szczyci się posiadaniem stolicy pierników. To szumne miano nosi maleńkie miasteczko Gertwiller. No i jak to u Francuzów - 4 sklepy z piernikami na krzyż (ale za to jakie!), a zareklamowane tak, że ściągają do tej alzackiej wioski pielgrzymki wielbicieli pain d'epices (jak tu nazywają pierniki) z całej Francji.

Kierujemy się do polecanego przez wszystkich sklepu Fortwenger. Wypiekają tam pierniki od 1768 roku. Już z zewnątrz sklep robi niesamowite wrażenie - do niemożliwości wręcz obwieszony pięknymi dekoracjami. A wewnątrz ? Tam jest wypisz wymaluj, jak w piernikowej chatce, brakuje tylko Baby Jagi. ;) Wszędzie piętrzą się stosy pierników, w każdym rozmiarze i kształcie, lukrowane, w czekoladzie, przekładane kremem, nadziewane (nonnettes). Najwięcej jest chyba miękkich pierników pieczonych w papierowych keksówkach (tzw. pavés), z przeróżnymi dodatkami. Jest pain d'epices pomarańczowy, z kawałkami czekolady, jabłkowy z cynamonem, z kilkoma gatunkami rodzynek, z wiśniami i migdałami. Słowem do wyboru, do koloru, każdy znajdzie coś dla siebie. Widzieliśmy nawet piernik o wadze 10 kg pieczony, jak głosiła przypięta do niego karteczka, przez 6 godzin ) i piwo o smaku piernikowym.

10-cio kilowy piernik pieczony przez 6 godz. Zasypany piernikami sklep Fortwenger.

My również wychodzimy objuczeni piernikowymi zakupami, zwłaszcza że chcemy francuskim pain d'epices obdarować rodzinę i znajomych w Polsce. Degustujemy więc pierniki dopiero w Gdańsku. Co do wrażeń smakowych - to są te francuskie słodkości nieco inne, niż to, do czego jesteśmy w Polsce przyzwyczajeni. Mam wrażenie, że, zwłaszcza te keksówkowe pierniki, są dużo słodsze, a mniej "pierne" niż nasze. Kolor mają zazwyczaj jasno miodowy. To co mi w nich odpowiadało to ich miękkość i wilgotność. Żeby osiągnąć ideał dodałabym jednak mniej miodu i cukru, a więcej korzennych przypraw. Interesujące są też urozmaicające smak dodatki, zwłaszcza piernik o smaku pomarańczowym jest warty grzechu. Z ciekawostek - Francuzi chętnie dodają pierniki do wytrawnych dań (my też w końcu w Polsce robimy karpia w szarym sosie z dodatkiem piernika), a ubóstwianym połączeniem jest pain d'epices i foie gras. Próbowałam tego zestawu w zeszłym roku na Sylwestra i przyznam, że byłam bardzo mile zaskoczona.

Każdy znajdzie coś dla siebie w piernikowym miasteczku.

Oprócz sklepów jest w Gertwiller muzeum pierników, w którym widzieliśmy nawet wycieczki maluchów w wieku przedszkolnym. O tak, w tym kraju dbają o kulinarną edukację już od maleńkości, mimochodem wpajając dzieciom, jak ważne dla każdego z nas są tradycje. Ciekawe czy w naszym Toruniu, który by chyba najbardziej pasował na piernikową stolicę Polski, są tego rodzaju przybytki ? Bardzo by było miło, gdyby cos takiego istaniało, bo oprócz hołubienia tradycji mielibyśmy całkiem ciekawą atrakcję turystyczną. Mam nadzieję, że czytelnicy z miasta Kopernika rozwieją moje wątpliwości.

A w następnym wpisie, nadal w świątecznym nastroju, zaproszę Was do wypróbowania mojej ulubionej przyprawy piernikowej.

20 komentarzy:

  1. Jak pachnąca podróż:).I ja tydzień temu upiekłam pierniczki a teraz czekają na dekorację:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejna Twoja piękna i barwna opowieść. Jak ja to lubię. Francuzi potrafią z każdej rzeczy, zwłaszcza kulinarnej, zrobić atrakcję kulinarną. Czekam na Twój ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń
  3. oj, Agnieszko,
    cudze chwalicie swego nie znacie ;)
    http://www.muzeumpiernika.pl/
    nie dam nic zlego na Torun powiedziec, pomieszkalo sie tam troche ;)
    a z ta edukacja kulinarna i zamilowaniem do tradycji to we Francji bywa roznie :/
    a co do francuskosci Alzacji to tez mozna by polemizowac, to troche tak jakby sie upierac, ze Slask jest polski ;)
    Najważniejsze daty:

