wtorek, październik 06, 2009

Azory: São Miguel - jeziora i befsztyki

Jedno z piękniejszych jezior wyspy São Miguel - Lagoa do Fogo (Jezioro Ognia).

Jeśli czegoś nie brakuje na wyspie São Miguel to jezior. Cała okolica usiana jest kraterami wulkanów, a one najczęściej wypełnione są wodą. W przeciwieństwie do np. wyspy Pico São Miguel mimo, że tego samego pochodzenia geologicznego, ma bardzo łagodny krajobraz. Wschodni i zachodni koniec wyspy są mocno pagórkowate, a środek wyspy to jakby wypłaszczone siodło. Wszytko pokryte obłędnie soczystą zielenią, pastwiskami, a gdzieniegdzie lasami cedrowymi. Ta zieleń obramowana jest w dodatku kwiatami. Wspominałam już o hortensjowych żywopłotach, ale innych kwiatów też jest tu zatrzęsienie - dziko rosną irysy, naparstnice, lilie. I znowu nasuwa się skojarzenie z Wyspą Księcia Edwarda z opisów Lucy Maud Montgomery. Pamiętacie te czarowne leśne zakątki na które natykała się co krok Ania z Zielonego Wzgórza?

To wszystko są przydrożne zarośla.

Tak jak i na innych wyspach nie brakuje tu również krów. Tubylcy u Maćka w pracy już jakiś czas temu polecili nam restaurację z najlepszymi befsztykami na całych Azorach. Wybieramy się więc do miejscowości Santana - to na północnym wybrzeżu, ale tylko 8km od leżącego na południu Ponte Delgada, gdzie mieszkamy.

Ja się trochę ociągam i niezbyt chętnie na tę wycieczkę przystaję, bo większość moich doświadczeń z portugalskim mięsem jest gorzej niż zła. Poczynając od tego, że kroją mięso wzdłuż, zamiast w poprzek włókien, to jeszcze zazwyczaj ich ukochane bifes są, jak na mój gust, gumowe i żylaste. Już się tutaj nieraz zwierzałam z mojego wybiórczego stosunku do mięsa i jedzenia jedynie, że się tak wyrażę, czystych mięśni prążkowanych zależnych od woli, bez ścięgien, powięzi i innych niepożądanych struktur anatomicznych. Jak widać nie jest łatwo mi w tej kwestii dogodzić, więc i po wołowinie z Azorów nie spodziewam się cudów.

Maciek jednak bardzo nalega, więc w końcu jedziemy. Mamy na twarzach uśmieszki, gdy zajeżdżamy na miejsce. Restauracja należy do Associação Agrícola de São Miguel, czyli jakby to zgrabnie przetłumaczyć .... Stowarzyszenia Rolników, albo może dosadniej - PGR-u. ;) W drodze na miejsce mijamy coś w rodzaju drewnianych zagród dla krów na świeżym powietrzu, kręcą się po terenie rolnicy na traktorach. To nas jednak nie odstrasza, wręcz przeciwnie - wiemy, że jesteśmy we właściwym miejscu, gdzie nie dociera wielu turystów, w restauracji kultowej dla miejscowych, a to może być tylko dobry znak. Sala jadalna jest duża, w prostym stylu, ale robi dobre wrażenie. Jest już sporo gości. Ja z błyskiem w oku wypatruję w karcie sporo dań z polędwicy wołowej (wielka rzadkość w kontynentalnej Portugalii).

Zdajemy się jednak właściwie na kelnera. Ujmujemy go za serce żądając lokalnego czerwonego wina. Dyskutujemy z ożywieniem wady i zalety tutejszych trunków. Najpierw raczymy się lokalnymi serami (tak tak to nie pomyłka, w Portugalii najczęściej sery podają na przystawkę, z wyjątkiem queijo da Serra , który z dodatkiem marmolady z pigwy je się po daniu głównym). Ja nawet z przyjemnością zjadam lokalny biały ser z dziwnie dobrze pasującym sosem piri-piri (mój mąż widząc to oznajmia, że chyba mi powinni dać honorowe obywatelstwo portugalskie , bo przez całe lata uważaliśmy, że nikt poza Portugalczykami nie jest w stanie jeść tej białej, galaretowatej i neutralnej w smaku substancji, nazywanej tu twarogiem; no ale z braku laku - czytaj polskiego twarogu - dobre i to, ten był zresztą jak na tutejsze możliwości naprawdę niezły ;) ).

