niedziela, grudnia 06, 2009

Bredle: nusshiffele czyli orzechowe kuleczki


Obiecałam podzielić się z Wami przepisem na bredle (niektórzy mówią bredele lub bredela) czyli drobne alzackie kruche ciasteczka. Ściśle mówiąc będzie to receptura na jeden z wielu rodzajów bredli. Ich gatunków jest bowiem zatrzęsienie. Różnią się kształtem, smakiem, niektóre się wałkuje, inne formuje zwykłą łyżeczką, jeszcze inne wyciska ze szprycy (spritzbredele). Mają przeróżne dodatki smakowe i ozdoby. Co je łączy? Są niewielkie, piecze się je, jak Alzacja długa i szeroka, głównie w trakcie Adwentu i sprzedaje na wagę na każdym rogu. Szanująca się alzacka pani domu ma oczywiście swoje przepisy przekazywane z pokolenia na pokolenie.

Jest też trochę gatunków bredli popularnych w całym regionie. Słynne są springerlé - jaśniutkie anyżowe kruche ciastka, pieczone w fikuśnych wzorzystych foremkach lub odciskanych czymś w rodzaju wałków z wzorami, schwobebredle - delikatne i kruche, z mielonymi migdałami i kirszem. Podobnie jak w Szwajcarii popularne są też mailanderle (ciasteczka mediolańskie), bliskość Belgii, Holandii i Niemiec sprowadziła też do Alzacji speculatius (inaczej speculoos, o których pisałam już tutaj). Sporo też różnych odmian francuskich makaroników, sablés, czy niemieckich zimmetsterne (cynamonowych gwiazdek).

Generalnie cała atrakcja tkwi w różnorodności bredli i piec się powinno ponoć co najmniej kilka gatunków. Potem zaprasza się znajomych na podwieczorek i częstuje ciasteczkami przy stole z adwentowym wieńcem, na którym pali się tyle świec, ile mamy właśnie mijających tygodni oczekiwania na Boże Narodzenie.

Ja proponuję dziś moją wersję bardzo prostych bredli z orzechami włoskimi i gorzką czekoladą. Można je nakładać na blaszkę łyżeczką od herbaty, jednak najsprawniej idzie to maleńką gałkownicą do lodów o średnicy 3 cm. Z istotnych uwag - ciasto należy schłodzić, wtedy kuleczki zachowają ładny kształt i lepiej piec je dość krótko. Widziałam wiele przepisów, gdzie polecano czas pieczenia 15 minut i temperaturę piekarnika 200ºC ... przy takich parametrach otrzymamy raczej twarde suchary, a nie kruche ciasteczka. Przyznam się, że eksperymentowałam z różnymi czasami pieczenia i temperaturami. Ideałem wydaje mi się 180ºC i maksymalnie 10-11 min w piekarniku (przy mojej wielkości kuleczek, jeśli zrobicie większe to pewnie i czas się nieco wydłuży). Nie przejmujcie się, że bredle wydają się bardzo miękkie, gdy je zdejmujemy z blaszki, po ostygnięciu na pewno nieco stwardnieją i staną się przyjemnie kruche.



Orzechowe kuleczki (Boules de noix , Nusshiffele)

ok. 60 małych ciasteczek

225g mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli

100g miękkiego masła
75g cukru pudru
75g jasnobrązowego cukru
1 op cukru z prawdziwą wanilią
1 duże jajko
1 łyżka słodkiej śmietanki 12%

100g gorzkiej czarnej czekolady (najlepiej 70%)
100g orzechów włoskich, lekko zrumienionych na suchej patelni

30 ładnych całych połówek orzechów włoskich do przybrania (ich nie trzeba rumienić)

Mąkę przesiewamy z proszkiem i solą. Czekoladę drobno siekamy lub rozdrabniamy w malakserze (maja być to drobne kawałki a nie pył). To samo robimy z orzechami. Miękkie masło dość długo miksujemy z trzeba rodzajami cukru na gładki krem. Przy ciągle włączonym mikserze dodajemy jajko, a następnie śmietankę. Później porcjami wsypujemy mąkę miksując na wolnych obrotach. Na koniec dodajemy posiekaną czekoladę i orzechy i za pomocą łyżki lub szpatułki mieszamy z ciastem. Miskę z ciastem, przykrytą przezroczystą folią wstawiamy na ok. 30 min do lodówki.

Rozgrzewamy piekarnik do 180ºC. Dużą blaszkę z piekarnika wykładamy papierem do pieczenia. Ciasto nabieramy gałkownicą do lodów o średnicy 3 cm, umieszczając jednorazowo na blaszce ok. 20 kuleczek. Ostrożnie przyciskając (aby zbytnio nie spłaszczyć), układamy na połowie ciasteczkach połówki orzechów włoskich (ja resztę ciastek zostawiam bez orzechów dla tych, co za aż taką ich ilością nie przepadają). Pieczemy przez ok. 10 min. Wyjmujemy z piekarnika i studzimy na siatce do ciast.

20 komentarzy:

  1. Poproszę ciasteczko:) schrupałabym chociaż jedno... bez względu na późną porę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa opowieść, która po raz kolejny poszerza mą wiedzę kulinarną :) Dzięki, Agnieszko! BArdzo fajnie się Ciebie czyta, jak zwykle...

    OdpowiedzUsuń
  3. Znów dowiedziałam się czegoś ciekawego!
    Piękne ciasteczka:) I jak ładnie trzymają kształt kulek z gałkownicy. Ciasteczka na pewno by mi smakowały. Szczególnie te przypieczone orzechy:)
    Pozdrawiam Agnieszko!

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja właśnie wybieram przepisy na drobne ciasteczka, które upiekę w tym roku... Pyszny pomysł!

    Pozdrawiam adwentowo, Agnieszko :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Agnieszko a ja ciesze się każdym Twoim wpisem:) Myślę, że ciasteczka będą mi smakowały - zrobię:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniałe ciasteczka:)
    Muszą smakowac obłędnie:)
    Pozdrawiam!:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zrobię w ten weekend na adwentowe spotkanie:)
    Dużo smacznych i ciekawych rzeczy można się dowiedzieć z Twojego pięknego bloga:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ha! Ze wszystkich ciasteczek najbardziej lubię te, które można właśnie potraktować gałkownicą. :)
    Agnieszko, ciasteczka fajne. Zresztą nie może być inaczej, skoro w środku takie dodatki. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeszcze nie ochłonęłam po alzackim targu świątecznym, a tu kolejne cudowności. Do tego jak zawsze pięknie.Oj, jak ja lubię do Ciebie wracać i czekać czym nowym mnie zaskoczysz.

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękne i pyszne zapewne...jutro upiekę, juz wyłuskałam orzechy...bardzo mnie skusiłaś...pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Myniolinko , witaj w moim netowym zakątku! Tylko jedno ciasteczko, no nie, nie można się tak ograniczać.;) Pozdrawiam serdecznie.

    Aniu , zawstydzasz mnie, dzięki za miłe słowa i serdeczne pozdrowienia. :)

    Kasiac , masz rację przypieczone orzechy to jest to. Ciasteczka są małe i taka połówka orzecha jest mocnym smakowym akcentem. ja to uwielbiam, mój syn nie znosi i to dla niego są te bez orzechów na wierzchu. Pozdrawiam serdecznie. :)

    An-no , ciekawa jestem jakie ciasteczka wybierzesz, sama też zawsze robię ciasteczkowe spisy przedświąteczne. :)

    Ewelajno , jesteś kochana! Nawet sobie nie wyobrażasz jak miło jest coś takiego przeczytać. Pozdrawiam cieplutko. :)

    Majanko , wypróbuj koniecznie! W sumie nie są najgorsze. ;)

    Delie , daj znać jak się udały. Dziękuję za miłe słowa i komentarz. Pozdrawiam.

    Małgosiu , ja też lubię bardzo takie nakładane, nie przepracowuje się przy nich człowiek za bardzo. ;) Pozdrawiam Cię serdecznie.

    lo , nawet nie wiesz jak mi miło, gdy widzę Twój komentarz!!! A o Alzacji jeszcze będzie parę słów. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    Kass , koniecznie zdaj relację, jak się udały. Pozdrawiam bardzo ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  12. Agnieszko upiekłam i donoszę że są pyszne!!!! Dziękuję za przepis i pozdrawiam zimowo.

    OdpowiedzUsuń
  13. Kass, ależ się cieszę!!(z tego, że wypróbowałaś przepis, ale najbardziej to dlatego, że bredle smakowały):) Pozdrawiam przedświątecznie.

    OdpowiedzUsuń
  14. dziś upiekłam.przedadwentowe bredle....REWELACJA!!!!!!
    dzięki za bloga i pozdrawiam
    aakr
    http://warsztatplastyczny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Cieszę się strasznie, że smakują i bardzo serdecznie Cie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  16. ...ja również pozdrawiam smacznie..i ..dyniowo..apropo's "dyniowo".tak sięgając do tradycji kulinarnych poszczególnych części świata poszukuję pomysłu na ciastka dyniowe , którymi mogłabym poczęstować uczestniczki warsztatów kreatywnych ....bardzo byłabym happy gdybyś obdarowała nas ciekawymi przepisami i opowieścią kulinarną zwłaszcza...
    http://pracownia-kreatywna.blogspot.com/
    http://warsztatplastyczny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Może to nie ciastka, ale da się pokroić na małe porcyjki ;)
    http://www.kuchnianadatlantykiem.com/2008/10/festiwal-dyni-gteau-la-citrouille-czyli.html

    OdpowiedzUsuń
  18. Chyba tylko ja jestem taką sierotą, że mi nie wyszły :( Gotuję dobrze, ale wypieki..... to tragedia. Byłam pewna, że te ciasteczka mi się udadzą.

    Nie przyszło mi do głowy, że mogę do tego potrzebować specjalną blachę "na ciasteczka"- ułożyłam gałką do lodów piękne kulki i.... w piekarniku WSZYSTKO łącznie z czekoladą rozpłynęło się w jednolitą masę :((((

    Chce mi się płakać. Czemu zawsze przy pieczeniu zrobię coś nie tak? :(

    OdpowiedzUsuń
  19. Aliszio, nie potrzeba żadnej specjalnej blachy do ciasteczek. Wystarczy ta duża z piekarnika, ważna jest wielkość, właśnie dlatego, żeby ciastka się nie pozlewały. Poza tym, jak pisałam w przepisie, koniecznie trzeba ciasto oziębić, wtedy nie będzie żadnych niespodzianek. Przykro mi, że się nie udało i trzymam kciuki za kolejne już udane wypieki. Najważniejsze to się nie poddawać. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.