środa, grudnia 16, 2009

Egzotyczna przyprawa do pierników

W sezonie, gdy pieczemy tyle pierników, pierniczków i piernikopodobnych ciast warto się zaopatrzyć w dobrej jakości aromatyczną korzenną przyprawę. Jeszcze lepszym pomysłem, zamiast poszukiwania w sklepach takiej, której głównym składnikiem nie byłby cukier, jest zrobienie własnej mieszanki w domu. Wspominałam już tutaj, że wśród moich kulinarnych przypadłości na jednym z czołowych miejsc plasuje się zbieractwo najdziwniejszych i możliwie najbardziej egzotycznych przypraw. Przynajmniej raz do roku mam okazję swoje zbiory w praktyczny sposób wykorzystać komponując mój ulubiony aromatyczny zestaw piernikowy.

Moja mieszanka jest mało klasyczna, choć suma summarum, smakowo jak najbardziej w piernikowym stylu. Bazą jest mój ulubiony cynamon, nie skąpię też niezbędnego dla pierników imbiru. Jest też kilka sekretnych składników. Jednym z nich jest suszona skórka mandarynkowa. Niech was nie przeraża, że nie możecie jej kupić. Nic prostszego jak obrać mandarynki, ze skórki ściąć jak najwięcej się da albedo i zostawić do wysuszenia przez kilka dni w przewiewnym i słonecznym miejscu (najlepiej na parapecie). Później można spokojnie przechowywać taką skórkę w szczelnie zamkniętym słoiczku. Oprócz pierników przydaje się czasem do dań z Dalekiego Wschodu.

Kolejne moje autorskie ingrediencje to cubeb i grains de paradis. Pierwszy jest uważany za pieprz, ale z mocno korzenną nutą, jeśli nie możecie go zdobyć (ja swój kupiłam na ebayu), najbardziej zbliżonym odpowiednikiem będzie ziele angielskie, używane zresztą często w piernikowych mieszankach. Grains de paradis też są lekko pikantne i pieprzne (mimo, że roślina nie ma nic wspólnego z pieprzem, jest z rodziny imbirowatych) i te już nie bardzo wiem czym zastąpić (ale powiem Wam w sekrecie, że nie one stanowią o charakterze przyprawy ;), więc krzywdy wielkiej nie będzie jeśli je ominiecie). Nie rezygnujcie z anyżku. Ja też go nie znoszę ;), ale jego odrobina dodaje delikatnej słodyczy mieszance.

Absolutna podstawa sukcesu to użycie jak najświeższych i - gdzie to tylko możliwe - całych, a nie zmielonych przypraw. Można tradycyjnie ucierać korzenie w moździerzu (choć mi się nigdy nie udało rozetrzeć na pył skórki z mandarynek), ale chyba najpraktyczniej i najszybciej jest zmielić je w młynku do kawy. Przyprawa jest intensywna w smaku, z wyraźną cynamonową nutą, złamaną imbirem, goździkami i muszkatem, z pikantnym cytrusowym podtekstem. Mała uwaga - warto zachować pewną ostrożność w dodawaniu jej do ciast. Może być jej potrzeba nieco mniej niż nie tak aromatycznych sklepowych mieszanek. Innym zastosowaniem przyprawy jest dodatek do grzańca, a ja nawet eksperymentuję z kawą o smaku piernika (dodając szczyptę mieszanki w czasie parzenia). Zaopatrzeni więc w aromatyczną i egzotyczną mieszankę zabierzemy się wreszcie w kolejnym wpisie za pierniki. :)


Egzotyczna przyprawa do pierników

ok.35-40g


5 lasek cynamonu, połamanego na mniejsze kawałki
1 i 1/2 łyżeczki suszonej skórki z mandarynek
1 i 1/4 łyżeczki mielonego imbiru
2
łyżeczki całych goździków
1/2
łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej
1 i 1/2
łyżeczki drobno połamanych kwiatów muszkatołowca*
1
łyżeczka ziarenek cubeb (lub ziela angielskiego)
1
łyżeczka ziarenek wyłuskanych ze strączków zielonego kardamonu
1/4
łyżeczki grains de paradis
1/4 łyżeczki ziarenek czarnego pieprzu
1/4 łyżeczki ziarenek białego pieprzu

1/2
łyżeczki nasion kolendry
1/8 łyżeczki nasion anyżku
Wszystkie składniki mieszanki rozdrabniamy na pył w młynku do kawy. Przechowujemy w szczelnie zamkniętym słoiczku.