Potem nadchodzi pora na danie główne, które jest po prostu nadzwyczajne. Tak dobrej wołowej polędwicy chyba jeszcze nie jadłam - soczysta, mięciutka , z cieniem różowości w środku. Na wierzchu befsztyk polany jest sosem z ząbkami pieczonego czosnku i paskami pieczonej czerwonej papryki. Na zakończenie posiłku - no cóż innego, jak nie tutejszy świeży ananas z plantacji odległej o kilka kilometrów od restauracji (no proszę jacy zrobiliśmy się na tych Azorach ekologiczni, dbamy nawet o tzw. food miles, o których tyle się ostatnio pisze). Stara prawda, że podstawą dobrej kuchni jest jakość produktów sprawdza się i tym razem.

Proste rustykalne wnętrze restauracji. Wiatrak na północno-zachodnim końcu wyspy.

P.S. Dodam tylko, że od tej naszej wizyty Maciej stał się stałym klientem restauracji. Pod koniec września w czasie 5 dni pobytu na Azorach był tam 3 razy. ;)

16 comments:

  1. Ale tam pieknie!
    Gdy tylko dotrzemy na Azory, bede Ci meczyc o wszystkie, interesujace adresy :)
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Te zdjęcia jezior są obłędne!
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Te zdjecia sa tak piekne, ze az nierealne. Az dech zapiera w piersiach z zachwytu :)

    Pozdrawiam cieplo :)
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Piękne zdjęcia, piękna historia, pięknie opowiedziane. Zresztą jak zawsze. Twój blog był pierwszy na który trafiłam, gdy zaczęłam poszukiwania na blogagach kulinarnych. To było rok temu i teraz mam też swój blog.Do Ciebie zawsze wracam z przyjemnością.Pozdrawiam gorąco i ...zapraszam też do siebie. Lo
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. Ach... piękne! Brak mi słów...Cudowne!:)
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  6. Raj na ziemi, a w dodatku piękne zdjęcia. Pozdrawiamy i mamy nadzieję, że też tam kiedyś dotrzemy :)
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  7. Agnieszko, i to już koniec...? Tak po prostu...?
    Tak się zaczytałam..., myślę o tej polędwicy, którą tak sugestywnie polecasz i opisujesz, myślę o tych wszystkich smakach w tych pięknych krajobrazach(zarośla...? toż to jak u nas ogródki....)krajobrazach, przewijam myszką tekst i... skończył się...:(
    Jak dla mnie za krótko...! Ja chce jeszcze...!!!
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  8. Agnieszko, wbiło mnie w krzesło! Boskie są zdjęcia, boskie, boskie, boskie! Ja tam muszę kiedyś pojechać :)
    Dzięki, że pozwalasz nam odwiedzać takie ciekawe miejsca i patrzeć na nie w tak intrygujący sposób :)
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  9. Agnieszko, powtarzam i gratuluje raz jeszcze: naprawde SUPER relacja z Azorów!!!
    Juz mnie przekonalas tymi polami uprawnymi herbaty, a teraz to i Marco jest bardzo za:)
    Zgadzamy sie z Toba zupelnie co do jakosci miesa i do sposobu jego przyrzadzania w Portugalii. Marco wyznaje, ze duzo lepiej smakuje mu mieso w Polsce.
    Masz tez racje co do swiezego serka, który dla mnie równiez jest pozbawiony smaku. Na szczescie tutaj mamy dostep do swiezego koziego serka, który najczesciej kupuje (poza sezonem letnim).