    * 1648: traktat westfalski przekazał Alzację Królestwu Francji,
    * 1790: Alzacja została podzielona na dwa departamenty Bas-Rhin i Haut-Rhin,
    * 1871: traktat frankfurcki – Alzację (bez okolic Belfort) wraz z Lotaryngią przyłączono do Rzeszy Niemieckiej
    * 22 listopada 1918: oddziały francuskie wkroczyły do Strasburga,
    * 1919: traktat wersalski zapewnił Francji zwrot Alzacji,
    * 1940-1944: III Rzesza niemiecka ponownie zajęła Alzację,
    * 23 listopada 1944: generał Leclerc zajął Strasburg, Alzacja znowu francuska.
    jak widac Alzacja jest we Francji od 17 wieku a pierniki robiono grubo wczesniej :)
    ale namieszalam, juz uciekam ;) POZDRAWIAM
    ps. a ja ten francuski pain d'epices (wersja podstawowa bez bakalii) najbardziej lubie z maslem

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś czuję ,że mogłabym zamieszkać w domku z piernika :)
    Cudownie to wszystko sie prezentuje, musi tam pachnieć pięknie. Nie wiedziałabym na co patrzeć i co wybrać.
    Po prostu wspaniałości!:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sympatyczna wycieczka - i jak zwykle ciekawy opis - chętnie wybrałabym się na taką piernikową wyprawę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ooo, jest na czym oko zawiesić. :)
    A Leloop mnie ubiegła, bo tez chciałam o tym polskim muzeum wspomnieć. I mamy nawet blogowe koleżanki, które swego czasu chwaliły się swoją wycieczką do tego przybytku. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chciałabym kiedyś odwiedzić Francję, to takie moje marzenie :)
    zdjęcia super, opis również :)
    pozdrawiam, mania179 (slodkieinspiracje.blox.pl)

    OdpowiedzUsuń
  8. Potwierdzam, w Toruniu jest muzeum pierników. Ale nie widziałem tam specjalnych pielgrzymek, raczej pojedynczych zwiedzający. Jak na miasto, co by nie mówić nie aż tak małe, trochę chyba brakuje promocji i dobrych informacji dla przyjezdnych.
    Ale dobre i to, co jest :)
    Co do samych toruńskich pierników - najbardziej lubię te "mechate", tzw. katarzynki, bez żadnych dodatków. Można kupić też mnóstwo innych wersji, ale większość z nich ma niestety zbyt dużą ilość cukru, co w połączeniu z lukrową polewą i marmoladą w środku staje się trudne do przełknięcia.
    W Polsce wciąż niestety pokutuje pogląd, że w słodyczach najistotniejsza jest słodycz ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Właśnie też chciałam napisać,że Dom Kopernika (o ile nie pomyliłam nazwy..)w Toruniu ma bardzo fajną ofertę zwiedzania, można samemu upiec piernik :)
    A w tym piernikowym domku z pierwszego zdjęcia to bym chętnie spędziła parę chwil :)))

    OdpowiedzUsuń
  10. Joanno, tak, tak - podróż pachnąca piernikiem. ;) U nas wczoraj było dekorowanie pierników. Kuchnia, pokój, no i my w rójkę - wszystko było w lukrze.:)

    Lo, to prawda - Francuzi nawet z byle czego potrafią zrobić atrakcję. Taka to już chyba ich narodowa umiejętność i specjalność. Ja im tam za to chylę czoła. :)

    Margot, dzięki za komentarz. ;)

    Leloop, no wiedziałam, że mogę liczyć na mieszkańców (byłych i obecnych) Torunia. :) Tak sobie myślałam, że chyba musi tam być coś w tym guście, no i proszę jest nawet Żywe Muzeum Piernika.
    A co do Alzacji, to tak pobieżnym rzutem oka turysty - mam wrażenie, że tam wyszedł nawet udany mariaż niemiecczyzny i francuszczyzny (liczyłam i liczyłam z Twoich dat i mi wyszło, że tak z 300 lat francuskich rządów będzie, to już coś w końcu ;) ). Mam wrażenie, że tam jest tak po niemiecku porządnie, ale z odrobiną francuskiego polotu. Co prawda punkt widzenia turysty może się bardzo różnić od wrażeń mieszkających tam przybyszów, o czym przekonali mnie znajomi mieszkający tam kilka lat, którzy twierdzili, że większego szowinizmu to w żadnym innym zakątku Francji ani Niemiec nie widzieli. A pain d'epices z masłem to może być całkiem dobry pomysł.

    Majanko, z wyborem jest rzeczywiście mały szkopuł, bo chciałoby się wszystkiego popróbować ... A tam wszędzie wręcz góry pierników. ;)

    Abbro, ja teraz czatuję na Niemcy, myślę że tam to dałoby się całą trasę piernikową urządzić. ;)

    Małgosiu, a przypomnij mi proszę kto pisał o tym toruńskim muzeum? Chętnie bym sobie poczytała.

    Maniu179, witam Cię serdecznie i dziękuję za dobre słowo. :) Trzymam mocno kciuki, żeby Twoje marzenie się spełniło.