*jeśli nie macie pod ręką kwiatów muszkatołowca (ang. mace) można dodać o 1/2 łyżeczki więcej gałki muszkatołowej

32 komentarze:

  1. piekna kompozycje smakowo-wizualna stworzylas, az ja czyje i smakuje:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Prześliczne zdjęcia a przyprawa musi bosko pachnieć:)
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdjęcia jak zawsze zapierają dech w piersiach, a przyprawa już na samo jej wyobrażenie powoduje przyjemne zawroty głowy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały tekst, czyta się jak podręcznik magika.

    OdpowiedzUsuń
  5. Agnieszko..., jakie zdjęcia...!!! To ja pozostaję przy kontemplacji tych delikatności... A... nie miałam piec pierniki leżakujące od Bei... To lecę..., ale trzy pierwsze zdjęcia zostają pod powiekami...

    OdpowiedzUsuń
  6. a ja juz widzialam "ofiary" tego pieczenia, troche sie zaniepokoilam, ze to ktores z Was ;)
    ach jak to dobrze, ze nie jestem piernikowa, jedno kuszenie mniej ;)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Eh, dobra przyprawa do piernikow to skarb! Tez sama mieszam, ale ze skorka mandarynki jeszcze nie probowalam - zaraz lece zesterem oskrobie ze dwa owoce, srodek radosnie zjem, a skorka niech sie suszy.
    Grains de paradis to ( jak podejrzewam) Amomum xanthioides, syn.: Amommum melegueta.

    Ja od paru lat dodaje do mieszanki podprazone owoce pieprzu syczuanskiego, o delikatnym zywicznym aromacie.

    A jak mi zostanie, to sobie stoi w sloiczku i kiedy robie flamandzine (http://kulinarki.blogspot.com/search/label/wolowina) po sezonie piernikowym - jest jak znalazl!

    Wesolych, pachnacych, smacznych ŚWIĄT!
    qd

    OdpowiedzUsuń
  8. Podoba mi się pomysł własnej mieszanki. Zdjęcia przypraw są piękne!

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne zdjęcia, oddają przedświąteczny nastrój

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękne zdjęcia, piękny opis, aż niemal pachnie z ekranu. To zdjęcie z moździerzem jest świetne.

    OdpowiedzUsuń
  11. Szukałam w sieci co to jest Grains de paradis, znalazłam że Ziarna z rodziny imbiru o pieprzowym smaku (?), ale w sumie nie spotkałam się z taką przyprawą jeszcze, nawet nie wiem gdzie jej szukać ? Czy można ją zastąpć czymś podobnym(innym)?

    OdpowiedzUsuń
  12. Skoro mieszanka jest mało klasyczna, to koniecznie muszę jej spróbować. Bardzo jestem ciekawa smaku piernika z taką przyprawą. A jak mówisz, że do kawy też można, to już jestem przekonana na 100%.
    Zdjęcia przepiękne! Pozdrawiam z zasypanej śniegiem Gdyni!

    OdpowiedzUsuń
  13. Arku, miło mi, że kompozycja Ci przypadła do gustu. Pozdrawiam. :)

    Majanko, dziękuję za komentarz. Mieszanka jest rzeczywiście intensywna i pięknie pachnie.

    Tili, dziękuję za miłe słowa i serdecznie Cię pozdrawiam.

    Sonieczko, piękne porównanie. Miło mi czytać takie słowa. Pozdrawiam serdecznie.

    Ewelajno, mieszanka nada się do każdych pierników, leżakujących i nie leżakujących. ;) Dzięki za miłe słowa o zdjęciach i pozdrawiam ciepło.