    Pozdrowienia z Alentejo
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  10. Ech rozmarzyłam się...cudowne miejsce i te widoki:)
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  11. Czyli jednym slowem nie ma jak PGR-y :-) nie potrafie zdecydowac, czy fajniej mi sie Ciebie czyta czy oglada... I marze jak zawsze!
    Pozdrowiena Agnieszko :-)
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  12. przecudowne zdjecia,po prostu bajeczne!!!!!!!
    Nie dziwie sie,ze mezus byl stalym bywalcem tej restauracji,bo wspaniale brzmi taki stek z poledwicy!!!

    Pozdrawiam :)
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  13. Dobra wołowina to jest to. Doskonałe mięso, ale wymaga pewnych umiejętności w przygotowaniu. Niedawno na Sardynii byłem we wspaniałej knajpce, gdzie stek wołowy podano w zasadzie krwisty, ale po przekrojeniu nie uronił nawet kropelki zatrzymując wszystkie soki i smaki wewnątrz. Coś pysznago.
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  14. Miejsca bajkowej urody, zwiedziłaś miejsca niezwykle piękne, brzydko zazdroszczę...pozdrawiam.
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  15. Anoushko, cała przyjemność po mojej stronie. :)

    Delie i majko, bardzo dziękuję za komentarze i pozdrawiam.

    lo, widzę, że znasz mój blog już od dawna. Bardzo mi miło, ze tu do mnie zaglądasz. Dziękuję za wiadomość o Twoim blogu, na pewno tam wpadnę. Pozdrawiam.

    Majano, jak zwykle dziękuję za miły komentarz.

    Zjeść Poznać, to trzymam kciuki za Wasze Azory. :)

    Ewelajno, naprawdę powinno być dłużej? A podobno przeciętny czytelnik iluś tam słowach odpada... tak czytałam przynajmniej w jakimś mądralińskim tekście o zasadach pisania bloga. ;) A z tymi zaroślami to dokładnie pomyślałam jak Ty - że w normalnych miejscach tak wyglądają wypielęgnowane ogródki jak na Azorach przydrożne chaszcze.

    Tili, cała przyjemność po mojej stronie. A wybrać się tam naprawdę warto, to jest całkiem inny świat.

    AniuPP, koniecznie się wybierzcie, tam jest cudnie, no i dla Marco raj fotograficzny. ;) On naprawdę uważa, że mięso jest lepsze w PL? To Ty go już całkiem na nasze przekabaciłaś... ;) Masz rację kozi serek to całkiem insza inszość i mocny punkt portugalskiej kuchni. Ja przynajmniej uwielbiam i zazdroszczę szalenie dostępu do takiego świeżego. Pozdrawiam Was oboje bardzo serdecznie. Czy u Was też tak paranoicznie pada? U nas wczoraj spadł grad....

    Joanno, miło mi , że ten post wywołał taki nastrój. ;) Pozdrawiam.

    Basiu, PGR-y to jest to.:) Dzięki za komplement. Uwierz, że się rumienię. :)

    Gosi@, steki rzeczywiście były wyśmienite. A ja dzisiaj dostałam polędwicę z Azorów w Porto i będę próbowała powtórzyć w domu restauracyjną kreację. Zobaczymy co z tego wyjdzie. ;)

    100%MasławMaśle, niewątpliwie oprócz jakości mięsa trzeba mieć do wołowiny rękę. Idealne przygotowanie jest bardzo istotne. W dodatku problem w tym, że każdy klient może mieć inną wizję ideału. ;)

    Kass, dziękuję bardzo za przemiły komentarz i pozdrawiam.
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  16. Z jednej strony piekielne saganki a z drugiej soczysta, PGR-owska wołowina i ananasy. Azory to taki świat w pigułce, wszystko co najlepsze i najpiękniejsze zebrane na niewielkiej powierzchni, to wprost niesamowite.
    Pozdrawiam!
    OdpowiedzUsuń na zawsze