    Michale, masz rację promocji chyba trochę brakuje , a szkoda (ja w końcu jestem z pobliskiego Gdańska, a nic nie wiedziałam ). Z nas już chyba taki naród, co się nie wiedzieć czemu trochę wstydzi pochwalić tym co ma dobrego... ;) Masz rację - katarzynki są pyszne. A co do słodkości słodyczy to zapewniam Cię, że polskie wyroby są wręcz wytrawne w porównaniu z portugalskimi. ;) Tutaj nawet się nie bawią w dodawanie do wszelkiego rodzaju ulepkowatych słodkości czegoś poza cukrem i tysiącem jaj. Chociaż fakt, że niektóre polskie wyroby (ja to obserwuję w czasie wizyt w PL na wszelkich wafelkach, czekoladach i innych ptasich mleczkach) ulegają trendowi w kierunku zuniformizowanego, mdłego smaku, typowego dla wielkich firm europejskich.

    Moniko, witam Cię serdecznie i również dziękuję za informację. Kusi mnie to samodzielne pieczenie pierników w Toruniu. Pewnie ta atrakcja jest bardziej skierowana do młodszych zwiedzających, ale może by wpuścili jedno takie już dość wyrośnięte dziecię... ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajna ta wyprawa i taka bardzo świąteczna:)

    OdpowiedzUsuń
  12. A kiedy będzie przyprawa piernikowa? Mam jeszcze jedną partię pierniczków do upieczenia i chętnie wypróbuję :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Piernikowy obłęd po prostu :) Jak ja żałuję, że tak mało u nas świątecznych kiermaszy z prawdziwego zdarzenia...

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja uwielbiam pierniki piernikowe szaleństwo, piekę zawsze na świeta, ale i poza nimi też wypróbowuję przepisy...ten aromat!
    Wspaniałe te piernikowe miejsce!

    OdpowiedzUsuń
  15. Olu, dziękuję za miłe słowa i przedświątecznie pozdrawiam. :)

    Catalino, z małym poślizgiem, ale już jest. :) Zapraszam do nowego postu i koniecznie daj znać jeśli ją wypróbujesz. Pozdrawiam.

    Komarko, a co ja mam powiedzieć? ;) U nas tu nie ma dosłownie nic.... Wczoraj obleciałam pół miasta w poszukiwaniu świątecznych puszek na ciastka. Sprzedawcy głównie wytrzeszczali na mnie oczy ze zdumienia....

    Kass, o tak, aromat to jest chyba najmilszy efekt pieczenia pierniczków. No i potem jak się znienacka robią miękkie. ;) Dziękuję za miły komentarz i serdecznie Cię pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  16. No ja tak myślę, wycieczki ze szkół tam jeżdżą :) Ale mam nadzieję się wkręcić przy okazji jakiejś wizyty w Toruniu - mnie też bardzo kusi takie pieczenie :)
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Muzeum piernika - o to chyba moze konkurowac z muzeum czekolady :-)
    Tak sobie mysle Agnieszka o tej Alzacji i piernikach, moja niechec do historii jest ogromna, ale chyba wlasnie o Alzacje praly sie Niemcy z Francja, moze to wlasnie te niemieckie wplywy sie przejawiaja w ten sposob... Az karp w piernikowym sobie zaczal mnie kusic :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Witam Agnieszko ! Wyjątkowo z opóźnieniem czytam Twoje wpisy i jak miło mi Toruniance, że pamiętacie o Toruniu. Pierników u nas w bród a najfajniejsze jest jak przed świętami i przy wzmożonej produkcji z fabryki Kopernik rozchodzi się na pół miasta zapach przypraw i miodu :)
    Ja jako Torunianka z krwi i kości pamiętam jak w czasach komuny rodzice wymieniali na Święta posiadane produkty (np. śmietanę, sery czy masło - mama pracowała w toruńskiej mleczarni i miała deputat) na katarzynki. Do dziś nie zapomniałam ich smaku i radości z każdego "przydzielonego" przez rodziców ciastka.

    OdpowiedzUsuń
  19. Moniko, masz rację trzeba się wkręcić ze szkolną wycieczką. :) Pozdrawiam Cię serdecznie.

    Basiu, prały się, prały, a jakże. Leloop nam tu nawet zrobiła krótkie kalendarium tego prania w jedneym z komentarzy powyżej.
    Mi się też wydaje, że pierniki nie są etnicznie francuskie, choć Francuzi dzisiaj jak najbardziej się przyznają do pain d'epices. Ciekawe by było przeczytać coś obszerniejszego o historii pierników. Ja jak widać odwrotnie, zamiast niechęci to mam takiego małego historycznego fioła. ;)

    Aniu, ależ mi przemówiłaś do wyobraźni pisząc o unoszącym się nad miastem piernikowym zapachu. Pójdę chyba schrupać pierniczka, mimo, że wydawało mi się, że jestem objedzona poświątecznie.:)Moim wspomnieniem kulinarnym z komuny jest blok czekoladowy na niebieskim mleku w proszku, który robiła moja Mama. Nigdy mi taki później nie wyszedł i tak nie smakował jak ten maminy. Może dlatego, że tego mleka nie mogę dostać. A czegóż ja do niego nie dodawałam - prawdziwej czekolady, nutelli itp, itd. Choć tak na serio - to przypuszczam, że wspomnieniom z dzieciństwa nic już później nie może dorównać. Pozdrawiam poświątecznie i dziękuję Ci bardzo za ciekawy komentarz.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.