poniedziałek, sierpień 17, 2009

Azory: czyli we dwoje na Atlantydzie

Pola i łąki wyspy São Jorge, w tle wyspa Pico.

Nareszcie wakacje! Niezbyt długie, ale za to dość nietypowe pod względem kierunku. Już Wam nie tak dawno wspominałam o atlantyckich Azorach, ale wówczas była to jedynie relacja z drugiej ręki. Teraz Maciej, tak jak obiecał, zabrał mnie tam na krótkie wakacje. Podobno większości Amerykanów, a tych tutaj całkiem sporo jako turystów - niedługo wyjaśnię dlaczego, Azory kojarzą się jedynie z wyżem azorskim. Ja gdy mieszkałam w Polsce łączyłam je natomiast z wojskową bazą amerykańską na wyspie Terceira. ;) Dopiero mieszkając w Portugalii zorientowałam się, że wyspy mają sporo do zaoferowania, choć może nie każdemu turyście.

Lecimy z Porto do Ponte Delgada - najludniejszego miasta na São Miguel, największej wyspie archipelagu. Wita nas ona zasnutym niską warstwą chmur niebem i siąpiącym co chwilę deszczem. Nie jest to jednak nasz punkt docelowy. Na drugi dzień wsiadamy do samolotu, który wiezie nas na wyspę São Jorge (św. Jerzego), położoną w grupie środkowej archipelagu (w sumie wszystkich azorskich wysp jest 9, a grupa środkowa ma ich 5). Widok z przestworzy jest niesamowity - São Jorge leży w centrum grupy, otoczona ze wszystkich stron pozostałymi 4 wyspami. W dodatku na powitanie mamy słoneczną pogodę, co wcale na Azorach nie jest takie oczywiste, nawet latem.

Typowa architektura Azorów - czarny wulkaniczny kamień i białe spoiwo.

Od razu muszę zaznaczyć, że Azory to nie jest kierunek masowej turystyki. Nie każdemu przypada do gustu niestabilna i przysłowiowo wręcz zmienna pogoda, prawie że zupełny brak piaszczystych plaż (na większości wysp są tylko maleńkie plaże wulkaniczne lub tzw. naturalne baseny - czyli oddzielone od otwartego morza skałami i sztucznie wybudowanymi murkami przybrzeżne jakby jeziorka), a do podziwiania jest tu właściwie jedynie natura. Ale za to jaka natura! Takiej przyrody i zapierających dech w piersiach dziewiczych krajobrazów muszę przyznać, że dawno nie widziałam. Wszystkie wyspy mają rodowód wulkaniczny, pokryte są bujną roślinnością, z przewagą soczyście zielonych łąk i pastwisk. Na tych ostatnich okolonych żywopłotami z hortensji pasą się niezliczone stada krów. W końcu z Azorów właśnie pochodzi najlepszy w Portugalii nabiał.

Różne ujęcia Fajã da Caldeira de Santo Cristo.

Trochę inne są stromo spadające do oceanu wybrzeża - te przypominają raczej (przynajmniej na północnej stronie wyspy São Jorge) kadry z filmów o Robinsonie Cruzoe. Niezwykle wysoka wilgotność i ogromna obfitość ptaków potęgują jeszcze to wrażenie. Czujemy się prawie jak odkrywcy, zwłaszcza na pieszym szlaku do Fajã de Santo Cristo. Szliśmy ośmiokilometrową zupełnie pustą trasą w porze zachodu słońca, podziwialiśmy zachowaną w tych okolicach endemiczną roślinność i spadające z 800-metrowego grzbietu wyspy wodospady. Człowiek ma wrażenie przedzierania się przez mocno dziewiczą dżunglę, choć to tylko złudzenie, bo okazuje się, że co leniwsi turyści wożeni są pojazdami, które, jak mnie pouczyło moje będące na bieżąco dziecko, noszą nazwę quad'ów. Co mnie niezwykle pozytywnie nastawiło do Azorów i trochę w tej wilgotności zdumiało - to fakt, że nie było tam komarów i w ogóle ilość dokuczliwych owadów była minimalna (a nie mówiłam Wam, że to szczęśliwy ląd - po prostu Atlantyda ;) ).

Samolot SATA - linii lotniczych z Azorów. Ciasteczka espécies. Império - kapliczka Ducha Świętego.

Wspomniałam, że szliśmy do Fajã do Santo Cristo. Fajã to dość ciekawa formacja geograficzno-geologiczna. Nie znalazłam nigdzie polskiego tłumaczenia tego słowa, pewnie dlatego, że zjawisko jest dość unikalne. Na Azorach występuje w zasadzie jedynie na wyspie São Jorge. Jak pisałam wybrzeża są tu niezwykle strome, gdzieniegdzie jednak po osunięciu się skał lub z powodu spłynięcia do podnóży wyspy lawy powstały na poziomie morza zupełnie płaskie, półkoliste kawałki lądu, nazywane właśnie fajãs. Często oprócz bardzo żyznej ziemi mieszczą one jeszcze niewielkie jeziorka.

