Z okna hotelu na wyspie São Jorge widzimy codziennie sąsiednią wyspę Pico, słynną z uprawy winorośli i charakterystycznego stożka wulkanu, prawie zawsze otoczonego koroną chmur. Widok jest tak kuszący, że decydujemy się popłynąć tam promem na jeden dzień.
Podróż jest krótka, to tylko 30 minut statkiem, bo wyspy dzieli 8 mil morskich. Za to wiatr w cieśninie daje się nam trochę we znaki, ale dzielnie spędzamy całą podróż na zewnętrznym pokładzie. Pogoda na Azorach jest niesamowicie zmienna, mówi się że każdego dnia można tu zaznać 4 pór roku. To może przesada, bo śnieg nie pada, a temperatura nie spada poniżej 15ºC, ale słońce co chwila zasnuwa się chmurami i przelotnie pada. Jest za to cały czas ciepło i wilgotno. Ekwipunek turysty na wyspach latem to T-shirt, bermudy i kurtka przeciwdeszczowa.
Pico, mimo że tak blisko położone wyspy São Jorge, mocno się od niej różni. Aktywność wulkaniczna jest tu o wiele świeższej daty. U podnóży idealnie uformowanego stożka Pico są całe pola wulkanicznego żużlu, a na wybrzeżu można podziwiać smoliście czarne warstwy spiętrzonej lawy.
Kolejne ujęcie imponującego stożka wulkanicznego dominującego nad wyspą. Pola lawy.
W czymś w rodzaju wulkanicznego pyłu rosną również tutejsze winogrona. Pico to jedyna wyspa w całym archipelagu, gdzie na większą skalę uprawia się winorośl (są też niewielkie winnice na wyspie Terceira i na São Miguel). Sama metoda hodowli przypomina nieco to, co już widzieliśmy na Lanzarote na Wyspach Kanaryjskich. Krzaczki winorośli otaczane są systemem murków (curral, canada), zbudowanych z wulkanicznego bazaltu, które mają je chronić przed oceaniczną bryzą (roślinom szkodzi zarówno rozpylona w powietrzu słona woda morska, jak i zbyt silny wiatr). Murki nagrzewają się w ciągu dnia i oddają zgromadzone ciepło nocą, zapewniając specyficzny mikroklimat. Ich wysokość i szerokość nie jest dziełem przypadku, a wynikiem wielowiekowego doświadczenia tutejszych hodowców winorośli. Ogromna wilgotność powietrza tu, prawie na środku Atlantyku, powoduje również pewien stopień odwodnienia winnych gron i tym samym zwiększa stężenie cukru, co jest bardzo pożądanym zjawiskiem . Cały obszar, gdzie uprawia się winorośl przypomina położony tuż nad oceanem kamienny labirynt i objęty jest patronatem UNESCO, jako unikalny krajobraz stworzony przez człowieka.
Prawie zupełnie nie widzi się na Pico wszędobylskich gdzie indziej na Azorach hortensji. Mnóstwo jest za to maleńkich wioseczek, gdzie większość domów zbudowana jest z wulkanicznego kamienia, spajanego często białą zaprawą, co daje typowy efekt dla tutejszego budownictwa. Świetnie też wygląda połączenie czarnego kamienia z czerwonymi okiennicami i drzwiami domów.
Dwa popularne wina z Pico. Nazwa tego drugiego pochodzi od zakonnika, który był jednym z pionierów hodowli winorośli na wyspie. Jeśli kogoś ciekawią inne gatunki wina z tych okolic zapraszam tutaj.
Najbardziej znanym winem z Pico jest słodkie vihno licoroso (jedno z bardziej znanych nosi nazwę Lajido) robione głównie z odmiany winogron o nazwie verdelho (czasem samo wino również nazywane jest verdelho). Uprawę tego gatunku rozpoczęto zaraz po zasiedleniu wyspy, jeszcze w XV wieku. Wino było chyba dosyć sławne skoro eksportowano je do Anglii, Niemiec, Brazylii, Indii Zachodnich i trafiało nawet na stoły rosyjskich carów. Uprawy mocno ucierpiały w czasie plagi filoksery, która dotarła nawet na wydawałoby się odcięte od świata Azory. Wystarczy wspomnieć, że w 1866r zamiast zwyczajowych 15.000 beczek wina wyprodukowano tylko 100.
Currais czyli systemy murków chroniących winorośl.
Obecnie winnice są mniejsze niż w XIX wieku. Poza wspomnianym słodkim verdelho produkuje się tu jednak sporo bardzo ciekawych wytrawnych win białych (te często mają nuty miodowe i mineralne) oraz trochę czerwonych i różowych. Nie wiem, czy to siła sugestii, ale za każdym razem, gdy je piliśmy odnosiliśmy wrażenie, że wulkaniczna ziemia odcisnęła na nich swoje wyraźne piętno.
Na wyspie jest też niewielkie muzeum wina, gdzie objaśnione są tajniki jego produkcji i oprócz zwiedzania klasycznej winnicy, można też sobie pospacerować po ogrodzie pełnym monstrualnie wielkich smokowców. To są niesamowite drzewa, podobne nieco do juki, endemiczne dla Makaronezji. Ten ostatni termin był dla mnie nowością. Okazuje się, że tą piękną nazwą (z greckiego makáron - szczęśliwy, nesoi - wyspy, czyli ni mniej ni więcej tylko - wyspy szczęśliwe; ta Atlantyda jak widać ciągle się nam tu narzuca) określa się archipelagi Północnego Atlantyku położone u wybrzeży Europy i Afryki (czyli właśnie Azory, Maderę, Wyspy Kanaryjskie i Wyspy Zielonego Przylądka). Wracając do smokowców - rosną one bardzo powoli, osiągając metr wysokości dopiero po 10 latach, a gdy natnie się ich korę wypływa z niej czerwona żywica nazywana "smoczą krwią".
Typowa architektura wyspy Pico. Endemicznie rosnący na wyspach smokowiec, tu bardzo okazały i stary egzemplarz. Tak rośnie winorośl na Azorach.
Oprócz degustowania wina polujemy na czubek stożka wulkanicznego, będącego jednocześnie najwyższym wzniesieniem Portugalii (2351m npm), który dosłownie co kilka sekund odsłania się lub zasnuwa chmurami. W końcu decydujemy się na mały piknik u jego podnóży i wreszcie udaje nam się go uwiecznić na zdjęciach.
Wieczorem znowu wychłostani atlantyckim wiatrem wracamy do naszej przystani na São Jorge. Jutro czeka na nas kolejna wyspa – Faial, kiedyś mekka wielorybników, a teraz żeglarzy z całego świata.
PS. Tekst ten ukazał się w wydaniu styczniowym 2010 roku na portalu http://vinisfera.pl/. Link: http://vinisfera.pl/wino









16 comments: