Na ostanie 3 dni wakacji wracamy na São Miguel. Jak już wspominałam to największa i najbardziej cywilizowana wyspa archipelagu. Zwiedzam ją sama, bo Maciej niestety pracuje od rana do nocy. Atmosfera jest tu zupełnie inna niż na do niedawna jeszcze zupełnie odciętej od świata São Jorge - więcej turystów, lepsze drogi, sporo miejscowości na wybrzeżu, z zupełnie już miejską Ponte Delgada. Jednak nadal można znaleźć mniej uczęszczane szlaki i cudowne krajobrazy.
Namalowane na typowych portugalskich azulejos (kafelkach) logo fabryki herbaty. Herbaciane tarasy schodzą gdzieniegdzie aż do oceanu. Tak w początkach ubiegłego wieku wyglądał zbiór herbaty.Chcę przede wszystkim zobaczyć tutejsze plantacje i fabryki herbaty. Pierwszy zaczął hodować herbatę na Azorach Jacinto Leite w 1820r. Krzaczki Camellia sinensis trafiły na São Miguel dość okrężną drogą, bo z Brazylii. Jak dotarły do Ameryki Południowej? Przywiózł je tam portugalski król João VI, uciekając przed inwazją napoleońską. Sam otrzymał je w prezencie od cesarza Chin. Również Chińczycy, ale tym razem z Macao, zdradzili mieszkańcom Azorów sekrety hodowli i procesu produkcji herbaty. Swoje apogeum uprawa herbaty osiągnęła na Azorach w drugiej połowie XIX wieku. Produkowano jej wtedy ok. 250 ton, a plantacje zajmowały obszar 300 ha. Od czasu I Wojny Światowej herbaciany przemysł zaczął podupadać. Przyczyniło się do tego wydatnie obniżenie ceł na herbatę z Mozambiku (wówczas portugalskiej kolonii). W 1966 z 14 fabryk pozostało 5, a dzisiaj są jedynie dwie.
Ja wybieram ładniejszą i bardziej kameralną Fábrica de chá Porto Formoso. Trudno to miejsce właściwie nazwać fabryką - to raczej niewielka manufaktura, od jakiegoś dopiero czasu posiadająca sprowadzoną z Indii maszynę do suszenia herbacianych listków. To co mi się najbardziej podoba to nieprawdopodobny zapach, którym przesiąknięte jest całe to miejsce. Listki zbiera się ręcznie od kwietnia do września, mam więc okazję widzieć całe kosze świeżo zebranych, a potem ciemne kopczyki już wysuszonych. Aby wyprodukować czarną herbatę, liście Camellia sinensis po zbiorze muszą zwiędnąć, zostać zrolowane, a następnie mieć przez jakiś czas kontakt z powietrzem, podczas którego dochodzi do ich częściowej fermentacji i procesu utleniania. Następnie listki się suszy.
Produkuje się tu 3 gatunki herbaty: orange pekoe (to szczytowy pączek i najwyższy listek) - ta herbata daje najbardziej aromatyczny napar, pekoe ( drugi od góry listek) i broken leaf (to najpośledniejszy 3 listek ). Sortuje się i pakuje herbatę dopiero zimą. Uprawa i produkcja herbaty są na São Miguel całkowicie ekologiczne - na wyspie nie istnieją żadne choroby ani szkodniki atakujące Camellia sinensis, wobec czego nie ma potrzeby stosowania żadnych pestycydów. Nie używa się również nawozów sztucznych, ani żadnej chemicznej obróbki już zebranych liści.
Ciekawym gatunkiem czarnej herbaty produkowanym w drugiej fabryce Chá Gorreana jest tzw. ponta branca lub silver point. Nazwa pochodzi od koloru szczytowej części pędu, która w pełni lata, dla ochrony przed słońcem pokrywa się biało-srebrnym puszkiem. Ten gatunek herbaty jest słodszy i ma mocniejszy aromat, sam napar jest jednak nieco bledszy niż typowa czarna herbata. Gorreana produkuje również zieloną herbatę typu Hysson, poddawaną przed suszeniem sterylizacji parą wodną, aby zatrzymać fermentację i zachować kolor. Proces zwijania listków trwa w jej przypadku o ponad 1/2 godz dłużej niż zwykłej zielonej herbaty, co zapewnia intensywniejszy smak i aromat.
Po zwiedzaniu można w urządzonej w rustykalnym stylu herbaciarni delektować się świeżo przyrządzonym naparem. Zakochani mogą pić herbatę z kubków dla dwojga. Są to śmieszne jakby połówki kubków ustawione na jednym spodeczku. Fabryka ma widokowy taras wychodzący na plantację. Przy odrobinie wyobraźni patrząc na rzędy herbacianych krzaczków można się przenieść do Indii lub Chin. :)








18 comments: