niedziela, wrzesień 20, 2009

Azory: São Miguel - five o'clock na wyspach.

Krajobraz w okolicach Porto Formoso do złudzenia przypomina Azję.

Na ostanie 3 dni wakacji wracamy na São Miguel. Jak już wspominałam to największa i najbardziej cywilizowana wyspa archipelagu. Zwiedzam ją sama, bo Maciej niestety pracuje od rana do nocy. Atmosfera jest tu zupełnie inna niż na do niedawna jeszcze zupełnie odciętej od świata São Jorge - więcej turystów, lepsze drogi, sporo miejscowości na wybrzeżu, z zupełnie już miejską Ponte Delgada. Jednak nadal można znaleźć mniej uczęszczane szlaki i cudowne krajobrazy.

Namalowane na typowych portugalskich azulejos (kafelkach) logo fabryki herbaty. Herbaciane tarasy schodzą gdzieniegdzie aż do oceanu. Tak w początkach ubiegłego wieku wyglądał zbiór herbaty.

Chcę przede wszystkim zobaczyć tutejsze plantacje i fabryki herbaty. Pierwszy zaczął hodować herbatę na Azorach Jacinto Leite w 1820r. Krzaczki Camellia sinensis trafiły na São Miguel dość okrężną drogą, bo z Brazylii. Jak dotarły do Ameryki Południowej? Przywiózł je tam portugalski król João VI, uciekając przed inwazją napoleońską. Sam otrzymał je w prezencie od cesarza Chin. Również Chińczycy, ale tym razem z Macao, zdradzili mieszkańcom Azorów sekrety hodowli i procesu produkcji herbaty. Swoje apogeum uprawa herbaty osiągnęła na Azorach w drugiej połowie XIX wieku. Produkowano jej wtedy ok. 250 ton, a plantacje zajmowały obszar 300 ha. Od czasu I Wojny Światowej herbaciany przemysł zaczął podupadać. Przyczyniło się do tego wydatnie obniżenie ceł na herbatę z Mozambiku (wówczas portugalskiej kolonii). W 1966 z 14 fabryk pozostało 5, a dzisiaj są jedynie dwie.

Herbaciane krzewy po zbiorach i utensylia z herbaciarni.

Ja wybieram ładniejszą i bardziej kameralną Fábrica de chá Porto Formoso. Trudno to miejsce właściwie nazwać fabryką - to raczej niewielka manufaktura, od jakiegoś dopiero czasu posiadająca sprowadzoną z Indii maszynę do suszenia herbacianych listków. To co mi się najbardziej podoba to nieprawdopodobny zapach, którym przesiąknięte jest całe to miejsce. Listki zbiera się ręcznie od kwietnia do września, mam więc okazję widzieć całe kosze świeżo zebranych, a potem ciemne kopczyki już wysuszonych. Aby wyprodukować czarną herbatę, liście Camellia sinensis po zbiorze muszą zwiędnąć, zostać zrolowane, a następnie mieć przez jakiś czas kontakt z powietrzem, podczas którego dochodzi do ich częściowej fermentacji i procesu utleniania. Następnie listki się suszy.

Produkuje się tu 3 gatunki herbaty: orange pekoe (to szczytowy pączek i najwyższy listek) - ta herbata daje najbardziej aromatyczny napar, pekoe ( drugi od góry listek) i broken leaf (to najpośledniejszy 3 listek ). Sortuje się i pakuje herbatę dopiero zimą. Uprawa i produkcja herbaty są na São Miguel całkowicie ekologiczne - na wyspie nie istnieją żadne choroby ani szkodniki atakujące Camellia sinensis, wobec czego nie ma potrzeby stosowania żadnych pestycydów. Nie używa się również nawozów sztucznych, ani żadnej chemicznej obróbki już zebranych liści.

Potężna maszyna do sortowania listków. Herbata kilka godzin po zbiorze. I znowu azulejos.

Ciekawym gatunkiem czarnej herbaty produkowanym w drugiej fabryce Chá Gorreana jest tzw. ponta branca lub silver point. Nazwa pochodzi od koloru szczytowej części pędu, która w pełni lata, dla ochrony przed słońcem pokrywa się biało-srebrnym puszkiem. Ten gatunek herbaty jest słodszy i ma mocniejszy aromat, sam napar jest jednak nieco bledszy niż typowa czarna herbata. Gorreana produkuje również zieloną herbatę typu Hysson, poddawaną przed suszeniem sterylizacji parą wodną, aby zatrzymać fermentację i zachować kolor. Proces zwijania listków trwa w jej przypadku o ponad 1/2 godz dłużej niż zwykłej zielonej herbaty, co zapewnia intensywniejszy smak i aromat.

Kubek dla zakochanych i jeszcze jedno ujęcie plantacji.

Po zwiedzaniu można w urządzonej w rustykalnym stylu herbaciarni delektować się świeżo przyrządzonym naparem. Zakochani mogą pić herbatę z kubków dla dwojga. Są to śmieszne jakby połówki kubków ustawione na jednym spodeczku. Fabryka ma widokowy taras wychodzący na plantację. Przy odrobinie wyobraźni patrząc na rzędy herbacianych krzaczków można się przenieść do Indii lub Chin. :)

18 comments:

  1. Agnieszki ilekroć do Ciebie zaglądam to zaczynam marzyć, że kiedyś zobaczę te piękne miejsca na żywo. A z Twoich opisów można tyle o nich się dowiedzieć!
    Filiżanki cudne :) Chciałabym taką mieć do podziału z Dawidem :)
    Ściskam wirtualnie:*
    Wiesz jakby tak Twoje posty poskładać to byłby super przewodnik :)
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. czekalam z niecierpliwoscia na nastepny odcinek azorskiej wycieczki,jakos sie nigdy nie zglebialam ,ale plantacji herbaty chyba malo oczekiwalam,jakos kojarza mi sie z Indiami,generalnie poludniowa Azja,a tu taka mila niespodzianka,chetnie sprobowalabym filizanke kiedys......

    Pozdrawiam Agnieszko :)
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Dziękuję Agnieszko za kolejny rozdział opowieści.
    Była już kawa, wino, sery a teraz herbata, taki niewielki skrawek ziemi a praktycznie samowystarczalny ;).
    Zieleń herbacianych pól jest wprost nieprawdopodobna. Te romantyczne filiżanki są urocze, chciałabym kiedyś spróbować z nich herbaty, w końcu oznaczałoby to wizytę na São Miguel :)
    Pozdrawiam serdecznie
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Agnieszko - wspaniała notka na super ciekawy temat. Jak domyślasz się, używki typu kawa czy herbata są bliskie memu sercu i bardzo mnie ciekawią herbaciane ciekawostki. To już na mur jest, że muszę wybrać się na Azory, może po drodze do Portugalii? :)

    Pozdrowienia serdeczne. Dorota
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. Marzę aby być na takiej plantacji herbaty lub kawy. A kupiłaś sobie trochę herbaty do domu? Na pewno smak jest nieporównywalny z tradycyjnymi herbatami.
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  6. Jak zawsze zachwycające zdjęcia, ja sie nie moge nigdy od nich oderwać !:))
    Chętnie podelektowałabym się smakami tych herbat. :))

    Pozdrawiam serdecznie :***
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  7. Agnieszko, jak to wspaniale wpaść do Ciebie i ... zwiedzać inne miejsca, napić się herbaty, dowiedzieć czegoś ciekawego, poczuć się jak bym była tam gdzie Ty :) Dzięki za te wirtualne wycieczki :*
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  8. Widoki zapierają dech w piersiach. Ciekawe, czy w Polsce można kupić herbatę z Azorów, aż sprawdzę z ciekawości.
    Pozdrawiam serdecznie.
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  9. Piękneie wyglądają plantacje...fantastyczne zdjęcia i superciekawe opowieści...pozdrawiam.
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  10. Fajne te pola herbaty.
    Pozdrowienia.
    Krzysiek.
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  11. Podobają mi się te kubki dla zakochanych ;)

    Swoją drogą, Agnieszko, podziwiam wkład pracy, jaki włożyłaś w tę potężną relację z podróży! Mnóstwo ciekawych rzeczy tu przemyciłaś, nie wspominając o zdjeciach.

    POzdrowienia cieplutkie ślę!
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  12. Agnieszko, ale fascynujaca musiala byc ta fabryczka - ilez ciekawostek kryja w sobie Azory.. Te zdjecia - ach cudne plantacje!! Zawsze mnie zastanawialo jak segreguje si ete listki, ilez to pracy...
    PS, Mam wrazenie, ze o tym wspominalas, ale zapytam jak duzo casu zabiera Wam podroz na Azory?
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  13. Aguś, Twoje zdjęcia powalają. Nadają się do profesjonalnych publikacji. Opisy są arcyciekawe, ale jestem wzrokowcem i oko najpierw wędruje do zdjęć. Nie mogę się napatrzeć.
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  14. Wspaniałe zdjęcia. Twój blog znakomicie pasuje do mojego księgozbiorku podróżniczego.
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  15. Polko, mnie też te filiżanki ujęły za serce. Sympatyczne są. :) Dziękuję za miłe słowa. Niezwykle się cieszę, że ta nie mająca końca relacja o Azorach daje się znieść. ;) Pozdrawiam Cię ciepło.

    Gosi@, rzeczywiście herbata nie bardzo się kojarzy z tymi rejonami. O dziwo jest bardzo dobrej jakości. Niedawno nawet do drugiej fabryki Gorreana dotarli jacyś słynni francuscy degustatorzy herbaty i podobno się zachwycali. Ja akurat co do oceny herbaty to bym bardziej wierzyła Brytyjczykom (dłużej i częściej ja piją w końcu) ... ;)

    Felluniu, masz rację, oni rzeczywiście przez kilka wieków musieli byc praktycznie samowystarczalni. Kontakty z kontynentem, a zwłaszcza transport z niego był bardzo kosztowny. Co do filiżanek, to rzeczywiście wyspa São Miguel jest jedynym miejscem gdzie takie widziałam. Mam nadzieję Felluniu, że uda Ci się dotrzeć na Azory i skosztować tamtejszej herbaty z takich filiżanek. Pozdrawiam serdecznie.

    Doroto, cieszę się bardzo, że do odwiedzenia wysp udało mi się Ciebie zachęcić. Zahaczyć o kontynentalną Portugalię po drodze to nie jest zły pomysł. ;)

    Sonieczko, oczywiście że kupiłam (mimo, że miałam jeszcze trochę w domu po wojażach męża). Jakoś nie potrafiłam stamtąd wyjść bez paczuszki orange pekoe. Ja lubię jeść i pić rzeczy, które przywołują wspomnienia z podróży, tak że jak się domyślasz ta herbata mi bardzo smakuje.

    Majanko, dziękuję za miłe słowa. Faktycznie przyjemnie się te herbaty degustuje, zwłaszcza jak się widziało na własne oczy ich proces produkcji, ;)

    Tili, bardzo, bardzo dziękuję za Twój uroczy komentarz. Bardzo mi miło zabierać takie miłe osoby na te wirtualne wycieczki. :)

    Lisko, też jestem ciekawa czy można ją zdobyć. Ja kiedyś woziłam do PL w prezencie porto i inne portugalskie wina. Odkąd wiem, że macie ich spory wybór stwierdziłam , że takie prezenty chyba mijają się z celem. Stąd mnie ciekawi, czy herbata jest dostępna... Jako prezent przewożony samolotem ma niezwykłą zaletę - jest lekka i nietłukąca w przeciwieństwie do butelek wina.

    Kass, dziękuję bardzo za komentarz i serdecznie pozdrawiam. :)

    Krzyśku, dzięki za komentarz i serdeczne pozdrowienia.

    Aniu, widzę że z Ciebie kolejna wielbicielka kubków dla zakochanych. Rzeczywiście takie "reportaże" są troszkę czasochłonne do przygotowania. Ja szczęśliwie sporo pisałam na bieżąco na lotniskach, w hotelu, w samolotach. Potem pozostała jeszcze obróbka zdjęć i złożenie wszystkiego w całość. Ale dla miłych czytelników i odzewu od nich warto się poświęcić. ;) Pozdrawiam cieplutko.

    Basiu, wiesz z ta segregacją listków to jest trochę podejrzane, albo ja coś źle zrozumiałam. Ponoć w czasie zbioru zrywa się szczytowy pączek i wszystkie 3 listki razem. Dopiero po suszeniu sortuje się listki maszynowo. Skąd ta maszyna niby wie, który listek jest pierwszy, a który drugi i trzeci....? Z Porto do Ponte Delgada leci się ok. 2.30 - 3.00 godz. Samoloty nie latają codziennie więc czasami trzeba się telepać przez Lisbonę, co jest kłopotliwe zwłaszcza w powrotnej drodze, bo samoloty z Azorów się notorycznie spóźniają...wrrr.

    Kawo, o jejku, dziękuję za takie komplementy. One są na wyrost, z nas tylko mizerni fotograficzni amatorzy.;)

    Pinos, to widzę że musimy lubić podobne kierunki wakacyjne. Pozdrawiam serdecznie. :)
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  16. To ja wroce do herbacianego watku: wlasnie napisalas o maszynie - tak myslalam czy ona jest w stanie jakos tak "obrocic" ta galazeczke i oddzielic listki, pewnie tak - sprytne to musi byc, no w koncu nie wierze, ze te gorne listki to bylaby bujda na resorach :)
    Czyli mowisz, ze najlepiej przez Lizbone, rany ostatnio przyjaciolka napisala mi ze sa tam najpiekniejsze plaze :) a ja juz chcialam nie jezdzcic..

    Pozdrowieni serdeczne!
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  17. Basiu, no właśnie tez mnie męczy zasada działania tej maszyny. Ja to sobie wyobrażałam wcześniej, że oni zbierając od razu segregują listki. Nie zapytałam na miejscu jak ta maszyna działa i teraz nie wiem. Sporo tam zresztą tych maszyn było, tak że byłam lekko zagubiona. Może męża wyślę na przeszpiegi przy okazji. ;)
    Co do plaż - to w samej Lizbonie, ściśle rzecz ujmując, nie ma żadnych. Za to nieco na północ i na południe od niej są rzeczywiście b.ładne. Najsłynniejsza jest Praia de Gaucho - mekka surferów. Tylko że temperatura wody w tym Atlantyku to taka sobie...

    Blk, cieszę się ,że się podoba.
    OdpowiedzUsuń na zawsze