    Leloop, he, he, ofiar trochę było, sądzę że niektóre nawet zostały celowo okaleczone. Tych , którzy zastanawiają się o czym my właściwie mówimy zapraszam tutaj: http://photoandtravels.blogspot.com/2009/12/happy-xmas-not-for-all.html

    Świece i ogarki, z pieprzem syczuańskim to ciekawy pomysł. Mam go trochę w zapasie , pewnie spróbuję dodać w przyszłym roku. Grains of paradise to dokładnie to o czym piszesz. Podałam odnośnik w tekście do moim zdaniem jednej z najciekawszych stron o przyprawach, sporo ma tam nazw ta przyprawa. Bardzo fajny pomysł z dodaniem przyprawy piernikowej do wołowiny po flamandzku (podoba mi się Wasza rodzinna nazwa tej potrawy). Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za interesujący komentarz.

    Delie, dziękuję bardzo za miłe słowa i pozdrawiam.

    Olu, dziękuję serdecznie za komentarz.

    Lu, cieszę się że wpis Ci się spodobał i dziękuję za komentarz.

    Moje Pasje Kuchenne, tak jak pisałam powyżej - w tekście jest odnośnik do ciekawej strony z informacjami o tej przyprawie (to pierwsza od lewej na moim pierwszym zdjęciu). Ja swoją kupiłam tutaj http://paris.evous.fr/paris-guide/alimentation/epices/monde-des-epices/le-monde-des-epices.htm, w tym poście ( http://www.kuchnianadatlantykiem.com/2009/02/paryz-etniczny-w-krolestwie-pieprzu.html ) o tym pisałam, ale chyba najprościej jest zamówić na ebayu. Po wpisaniu grains of paradise w ebay.co.uk wyskakuje ok. 10 sprzedawców, którzy mają te ziarenka w asortymencie. Czym grains de paradise zastąpić? Trochę trudno powiedzieć - skłaniałabym się do mieszanki imbiru z pieprzem i może jeszcze zielem angielskim ...

    Kasiac, cieszę się, że udało mi się Ciebie skusić na tę przyprawę. Śniegu zazdroszczę, a sama pozdrawiam z zalanego słońcem, ale dość chłodnego dziś Porto. Tzn. rano było 6ºC, ale w radio trąbią od kilku dni, że grożą odmrożenia i należy się ubrać jak na biegun. Taka to o nas sroga zima. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Agnieszko, jakie to miłe, że odpisujesz... Cenne... Bezcenne...
    Link na "ofiary pieczenia" nie działa - może mu coś brakuje? A zajrzałabym...

    OdpowiedzUsuń
  15. Ewelajno, może teraz będzie lepiej:

    http://photoandtravels.blogspot.com/

    Zawsze się wściekam, że w komentarzach nie można mieć aktywnych linków.
    Dla mnie komentarze i takie miłe słowa jak Twoje są bezcenne. Pozdrawiam przedświątecznie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Agnieszka, z wielka przyjemnoscia przeczytalam Twoj wpis, tak, nie ma jak wlasna przyprawa! Ach i te zdjecia, zdradz prosze, gdzie kupilas mozdzierz, z tak wielka piekna palka jeszcze sie nie spotkalam:).

    Zaciekawil mnie "Grains of Paradise", ale juz to tegorocznych piernikow nie trafi - trzeba miec plany na przyszly rok :)

    Najbardziej usmialam sie z "Nie rezygnujcie z anyżku. Ja też go nie znoszę" - czy on sie naprawde gubi w przyprawie? Wiesz przywiozlam nawet na pamiatke taka anyzowo-fenkulowo-kardamonowa przyprawe palestynska i jednak tam ilosc anyzu jest nie do zniesienia...

    Pozdrawiam Cie Agnieszka swiatecznie :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziękuje sedecznie, że mi odpisałaś :)Moje pytanie było chyba wynikiem niedokładnego przeczytania tego co napisałaś na ten temat (zakręcona jestem ;)). Przyprawę piernikową dziś zrobiłam bez grains de paradis i jak dla mnie jest mimo to fantastyczna, a porównania nie mam bo grains de paradis nie znam ;) W każdym razie dziękuję za zdradzenie (nam) swoich sekretów, to niesamowicie miłe jak ktoś dzieli się swoimi doświadczeniami. Moje pierniczki w tym roku będą pięknie i wyraziście pachniały (jutro się wreszczcie za nie zabiorę!)A przy okzaji upiekłam dziś ciasto razowe z owocami w/g Twojego przepisu, jest wspaniałe, zrobiłam je z jabłkami i świeżymi żurawinami, poprostu brak mi słów, no i takie proste :)
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  18. Basiu, przyznam Ci się bez bicia, że ja zbieram moździerze i mam ich już małą kolekcję. Ten jest firmy Bodum, kupiłam go w ich sklepie firmowym kilka lat temu. I rzeczywiście jest spory i ma dużą, dobrą do ucierania pałkę. Najbardziej boleję nad tym, że nie kupiłam w Meksyku takiego pięknego, ciężkiego, chyba granitowego moździerza. Co do anyżku, jest go w mieszance malutko i rzeczywiście znika anyżkowość, a zostaje tylko taki słodkawy posmak. Ja ciągle myślę o zrobieniu springerle (mam nawet taki wałek z wzorkami), ale ten anyż mnie przeraża. No i w tych ciastkach to on już się na pewno nie gubi, ale może warto się odważyć... Niespotykane zestawienie w tej palestyńskiej przyprawie, a do czego oni ją stosują? Chociaż anyż i fenkuł to już może być za dużo jak dla mnie... ;) Pozdrawiam przedświątecznie.

    Moje Pasje Kuchenne, cieszę się strasznie, że wypróbowałaś tę moją mieszankę i że jesteś zadowolona z efektu. Ciasto razowe to taki pewniak u nas w domu, ale zachwyca mnie nieodmiennie pomysłowość moich czytelników w kwestii owocowych dodatków (jabłka i żurawina to brzmi bosko, na pewno wypróbuję).

    OdpowiedzUsuń
  19. Zaciekawiłaś mnie, będę musiała sobie sprowadzić te rajskie przyprawy :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Z anyzkowoscia mnie pocieszasz, pewnie za rok sie odwaze :-) Kolekcje mozdzierzy powiadasz? :-) Dziekuje, ze mowisz ze to Bodum, bede sobie za takim patrzec, bo uroczy! Oj, a wiesz ze bylam ostatnio w Norymberdze i chcialam kupic albo walek albo foremke do springerle i niesty nic takiego nie bylo...
    A palestynska kompozycja,: dodaja to ponoc do maamuli, ale wiesz dla mnie ona jest stanowczo za mocna, taka ze wrecz nie uzyje...

    Pozdrawiam cieplo juz na Swieta!

    OdpowiedzUsuń
  21. Felluniu, ciekawa jestem Twojego werdyktu, gdy wypróbujesz mieszankę. Pozdrawiam serdecznie.

    Basiu, kolekcja przypraw, moździerzy, herbat, książek kucharskich, książek niekucharskich. ;) Trochę tych zbiorów jest. (Aaa, jeszcze aniołki zbieram. Ale to mała kolekcja, bo mnie nimi co roku odkąd tu mieszkam właśnie na Boże Narodzenie jedna znajoma obdarowuje.) Szczęście jedyne, że mój mąż zbiera tylko stare mapy i na ścianach je rozwiesza zamiast obrazów, więc miejsca wiele nie zajmują. ;)

    Rozczarowujesz mnie tą Norymbergą - tam foremek nie było??? Jakże to tak??? No tak, z drugiej strony większość Holendrów wytrzeszczała na mnie oczy jak na nienormalną jak chciałam u nich kupić foremki do speculaas. ;)

    Dzięki za info o tej palestyńskiej przyprawie. No niestety tak już jest, że nie w każdej kompozycji się gustuje. Z tego co piszesz to ja chyba też bym do niej nie pałała wielkim uczuciem. ;) Pozdrawiam Cię Basiu już poświątecznie.

    OdpowiedzUsuń
  22. Agnieszka, to ja o tych foremkach jeszcze: wiesz, zeszlismy caly targ norymberski, niektore uliczki wokol i nie bylo... Trzeba bylo zrobic jakies rozeznanie gdzie tych foremek szukac, ale bylam pewna ze bedze chociaz jedno stoisko na targu, nie bylo ale byl przerazliwy mroz :-) i nie chcialo nam sie odkrywac jakichs dalszych zakamarkow. W starym miescie Nie znalezlismy niestety zadnego sklepiku ani z foremkami ani z przybormai do pieczenia. Moze pojedziemy w lecie... Pozdrawiam Cie noworocznie!