Wyspa São Jorge właściwie dopiero od czasu, gdy powstał port lotniczy ma jaki taki kontakt ze światem. Wcześniej była od niego mocno odcięta, co spowodowało jak się można domyślać, pojawienie się wielu odrębnych zjawisk kulturowych - między innymi typowej architektury i nieco innej niż na kontynencie kuchni. Co do tej pierwszej to chyba sztandarowym przykładem są tu kapliczki Ducha Świętego, nazywane impérios. Cała wyspa jest nimi usiana, a Zielone Świątki to chyba najważniejsza uroczystość religijna archipelagu.

Z tej okazji gospodynie z Azorów przygotowują wiele tradycyjnych potraw, a zwłaszcza wypieków. Gotują zazwyczaj sopa de Espírito Santo (zupę Ducha Świętego) i pieką espécies (bardzo ładne ciasteczka, ale z mdłym, anyżowym nadzieniem). Obowiązkowe jest tzw. bolo de véspera, czyli .... wczorajsze ciasto. Każda głowa rodziny ma obowiązek przynieść do kaplicy 25 sztuk tego specjału, tam jest ono poświęcone, a następnie już po nabożeństwie zaczyna się festa, w czasie której je się te drożdżowe wypieki. Bolo de véspera ma kształt okrągłych placków, na których odciskane są specjalnymi pieczątkami różne wzory, między innymi tzw. korona Ducha Świętego. Taką ozdobę na wszelkich kościelnych uroczystościach i procesjach przez 7 tygodni nosi też dziewczynka, wybierana spośród parafian w każdej z kaplic w niedzielę wielkanocną. Zawsze mnie zdumiewa, że w dwóch równie katolickich krajach jak Polska i Portugalia są tak odmienne tradycje w obrzędowości.

Typowy wypiek na Zielone Świątki - bolo de véspera.

Podobno cała kulinarna oprawa Zielonych Świątek na Azorach, a zwłaszcza zwyczaj dzielenia się jedzeniem z innymi, pochodzi jeszcze od czasów portugalskiej królowej Św. Izabeli, znanej z dobroczynności, która w tym czasie tradycyjnie wydawała posiłki biednym.

Ja nie omieszkałam oczywiście wspomnianego już ciasta kupić i spróbować. Rozczarowanie było wielkie, choć czegóż tu się było spodziewać po wczorajszym cieście drożdżowym. :) Bolo de véspera jest kuszące wizualnie, ale ... suche, kruszące się, no po prostu zwyczajnie czerstwe.

Atlantyk o zachodzie słońca. Wulkan Pico niestety złośliwie schował się po lewej stronie za chmurami.

Nie popadajmy jednak w marazm, będą i smaczne potrawy na Azorach, w końcu nie wszystko jest tu wczorajsze i udaje się nasycić nie tylko oczy. ;) Cdn.

22 comments:

  1. Ja lecę do pracy, a tu takie wakacyjne cuda! Pięknie zaczyna się ten poniedziałek, no pięknie!:)
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Piekne krajobrazy. A to zdjecie Atlantyku o zachodzie slonca jest powalajace :)
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Jakie cudowne zdjecia! Bardzo lubie czytac rozne Twoje opisy.
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Prześliczne zdjęcia, wspaniały opis, cudowna podróż!
    Ach, pozazdrościć takich widoków. Cieszę się,ze pokazujesz nam swoje wspaniałe wyprawy.
    Zdjęcia są powalające, szczególnie to ostatnie, boskie po prostu!
    Pozdrawiam:)
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. Cudne zdjecia Agnieszko, opis tez jak zawsze wspanialy. Zazdroszcze Ci tych podrozy i tylu pieknych miejsc jakie mozesz podziwiac:)
    pozdrawiam:)
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  6. Ale tam cudnie. Zazdroszcze wrazen.
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  7. Ja też chcę na takie wakacje...! Zwłaszcza "zapodane" w taki sposób...:)Już tęsknie za tą świeżością i czystością powietrza, która przebija z Twoich zdjęć. Wydaje się, że tam właśnie można oddychać "pełną piersią" i nabrać dużo więcej energii niż gdziekolwiek indziej.
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  8. JEJ! Agnieszko, te zdjęcia mnie powalają. Obydwoje z mężem je robicie czy tylko Ty?
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  9. Piekne zdjecia kojarza mi sie z moimi wakacjami - Szkocja - moze dlatego ze tam tez taka niesamowita zielen, gory, morze i bardzo zmienna pogoda - ale i tak warto to zobaczyc :) Moze wiec kiedys wybierzemy sie w proponowanym przez ciebie kierunku :)
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  10. Wspaniala podroz Agnieszko! I jak zwykle cudne zdjecia :) Niestety Azory znam tylko wirtualnie, teraz miedzy innymi dzieki Tobie :)

    A bolo de véspera wyglada nader intrygujaco!