    OdpowiedzUsuń
  23. Basia, no powiem Ci zgroza, żeby w Norymberdze foremek nie było. Od Średniowiecza z pierników słyną, toż to w końcu zobowiązuje!!! Fakt, że warto robić wcześniej rozpoznanie... ale kto by pomyślał jarmark świąteczny w Norymberdze bez foremek.. masz ci los. ;)Pozdrówki.

    OdpowiedzUsuń
  24. Zdziwilo mnie to Agnieszko bardzo :-) ale wiesz i tak chcielismy jechac i nie jestem zawiedziona, nastepnym razem zapewne sprobuje wczesniej sie rozeznac, czy gdzies da sie kupic foremki. Pierniki zas byly/sa wysmienite, elisen lebkuchen wypiekane z samych migdalow (bez maki) sa niesamowite!
    Sciskam Cie mocno :-)

    OdpowiedzUsuń
  25. Basiu, aaa elisen lebkuchen! Widziałam na nie przepisy w niemieckich książkach, nawet zamierzałam piec. Jak mówisz, że dobre to muszę koniecznie wypróbować, ale już pewnie na przyszłe święta, bo mi jakoś pierniki poza Bożym Narodzeniem nie smakują.;)

    OdpowiedzUsuń
  26. powiem Ci Agnieszka, ze owe elisen lebkuchen sa obledne, do tego stopnia mnie opetaly, ze po Swietach kupowalam oplatki i mam zamiar sproowac poki zima, ale dokladnie mam to samo odczucie jak Ty, jakos czuje ze w styczniu pierniki to za pozno,ale tlumacze sobie ze chlodno jest nadal, moze sie jednak odwaze :-)

    OdpowiedzUsuń
  27. Witam ciepło, mam małe pytanko odnośnie przepisu, bo jest napisane "1/8 nasion anyżku", ale... 1/8 czego? Łyżeczki? Łyżki? Opakowania?

    OdpowiedzUsuń
  28. Basiu, opłatki też mam zachomikowane, więc pewnie wypróbuję przepis, skoro tak je chwalisz. Ale tak jak pisałam - dopiero w przyszłym roku. Ja w ogóle mało ciasteczek piekę poza adwentowo-bożonarodzeniowym sezonem. Gdybyś je wcześniej zrobiła to koniecznie daj znać jak smakowały. Pozdrowienia.

    Anonimowy, przepraszam za niedopatrzenie. Już poprawione. Pisałam w tekście postu, że anyżku jest odrobina, po czym zapomniałam dodać w przepisie, że ta odrobina to 1/8 łyżeczki (takiej herbacianej o pojemności 5ml, czyli w 1/8 będzie ok. 0,6 ml anyżku).Pozdrawiam i dziękuję za czujność.

    OdpowiedzUsuń
  29. A ja dziękuję za szybką odpowiedź i ciepło pozdrawiam z zaśnieżonej i chłodnej Polski :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Witam! Zdjecia robisz przesliczne. Zawsze najpierw ogladam zdjecia, a potem dopiero czytam. Masz talent, naprawde. Czy moge prosic o podanie wagi uzytych skladnikow, poniewasz nawet laski cynamonu sa roznej wielkosci, a ja chyba bede musiala uzyc niektorych przypraw juz zmielonymi. No, i co do anyzku, kiedys szukalam przepis na pannetone, znalazlam bardzo duzo w necie, ale wybralam ten, co mial odrobine anyzku, i to w ziarenkach. Bylam ciekawa jak bedzie smakowac. No coz, wiecej nie szukam, anyzek czuc, ale bardzo subtelnie i akurat to wyroznia moja pannetone z posrod innych. Zgadzam sie, ze jak ktos go nie znosi to nic go nie przekona, ale jezeli sie nie ma "uczulenia" na anyzek, to warto sprobowac. Serdecznie pozdrawiam i dziekuje. Oksana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oksano, serdecznie dziękuję za miłe słowa o blogu. Zważyłam cynamon. Waga przeciętnych 5 lasek cynamonu wynosi ok. 10 g. Pannetone z anyżkiem może być rzeczywiście bardzo ciekawe. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  31. Dziekuje za odpowiedz. Bo moje 5 lasek cynamonu waza 20 g, chyba mam wieksze. Jeszcze raz dzieki! Pozdrawiam, Oksana.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.