    Pozdrawiam serdecznie
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  11. Agnieszko zdjęcia są tak piękne, że mam ochotę wsiąść w samolot i natchmiast polecieć na Azory :)

    Od dawna zresztą nosimy się z zamiarem udanie się na te piękne wyspy drogą morską, na pokładzie Belem, gdzie chcielibyśmy zaciągnąć się jako majtkowie :D
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  12. Uwielbiam pani wycieczki!!!Czekam na cd :)))
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  13. Agnieszko, tak pięknie opisałaś Azory, że najchętniej już spakowałabym plecak i chodziła po nich czy w deszcz czy w słońce :) Czekam na ciąg dalszy :)
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  14. wiesz, dzięki Twojemu blogoi i pięknym opisom poznaję świat:) Nazwę"Azory" słyszałam, ale nie wiedziałam co ona oznacza, teraz już wiem i to dzięki Tobie :)
    czekam na ciag dalszy :)
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  15. Ależ tam jest pięknie, Agnieszko, wspaniałe zdjęcia i niezmiernie ciekawy opis.
    Pozdrawiam!
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  16. o rany!!!! alez tam pieknie jest!!!!!pieknie tez opisujesz :)
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  17. Agnieszka, u Ciebie kazdy "wakacyjny" wpis jest cudny! Oczywiscie pochlonely mnie calkowicie "bolo de véspera" czy te placki sa raczej duze czy caisteczkowatej wielkosci? Sa urocze, a pieczatkowe odciski wspaniale :-)
    Pozdarwiam serdecznie!
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  18. Agato, czy urlop jeszcze przed Tobą, czy już jesteś po?

    Majko, cieszę się, że się Tobie azory podobają. Pozdrawiam. :)

    Aniu, dziękuję za takie miłe słowa. Pozdrawiam.

    Majano, mi jest zawsze ogromnie miło dzielić się wrażeniami z takim sympatycznymi czytelnikami. :)

    Olu, a ja dziękuję za taki uroczy komentarz i pozdrawiam Cię serdecznie.

    Ewo, my się zakochalismy w Azorach. A jeszcze nam zostało kilka niezwiedzonych wysp. ;)

    Ewelajno, masz rację to jest idealne miejsce do tzw. ładowania akumulatorów. dziekuję z amiły komentarz.

    Aniu, jak najbardziej oboje, taka z nas amatorska mini-ekipa fotograficzna. ;)

    Ziji, witam Cię serdecznie w moim netowym kąciku. masz rację, Szkocja też słynie z imponujących krajobrazów. Tak prawdę mówiąc to na te wakacje rozważaliśmy właśnie albo Szkocję albo Azory. W tym roku padło na te ostatnie, więc Szkocja może za rok...

    Marghe, dziękuję serdecznie za dobre słowo. :)

    Beo, mam nadzieję że może będziesz miała okazję poznać nie tylko wirtualnie, bo naprawdę warto. A jeżeli chodzi o bolo de vespera to niestety smak ma się nijak do wyglądu. ;)

    Anoushko, będzie też post dla wilków morskich na temat mekki żeglarzy - wyspy Faial. Mam nadzieję , że Cię zaciekawi. Pozdrawiam serdecznie.

    Pani Joanno, dziękuję za taki miły komentarz i pozdrawiam. :)

    Tili, tam rzeczywiście jakoś tak jest, że bez wzgledu na pogodę natura jest cudna i ma się czlowiek nawet w deszczu czy we mgle ochotę wałęsać po tych wyspach.

    Aga-aa, nie jesteś jedyna, tak jak wspominałam wielokrotnie Azory niezbyt konkretnie się ludziom kojarzą. Pozdrawiam Cię serdecznie. :)

    Felluniu, dziękuję za ciepłe słowa. :)

    Gosi@, a mi jest bardzo miło dostawać takie komentarze. :)

    Basiu, duże duże, dyski wielkości porządnej tortownicy. Tam w tel na zdjęciu jest marnie widoczne krzesło, może ono da trochę pojęcie o wielkości. Tylko, żeby one były jeszcze smaczne, a tu guzik z pętelką...Dzięki za miłe słowa i również Was serdecznie pozdrawiam.
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  19. Agnieszko, nic tylko pozazdrościć... Pierwsze zdjęcie wprost do zakochania. Zapewne na żywo tamtejsze widoki robią jeszcze większe wrażenie...
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  20. Małgosiu, oj to podwójnie mi miło, bo to mój wypatrzony kadr, okupiony ostrym hamowaniem i cofaniem się krętą i stromą dróżką.:) Oczywiście zdjęcia nie doskakują nawet minimalnie do natury na żywo. Ja ciągle wzdychałam, że przydałyby się trójwymiarowe fotki. Bo właśnie ten trzeci wymiar robi chyba największe wrażenie na Azorach, a zdjęcia wszystko spłaszczają niestety.
    OdpowiedzUsuń na zawsze
  21. Zazdroszczę Wam tej współpracy fotograficznej :)
    OdpowiedzUsuń na zawsze